Małgorzata Ślązak

Syber-Albo-Ja

Ból to głód, głód smakuje ziąbem. Ziąb ma pietra, ze strachu chlupocze w sokach żołądkowych. Bryła lodu skacze w bebechach jak diablę w łonie wiedźmy.

Ból to monotonia. Nogami obwiązanymi kawałami koca wycinam w śniegu ten sam niekończący się wzór. Łączę ściegi dla lodowego olbrzyma, a nie wiem, czy ten materiał biały, na wiorsty liczony, z krwi krajką – zechce zimne panisko.

W kocim trybie

To moja praca,  karmicielka, obowiązek…

– Chodź do mnie – szepczę miękko, szeptem kocim. Szept taki zawiera pomruk, rozleniwienie, lubieżność. Włączam kotowatość, mierzwię włosy kochanki.

Włosy gęste, rude, meszek na piegowatych ramionach. Na łydkach łebki młodziutkich, rudawych szpilek. Goli się.

Niemodyfikowana. Skronie bez gniazd, niegładkie ciała.

Zwarcie

Nigdy się nie skarżyłem.

Waliła w łeb, aż skakały jedynki. Waliła w ciało – fiksowały zera. Wsuwała mi na siłę niestrawne płyty. Rzygałem danymi, plamiąc rejestry. Zalewała klawiatury – nadawały się potem tylko do amputacji. Ścierając kurz z listwy ściennej, deptała mi kable. Wystawiała na szwank moją prywatność, narażała na infekcje.

A ja? Powoli, spokojnie wykonywałem swoje powinności. Lecz ona nadal rozdrażniona była, nie wiem czemu.

Kiedy robiła restart, wysiadł prąd.

Ja też. Razem z nowym tekstem.

Z poufnych raportów Brygady DODO (Dezynfekcji, Oczyszczania, Dezynsekcji i Odszczurzania)

Oszczędza na lepie

Starszy, skąpy kawaler z Gołdapi

Ma wygódkę, w której strasznie capi;

Sekret owego smrodku

Tkwi w fakcie, że w wychodku

Na la merde jegomość muchy łapie.


Profilaktyka

Raz nas pewna pani z Podbeskidzia

Zawezwała; żona jasnowidza

– Dobrodziejko kochana,

Toż szkodnika ni grama!

– Ale będą! Mój mąż to przewidział!


Nie pracuj na gazie

Subskrybuj RSS - Małgorzata Ślązak