Subiektywnie

Dziwna pogoda – Joe Hill

Niedaleko pada jabłko od jabłoni

Marek Ścieszek

Joe Hillstorm King, dla coraz liczniejszego grona fanów po prostu Joe Hill, każdą kolejną książką potwierdza odziedziczony po ojcu talent. Wprawdzie nie tworzy z taką zapamiętałą częstotliwością jak King senior, nie wrzuca na rynek dwóch książek rocznie, jednak to, co pisze, każdorazowo stanowi przebłysk prawdziwego polotu. Już pierwszy zbiór opowiadań przyniósł mu Bram Stoker Award oraz British Fantasy Award. I to zanim ktokolwiek się dowiedział, czyim jest synem. Z każdą kolejną publikacją coraz bardziej się rozpisywał, aż w końcu powrócił do form krótkich. „Dziwna pogoda” to zbiór czterech nowel połączonych motywem tytułowej aury.

„Zdjęcie”, czyli pierwszy tekst w zbiorze, opowiada o chłopcu z nadwagą, który musi zmierzyć się z człowiekiem uzbrojonym w aparat fotograficzny o magicznych właściwościach wymazywania wspomnień fotografowanych osób. Cofnijmy się o kilkadziesiąt lat. Jest rok 1990. Pojawia się pewien zbiór opowiadań, a w nim jedno zatytułowane „Polaroidowy pies”, o aparacie fotograficznym marki Polaroid, na każdym następnym zdjęciu ukazującym rozwścieczonego psa w kolejnych fazach ataku. Joe Hill nie wspomina o tym w posłowiu, jednak pierwszym moim skojarzeniem był tamten tekst sprzed prawie trzech dekad, napisany przez Stephena Kinga. Oczywiście to nie zarzut, tutaj bowiem na samej marce urządzenia podobieństwa się kończą. Hill stworzył wciągającą opowieść, która momentami potrafi wzruszyć, gdy czytamy o Shelly Beukes. Oraz zmusić do uśmiechu, gdy wspominany jest film stworzony na podstawie jeszcze innego opowiadania ojca Hilla.

Motörhead. Ochlejmordy i zadymiarze – Martin Popoff

Głośno, szybko i do przodu

Maciej Rybicki

Jeśli o jakimkolwiek artyście dałoby się powiedzieć „Mr Rock’n’Roll”, to bez wątpienia tytuł ten należy się Lemmy’emu Kilmisterowi. Biografia legendarnego muzyka Motörhead stanowi znakomity przykład życia na krawędzi. W salach prób, knajpach, salach koncertowych i pokojach hotelowych, z nieodłączną butelką Jacka Danielsa, często po porcji (lub dwóch) amfetaminy, otoczony wianuszkiem groupies – to wręcz synonim ikony rocka. Gdy mówimy „Motörhead”, myślimy „Lemmy”. Warto jednak pamiętać, że swoją pozycję Anglicy zawdzięczają nie tylko założycielowi. Martin Popoff – uznany kanadyjski dziennikarz muzyczny – zabiera nas w podróż w czasy przełomu lat 70. i 80. I pokazuje początki jednego z najważniejszych bandów w historii rocka.

Jeśli spytać przeciętnego fana gitarowego grania o najbardziej znane utwory brytyjskiego tercetu, prawie na pewno wymieni kawałki z pierwszych pięciu płyt – „Ace of Spades”, „Overkill” itd. I faktycznie te kilka krążków (dla porządku: „Motörhead”, „Overkill”, „Bomber”, „Ace of Spades”, koncertowy „No Sleep ‘Till Hammersmith” i „Iron Fist”) do dziś uznaje się za najmocniejsze w ich bogatej dyskografii. Są to jednocześnie albumy, które wyszły spod ręki najbardziej znanego (choć nie „oryginalnego”) składu grupy, którą obok Lemmy’ego tworzyli Phil „Philthy Animal” Taylor i „Fast” Eddie Clarke. To właśnie na ich perypetiach skupił się Popoff. Mamy więc oczywiście wgląd w historię powstania zespołu i perypetie Kilmistera przed założeniem Motörhead, a także pobieżne opisanie przeszłości pozostałych członków klasycznego składu. Zasadniczą część książki stanowią wspomnienia muzyków dotyczące powstawania poszczególnych płyt z tamtego okresu, tras koncertowych, perypetii z wytwórniami itp. Całość wieńczy streszczenie losów zespołu i jego członków po wyrzuceniu Clarke’a. Popoff oparł się na materiałach z wywiadów, skromnie uzupełnionych własnym autorskim komentarzem.

Walka kobiet. 150 lat wolności, równości i siostrzeństwa – Marta Breen, Jenny Jordahl

Walka kobiet. 150 lat wolności, równości i siostrzeństwa

Jagoda Wochlik

Wielu ludziom na świecie i w Polsce wydaje się, że wszyscy są sobie równi, a rasizm i nietolerancja to wytwory wcześniejszych wieków. Tymczasem dziś, w drugiej dekadzie XXI wieku, gdy piszę te słowa, komputer podkreśla „siostrzeństwo” jako nieprawidłowe, źle napisane, nienależące do zbioru słów będących w użyciu w języku polskim. A przecież „siostrzeństwo” to takie piękne słowo, wyrażające poczucie że kobiety mogą być dla siebie siostrami, tak jak mężczyźni bywają braćmi. Tymczasem jedynym uznawanym przez nasz język słowem na określenie przynależności do jakiejś wspólnoty jest określenie „braterstwo”, które wywodzi się od brata, a więc od mężczyzny. W 2018 roku obchodzimy w Polsce setną rocznicę przyznania kobietom praw wyborczych. I choć niewątpliwie mamy co świętować, bo Polska stosunkowo wcześnie nadała je swoim obywatelkom, jak pokazuje patriarchalność języka, wciąż jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia.

Historię feminizmu przedstawiać można na różne sposoby. Autorki komiksu „Walka kobiet”, scenarzystka Marta Breen i rysowniczka Jenny Jordahl, zdecydowały się pokazać  ją głównie przez pryzmat postaci, które zasłużyły się dla rozwoju praw kobiet i feminizmu na świecie. Znajdziemy tu zatem opowieści o „Deklaracji Praw Kobiety i Obywatelki”, którą stworzyły Amerykanki, historie czołowych angielskich sufrażystek, czarnych kobiet głoszących pogląd, że dopóki są zależne od mężczyzn, nie są tak naprawdę wolne. Przeczytamy również o Róży Luksemburg czy działaczkach walczących o prawo kobiet do własnego ciała czy aborcji. Dowiemy się, na czym polegały trzy fale feminizmu. Prześledzimy zatem na przykładzie konkretnych kobiet, ich życiorysów, a niejednokrotnie i ceny, którą zmuszone były zapłacić za głoszone przez siebie poglądy, jak wyglądała walka o równouprawnienie płci.

Saga. Tom ósmy – Brian K. Vaughan, Fiona Staples

Dylematy

Maciej Rybicki

Przy okazji pojawiania się każdego kolejnego tomu „Sagi” zadaję sobie pytanie: ile jeszcze można? Wszak seria autorstwa Briana K. Vaughana i Fiony Staples ewoluowała w klasyczny tasiemiec, tyle że osadzony w konwencji space opery. Rodzina Alany i Marko tuła się po wszechświecie w poszukiwaniu spokojnego miejsca do życia (choć to akurat przestało już być oczywiste), co krok spotykając jednak przeciwności losu… i zwykle jakoś je pokonując. Jak się pewnie nietrudno domyśleć, ósmy tom serii nie przynosi w tej kwestii specjalnych zmian.

Szczurołap – Jay Asher, Jessica Freeburg, Jeff Stokely

Pewnego razu w Hameln

Jagoda Wochlik

Opowieść o Szczurołapie z Hameln każdemu jakoś obiła się o uszy. Pewnego razu była sobie wioska mająca ogromny problem z nękająca ją plagą szczurów. Włodarze najęli więc obcego, tajemniczego człowieka, by rozwiązał problem. Ten wykonał zadanie i wyprowadził gryzonie z wioski, grając na piszczałce. Kiedy jednak chciwi mieszkańcy nie zdecydowali się mu zapłacić, mężczyzna nocą, grając na swoim flecie, wyprowadził z wioski również wszystkie dzieci. To właśnie ta historia stała się kanwą dla opowieści Jaya Ashera, Jessiki Freeburg i Jeffa Stokely’ego, którzy w swoim komiksie postanowili nieco bardziej zgłębić temat.

Główna oś fabularna jest taka sama jak w legendzie. Jest sobie miasteczko, które ma problem ze szczurami. Pojawia się nieznajomy, który mówi, że potrafi go rozwiązać. W zamian oczekuje, by miasto zapewniło mu wynagrodzenie, a dodatkowo także wikt i dach nad głową oraz masę innych rzeczy, o które poprosi.

Jay Asher i Jessica Freeburg koncentrują się na dwójce bohaterów – wykluczonej ze społeczeństwa dziewczynie, której mieszkańcy niemal nie tolerują, gdyż wskutek okrucieństwa innych dzieci ogłuchła, a poza tym jej matka była prostytutką I tytułowym szczurołapie. Kłopot w tym, że bohaterów trudno polubić i kibicować im w ich dążeniach. Szczurołap dla wszystkich poza Magdą jest niesympatyczny. Zachowuje się arogancko, chwilami nawet chamsko, a kiedy widzi, że jeden z mieszkańców miasteczka atakuje dziewczynę, w brutalny i samozwańczy sposób wymierza sprawiedliwość. Magdy też nie da się lubić. Mimo że twórcy kreują ją na wykluczoną i dobrą, obserwujemy bohaterkę, która za doznane krzywdy mści się na innych, pisząc na ich temat straszne opowiadania. Na kartach komiksu widzimy choćby fragmenty opowiadania, w którym z jednej z kobiet w straszny sposób wyrasta drzewo. Choć nie można zaprzeczyć, że niemal wszyscy mieszkańcy Hameln to zdeprawowani i źli ludzi, Magda to postać odpowiadająca złem na zło. Wcale nie jest tak dobrą, miłą i wspaniałomyślną, jak chcieliby nam wmówić autorzy komiksu.

Thor. Kto dzierży młot? – Jason Aaron, Russel Dauterman i inni

Zgadnij kto to

Maciej Rybicki

Wątek utraty młota i tożsamości Thora na rzecz tajemniczej kobiety stanowi bez wątpienia jeden z najciekawszych momentów linii Marvel Now! – Jason Aaron w znakomity sposób wykorzystał wydarzenia „Grzechu Pierworodnego” by wstrząsnąć światem Odinsona, a w ostatecznym rozrachunku całym uniwersum Marvela. I choć wielu obserwatorów intryguje ta zmiana, to właśnie męski potomek władcy Asgardu jest najbardziej zainteresowany odkryciem tożsamości osoby, która okazała się godna, by dzierżyć Mjolnir. Drugi tom serii zatytułowanej po prostu „Thor” (a tak na dobrą sprawę szósta część runu Jasona Aarona, jeśli liczyć ciągłość z „Thorem Gromowładnym”) daje nam na to pytanie odpowiedź.

Mort Cinder – Hector German Oesterheld, Alberto Breccia

Inspiracja wielkich

Marek Adamkiewicz

Choć polski rynek komiksowy poszedł ostatnimi czasy bardzo mocno do przodu, wciąż możemy znaleźć kilku artystów, którzy gościli na nim rzadko albo w ogóle. Jednym z nich jest Alberto Breccia, argentyński plastyk, którego styl mocno inspirował innych twórców, w tym takich tuzów komiksu jak Mike Mignola czy Frank Miler. Jednym z najbardziej znanych tytułów nad jakimi pracował, jest właśnie „Mort Cinder”, który jednak, mimo ogólnoświatowego uznania, nigdy dotąd nie ukazał się w kraju nad Wisłą. Ten stan rzeczy uległ w końcu zmianie, a na księgarskich półkach wylądował pięknie wydany, elegancki wolumin.

Ezra Winston jest antykwariuszem w podeszłym wieku. Pewnego dnia w jego życiu zaczynają dziać się dziwne rzeczy, od momentu gdy klient przynosi do jego zakładu stary amulet. Przedmiot zdaje się prowadzić starszego mężczyznę w różne miejsca i najwidoczniej ma jakiś cel. Faktycznie, bardzo szybko okazuje się, że dzięki niemu Ezra nawiązuje kontakt z niejakim Mortem Cinderem, osobnikiem którego z braku lepszego określenia można nazwać nieśmiertelnym. Podróżuje on przez wieki, wiele razy umiera i odradza się w nowych okolicznościach. Czy to klątwa, czy dar – tego nie wie nikt, liczy się to, że Cinder jest świadkiem historycznych wydarzeń i chce o nich opowiadać.

W wydaniu zbiorczym „Mort Cinder” podzielony jest na dziesięć epizodów (licząc króciutki prolog), traktujących o różnych okresach w życiu tytułowego bohatera. Zawarta w każdym z tych rozdziałów opowieść dzieli się z kolei na krótkie, najczęściej trzystronicowe segmenty, które oryginalnie ukazywały się cyklicznie na łamach magazynu „Misterix”. Zabieg pozwala nam spojrzeć na Morta z różnych perspektyw, poznać okoliczności, które go kształtowały. Nie wiem, być może powoduje to pierwotna forma wydawania tych historii, ale kolejne perypetie Cindera nie sprawiają wrażenia zbyt skomplikowanych. Większość z nich okazuje się stosunkowo prosta i liniowa, co utwierdza w przekonaniu, że najistotniejsza nie jest tu wcale warstwa fabularna.

Descender. Tom 2. Mechaniczny księżyc – Jeff Lemire, Dustin Nguyen

Descender Tom 2 Mechaniczny księżyc

Maciej Rybicki

Pamiętam, że lektura pierwszego tomu „Descendera” Jeffa Lemire’a i Dustina Nguyena wzbudziła we mnie sporo emocji. Na pozór prosty, nieco Asimovowski koncept został bowiem bardzo efektownie ubrany w fabułę, osadzony w barwnym, bogatym, a przede wszystkim urzekająco odmalowanym świecie. Tyle tylko, że (ku memu zaskoczeniu) już po kilku tygodniach komiks niemal zupełnie wypadł mi z głowy. Nawet przelotny rzut oka na stojący na półce egzemplarz nie przywołał żadnych specjalnych skojarzeń, zaś z perspektywy czasu stał się wręcz obojętny. Muszę przyznać, że zdziwiło mnie to, gdyż w „Descenderze” znalazłem dokładnie te rzeczy, których szukam zarówno w komiksie, jak i szerzej rozumianej fantastyce. Gdy więc Mucha zapowiedziała wydanie drugiej odsłony tej serii, nieco się wahałem czy po nią sięgnąć. Jak widać, lektura już za mną… i muszę przyznać, że znów okazał się to celny strzał.

Piknik pod Wiszącą Skałą – Joan Lindsay

To nie zbrodnia, lecz tajemnica

Jagoda Wochlik

Joan Lindsay jest australijską powieściopisarką. „Piknik pod Wiszącą Skałą”, jej najsłynniejsza książka, która ukazała się  1967 roku, jest jednocześnie jedynym jej utworem, który ukazał się po polsku. W 1975 roku została zekranizowana przez Petera Weira. Dwadzieścia lat po pierwszym wydaniu autorka rozszerzyła ją o rozdział będący wyjaśnieniem tajemnicy skały, jednak wydawca zadecydował o usunięciu go z kolejnych edycji. W 2018 roku Replika zaproponowała nam nowe polskie wydanie powieści, które zbiegło się w czasie z premierą serialu telewizyjnego na podstawie książki.

Czternastego lutego 1900 roku grupa dziewcząt z pensji pani Appleyard wybiera się na piknik pod Wisząca Skałę. Wydarzenie, które miało być przyjemną wycieczką, przeradza się w tragedię – giną trzy uczennice i nauczycielka, a czwarta z nich wraca do grupy w szoku, nie potrafiąc powiedzieć, co się stało. Po kilku dniach jedna z zaginionych zostaje odnaleziona. Jednak i ona nie potrafi przypomnieć sobie nic z feralnych wydarzeń.

Joan Lindsay wykorzystała nie tylko realne miejsca, ale i osoby, tworząc ułudę autentycznych wydarzeń, na tyle przekonującą, że nawet dziś wiele osób pisząc i mówiąc o jej książce, twierdzi, że stało się to naprawdę. Tymczasem „Piknik” to całkowita fikcja literacka.

James Bond. Tom 2: Eidolon – Warren Ellis, Jason Masters

Bond jak nie Bond

Marek Adamkiewicz

Dość długo przyszło nam czekać na drugi tom „Jamesa Bonda”. Pierwsza odsłona serii od Non Stop Comics (a oryginalnie od Dynamite Entertainment) ukazała się już rok temu. Zaczynałem powoli mieć poważne wątpliwości, czy kontynuacja wciąż znajduje się w planach wydawnictwa. „Warg” okazał się naprawdę przyzwoitym komiksem, szkoda by było, gdybyśmy nie poznali dalszych przygód tej wersji słynnego 007. Na szczęście cierpliwość moja i innych oczekujących została w końcu nagrodzona, a na księgarskich półkach wylądował „Eidolon”, bezpośrednia kontynuacja zeszłorocznego rozpoczęcia serii.

James Bond zostaje wysłany do Los Angeles, gdzie ma pomóc bezpiecznie wyjechać z kraju agentce MI6. Niestety, oboje staja się celem ataków, a ktoś wyraźnie chce ich widzieć martwymi. Powrót do Wielkiej Brytanii nie będzie tak łatwy, jak zakładał agent Jej Królewskiej Mości. Co gorsza źle się dzieje także w samym Zjednoczony Królestwie – ktoś nastawia przeciwko sobie różne służby, w efekcie czego wokół działań agencji wywiadowczych unosi się atmosfera zagrożenia i braku zaufania. Bond musi dowiedzieć się, kto stoi za całym zamętem, odkryć jego motywację i postarać się wyeliminować zagrożenie.

Czytelnicy mający w pamięci najbardziej absurdalne, przerysowane i nazbyt efektowne odcinki filmowego Bonda mogą być dość mocno zaskoczeni kierunkiem, w jakim głównego bohatera prowadzi Warren Ellis. W jego interpretacji agent wcale nie jest supermanem, który w powietrzu wskakuje do spadającego helikoptera, ratując go przed rozbiciem, tylko człowiekiem z krwi i kości. Owszem, doskonale wyszkolonym, perfekcyjnym zabójcą, ale wciąż człowiekiem. Taki manewr znacząco zwiększa realizm opowieści i sprawia, że sceny, w których 007 musi wykazać się swoimi umiejętnościami nie przypominają już science fiction, za to znacznie łatwiej nam uwierzyć w możliwość ich zaistnienia w prawdziwym świecie. To naprawdę spora zaleta.

Strony