Subiektywnie

Uncanny X-Men: Kontra SHIELD – Brian Michael Bendis, Chris Bachalo, Kris Anka

Wojna to czas wyznań

Maciej Rybicki

W przypadku superbohaterskich tasiemców często bywa tak, że co jakiś czas następuje lekkie zmęczenie materiału. Historia toczy się swoim rytmem, a scenarzyści wysilają się, by uczynić poszczególne tomy (bo już raczej nie zeszyty) w jakikolwiek sposób różnymi od siebie. Lektura czwartego tomu „Uncanny X-Men” kazała mi się zastanowić, czy faktycznie istnieje potrzeba jakiejś regularnie pojawiającej się kody, większego „bum”, które miałoby skupić uwagę czytelnika lub… wyrwać go z marazmu.

„Kontra SHIELD” można podzielić na dwie wyraźne części. Pierwsza to niewątpliwie kontynuacja dotychczasowych wątków serii, pokazująca wzajemne podchody mutantów, kierowanych przez Cyclopsa, S.H.I.E.L.D z Marią Hill na czele, Mystique i jej popleczników, a także jakiegoś bliżej nieznanego gracza, który rozpoczyna polowanie na mutantów. No i wszystko toczy się jak po sznurku, mamy zwroty akcji, mamy pewne zaskoczenia, napięcie między postaciami – wręcz podręcznikowo. Niestety, trudno oprzeć się wrażeniu, że to nic więcej jak tylko solidne rzemiosło. Widać fachową rękę Briana Michaela Bendisa, jednak zasadniczy problem z pierwszą częścią komiksu polega na tym, że jeśli dotąd nie wciągnęliśmy się w opowieść o krucjacie Cyclopsa, to raczej trudno będzie nam wkręcić się w tę historię podczas lektury pierwszej części komiksu. Nawet jeśli, technicznie rzecz biorąc, wszystko jest jak najbardziej na swoim miejscu.

Gotham Central Tom 4: Corrigan – Greg Rucka, Ed Brubaker, Kano, Stefano Gaudiano, Steve Lieber

Koniec wieńczy prawdziwe dzieło

Marek Adamkiewicz

Wszystko co dobre, szybko się kończy. Niby trudno o większy banał, jednak w przypadku „Gotham Central” to znane przysłowie ma doskonałe zastosowanie. Seria Brubakera i Rucki już od samego początku ujmowała nieszablonowym podejściem do Gotham City i pracujących w mieście policjantów. To funkcjonariusze wyszli w niej na pierwszy plan, gdzieś w tle zostawiając zamaskowanych herosów. Postawienie na takie rozwiązanie przyniosło wiele dobrego i wpłynęło na realizm kolejnych historii prezentowanych w ramach cyklu. I to właśnie niektóre z rozpoczętych wcześniej wątków grają pierwsze skrzypce w zamykającym całość „Corriganie”.

Zawartość omawianego tomu to cztery opowieści. „Natura” traktuje o prawdziwej pladze Gotham, czyli skorumpowanych gliniarzach. Dwóch z nich, odbierając działkę za przymknięcie oka na pewne sprawy, ładuje się w poważne tarapaty. Mundurowi zabijają świadka – młodą, bezdomną dziewczynę. Próbując zatuszować całą sprawę, wpadają jednak w ręce kogoś, kto nie chce, by uszło im to płazem. „Martwy Robin”, jak sama nazwa wskazuje, dotyczy morderstwa z denatem w stroju Robina na pierwszym planie. „Krwawa niedziela” zahacza o Kryzys Nieskończoności i pokazuje priorytety funkcjonariuszy w sytuacji, gdy na terenie miasta grasują zamaskowani złoczyńcy. Z kolei „Corrigan II” zamyka wątki zapoczątkowane w pierwszej części tej opowieści. W centrum wydarzeń stoją Montoya i Allen, a zakończenie historii oznacza poważne zmiany dla całego Wydziału Poważnych Przestępstw.

Hulk. Koniec i inne opowieści – Peter David, Joe Keatinge, George Pérez, Dale Keown, Piotr Kowalski

Sałata Marvela


Maciej Rybicki


Gdy myślimy o najbardziej ikonicznych postaciach uniwersum Marvela, jest niemal pewne, że wśród nich wymienimy Hulka. Potężny, niemal niemożliwy do pokonania olbrzym stał się jedną z wizytówek wydawnictwa już od swojego debiutu w 1962r. Przez lata przyzwyczailiśmy się jednak, iż historie z Hulkiem w roli głównej często sprowadzały się do mniej lub bardziej efektownej rozwałki. Od połowy lat osiemdziesiątych obserwujemy jednak jego ewolucję. Scenarzyści zaczęli dostrzegać ogromny potencjał tkwiący w Hulku/Brusie Bannerze, pozwalający wykroczyć poza proste portretowanie go jako komiksowej wersji doktora Jekylla i pana Hyde’a. We wrześniowej propozycji z linii Klasyka Marvela Egmont zaproponował przegląd kilku poświęconych tej postaci miniserii, w których popularna „Sałata Marvela” pokazana jest z nieco bardziej złożonej, poważniejszej strony.

Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości – Andrea de la Barre de Nanteuil, Lovisa Burfitt

Książka dla małych i dużych dziewczynek?

Jagoda Wochlik


    Z okładki różowej książki (czyżby sugestia, że treść jest tylko dla dziewczynek?) patrzy na nas dama w czarno-białej sukience i kapelusiku. Ma fantazyjnie rozwiane, płomiennorude włosy. Niesie ją wiatr, tuż nad dachami Paryża. W tle wieża Eiffla, by nie było wątpliwości, z jakim miastem mamy do czynienia. Nasuwa się  skojarzenie z Mary Poppins, ale czy jest trafne? Słowa na odwrocie strony tytułowej obiecują nam cudowną opowieść dla małych kobietek i dużych dziewczynek, o Paryżu, kotach, magii i przyjaźni. Czy to właśnie otrzymamy w rzeczywistości?


    Isabella jest podopieczną Mademoiselle Oiseau, która pewnego jesiennego dnia usiadła na dywanie i, unoszona przez swoje ptaki, wyfrunęła przez okno, by odwiedzić swą siostrę w Wenecji. Pozostawiła Isabellę w pustym mieszkaniu, w towarzystwie kotów, kurzu i swojej krewnej, Isis.

Superman. Action Comics Tom 1: Ścieżka Zagłady – Dan Jurgens, Patch Zircher i inni

Odrodzona zagłada Supermana

Marek Adamkiewicz

Po starcie „Odrodzenia” – najnowszej inicjatywy DC Comics – polscy fani Supermana mają w końcu powody do radości. Egmont zdecydował się wydawać nie jedną, ale aż dwie serie o solowych przygodach tego bohatera. To znaczący skok ilościowy w porównaniu do „Nowego DC Comics”, w ramach którego ukazały się zaledwie trzy zbiorcze tomy jednej regularnej serii oraz jednotomowa zamknięta historia. Obecny stan rzeczy może cieszyć także ze względu na niedawne wydanie tomy wprowadzające do „Odrodzenia”, które traktowały właśnie o eSie i trzymały całkiem przyzwoity poziom, co dawało nadzieję, że ich kontynuacja będzie równie interesująca.

Mimo tego że Superman umarł, świat nie pozostał bez obrońcy. W obliczu publicznego wystąpienia Lexa Luthora, który obwołuje się nowym Człowiekiem ze Stali, z ukrycia postanawia wyjść ten, który przybył na tę Ziemię po wydarzeniach przedstawionych we „Flashpoincie” i dotąd żył gdzieś z boku. Superman i Superlex nie mają jednak okazji, by się ze soba zmierzyć, ponieważ muszą zażegnać znacznie poważniejsze niebezpieczeństwo. To Doomsday, bestia, z którą Człowiek ze Stali już kiedyś, jeszcze na starej Ziemi, walczył i przegrał. Czy i tym razem cena za pokonanie tego niewyobrażalnego zagrożenia będzie równie wysoka?

48 – Andreas Gruber

Współczuję dzieciom w Niemczech

Marek Ścieszek

Autor do tej pory w Polsce niepublikowany, niespecjalnie oryginalny tytuł, okładka epatująca przemocą oraz intrygujący opis budzą mieszane uczucia. Jako fan kryminału retro, jednak niestroniący od makabry, mógłbym z łatwością przeoczyć nowość wydawnictwa, które kojarzy mi się raczej z fantastyką (i to fantasy, nie horrorem), a zespół wymienionych w pierwszym zdaniu cech wywołujących tak skrajne wrażenia jedynie by w tym mi pomógł. Nie przeoczyłem jednak. Przeczytałem. I dobrze. Zdrowo jest czasem odejść od schematów, wprowadzić we własne upodobania lekki chaos, odsunąć na chwilę na bok grozę oraz podszytą kryminałem historię. Odświeżający ruch. Polecam.

Skąd w takim razie taki tytuł recenzji? Czemu współczuję dzieciom w Niemczech? Wolnego. Jak w dobrym kryminale, a z takim mamy do czynienia, krok za krokiem do wyjaśnienia.

Tytułowe 48 stanowi część informacji, jaką otrzymuje ktoś z rodziny bądź z grona znajomych od porywacza: „Masz dokładnie dwa dni, czterdzieści osiem godzin, na znalezienie odpowiedzi, dlaczego porwałem twoją matkę/żonę/znajomą. Po tym czasie ta osoba umrze”. Śledzimy zatem równolegle poczynania Sabine Nemez usiłującej poznać tożsamość zabójcy matki oraz Helen Berger, która stanęła przed zadaniem odgadnięcia motywu porwania prawdopodobnie obcej jej osoby. Gdzieś pomiędzy tymi dwoma podobnymi historiami biegnie trzecia, dotycząca sądowej psycholog prowadzącej terapię pewnego młodego człowieka .Wraz z kolejnym rozdziałami nici informacji splatają się w coraz bardziej zwartą sieć i już przestajemy mieć wątpliwości, że wszystkie te opowieści łączy osoba nieuchwytnego zabójcy.

Outcast Tom 3: Światełko – Robert Kirkman, Paul Azaceta

Demoniczne przymierze

Marek Adamkiewicz

Sięgnięcie po „Outcast” nie było ze strony wydawnictwa Mucha Comics praktycznie żadnym ryzykiem. Serię tworzy scenarzysta o naprawdę dużym nazwisku; jego każdy kolejny projekt cieszy się sporym zainteresowaniem fanów. To on dał nam bestsellerowe „The Walking Dead”, na podstawie którego nakręcono bijący rekordy popularności serial. Następny horror w dorobku Amerykanina sprawiał początkowo wrażenie bardziej mrocznego niż opowieść o żywych trupach. Mniej w nim było socjologii, a więcej ponurego nastroju i bardziej namacalnej grozy. Dwa pierwsze tomy zbiorcze okazały się ze wszech miar godne uwagi, trzeci – na szczęście – ten wysoki poziom utrzymuje.

„Światełko” podejmuje wszystkie wątki w miejscu, w którym się urywały. Kyle musi tym razem zmierzyć się z własną siostrą opętaną przez jedną z istot nękających Rome. Demoniczne stwory wciąż nie ujawniły celu, w jakim przybyły na Ziemię, jednak ich aktywność niepokojąco przybiera na sile. Jednak tak naprawdę Barnesowi i współpracującemu z nim wielebnemu Andersonowi uprzykrza jednak życie coś innego. Sidney, domniemany lider złowieszczych intruzów, coraz bardziej panoszy się w mieście, prawie otwarcie werbując nowych żołnierzy do swojej armii. Konfrontacja z nim nie należy do najłatwiejszych – przeciwnik jest sprytny i nie da łatwo wytrącić sobie z rąk przewagi.

Saga. Tom siódmy - Brian K. Vaughan, Fiona Staples

Nadchodzi noc komety

Maciej Rybicki

Być może się powtarzam, ale „Saga” Briana K. Vaughana i Fiony Staples jawiła mi się zawsze jako klasyczny komiksowy tasiemiec. Jak mało który tytuł ucieleśnia (nieco upraszczające) tłumaczenie terminu „space opera” jako „opera mydlana w kosmosie”. Jest bowiem przede wszystkim (nomen omen) rodzinną sagą, rozciągniętą w czasie i przestrzeni. Na szczęście jednak chce się ją czytać, a na każdy kolejny album czeka się z niecierpliwością.

Siódmy tom, to, rzecz jasna, kontynuacja opowieści o rodzinie małej Hazel – rodzinie wreszcie połączonej. Na skutek problemów technicznych uciekający przed wojną Alana i Marko, wraz z córką i towarzyszami, trafiają na kometę Phang – świat od lat objęty intensywnymi działaniami wojennymi. Krótki postój w celu uzupełnienia paliwa nieco się jednak przeciąga… co nie podoba się wszystkim uczestnikom gwiezdnej wędrówki i, oczywiście, komplikuje i tak już niełatwą sytuację.

Vaughan w zasadzie nie zaskakuje w tym albumie niczym nowym, może poza faktem, iż perypetie na Phang stanowią wyraźnie odrębny, zamknięty epizod, opleciony wokół kilku postaci i tematów. Pojawiają się nowi bohaterowie drugoplanowi, zaś losy niektórych z dotychczasowych protagonistów toczą się w dość nieoczekiwany sposób.

Green Arrow Tom 1: Śmierć i życie Olivera Queena – Benjamin Percy, Otto Schmidt, Juan Ferreyra

Siła pieniądza

Marek Adamkiewicz

„DC Odrodzenie” to inicjatywa, która fanom komiksu superbohaterskiego przynosi naprawdę wiele dobrego. Nie dość, że mamy okazję cieszyć się nowymi przygodami najbardziej rozpoznawalnych herosów takich jak Batman, Superman czy Wonder Woman, to w dodatku na naszym rynku zaczynają się w końcu ukazywać serie dawno niewidziane lub absolutnie nowe. Do tych ostatnich należy „Green Arrow”, bo chociaż o perypetiach dzielnego łucznika mogliśmy już czytać (na przykład w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów DC), tak traktujący o nim regularny cykl pojawia się w Polsce po raz pierwszy.

Oliver Queen, za dnia playboy i miliarder, nocą zakłada kostium Green Arrowa, postaci, która stoi na straży porządku w Seattle. Pewnego dnia wpada na trop potężnej afery – w podmiejskich dokach trafia na ślad handlu żywym towarem. Szybko okazuje się, że sprawa ma drugie dno, a badając kolejne tropy, Queen natyka się na swoją własną firmę. Wszystko wskazuje na to, że ktoś knuje za plecami nominalnego szefa. Zdrajcy szybko rosną w siłę, rozpoczynając spisek, który może przedwcześnie zakończyć życie głównego bohatera.

Cechą charakterystyczną Green Arrowa zawsze była duża wrażliwość na problemy społeczne, takie jak bieda czy wykluczenie. Odrodzone wcielenie bohatera także ją posiada. Jednak twórcy nie przesadzili i nie zrobili z Queena Robin Hooda. Owszem, zdarza mu się rozdawać pieniądze na prawo i lewo, ale nie służą  tylko  pomocy – bywają również łapówką. Taki manewr jest, bądźmy szczerzy, całkiem interesujący. Pokazuje bowiem, że można dojść do celu także dzięki lekkiemu naginaniu moralności. W tomie otwierającym serię to wszystko zostaje jednak dopiero zasygnalizowane, i choć na razie potencjał kreacji głównego bohatera jest widoczny, to musi zostać potwierdzony wraz z kolejnymi odsłonami runu Percy’ego.

Lanfeust z Troy Tom 1 – Christophe Arleston, Didier Tarquin

Magiczna kość (niezgody)

Maciej Rybicki

Mało która europejska seria komiksowa zdobyła popularność porównywalną z „Lanfeustem z Troy”. Można uznać ją wręcz za modelowe frankofońskie fantasy – lekkie i malownicze. Świat Troy, w którym każdy ma jakiś magiczny (mniej lub bardziej przydatny) talent, stał się ostatecznie areną wielu serii, składających się w sumie na kilkadziesiąt (!) albumów. W tym roku Egmont postanowił przypomnieć to uniwersum polskim czytelnikom w formie edycji zbiorczych. Wydany kilka miesięcy temu prequel zatytułowany „Zdobywcy Troy” spotkał się z dość mieszanym odbiorem. Tym razem jednak dostajemy pierwsze wydanie zintegrowane zasadniczej serii, zbierające cztery pierwsze albumy „Lanfeusta z Troy”.

Strony