Subiektywnie

Chłopaki Tom 3: Balsam dla duszy – Garth Ennis, Darick Robertson

The Boys are back in town

Marek Adamkiewicz

Trzeci tom „Chłopaków” to bez wątpienia jedna z najbardziej oczekiwanych premier pierwszego kwartału 2017 roku na polskim rynku. Seria zyskała zainteresowanie odbiorcy nieszablonowym podejściem do tematyki superbohaterskiej, umiejętnie łącząc dziką brutalność, szczyptę refleksji i dosadny humor. Dzięki wyczuciu scenarzysty Gartha Ennisa zmieszanie tych składowych dało w efekcie tytuł bezkompromisowy i pasjonujący. Dwa poprzednie tomy zbiorcze ustawiły poprzeczkę wysoko, trzeci nie tylko nie odstaje od nich poziomem, ale w pewnych elementach jest jeszcze lepszy. To potwierdzenie doskonałej formy twórczej tak scenarzysty, jak i rysownika.

„Balsam dla duszy” zawiera dwie osobne opowieści. Pierwsza, tytułowa, traktuje w znacznej mierze o relacji Hughiego i Annie. Nowa członkini Siódemki próbuje dojść do siebie po sposobie, w jaki dołączyła do drużyny . Po tym jak wzięła udział w zbiorowej oralnej orgii, szuka pociechy w kościele, lecz milczenie Boga działa na nią zniechęcająco. Na szczęście w pobliżu jest Hughie, któremu dziewczyna ewidentnie wpadła w oko. W międzyczasie mały Szkot będzie musiał ponownie zmierzyć się z Zielonym Wackiem. Superbohater zmartwychwstał, więc należy ponownie wysłać go, żeby poszedł „pospać z rybkami”. Druga składowa, „Nie ściemniam wam, żołnierzu”, przybliża czytelnikowi korporację Aero-American, stojącą za najbardziej znaczącymi superbohaterami, i kilka niechlubnych szczegółów z jej przeszłości. Poznamy też zasady kruchego zawieszenia broni między Chłopakami a Siódemką i dowiemy się. czy Gwiezdnej vel Annie uda się umocnić swoją pozycję w grupie.

Batman Tom 8: Waga superciężka – Scott Snyder, Greg Capullo i inni

Zmiany motorem postępu?

Marek Adamkiewicz

Eksperymentowanie ze znanymi i lubianymi postaciami to miecz obosieczny. Chęć odświeżenia wizerunku danego bohatera może przynieść wiele dobrego, ale  może okazać się dla twórcy strzałem w stopę. Konieczne jest znalezienie złotego środka – trzeba uważać, by nie przedobrzyć w prezentowaniu nowości, ale też nie wolno od nich stronić, ponadto wypada mieć szacunek dla tradycji i historii bohatera. Przed tymi wyzwaniami stanął Scott Snyder w ósmym tomie „Batmana”. Amerykanin wziął na swoje barki dosyć trudne zadanie zaprezentowania nowego człowieka w roli Nietoperza.

Finał „Ostatecznej rozgrywki” pozostawił Gotham City z otwartymi ranami. Z wielkim trudem udało się powstrzymać zagrożenie ze strony Jokera, ale cena, jaką miasto za to zapłaciło, okazała się ogromna. Natura, jak wiadomo, nie znosi próżni – skoro Batman zaginął i nic nie wskazuje na to, by miał pojawić się na scenie ponownie, ktoś inny powinien zająć jego miejsce. Tą osobą jest dawny komisarz policji, James Gordon. Wspomagany potężną technologią, były glina wdziewa strój Zamaskowanego Krzyżowca i, oficjalnie wspomagany przez miasto, rusza walczyć z przestępczością. Nowy heros bardzo szybko przekonuje się, że posada nie należy do najspokojniejszych – w Gotham pojawia się nowy superzłoczyńca, który zdaje się kontrolować większość operujących w mieście gangów. Potyczka z nim będzie wyjątkowo trudna i wymagająca.

Avengers: Dostosuj się lub zgiń – Jonathan Hickman, Salvador Larroca i inni

Dobrzy Avengers, źli Avengers

Maciej Rybicki

„Avengers” pisani przez Jonathana Hickmana zdążyli już udowodnić, że opinia jednej z najbardziej epickich serii w linii Marvel Now! jest w pełni zasłużona. Stworzona przez tego samego autora „Nieskończoność” – flagowy event pierwszej fazy odnowionego uniwersum Domu Pomysłów – rozgrywała się w znacznej części właśnie na kartach komiksów poświęconych Najpotężniejszym Bohaterom Ziemi. Zwykle jednak bywa tak, że po wielkich wydarzeniach bitewny pył opada, a scenarzyści muszą dać swym postaciom nieco oddechu. Nie inaczej jest w tym przypadku.

Wszystko zaczyna się dwiema znakomitymi scenami. Pierwsza, mająca miejsce w roku 3030, przedstawia wysłanie w przeszłość osoby w znajomo wyglądającym pancerzu. Druga to scena imprezy odbywającej się na dachu Wieży Avengers. Takie zestawienie stanowi świetnie rozłożenie napięcia, stoją one bowiem w opozycji do siebie. Pierwsza nasycona jest narastającymi emocjami, pewnym poczuciem desperacji. Druga przynosi rozluźnienie, odprężenie. Wyraźnie widać, że tak postacie, jak i sam scenarzysta naprawdę potrzebowali oddechu, a te kilka stron znakomicie to oddaje. Punktem wyjścia poważniejszych rozmów w gronie Mścicieli jest jednak konieczność przeformułowania Avengers.
 

Najpierw mnie pocałuj – Lottie Moggach

Dwie kobiety, jedno życie

Jagoda Wochilk

Internet, od momentu swojego powstania w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, przeszedł znaczną ewolucję. Dziś jest dostępny w większości domów na świecie. Co więcej, część z nas przeniosła do Internetu swoje życie. Robimy tam zakupy, poznajemy nowych ludzi, pracujemy. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że ogólnoświatowa sieć niesie ze sobą zarówno ułatwienie pewnych aspektów życia, jak i zagrożenia. Czy Internet może pomóc w popełnieniu samobójstwa? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć w swojej debiutanckiej powieści „Najpierw mnie pocałuj” Lottie Moggach.

Matka Leili umiera na stwardnienie rozsiane. Dwudziestokilkuletnia dziewczyna zostaje sama na świecie. Internet jest jej azylem. To właśnie tam trafia na Czerwoną Pigułkę, forum skupiające domorosłych filozofów i współczesnych myślicieli. Założyciel serwisu proponuje jej, aby pomogła jego przyjaciółce popełnić samobójstwo. Pewnego dnia Tess po prostu znika, natomiast Leila ma przejąć jej życie. Odpowiada za kontakty z rodziną i znajomymi Tess, pisze do nich maile i esemesy, prowadzi konto na Facebooku, tak, by nikt nie domyślił  się, że Tess już nie ma.

Sigrid – Johanne Hildebrandt

Cienka zasłona

Jagoda Wochlik

Johanne Hildebrandt, autorka „Sigrid”, tomu otwierającego „Sagę z Valhalli”, jest felietonistką, dziennikarką, a także jedną z najlepszych współczesnych korespondentek wojennych. „Sigrid” to jej pierwsza powieść wydana w języku polskim. To zarazem jedna z tych pozycji, które pojawiły się na rodzimym rynku, dzięki wzmożonemu zainteresowaniu tematyką wikingów oraz wierzeń nordyckich. Czy rzeczywiście jest warta uwagi?

Sigrid dopiero wkracza w świat dorosłych, gdy dowiaduje się, że ojciec postanowił przeznaczyć ją na żonę dla króla Eryka, który niegdyś kazał podbić jej ziemie. W ataku na osadę zginęła jej matka. Dziewczyna jest przekonana, że bogowie wyznaczyli jej inne zadanie, jednak pod naciskiem ze strony ojca i despotycznej babki zgadza się poślubić władcę. W drodze na dwór męża poznaje jednak młodego wikinga, w którym się zakochuje, a sprawy przybierają niebezpieczny obrót.

Koncert cudzych życzeń – Izabella Frączyk

Test na inteligencję

Jagoda Wochlik

Izabella Frączyk z wykształcenia jest ekonomistką. W 2009 roku zaczęła pisać optymistyczne opowiastki dla kobiet. Od tamtej pory raz w roku wypuszcza na rynek wydawniczy kolejny „bestseller” , a to „Szczęście w nieszczęściu”, a to „Siostrę mojej siostry”, a to „Dziś jak kiedyś” lub „Koniec świata”.Przyznaję bez bicia, że żadnej z tych powieści nie znam, po książkę autorki sięgnęłam, bo wydając tom pierwszy „Stajni w Pieńkach”, czyli „Koncert cudzych życzeń”, tym razem zabrała się za „koński” temat, a ten żywo mnie interesuje.

Magda ma niemal trzydzieści lat, męża i dobrą pracę. Jednakże sielanka kończy się, gdy pracę traci, mąż zaczyna przebąkiwać, że pragnie dziecka , na które nasza bohaterka niekoniecznie jest jeszcze gotowa, a do ich cudnego mieszkanka sprowadza się gderliwa teściowa. Słowem: kanał. I wtedy pojawia się możliwość ratunku, Magda otrzymuje w spadku po dawno niewidzianej babci podupadającą stajnię w Pieńkach. Czy można się więc dziwić zdesperowanej kobiecie, że chwyta się tej okazji jak tonący brzytwy, byle uciec jak najdalej od „ukochanej” teściowej i rodzinnego „szczęścia”?

Co jest z tą książką nie tak? Od czego by tu zacząć? Po pierwsze jak na cykl zatytułowany „Stajnia w Pieńkach”, to stajni jest w nim jak na lekarstwo. Praktycznie nie ma koni, klientów, jazd. Nie ma opisów wszystkiego tego, czym stadniny żyją na co dzień. Nic z tych rzeczy. Jeśli jesteście miłośnikami tych klimatów i mieliście nadzieję na polskiego „Zaklinacza koni”, to porzućcie nadzieję, wy, którzy bierzecie do rąk tę książkę. Bo w niej się praktycznie nie jeździ konno. By nie minąć się z prawdą, jest jeden, enigmatyczny opis końskiego porodu i raz czy dwa wspomina się, że bohaterka jeździła konno, ale opisu samej przejażdżki nie uświadczysz. Mamy za to dużo rozwodzenia się nad strojami, makijażami, fryzurami i balsamami do ciała. Ludzkiego, by nie było wątpliwości.

Kapitan Ameryka: Biały – Jeph Loeb, Tim Sale, Dave Stewart

…szukam ciebie, mój przyjacielu.

Maciej Rybicki

Tak zwana „kolorowa” seria Jepha Loeba i Tima Sale’a od wielu lat była jednym z najciekawszych, wyróżniających się zjawisk na komiksowej scenie. Składają się na nią wysmakowane, emocjonalne opowieści sięgające do korzeni ikonicznych herosów Marvela i eksplorujące ich uczuciowe relacje. W przypadku Daredevila była to Karen Page, dla Spider-Mana Gwen Stacy, zaś dla Hulka – Betty Ross. Wybór był dość oczywisty – te związki ukształtowały osobowość herosów. Mimo niewątpliwie kultowego statusu postaci wybór Kapitana Ameryki jako głównego bohatera kolejnej odsłony tego cyklu wydał mi się nieco problematyczny, przynajmniej z pozoru.

Saga. Tom szósty – Brian K. Vaughan, Fiona Staples

Wojna jest jak serial – musi trwać…

Maciej Rybicki

Regularnie recenzując kolejne tomy „Sagi” Fiony Staples i Briana K. Vaughana, niejednokrotnie wspominałem, iż mam do tej serii ogromny sentyment. Szalona konwencja, mnóstwo dynamicznej akcji, barwne postacie, doskonałe rysunki, świetne dialogi, a także fenomenalne scenki rodzajowe (szczególnie te dotyczące rodzicielstwa) – wszystko to składa się w moich oczach na żywy, wciągający komiks, od którego trudno się oderwać. „Saga” w idealny wręcz sposób wciela w życie założenia leżące u podwalin space opery – to nic innego jak osadzona w gwiezdnej przestrzeni opera mydlana.

No właśnie… choć w pierwszych tomach dominował aspekt nowości i malowniczości stworzonego przez Vaughana kosmosu, z czasem wyraźniejsza stała się serialowość tego tytułu. Na obecnym etapie coraz bardziej oczywiste wydaje się, że mamy do czynienia z niekończąca się opowieścią, w której zmieniają się scenerie, pojawiają się nowe wyzwania i trudności, a jednak sam trzon rodziny naszych bohaterów powoli, ale sukcesywnie wykrawa swój kawałek wszechświata. I nawet jeśli mamy poczucie, że w repertuarze scenarzystów coraz mniej miejsca na element zaskoczenia, to wcale nam to nie przeszkadza. Przed nami tom szósty „Sagi”. I fajno.

Alfred Hitchcock – Peter Ackroyd

Peter Ackroyd – Alfred Hitchcock

To tylko kino!

Nawet tym, którzy nie są miłośnikami kina, obiło się o uszy nazwisko Alfreda Hitchcocka. Większość z nas kojarzy takie filmy jak „Ptaki”, „Psychoza” czy „Okno na podwórze”. Są to tytuły, do których odwoływać się będą – przetwarzać, kopiować, wyśmiewać – kolejne rzesze filmowców. Wokół Hitchcocka, zarówno jego twórczości jak i samej sylwetki, przez lata narosło wiele mitów. Mówiono o nim, że był bardzo trudny we współpracy. Mówiono, że dlatego, że był mały, gruby i nieforemny, miał seksualną obsesję i składał aktorkom dwuznaczne propozycje. Mówiono, że straszył je, by żyjąc w stanie ciągłego napięcia, nigdy nie wypadały z roli. A jednocześnie, że był cichy i zawsze urzekająco grzeczny, nigdy nie podnosił głosu. Czy tyle sprzeczności można zmieścić w jednym człowieku? Peter Ackroyd spróbował odpowiedzieć na nie w swojej książce.

Alfred Hitchcock urodził się jako syn kupca. Uczęszczając do katolickiej szkoły, odebrał staranne wychowanie, z tej też przyczyny do ostatnich dni życia pozostał bardzo religijny. Pierwsze kroki w przemyśle filmowym stawiał w Anglii, pisząc plansze z napisami do niemych filmów. Podczas pracy nad jednym filmów, poznał swoją przyszłą żonę, Almę, której oświadczył się, gdy płynęli statkiem, a ona leżała złożona chorobą morską i – jak po latach opowiadała ich córka, Patricia – mogła jedynie beknąć w odpowiedzi. Małżeństwo przetrwało aż do śmierci reżysera, choć rzeczywiście nie opierało się na więzi intymnej, a jedynie na wspólnej pasji. Gdy zyskał sławę w Anglii, Hitch przeniósł się do Hollywood, gdzie współpracował między innymi z Paramount  Pictures i Universalem. Zatrudniał zarówno wielkie ówczesne gwiazdy kina, jak Grace Kelly i Cary Grant, jak i nikomu nieznane nazwiska, które sam wypromował, choćby Tippi Hedren. Sam czuwał nad całym procesem powstawania filmu - od etapu pisania scenariusza, po montaż.

Akuszer Bogów – Aneta Jadowska

Wszyscy chcą dorwać Nikitę

Anna Szumacher

Nikita nie ma w życiu łatwo. Jej ojciec berserk chce ją zakatować na śmierć. Jej matka i szefowa zarazem zabiłaby Nikitę bez mrugnięcia okiem, gdyby tylko przyniosło jej to jakąś korzyść. Do tego ktoś nocą robi Nikicie włam na chatę, choć zamiast zarżnąć, próbuje ją dorwać żywcem i wpakować do magicznej klatki. Dobrze, że w całym tym burdelu jest Robin. Sam swojego Froda. Chewbacca swego Hana. Nakarmi, opatrzy, przytuli, ewentualnie zastrzeli kilkunastu gości, którzy akurat mieli pecha stanąć Nikicie na drodze. Tak, panie i panowie: najbardziej zabójczy literacki duet powraca.

W związku z wydarzeniami opisanymi w pierwszym tomie cyklu, czyli w „Dziewczynie z Dzielnicy Cudów”, Nikita, damski berserk, męski bokser, zabójczyni i eksznajoma Dory Wilk, pakuje plecak, wbija tyłek w skórę, uruchamia Ślicznotkę i wyrusza z magicznego miasta Wars w podróż na bardzo daleką północ. Zabiera ze sobą: swojego partnera z Zakonu Cieni, czyli wspomnianego Robina, dającego dobre rady ducha nawiedzającego ją w snach oraz jakieś dwie dziesiątki wrogo nastawionych najemników, którzy siedzą jej na ogonie i starają się zrobić kuku. Tym ostatnim krzywdę robi głównie Nikita, więc dobrze, że magazyn z zabójcami jest otwarty dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Strony