Paweł Szulc

[...]

Dobiegała właśnie ostatnia faza lotu w atmosferze, gdy po sali rozległo się donośne burczenie dochodzące z brzucha głównego pilota, Krzysztofa Baranka. Statek kierował się już wprost na wielkie łąki, z wyraźnym zamiarem wylądowania na owym zielonym dywanie.

Kilka minut później cała załoga wybiegła na łono natury i, pośpiesznie zrzucając skafandry, dawała upust swojej radości – wszyscy zaciągali się nieskazitelnie czystym powietrzem, część podskakiwała, inni tarzali się wśród kwiatów, a jeszcze inni wesoło wydzierali się w niebogłosy.

Kocia rola

Kiedy się ocknąłem, czułem się wspaniale. Wreszcie byłem wolny i niczym nie ograniczony. Nie wiedziałem gdzie jestem – miałem jedynie niejasną świadomość, że dryfuję w niezgłębionej, kosmicznej pustce. Jednak fakt ten wcale mnie nie przytłaczał, a wręcz przeciwnie – dawał mi poczucie całkowitej swobody i spokoju.

Subskrybuj RSS - Paweł Szulc