Subiektywnie

Uwaga, szpieg! Dzieje wywiadu od Noego do Bonda – Tadeusz A. Kisielewski

Mistrzowie sztyletu i kaptura

Hubert Przybylski

Przeczytajcie sobie tytuł tej książki raz jeszcze. Jest naprawdę chwytliwy i sugestywny (i jakże ślicznie nawiązuje do historii polskiej kinematografii). Tyle że sugeruje, że opracowanie, które go nosi, to kolejna z pierdyliarda wydawanych masowo lekkich, łatwych i przyjemnych pozycji popularno-historyczno-naukowych „dla opornych”, traktujących temat po macoszemu*, bo i tak ich czytelnicy szukają tylko taniej historycznej sensacji** pod schabowego i „ajpę” (z lokalnego dyskontu, po 2.59 peelenów za butelkę), po dwudziestu ośmiu godzinach spędzonych w korporacyjnym kubiku. Coś, co jest ładnie wydane (więc może stać na skandynawskiej, sosnowej półce obok siedmiu innych książek***) i nie przeciąży szarych komórek (bo pewnie lektura ich nie uruchomi). Coś z obrazkami, najlepiej z dużą liczbą obrazków****. Przyznacie, że to czarna (i złośliwa) wizja, ale ilu z Was dokładnie takie wydawnictwo stanęło przed oczami po przeczytaniu tego tytułu? No właśnie. I pozostaje pytanie czy „Uwaga, szpieg!” to rzeczywiście jedna z tych pozycji. Ale o tym za chwilę.

Superman. Action Comics. Tom 4: Nowy Świat – Dan Jurgens, Patch Zircher i inni

Czysta rozrywka

Marek Adamkiewicz

Postać Supermana od wielu dziesięcioleci inspiruje kolejne pokolenia czytelników. Bohater zawsze działa w najlepszym interesie ludzkości i stara się ustrzec ją przed wszelkiego rodzaju niebezpieczeństwami. W rzeczywistości „Odrodzenia” do tej motywacji doszła kolejna – ochrona własnej rodziny. Clark Kent i Lois Lane mają bowiem syna. Na postaci młodego Jonathana skupiają się jednak inne tytuły, zaś „Action Comics” do tej pory traktował o odmiennych aspektach działalności i życia Człowieka ze Stali. Najnowszy, czwarty już tom, koncentruje się na potyczce bohatera z jego największymi wrogami, ale motyw rodziny także cały czas przewija się gdzieś w tle.

Superman rozwiązał zagadkę tożsamości drugiego Clarka Kenta, ale nawet po zakończeniu tej sprawy ma poczucie, że w jego życiu coś w dalszym ciągu jest nie na swoim miejscu. Gdy próbuje dojść do tego, o co właściwie chodzi, musi zmierzyć się z innym zagrożeniem. Do gry wracają bowiem jego najwięksi wrogowie, z generałem Zodem i Cyborgiem Supermanem na czele, a ich cel jest jeden – ostateczne zniszczenie Człowieka ze Stali, który teraz musi dbać nie tylko o własną skórę, ale także o życie rodziny. Jej istnienie może być z kolei odpowiednim źródłem nacisku dla złoczyńców.

Dan Jurgens ma naprawdę dobrą rękę do Supermana. Poprzednie trzy odsłony prowadzonego przez niego odrodzonego „Action Comics” prezentowały dość wysoki poziom, oferując nam efektowną i łatwo przyswajalną rozrywkę. Podobnie jest w przypadku „Nowego Świata”. Autor umiejętnie korzysta ze spuścizny bohatera i potrafi posłużyć się jej najlepszymi elementami. Tutaj korzysta na przykład ze śmietanki antagonistów eSa. To manewr prosty, skuteczny i zastosowany nie po raz pierwszy (Doomsday w „Ścieżkach zagłady”). Tym razem jego efekty są jeszcze lepsze niż w pierwszym tomie, bo też przeciwnicy mają nieco bardziej rozbudowaną motywację niż potwór, który kiedyś pozbawił Supermana życia.

Koniec zXXXanego świata – Charles Forsman

Koniec zXXXanego świata

Jagoda Wochlik

Sięgając po komiks Charlesa Forsmana „Koniec zXXXanego świata”, wiedziałam w zasadzie tylko tyle, że posłużył on za kanwę dla serialowego, bardzo dobrze przyjętego, przeboju Netfliksa. Przyznaję, że gdybym nieco lepiej orientowała się, z czym będę mieć do czynienia, pewnie w ogóle nie zdecydowałabym się na jego lekturę.

„Koniec zXXXanego świata” ukazywał się początkowo jako ośmiostronicowe opowieści, co mocno uwidacznia się w jego formie. Forsman jest zarówno scenarzystą, jak i rysownikiem, kontrolował zatem całość opowieści. Choć stworzył także inne komiksy, jak choćby „Slasher” czy „Revenger”, „Koniec zXXXanego świata”, wydany ostatnio przez Non Stop Comics, to jedyna pozycja w jego dorobku, która ukazała się po polsku.

Alyssa i James są nastolatkami zagubionymi w świecie dorosłych. Oboje borykają się z trudami życia, nie mogąc liczyć na wsparcie rodziców, którzy są, oględnie mówiąc, nieciekawi. Młodzi postanawiają więc, jak to niekiedy w takiej sytuacji bywa, uciec z domu.

Och, mogłaby to być jedna z tych historii o niedostosowaniu społecznym, o biednych, zagubionych nastolatkach, zupełnie niezrozumianych przez świat. Tyle że główny bohater niemal na samym początku opowieści zostaje mordercą i na oczach swojej dziewczyny zabija człowieka. Tak, tak, wiem, to zły człowiek był. Ale on to czyni bez żadnej refleksji. To psychopata, który włożył sobie palce do młynka w zlewie, żeby zobaczyć, co się stanie. W komiksie nie jest to powiedziane dosłownie, ale jego matka, przeczuwając, co wyrośnie z syna i nie potrafiąc temu zapobiec, popełnia samobójstwo. A Alyssa? Zamiast wiać od niego gdzie pieprz rośnie, tak bardzo pragnie miłości, że postanawia z nim zostać.

Batman/Flash. Przypinka – Tom King, Joshua Williamson, Jason Fabok, Howard Porter

Przystawka

Marek Adamkiewicz

Komiks superbohaterski w wydaniu DC jest zbyt dużym biznesem, by istniały w nim jakiekolwiek świętości. Dlatego gdy swego czasu Alan Moore nie był specjalnie zadowolony, kiedy tworzono serię prequeli jego znakomitych „Strażników”, nie zrobiło to na decydentach najmniejszego wrażenia. Cykl i tak ujrzał światło dzienne, a Anglika potraktowano z góry, ignorując jego zastrzeżenia. Podejrzewam, że gdyby Moore dziś chciał wyrazić swoje zdanie ponownie nie byłby przychylny poczynaniom wydawnictwa. Bo oto sytuacja zmierza do punktu, w którym niebawem poznamy sequel jego kultowej powieści graficznej. Jednym z tytułów, które mają za zadanie przygotować nas do tego wydarzenia, jest właśnie „Przypinka”.

Badając sprawę tajemniczej przypinki, która trafiła niedawno w jego ręce, Batman staje się obiektem ataku Odwrotnego Flasha. Złoczyńca wpada do Jaskini Nietoperza, gdy jej gospodarz oczekuje na przybycie Flasha i rozpoczyna potyczkę, która kończy się w zgoła nieoczekiwany sposób. Wynik walki determinuje dalsze poczynania herosów – za pomocą Kosmicznej Bieżni Flash i Batman wyruszają w niebezpieczną podróż przez czas, by dowiedzieć się, co właściwie się stało i kto manipuluje wydarzeniami. Wyniki śledztwa mogą mieć niebagatelne znaczenie dla losów całego świata.

„Przypinka” nie jest komiksem specjalnie długim. Na całość składają się zaledwie cztery zeszyty, z czego dwa pochodzą z serii „Batman”, a dwa z „Flasha”. Co z tego wynika? Autorzy nie mieli za dużo czasu, żeby rozkręcić fabułę. I faktycznie – akcja rusza z kopyta od samego początku i praktycznie cały czas pędzi z dość dużą prędkością. Dla fanów współczesnych komiksów spod znaku superhero będzie to w znacznej mierze zaletą, bo ani przez chwilę nie ma miejsca na nudę, a przy okazji to wszystko ma ręce i nogi. Jednak fani „Strażników”, do których przecież omawiany tytuł nawiązuje, mogą być tym faktem rozczarowani, bo autorzy nie skupiają się właściwie na niczym innym, co skutkuje tym, że w ogóle nie nakreślono tła polityczno-społecznego.

Nienawidzę Baśniowa tom 1. I żyli długo i burzliwie – Scottie Young

A ja tam byłem i nie przeżyłem

Jagoda Wochlik

Scottie Young jest uznanym twórcą komiksowym. Rysował kadry do „Spider Mana”, „X-menów”, „Venoma”. Niektóre z nich stworzone zostały w technice super deformed, polegającej na ukazywaniu emocji w przesadny sposób, typowej dla japońskich rysowników. Jest też współtwórcą serii „Oz”. To właśnie podczas prac nad nią Youngowi przyszedł do głowy zarys „Baśniowa”. Co by było, gdyby mieszkańcy krainy odnosili się do Dorotki inaczej? Co by było, gdyby ją denerwowali? Co by było, gdyby…

Gertrude ma dziesięć lat, kiedy trafia do Baśniowa – magicznej krainy pełnej cudowności. Wyznaczono jej  tylko jedno zadanie – odnalezienie magicznego klucza, który pozwoli jej wrócić do domu. Według mieszkańców Baśniowa poszukiwania powinny zająć zaledwie jeden dzień. Dziewczynka otrzymuje pomocnika w postaci świerszcza czy jakiegoś podobnego owada i wyrusza w drogę. Tyle że dwadzieścia siedem lat później umysłowo dojrzała, trzydziestosiedmioletnia Gertrude nadal tkwi w ciele dziesięciolatki i kontynuuje swoją podróż.

Scenariuszowo „Nienawidzę Baśniowa” nie powala. Gertrude, poszukując klucza, przemierza krainę za krainą. W każdej robi rozgardiasz, zabija kogo się da, zostawia po sobie jedno wielkie pobojowisko i idzie dalej. Komiks w parodystyczny sposób przetwarza motywy doskonale znane nam z innych opowieści, jak choćby ze wspomnianego już „Czarnoksiężnika z Krainy Oz” czy też z „Alicji w Krainie Czarów”. Być może byłoby to zabawne i nowatorskie prawie dwadzieścia lat temu, kiedy Dream Works dało nam „Shreka”. Poza tym, moim zdaniem, poziom parodii i żenady nie zostały w „Nienawidzę Baśniowa” odpowiednio zniuansowane. Czytając ten komiks, czułam się chwilami zażenowana poziomem prezentowanego tam humoru.

Księżycówka. Tom 1 – Brian Azzarello, Eduardo Risso

Wóda i wilkołaki

Maciej Rybicki

Autorski duet złożony z Briana Azzarello i Eduardo Risso zdążył zaskarbić sobie dozgonną miłość komiksowych fanów jedną, jedyną serią – „100 Naboi”. Klasyczna historia, wydana dla Vertigo na początku XXI wieku stanowi wręcz definicyjny przykład konwencji neo-noir. Obaj jej twórcy mieli całkiem udane kariery solowe – Amerykanin pracując głównie dla DC i Vertigo, dorobił się statusu jednego z najbardziej wziętych scenarzystów na świecie, ale i Argentyńczyk się nie obijał (na polskim rynku ukazały się m.in. ozdobione jego rysunkami „Logan” czy kontynuacja kultowego „Torpedo”). Mimo to, gdy gruchnęła wiadomość o kolejnej stworzonej wspólnie serii, zainteresowanie publiczności było ogromne. Gdy dodamy do tego powrót do mrocznej, nawiązującej do noir konwencji, a także fakt, iż duet dostał od Image pełną kreatywną kontrolę nad tworzonym przez siebie komiksem, musiało to wzbudzić ekscytację i oczekiwania. No bo kto by nie czekał na komiks o wilkołakach w czasach amerykańskiej prohibicji?

300 uczonych prywatnie i na wesoło tom 2 – Andrzej Kajetan Wróblewski

Ci wszyscy zabawni geniusze

Anna Szumacher

Szkoła mnie oszukała. Kazali mi uczyć się o rozmnażaniu pieczarek, wkuwać tablicę Mendelejewa i ogarniać, kiedy mówić o ewolucji, a kiedy o Adamie i Ewie. To było potwornie nudne, a czasami również nieprzydatne. Czemu nikt nie wpadł na pomysł, by powiedzieć mi, że za tymi tabelkami i niezrozumiałymi odkryciami czai się banda narwanych, złośliwych, błyskotliwych i całkiem ludzkich szaleńców, których biografie nadawałyby się na fabuły filmów przygodowych, szpiegowskich i awanturniczych? Na szczęście jest Andrzej Kajetan Wróblewski, który te luki w mojej wiedzy wypełnia aż nadto…

Choć nie załapałam się na pierwszy tom „300 uczonych…”, to jest to na szczęście jedna z tych serii, które można czytać w dowolnej kolejności, co nie niszczy ani przyjemności, ani logiki czytania. I choć nie jest to lekka książka (prawie pięćset stron plus twarda okładka ma swoją wagę), bez wątpienia nadaje się na lekturę na długie jesienne i zimowe wieczory. I wystarcza naprawdę na długo, nie połkniecie jej w jeden wieczór, nawet gdybyście bardzo chcieli. Zresztą po co? Czytajcie powoli, będziecie mieli zapas humorystycznych przypowiastek do dręczenia znajomych na kilka miesięcy. Ponieważ „300 uczonych prywatnie i na wesoło tom 2” to tak naprawdę zbiór wypełnionych anegdotami mikrobiografii ludzi, którzy w znaczący sposób wpłynęli na rozwój nauki i kultury. I – przysięgam – o większości z nich dotąd nie słyszeliście.

Owszem, traficie tu i na osoby naprawdę znane, jak Dante Alighieri, Charles Darwin, Walt Disney czy królowa Anglii Elżbieta, ale to raczej wyjątki potwierdzające regułę. Co z jednej strony jest wspaniałe, bo można się dowiedzieć tylu nowych rzeczy i „poznać” tak wielu nowych ludzi, ale z drugiej przerażające, ponieważ nie mówi się o nich. A należałoby, bo to postacie nie tylko ważne, ale przede wszystkim fascynujące. Żeby jednak nie zanudzać banałami, na koniec krótka zachęta z biografii astronoma królewskiego Nevila Maskelyne’a:

Avengers. Czas się Kończy, tom 3 – Jonathan Hickman i inni

Rozważania o zagładzie

Maciej Rybicki

Czteroczęściowa historia „Czas się kończy” łącząca dwie pisane przez Jonathana Hickmana serie – „Avengers” i „New Avengers” – cieszy się opinią jednego z lepszych momentów długiego runu tegoż autora, a jednocześnie udanego preludium przed efektownymi „Tajnymi Wojnami”. I faktycznie, na przestrzeni kilkunastu tomów Amerykanin notował wyraźne skoki pisarskiej formy, pierwsze dwa tomy udanie zbierały liczne wątki, prowadząc nas w kierunku efektownego finału. Jednocześnie Hickman serwował czytelnikom to, co potrafi robić wyjątkowo dobrze: wprowadzał spiski, koterie i nowych aktorów na coraz bardziej zatłoczoną arenę wydarzeń. Niestety koniec końców sprowadził zasadniczy wątek fabuły do kolejnej konfrontacji poszczególnych grup ziemskich (i nie tylko) superherosów. Miałem cichą nadzieję, że trzeci (przedostatni) tom „Czas się kończy” nieco w tej materii zmieni.

Dziwna pogoda – Joe Hill

Niedaleko pada jabłko od jabłoni

Marek Ścieszek

Joe Hillstorm King, dla coraz liczniejszego grona fanów po prostu Joe Hill, każdą kolejną książką potwierdza odziedziczony po ojcu talent. Wprawdzie nie tworzy z taką zapamiętałą częstotliwością jak King senior, nie wrzuca na rynek dwóch książek rocznie, jednak to, co pisze, każdorazowo stanowi przebłysk prawdziwego polotu. Już pierwszy zbiór opowiadań przyniósł mu Bram Stoker Award oraz British Fantasy Award. I to zanim ktokolwiek się dowiedział, czyim jest synem. Z każdą kolejną publikacją coraz bardziej się rozpisywał, aż w końcu powrócił do form krótkich. „Dziwna pogoda” to zbiór czterech nowel połączonych motywem tytułowej aury.

„Zdjęcie”, czyli pierwszy tekst w zbiorze, opowiada o chłopcu z nadwagą, który musi zmierzyć się z człowiekiem uzbrojonym w aparat fotograficzny o magicznych właściwościach wymazywania wspomnień fotografowanych osób. Cofnijmy się o kilkadziesiąt lat. Jest rok 1990. Pojawia się pewien zbiór opowiadań, a w nim jedno zatytułowane „Polaroidowy pies”, o aparacie fotograficznym marki Polaroid, na każdym następnym zdjęciu ukazującym rozwścieczonego psa w kolejnych fazach ataku. Joe Hill nie wspomina o tym w posłowiu, jednak pierwszym moim skojarzeniem był tamten tekst sprzed prawie trzech dekad, napisany przez Stephena Kinga. Oczywiście to nie zarzut, tutaj bowiem na samej marce urządzenia podobieństwa się kończą. Hill stworzył wciągającą opowieść, która momentami potrafi wzruszyć, gdy czytamy o Shelly Beukes. Oraz zmusić do uśmiechu, gdy wspominany jest film stworzony na podstawie jeszcze innego opowiadania ojca Hilla.

Motörhead. Ochlejmordy i zadymiarze – Martin Popoff

Głośno, szybko i do przodu

Maciej Rybicki

Jeśli o jakimkolwiek artyście dałoby się powiedzieć „Mr Rock’n’Roll”, to bez wątpienia tytuł ten należy się Lemmy’emu Kilmisterowi. Biografia legendarnego muzyka Motörhead stanowi znakomity przykład życia na krawędzi. W salach prób, knajpach, salach koncertowych i pokojach hotelowych, z nieodłączną butelką Jacka Danielsa, często po porcji (lub dwóch) amfetaminy, otoczony wianuszkiem groupies – to wręcz synonim ikony rocka. Gdy mówimy „Motörhead”, myślimy „Lemmy”. Warto jednak pamiętać, że swoją pozycję Anglicy zawdzięczają nie tylko założycielowi. Martin Popoff – uznany kanadyjski dziennikarz muzyczny – zabiera nas w podróż w czasy przełomu lat 70. i 80. I pokazuje początki jednego z najważniejszych bandów w historii rocka.

Jeśli spytać przeciętnego fana gitarowego grania o najbardziej znane utwory brytyjskiego tercetu, prawie na pewno wymieni kawałki z pierwszych pięciu płyt – „Ace of Spades”, „Overkill” itd. I faktycznie te kilka krążków (dla porządku: „Motörhead”, „Overkill”, „Bomber”, „Ace of Spades”, koncertowy „No Sleep ‘Till Hammersmith” i „Iron Fist”) do dziś uznaje się za najmocniejsze w ich bogatej dyskografii. Są to jednocześnie albumy, które wyszły spod ręki najbardziej znanego (choć nie „oryginalnego”) składu grupy, którą obok Lemmy’ego tworzyli Phil „Philthy Animal” Taylor i „Fast” Eddie Clarke. To właśnie na ich perypetiach skupił się Popoff. Mamy więc oczywiście wgląd w historię powstania zespołu i perypetie Kilmistera przed założeniem Motörhead, a także pobieżne opisanie przeszłości pozostałych członków klasycznego składu. Zasadniczą część książki stanowią wspomnienia muzyków dotyczące powstawania poszczególnych płyt z tamtego okresu, tras koncertowych, perypetii z wytwórniami itp. Całość wieńczy streszczenie losów zespołu i jego członków po wyrzuceniu Clarke’a. Popoff oparł się na materiałach z wywiadów, skromnie uzupełnionych własnym autorskim komentarzem.

Strony