Jarosław Makowiecki

Lekcja sędziwego człowieka

Mężczyzna spojrzał na ludzi ściśniętych w sali gimnastycznej. Obserwowali w napięciu, czekając aż podejdzie do mównicy. Był zdenerwowany, jednak nie lękał się samego wystąpienia. Treść, którą pragnął przekazać, była szczera, lecz zwiastowała burzę. Czy w ostatnich latach nie wywołał ich dość? – Nie. To tylko Oni, Ci „wielcy”, robią z niego Zeusa. Natomiast on dbał jedynie o to, by pioruny nie niszczyły bezlitośnie domostw, a orały gleby pod dobry plon.

Gra

Rozsiedli się przy okrągłym stole. Rzucali wyzywające spojrzenia. Uśmiechali się zaczepnie. Jak na komendę wyciągnęli spod krzeseł po puszce piwa. Pociągnęli soczyście złotego płynu. Następnie beknęli jeden za drugim. Można rzec, że równie soczyście.

Czy właśnie tak wyglądają ludzie, którzy nie mają nic do stracenia?

Dom

– O, przepraszam – powiedział Pan Jacek, potrącając przechodnia.

Ten westchnął w odpowiedzi i począł zbierać gazety, które rozleciały się po chodniku. Pan Jacek uśmiechnął się, gdyż do głowy przyszedł mu wesoły pomysł. Pomógł roznosicielowi w zbieraniu, a następnie zaprosił na śniadanie i kawę.

Właśnie w tym momencie przechodzień zauważył sensację.

Pan Jacek był różowy. Różowe miał buty, różowe miał spodnie, koszulkę. Nawet jego skóra i włosy były różowe! Pan Jacek, widząc zdziwienie mężczyzny, wyszczerzył różowe zęby.

– Chodźmy, panie...

– Roman.

Pociąg

Jechali pociągiem kobieta i mężczyzna. Spojrzeniem spotykali się co czas jakiś. Każde zastanawiało się czemu tak wzrok ciągnie do drugiego. W chwili pewnej myśl kobietę tchnęła, iż to jakiś zboczeniec. On zaś w podobnym momencie: „Pewnie myśli, iż jestem zboczeńcem!”.

Siedzieliby tak zapewne we wzajemnych oskarżeniach czas długi. Wtem kobieta wyjęła pióro, a mężczyzna wyciągnął ołówek. Ona napisała o rysującej duszy, on przeniósł na papier zadumane jej piękno.

Tak powstają dzieła.

Sen

Biegła. Księżyc oświetlał szeleszczącą trawę. Wiatr prowadził ją prosto na polanę pośrodku parku. Czuła, że już jest spóźniona. Czuła, że już na nią czeka. Czuła, że już się podnieca.

Do pokonania była jeszcze niewielka gromada brzóz. Krążyła pomiędzy białymi słupami. Gałęzie czepiały się włosów. Nic to. Bawiła się. Ekscytowała dążeniem do szczęścia. W końcu miała dość. Slalomem wybiegła z lasku. Nic jej nie przeszkodziło.

Nawet zamknięte oczy.

Subskrybuj RSS - Jarosław Makowiecki