Bartosz Szczygielski

Chciałem, żeby ten wieczór był wyjątkowy

Zapach pierników, niczym wisielec targany wiatrem, unosi się pod sufitem. Wwierca w nozdrza tak nachalnie, że żołądek domaga się choć jednego, małego, zaspokajającego gryza brązowej pyszności. Mark co roku przynosi mi wypieki od swojej żony. Dziś, po dwunastu latach, cały czas nie wiem dlaczego.

Za konfiturami

— Rzuć mu coś!

— Co mam mu rzucić, siebie?! 

— Kość jakąś, cokolwiek. Nie wiem.

— Skąd ja wezmę kość Gruby? Myśl, do cholery!

— Od czego ty jesteś, Szybki, co? 

— Za drzwiami jest koszmarnie wielkie, złe i niebezpieczne … Coś. Nie mogę myśleć w takich warunkach — odparł Szybki, wycierając zakurzone ręce w ortalionowy dres.

Subskrybuj RSS - Bartosz Szczygielski