Andrzej Betkiewicz

Nexus

Wstąpiłem swego czasu w nexus. Nexus małżeński. Zapowiadało się wspaniale. Ja mówiłem: „czarnego”, ona: „kota”. Ona: „czerwoną”, ja: „sukienkę”. Związek zgody, pełen zrozumienia, w którym uzupełnialiśmy się i dopasowywaliśmy do siebie.

Z początku właśnie tak było.

Robiłem jajecznicę na śniadanie, ona dodawała szczypiorku. Kiedy indziej zmywała naczynia, ja przychodziłem i je wycierałem. Nexus idealny.

Ćma barowa

– Co ja robię w tym barze, chłopcze? Że niby stary jestem? Ty jesteś za to tak pijany, że do starego zagadałeś, ot co! No, już się tak nie bocz i odstaw tę popielniczkę. No już. Pytasz, co tu robię? Odpoczywam po ciężkiej pracy. Że na emeryturze powinienem być? A powinienem. Od siedmiu lat, ale kochana ojczyzna chce jeszcze owoców z dwóch lat mojej pracy.

Pokuta

Goniec filadelfijski

2 maja 1986. Piątkowe wydanie specjalne

Dr Henry Howard Holmes – pamiętnik siódmy

 

Nie ma, że boli

Był naprawdę piękny wieczór. Słońce powoli chowało się za koronami drzew, które zdobiły pobliski park. Bryza znad Hańczy przyjemnie ochładzała po gorącym dniu, a grupy rówieśników Eweliny śmiały się i podpijały tanie trunki.

Fala

– Czy obiekt trzynasty jest przygotowany na kolejne próby? – Pytanie zostało zadane sztucznym,  komputerowym głosem.

– Tak. – Odpowiedź także brzmiała nienaturalnie, ale znacznie bardziej ludzko.

– Zatem niech obiekt trzynasty uda się do komory ciśnieniowej – zarządził syntezator.

Chrystus w Limbo

Kolejna cywilizacja do uratowania? Musiałeś tyle eksperymentować, Tato? Najpierw Xill i Prwtt, których ożywiłeś na planecie Karr. Oczywiście Szatan skusił ich, występując w postaci amorficznej istoty. Potem tych troje, których imion wypowiadać nie potrafię. Ani nawet pomyśleć. Trzy płcie to był dobry pomysł, ale Szatan zagrał na zazdrości i chuci. Upadli. Potem jeden, samotny. Tym razem osadziłeś go na gazowym olbrzymie. Ale Szatan uwiódł go, występując jako strumień grawitacji. Pomagał Ci zaprojektować wszechświat, więc nie ma się czemu dziwić. A teraz ludzie.

Katar

Logan szedł pochylony, ciemnym płaszczem zamiatając zakurzoną ulicę. Mróz ranił oczy, nie dało się oddychać bez bólu w płucach. Pomimo zimy ani grama pięknie białego śniegu. Kichnął siarczyście. Pomacał się po schowanej za pazuchą, wypchanej złotem sakiewce. Szeroki uśmiech rozjaśnił ściągniętą twarz.

Obcy w obcym kraju

Siedziałem w głośnym barze na Piątej. Nowy Jork to w ogóle hałaśliwe miejsce. Skinąłem na kelnerkę, najuprzejmiej jak potrafiłem, ale i tak wytrzeszczyła oczy, jakbym nie wiem... siedział nago. Może to przez laskę opartą o stolik? Kobieta podeszła z dzbankiem kawy.

            – Dziękuję – odmówiłem. – Poproszę herbatę. I grzankę z serem. Podpiekaną z jednej strony.

Na łące

Już dawno wzleciałem na wyżynę z łąką.

Ty stałaś tam sama – wszechpokryta mąką.

Twe usta różane, zabielona skóra...

I cień na twym łonie... ta przewrotna chmura!

 

Kochałem cię w kwiatach. Barw feeria, luba!

I dbałem, by ciebie nie dopadła nuda.

Me usta ogniste całowały szyję.

Wspominam to wszystko i z tęsknoty gniję.

 

Za zielonymi drzwiami

Przyjdź do mnie, tak przyjdź... To ten ciemny zaułek, gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna koszmar. Pomiędzy truchłami kotów i plwociną jałmużnika pokrytego trądem znajdziesz pestkę brzoskwini. Nie przejmuj się pokrywą pleśni na niej, smakuje podobnie do pękniętego nieba. Rozgryź ją prędko, łamiąc siekacz, i przełknij tak, jakbyś spadała wraz z wodospadem.

Ityfalliczny chichot

            - Wyobraź sobie, mój rogaty przyjacielu z podobnej domeny – Dagda tłumił śmiech, budzący się we wnętrzu jego trzewi, w wyniku czego jego głos przechodził w posapywanie – tę bitwę sprzed tygodnia. Stałem wraz z moim oddziałem na równinie, pokrytej soczystymi źdźbłami trawy...

 

Subskrybuj RSS - Andrzej Betkiewicz