Michał Organiściak

Zakląć jak szewc

Potknąłem się i upadłem na podłogę sali sądowej. Najpierw zapanowała cisza, a potem jakiś wesołek zaczął bić brawo. Po chwili klaskali wszyscy zgromadzeni na widowni. Nie najlepszy początek, jak na pierwszą rozprawę w roli adwokatusa. Podniosłem się nieporadnie.

Sądzony szewc Dratwa zakrył wielkimi dłońmi surowociosaną mordę. Zebrana w sali gawiedź zerkała na mnie z politowaniem. Prokuratorus patrzył złośliwie, sądząc, że bez problemu pokona gołowąsa. Wzrok sędziego mówił: „bieżaj i nie wracaj”.

Subskrybuj RSS - Michał Organiściak