Andrzej Biedroń

Kara

 

N. nie wiedział, czym dokładnie zawinił. Bo nie chciał kupić akurat TEJ kurtki? Akurat TEGO samochodu? Akurat TEGO wszystkiego?

             Przyszli do niego przed świtem. Delikatne drzwi z NIE-TEGO materiału wyleciały z hukiem z zawiasów, gdy grupa zamaskowanych mężczyzn wpadło do mieszkania. Nie zdołał nawet stawić oporu, zresztą nawet gdyby próbował, bez trudu wybiliby mu to z głowy. Obezwładniony, z workiem na głowie, został zaprowadzony do TEJ furgonetki. Samochód odjechał z piskiem opon.

Ucieczka

   Byli tuż za mną. Słyszałem ich stłumione głosy, czułem na karku nieświeże oddechy. Rzuciłem się w boczną alejkę, licząc, że im ucieknę. Może tym razem mogło się udać?

    Byli wszędzie, gdziekolwiek nie poszedłem. Czaili się na mnie, gotowi wyskoczyć, dosięgnąć, rozszarpać na strzępy moją niezłomność. Ile już razy próbowałem ich zgubić i zawsze przegrywałem? Ile razy ulegałem ich namolnej obecności, odbierającej mi wszelką asertywność i zdrowy rozsądek? Tym razem nie chciałem przegrywać. MUSIAŁEM WYGRAĆ.

Subskrybuj RSS - Andrzej Biedroń