Subiektywnie

Disney. Wielka księga. Wspaniały świat Walta Disneya - Jim Fanning

Sprzedawca marzeń

Jagoda Wochlik

Dziś, po niemal stu latach od założenia swojej pierwszej firmy, Walt Disney to już legenda. Człowiek, który powołał do życia prawdziwe imperium, mające obecnie pod sobą masę wytwórni i będące producentem filmów, musicali, filmów animowanych, kreskówek, dokumentów. Jest to kolos będący w posiadaniu Tachstone’a, Lukasfilm, Marvela, Pixara. Ale Disney to także przemysł rozrywkowy. Parki rozlokowane na całym świecie, od Florydy po Chiny. To także maskotki, zabawki, gadżety, ubrania, płyty, ksiażki. A cała historia tego giganta popkultury zaczęła się od dwóch braci i myszki, która pierwotnie miała mieć na imię Mortimer.

Wieczni Batman i Robin Tom 1 – James Tynion IV, Scott Snyder, Tim Seeley, Tony S. Daniel i inni

Klasowy blockbuster

Marek Adamkiewicz


„Wieczny Batman” na pewno nie był komiksem idealnym. Co więcej, w mojej opinii ledwie wystawał ponad przeciętność, jednak widocznie osiągnął wystarczającą popularność, by powstał tytuł będący po części jego kontynuacją. To, że „Wieczni Batman i Robin” ukazuje się w Polsce, stanowi pewną niespodziankę – jest ona w gruncie rzeczy serią dosyć niszową i trudno,  by trafiła do innych fanów niż ci, którzy stawiają Nietoperza na szczycie swoich zainteresowań. Na szczęście wydawnicza ofensywa Egmontu sprawiła, że w ofercie znalazło się miejsce także na drugi „wieczny” cykl. Dlaczego na szczęście? Bo okazuje się, że jest to zaskakująco dobra opowieść.


W Gotham City nie działa już oryginalny Batman. Po wydarzeniach przedstawionych w „Ostatecznej rozgrywce” kostium przywdział Jim Gordon, który swoją misję prowadzi pod kuratelą zwierzchników. Jednak wartości, jakie reprezentował sobą kryjący się za maską Bruce Wayne, są wiecznie aktualne. Duchową schedę po swoim mentorze przejęli byli Robinowie. Młodzi bohaterowie znajdują się jednak na celowniku niebezpiecznych sił. Na ich życie dybie zabójca powiązany z Matką, tajemniczą kobietą, którą Batman i pierwszy Robin, Dick Grayson, już kiedyś spotkali. Okazuje się, że Nietoperz miał swoje mroczne tajemnice, a ich konsekwencje mogą być zabójcze.

Pomysł na tę konkretną bat-serię, tak jak w przypadku „Wiecznego Batmana”, wyszedł od Scotta Snydera i Jamesa Tyniona IV. Tym razem panowie ograniczyli jednak o połowę liczbę zeszytów, na które rozpisano opowieść. Jest ich dwadzieścia sześć, a pierwszy tom zbiera pierwsze trzynaście z nich. Ta redukcja wyszła zdecydowanie na korzyść całości – fabuła co prawda wciąż jest dosyć rozbudowana, ale nie sprawia już wrażenia na siłę rozwleczonej. Kolejni scenarzyści nie muszą aż tak bardzo szukać efektownego zawieszenia akcji, byle tylko odrobinę odsunąć w czasie finał. Również w tym tomie wątki bywają, bo mimo wszystko trudno inaczej zakończyć zeszyt w wydawanym co tydzień cyklu, ale nie są to ordynarne cliffhangery, tylko sceny autentycznie skupiające uwagę odbiorcy na fabule.

Deadpool. Deadpool się żeni – Brian Posehn, Gerry Duggan, Ben Acker, Scott Koblish, Mike Hawthorne, Evan Shaner i inni

Każda potwora znajdzie swego amatora

Maciej Rybicki

Jeśli o którejkolwiek komiksowej serii z uniwersum Marvela można powiedzieć, że jest nieprzewidywalna, to niewątpliwie na takie miano zasługuje „Deadpool”. Składają się na to dwa zasadnicze elementy. Przede wszystkim znaczenie ma tu natura postaci. Najemnik z Nawijką z założenia łamie stereotypy, ma skomplikowane, niejednoznaczne relacje z otoczeniem (także dlatego, że z jego głową nie jest najlepiej), a na dodatek jest świadomy bycia postacią z komiksu, która lubi sobie „pogadać” z czytelnikiem (i z głosami w swojej głowie). Taka konstrukcja głównego bohatera wymusza na scenarzystach łamanie schematów i konwencji, zarówno w przypadku formy, jak i treści komiksu. Brian Posehn i Gerry Duggan udanie wykorzystują obie składowe nieprzewidywalności, na przykład zapraszając pół uniwersum Marvela na… ślub Deadpoola.

Chłopiec na szczycie góry – John Boyne

„Tylko nigdy nie wmawiaj sobie, że nie wiedziałeś. Bo to by była najgorsza zbrodnia”

Jagoda Wochlik

John Boyne zasłynął w Polsce jako autor „Chłopca w pasiastej piżamie”, wielokrotnie nagradzanej powieści dla dzieci, której bohater, dziewięcioletni Bruno, jest synem komendanta obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. W „Chłopcu na szczycie góry” John Boyne wraca do tematu II wojny światowej.

Pierrot jest synem Niemca i Francuzki. Po śmierci rodziców trafia do sierocińca w Orleanie, skąd zostaje zabrany przez siostrę ojca. Chłopiec odbywa podróż przez Europę, by wraz z nią zamieszkać w rezydencji na szczycie góry, gdzie Beatrix jest gospodynią. Tam poznaje właściciela domu – najważniejszą osobistość nazistowskich Niemiec – Adolfa Hitlera.

„Chłopiec na szczycie góry” to powieść znacznie dojrzalsza niż „Chłopiec w pasiastej piżamie”. W poprzedniej książce świat przedstawiony był jedynie umowny, służył jako tło dla parabolicznej opowieści o przyczynach zła i ludzkiej nienawiści do tego, co inne. W tej natomiast jest pieczołowicie nakreślony, nabiera autentyczności. Autor zadbał o tło historyczne. Pojawią się Leni Riefenstahl, Goebbels, Eva Braun, czy choćby słynny owczarek Hitlera, Blondie. Książka jest też dużo lepsza warsztatowo od swojej poprzedniczki. Nie wydaje się już jedynie szkicem, a pełnokrwistą opowieścią ze zróżnicowanymi bohaterami. „Chłopcu w pasiastej piżamie” świat był zdecydowanie czarno-biały. John Boyne odwoła się także do swojej wcześniejszej twórczości, bowiem w drodze na szczyt góry do rezydencji Berghof, Pierrot spotka Kotlera, który w historii o losach Brunona i Szmula był jednym z oficerów stacjonujących w Oświęcimiu.

„Chłopiec na szczycie góry” to opowieść o tożsamości i o tym jak łatwo ją utracić. Pierrot jest nie tylko dwujęzycznym synem Niemca i Francuzki, który od początku nie do końca wie, do którego narodu przynależy, gdyż śpiewa Marsyliankę po niemiecku, a niemieckie piosenki po francusku. Jest też chłopcem przyjaźniącym się z francuskim Żydem, który jednocześnie całą swą dziecięcą miłość przelewa na Adolfa Hitlera.

Punisher Max Tom 1 – Garth Ennis, Lewis Larosa, Leandro Fernandez

Na wojnie z przestępczością

Marek Adamkiewicz


Punisher to jeden z najbardziej znanych komiksowych antybohaterów. Od standardowych herosów różni go jedna, zasadnicza cecha – on zabija swoich przeciwników. Takie podejście nie jest w komiksie mainstreamowym zbyt częste, ale czytelnicy zwykle go oczekują. Stanowi inne spojrzenie na regularną tematykę kolejnych tytułów z głównych trykociarskich stajni, czyli walkę z przestępczością. Tutaj na scenę wkracza bowiem radykalizm, a świat jest przedstawiany zazwyczaj w czarno-białych barwach. Wydany niedawno „Punisher Max” Gartha Ennisa jeszcze te cechy podkreśla, ponieważ ukazał się w ramach imprintu „Max Comics”, prezentującego tytuły przeznaczone zdecydowanie dla dojrzałego odbiorcy.

Inauguracyjny tom serii zawiera początkowe dwanaście zeszytów napisanych przez Gartha Ennisa, które składają się na dwie zamknięte historie. Pierwsza z nich, „Od początku”, dotyczy próby zwerbowania Franka Castle’a przez CIA. Jako wabik ma posłużyć były współpracownik mściciela, niejaki Micro. Niestety, Punisher nie za bardzo ma chęć na kooperację, a ponadto musi zmagać się z członkami mafii, którzy chcą zemścić się na nim za niedawną masakrę, jaką urządził podczas setnych urodzin jednego z donów. Druga, „Mała Irlandia”, traktuje o irlandzkich gangach operujących w Nowym Jorku i próbach ukrócenia ich działalności przez Castle’a.

Anihilacja, tom 2 – Keith Giffen, Javier Grillo-Marxuach, Simon Furman, Renato Arlem, Gregory Titus, Jorge Lucas, Gabriel Dell’Otto

Ale wkoło jest wesoło

Maciej Rybicki

Gdy Egmont zapowiedział trzytomową edycję „Anihilacji”, bardzo się ucieszyłem. Nie dość, że największy polski wydawca postanowił poświęcić więcej uwagi kosmicznej, jakże barwnej, części uniwersum Marvela, to jeszcze zaserwował czytelnikom jeden z najpopularniejszych eventów w rozbudowanej formie. Takie podejście – wykraczanie poza główną serię i pokazywanie rozmaitych tie-inów – zasługuje na słowa uznania. Dowodzi bowiem, iż Egmont nie chce tylko „odhaczyć” kolejnego eventu z listy „do wydania”, ale traktuje odbiorcę poważnie, jako świadomego konsumenta, który zasługuje na jak najpełniejszą prezentację danej treści. Pierwszy tom „Anihilacji”, wprowadzający do głównego wątku fabuły, wypadł naprawdę znakomicie. Jak zatem prezentuje się ciąg dalszy?

No cóż, nie da się ukryć, że nieco inaczej. Należy zacząć od tego, że nie został w nim ujęty żaden z zeszytów głównej serii. Zamiast tego dostajemy trzy kompletne serie poboczne (po cztery części każda) poświęcone konkretnym bohaterom – znanym i lubianym postaciom jednoznacznie kojarzonym z „gwiezdnym Marvelem”: Silver Surferowi, Super Skrullowi i Ronanowi Oskarżycielowi. Choć żadna z nich w zasadzie nie rozwija głównego wątku fabularnego „Anihilacji”, są z nim niewątpliwie powiązane.

Na początek mamy więc Silver Surfera ze scenariuszem Keitha Giffena i rysunkami Renato Arlema. Całkiem niezła historia, w której po przejściu Fali Anihilacji na zgliszczach świata spotyka się kilku byłych heroldów Galactusa. Dostajemy – jak to zwykle w przypadku Surfera – nieco filozofowania, dość istotną przemianę samego Norrina Raada, a także sporo gościnnych występów (w tym Thanosa!). Wszystko to powoduje, że warto zwrócić uwagę na tę miniserię. Swoje robią też kapitalne rysunki Brazylijczyka – nieco brudne, szczegółowe, świetnie pokolorowane przez June Chung. Wydaje mi się, że to nie tylko najlepsza, ale też najsilniej powiązana z głównym wątkiem część drugiego tomu „Anihilacji”.

Mehmed Zdobywca. Powieść - Nedim Gürsel

Konstantynopol wiecznie żywy

Magdalena Makówka

Mehmed II, syn Murada II, zapisał się na kartach historii jako zdobywca. Zdobywca jednego miasta, stolicy cesarstwa, które wywodziło się ze starożytności. Konstantynopol był jego największą obsesją, której podporządkował wszystkie swoje działania. Dlaczego akurat to miejsce zawładnęło jego umysłem? Czy kierowała nim jedynie chęć podboju? Na te pytania stara się odpowiedzieć Nedima Gürsela ożywiając Mehmeda w swojej powieści.


Tytuł książki autorstwa Nedima Gürsela może mylić. Postać Mehmeda Zdobywcy znajduje się bowiem nieco na marginesie rozważań autora. Powieść jest zapisem pracy narratora-pisarza nad powieścią, której bohaterem ma być właśnie pogromca Bizancjum. Prezentuje on czytelnikom gotowe fragmenty utworu. Przytoczone części przyszłego dzieła często nie mają ze sobą żadnego powiązania, przedstawiają wydarzenia z różnych punktów widzenia. Jedynym co łączy je ze sobą jest Konstantynopol, miasto o którego zdobyciu sułtan marzył od czasów młodości.

Portret Mehmeda, wyłaniający się z kart powieści jest niejednoznaczny. Poznajemy go jako niesfornego ucznia, okrutnego władcę pozbawiającego życia jeńców, despotę likwidującego niewygodnych doradców, ale też wolnomyśliciela, mecenasa uczonych, muzułmanina, który jednak pragnie ujrzeć swój wizerunek wykonany pędzlem niewiernego. Wszystkie te puzzle układają się ukazując fascynujący obraz sułtana.

Thorgal. Louve Tom 7: Nidhogg – Yann, Roman Surżenko

Uwaga, wąż!

Marek Adamkiewicz

Thorgalowe spin-offy powoli zbliżają się do końca. Ideę przyświecającą twórcom, gdy podejmowali się tego zadania, można oceniać różnie. Dla jednych jest to interesujące rozszerzenie świata przedstawionego i okazja do kolejnych spotkań z ulubionymi bohaterami, dla innych zaś projekt jest ewidentnym skokiem na pieniądze fanów. Prawda leży, jak zwykle, pośrodku. Z trzech serii pobocznych, „Louve” była tą najbardziej magiczną – pojawiali się w niej bogowie, tajemnicze stwory, a bohaterka przeżywała swoje przygody w kilku światach. Siódmy album jest ostatnim przed ponownym połączeniem się fabuł wszystkich cykli pobocznych i głównego.

Louve wyrusza w kolejną niebezpieczną podróż. Córka Thorgala zamierza tym razem przekonać węża Nidhogga, by ten pomógł w ratowaniu wszystkich dziewięciu światów i ponownie zaopiekował się korzeniami drzewa Yggdrasil. Temu zagrażają Czarne Elfy, które chcą ściąć drzewo, a tym samym wzniecić międzyświatową wojnę i pogrążyć wszystko w chaosie. Na drodze Louve czyha wiele niebezpieczeństw, ale dziewczynka odnajdzie na niej także sojuszników, którzy w miarę możliwości spróbują pomóc jej w wykonaniu zadania i zażegnaniu niebezpieczeństwa. Nie będzie to jednak łatwe i nie wszyscy doczekają końca tej przygody.

Fabuła ostatniej części „Louve” toczy się w bardzo szybkim tempie. To bezpośrednia kontynuacja poprzedniego zeszytu i obserwujemy tu dalszy ciąg zarysowanych tam wątków. Yann zdecydował się na swoistą żonglerkę motywami – kolejne prowadzone są bardzo krótko, na zasadzie „dwie strony i przeskok w inne miejsce”. Dzięki temu całość czyta się wyjątkowo szybko, ale z drugiej strony, manewr nie sprzyja budowaniu klimatu. Niestety, żadna z linii fabularnych nie wzbudza większych emocji, a fundamentalny wydźwięk całości (wszak zagrożone jest wszystkie dziewięć światów) przykrywa sobą wszystko, łącznie z bohaterami. A skoro o nich mowa…

Czerwone dziewczyny. Legenda rodu Akakuchibów – Kazuki Sakuraba

Piękne czerwone liście

Aleksander Księżopolski

Wydawnictwo literackie opublikowało dzieło autorki w Polsce niemal nieznanej – Kazuki Sakurabę. Jej powieść miała być poważna pozycją, wielopokoleniową sagą o kobietach, mandze i morderstwie. Biorąc pod wagę, że w Polsce japońskich autorów reprezentuje tak naprawdę wyłącznie Murakami, z chęcią sięgnąłem po tak intrygująco zapowiadający się tytuł.


„Czerwone...” to historia opowiedziana przez najmłodszą córkę rodu Akakuchibów, którą splata ze wspomnień przekazanych jej przez rodzinę. Opisuje głównie dzieje swojej babki – Manyō, jasnowidzącej przybłędy wybranej na żonę dziedzica potężnego lokalnego rodu oraz matki, Kemari, która lata szkolne spędziła na bijatykach i niebezpiecznej jeździe na motocyklach jako przywódczyni gangu, a potem stała się jedną z najpopularniejszych twórczyń mangi w kraju. W końcu Tōko przechodzi do swojego życia, bladego i nudnego w porównaniu do niemal pozłacanej wizji przeszłości, ale szybko nabierającego kolorów przez zaskakujące wyznanie babki.


Wszystkie trzy części mają swój ton: Manyō nostalgiczno-mistyczny, Kemari awanturniczo-gangsterski, Tōko refleksyjno-detektywistyczny. Chociaż pojawiają się inni członkowie rodziny, to kolejne części są zdominowane przez swoje bohaterki, co jest odzwierciedlone nie tylko w nacisku na pewne części narracji, ale również na perspektywę historyczną, która daje powieści dodatkowy walor.

Batman. Detective Comics Tom 7: Anarky – Francis Manapul, Brian Buccellato i inni

Reinterpretacja

Marek Adamkiewicz

Szósty tom „Detective Comics” pozostawił po sobie bardzo pozytywne wrażenie. Francis Manapul i Brian Buccellato, twórcy dobrze przyjętych przygód Flasha z „Nowego DC Comics”, pokazali że mają pomysł jak poprowadzić Batmana w serii, w której Nietoperz zadebiutował. Pomysły autorów zaostrzyły niewątpliwie apetyty fanów, którzy mieli wszelkie podstawy wierzyć, że w dalszej części przygody artystów z tym konkretnym cyklem, będzie przynajmniej równie dobrze jak na łamach „Ikara”.


W „Anarky” znalazło się miejsce dla czterech opowieści. Pierwsza, „Terminal”, opowiada o próbie powstrzymania śmiertelnej choroby, która trafiła do Gotham na pokładzie samolotu. Wszystko wskazuje na to, że sprawa nie jest przypadkowa i ktoś chce, by wirus zdziesiątkował miasto. Tytułowa historia traktuje o kolejnym zamaskowanym osobniku w mieście Batmana. Anarky pragnie, by miasto ogarnęła rewolucja. Wydaje się, że działa w imieniu społeczeństwa, jednak ta tajemnicza postać ma także osobistą motywację i interes w tym, by metropolią zawładnął chaos. Całość zamykają dwie „jednozeszytówki”. Pierwsza nawiązuje do wydarzeń znanych z „Ostatecznej rozgrywki” i przedstawia historię młodego chłopaka, który w ogarniętym niepokojami mieście, chce uchronić od niebezpieczeństwa swoją mamę. Druga dzieje się podczas wielkiego komiksowego wydarzenia „Koniec przyszłości”, a na jej łamach Batman wyrusza, by powstrzymać Calendar Mana, który wziął zakładników w Azylu Arkham i pragnie skonfrontować się z człowiekiem, który zniszczył jego rodzinę.
 

Strony