Subiektywnie

Brudne gry – antologia

Brudne gry dzikimi kartami

Hubert Stelmach

Zacznijmy od tego, że „Brudne gry” to piąty tom serii „Dzikich Kart” i bynajmniej nie są pozycją samodzielną. Zarówno książka, jak i pozostała część recenzji skierowana jest do osób, które z „Dzikimi Kartami” miały już do czynienia. Jeżeli nie zna się kontekstu fabularnego i historycznego, czytelnikowi będzie bardzo trudno odnaleźć się w natłoku bohaterów, terminów oraz odwołań do wydarzeń z wcześniejszych części.

Chronologicznie fabuła zaczyna się tuż przed poprzednią częścią, a kończy tuż po niej. W czasie „Wyprawy Asów” w Dżokerowie, dzielnicy Nowego Jorku, wybucha wojna gangów, której głównymi ofiarami są (jakżeby inaczej) dżokerzy. Nie potrzeba dużo czasu, żeby mieszkańcy pod wodzą doktora Tachiona postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Na domiar złego wszystko wskazuje na to, że epidemia wirusa wybucha na nowo – lawinowo pojawiają się nowe przypadki zarażenia.

Ponieważ wydarzenia rozgrywają się równolegle do poprzedniej części („Wyprawa Asów”), fabuła nie posuwa się specjalnie do przodu. Książka jest przepełniona wieloma drobnymi wątkami, z których część potraktowano powierzchownie i w zasadzie trudno wyodrębnić główną linię fabularną. W porównaniu z „Wyprawą”, gdzie każdy rozdział był kolejnym etapem podróży, jest to niejakie rozczarowanie. Główny antagonista tej triady (Hartman) dostał ledwie kilka stron, dokładnie tak samo jak jego potencjalny konkurent (wielebny Leo Barnett). Odniosłem wrażenie, że autorzy tak bardzo wkręcili się w stworzony przez siebie świat, że zamiast pchać fabułę do przodu, postanowili na chwilę przystanąć i pobawić się trochę ze swoimi bohaterami.

Co kryją jej oczy – Sarah Pinborough

Efekt chwilowej mody

Jagoda Wochlik

Choć Sarah Pinborough ma na swoim koncie już kilka powieści, „Co kryją jej oczy” jest pierwszą, która ukazała się na polskim rynku. Tytuł sugeruje pewne podobieństwo do   powieści argentyńskiego pisarza Eduarda Sacheri „Sekret jej oczu”. Jednakże poza otoczką tajemnicy obie książki mają ze sobą niewiele wspólnego i należy się z tym skojarzeniem rozprawić już teraz, na wstępie, by później nam nie przeszkadzało. To raczej efekt działania polskiego wydawcy, gdyż sama autorka zatytułowała swoją powieść „Behind Her Eyes”.

Adele i David są idealnym małżeństwem. Ona jest piękna, doskonale gotuje i wyśmienicie prowadzi dom. On odnosi sukcesy jako ceniony psychiatra. W to wszystko – trochę niechcący, a trochę na własne życzenie – angażuje się ta trzecia: Louise. Poznaje w barze mężczyznę, który następnego dnia okazuje się być jej nowym szefem. Co więcej, później wpada na ulicy na jego młodą, śliczną żonę. Zamiast urwać kontakt z którąś ze stron, Louise coraz bardziej wikła się w romans z szefem i przyjaźń z jego małżonką. Niebawem odkrywa, że na wizerunku „idealnej” pary jest zadziwiająco dużo pęknięć.

„Co kryją jej oczy” to kolejny przedstawiciel thrillera feminocentrycznego. Otrzymamy zatem narrację trzecioosobową, prowadzoną z punktu widzenia dwóch kobiet – Adele i Louise. Byłby to nawet niezły pomysł, gdyby nie fakt, że Pinborough nie podołała mu warsztatowo i te dwie relacje, dwa sposoby opowiadania, niewiele się od siebie różnią. A przecież powinny, skoro mówimy o dwóch kobietach w różnym wieku, o różnym statusie społecznym, z których jedna jest matką, a druga długo leczyła się psychiatrycznie. Mogło być interesująco, a wyszło jak zwykle.

Moce wikingów. Tom I. Światy i zaświaty wczesnośredniowiecznych Skandynawów – Władysław Duczko

Zrozumieć wikingów

Hubert Przybylski

Po raz kolejny dzięki Instytutowi Wydawniczemu ERICA miałem możliwość zanurzenia się w świecie wikingów. Tym razem jednak autorem książki nie jest Artur Szrejter, lecz profesor Władysław Duczko. I spojrzenie na wikingów też jest nieco inne, bo profesor Duczko nie skupia się na słowie pisanym, tylko na wydobytych z ziemi artefaktach. A że jest specjalistą w dziedzinie archeologii skandynawskiej, historii sztuki i numizmatyki*, więc po pierwszym tomie „Mocy wikingów” nie spodziewałem się żadnych rozczarowań. A jak było?

Na pewno nie „lekko i łatwo”. Ale nie dlatego, że książka jest źle napisana, czy coś w tym guście. Wręcz przeciwnie. Po prostu nie trafiła w taki czas, w którym piszący te słowa nieświeci sługa Wasz uniżony miałby jakiekolwiek predyspozycje do czytania zawierającej duże ilości nowych informacji literatury popularnonaukowej**. Tak naprawdę jedyne, do czego mógłbym się przeczepić, to kilkukrotne przerywanie przez profesora Duczkę omówienia jakiejś ciekawej kwestii i zapowiedzi, że dalszy ciąg wywodu znajduje się w drugim tomie. Tylko że kiedy czytałem omawiany właśnie pierwszy tom „Mocy wikingów”, następnego nie było jeszcze w zapowiedziach wydawnictwa. Ździebko to denerwujące. Na szczęście autor ma świetny, lekko gawędziarski styl, do tego posługuje się prostym językiem i nie mam najmniejszych wątpliwości, że nie tylko w wymienionych przeze mnie we wstępie dziedzinach, ale także w sferze przekazywania wiedzy innym jest doskonałym specjalistą. Dlatego choć nie było lekko i łatwo, to na pewno przyjemnie.

Tajemnica Leili – Kooshyar Karimi

Ciężarna w świecie islamu

Magdalena Makówka

Zwykło się uważać, że sytuacja kobiet we wszystkich krajach muzułmańskich jest tak samo zła. Nie jest to oczywiście prawda i położenie obywatelek w danym kraju zależy od kultury i historii danego państwa. Szczególnie specyficzna sytuacja jest w Iranie, który szczyci się długimi, przedislamskimi dziejami. „Tajemnica Leili” ma pokazać jak od wewnątrz wygląda sytuacja Iranek, Czy robi to jednak w sposób obiektywny?

Kooshyar Karimi jest synem żydówki i urodził się w teherańskich slumsach. Taki start w życiu najczęściej oznacza niezbyt długie, pełne udręk życie. Kooshyar miał jednak szczęście. Jedyną rzeczą, jakiej pragnęła jego matka było to, aby jej syn wyrwał się z nędzy i osiągnął w życiu sukces. Aby zrealizować ten cel poświęciła samą siebie. Dzięki temu Kooshyar został lekarzem. Do tego zaczął odnosić sukcesy jako pisarz i tłumacz. Kooshyar poślubił dość zamożną Irankę  i doczekał się z nią córki. Wciąż jednak nie czuł się szczęśliwy. Nie potrafił żyć w teokratycznie rządzonym Iranie. Pragnął wolności i demokracji. Do tego nie był w stanie słuchać o niesprawiedliwości, jaka dotyka kobiety w jego kraju. Przerażało go to, iż można ukamienować żonę, która zdradziła męża, a rodzice potrafią dokonać honorowego zabójstwa córki, która nie wytrwała do ślubu w czystości. Postanowił więc pomóc chociaż części z nich. Jako lekarz zaczął przeprowadzać aborcje u dziewczyn, którym z powodu brzemienności groziła śmierć. Dzięki niemu wiele uniknęło śmierci, także z powodu uniknięcia zabiegów przeprowadzanych w warunkach urągającym wszelkim standardom higienicznym. Działalność ta naraziła jednak mężczyznę na śmiertelne niebezpieczeństwo, gdyż karą za przeprowadzenie aborcji jest w Iranie śmierć przez powieszenie. O swojej działalności mógł zacząć mówić otwarcie dopiero po ucieczce z Iranu w 1999 roku.

Totalnie nie nostalgia. Memuar – Wanda Hagedorn, Jacek Frąś

Autoterapia

Aleksander Kusz

Im książka jest mocniej promowana, tym mniej chcę mieć z nią do czynienia. Boję się i robię się ostrożny. Wiem, że niesłusznie. Mimo tego, że dobre pozycje potrafią się obronić same, one też przecież potrzebują reklamy w zalewie innych pozycji. Jednak nic nie mogę poradzić na to, że nachalna reklama wzbudza moje podejrzenia.

Na szczęście mam dużo zaufania zarówno do Wydawnictwa Komiksowego, jak i Kultury Gniewu, i jestem pewny, że nie wprowadzają na rynek byle czego. A pozycje przez nich wydawane są wartościowe. Zarówno jedno i drugie wydawnictwo rzadko kiedy mocno promuje swoje komiksy, muszę więc przyznać, że mocno zaintrygował mnie fakt, że akurat właśnie omawiany przeze mnie komiks jest w tej kwestii wyjątkiem i został zareklamowany z rozmachem. Zaintrygowało mnie to, ale i przestraszyło z wiadomych względów. Tak więc z pewną dozą nieśmiałości sięgnąłem po „Totalnie nie nostalgia”, komiks Wandy Hagedorn i Jacka Frąsia.

To ciężki komiks. Nie znaczy to, że dużo waży. Jest ciężki, bo trudny w odbiorze. A potem jeszcze trzeba go sobie w sobie przerobić, przetrawić, przemyśleć. Komiks ten jest również nietypowy w formie, tu mam na myśli rysunek i pomysł przewodni. Czy to coś zupełnie nowego na komiksowym rynku? Nie do końca. Mieliśmy już podobne rzeczy, sam kilka z nich już Wam omawiałem. Więc co jest tu nietypowe? Myślę, że chodzi o bezpośredni przekaz, o szczerość autorki, taką aż do bólu, do ostatecznych granic. Wręcz, biorąc pod uwagę nasze polskie warunki, szczerość przekraczającą granice. Ale okej, po kolei! Bo zaraz jeszcze przejdę do podsumowania i nie będziecie musieli czytać wszystkiego tego, co napiszę poniżej.

Harley Quinn. Tom 3: Cmok, cmok, bang, dziab – Amanda Conner, Jimmy Palmiotti, Chad Hardin, John Timms i inni

Świrowania ciąg dalszy

Marek Adamkiewicz

Seria „Harley Quinn” stanowi bez wątpienia jeden z najjaśniejszych punktów projektu Nowe DC Comics. Dwa dotychczas wydane w Polsce tomy przyniosły czytelnikom sporo frajdy, oferując historie lekkie, pełne czarnego humoru i, potraktowanej z dobrze wyczuwalnym przymrużeniem oka, przemocy. Para odpowiedzialnych za nie scenarzystów (Jimmy Palmiotti i Amanda Conner, prywatnie małżeństwo) udowodniła, że doskonale czuje postać Harley i ma głowę do wymyślania kolejnych niesamowitych, a często też cudownie absurdalnych przygód tej uroczej świruski. Trzeci tom nie przynosi w tej materii znaczących zmian – to komiks o podobnej klasie, doskonale wyważony i interesujący.

„Cmok, cmok, bang, dziab” to trzy zeszyty regularnej serii oraz trzy okolicznościowe numery specjalne. Z tych ostatnich dowiemy się między innymi w jaki sposób w gromadce Harley znalazła się nowa osoba (A może „nowe coś”? Naprawdę nie wiem, jak określić inteligentne, gadające i bardzo ambitne jajko, władające przy okazji kilkoma cybernetycznymi ciałami…), jak bohaterka zapewniła dach nad głową dziesiątkom zwierząt, czy też jak wyglądała jej randka z najprzystojniejszym gothamskim miliarderem. Także regularna zawartość jest, jak zawsze, odpowiednio zwariowana. W obliczu natłoku codziennych obowiązków Harley musi poszukać pomocy w ich wypełnianiu. Decyduje się więc zatrudnić kilka asystentek. Żeby dostać tę pracę, trzeba jednak spełnić kilka dosyć wymagających warunków , spośród których najistotniejszym jest chęć uczynienia świata lepszym.

Historia naturalna smoków – Marie Brennan

Rzecz o smokologii i spełnianiu marzeń

Beata „Powiało Chłodem” Mróz

Ponad dziesięć lat temu ukazała dość niezwykła książka o budzącym zdziwienie tytule „Smokologia”. Pozycja ta, autorstwa ponoć samego doktora Francisa Drake’a, oprócz przeglądu smoczej anatomii, fizjologii i genealogii, zawierała dużo praktycznych porad dotyczących rozpoczęcia własnych badań nad smokami. Jakby tego było mało, w środku znajdowały się próbki skór, łusek czy smoczego pyłu, oczywiście odpowiednio zabezpieczone. Jak łatwo się domyśleć, była to książka przeznaczona raczej dla dzieci o czym, oprócz tematyki, mogły świadczyć piękne ilustracje i prosty, paranaukowy język pozycji. Ale któż z dorosłych wielbicieli smoków nie chciałby mieć jej w swojej biblioteczce? Niedawno wydana przez Zysk i S-ka powieść udowadnia, że temat badań nad tymi niezwykłymi istotami nie jest tylko domeną ciekawostek dla dzieci.

„Historia naturalna smoków” Marie Brennan to pierwszy tom cyklu „Pamiętników Lady Trent” – wybitnej badaczki i specjalistki w dziedzinie smoków. Jako starsza i szanowana matrona lady Izabela Trent została przekonana do wydania wspomnień, w których opisywała swoje największe wyprawy i odkrycia naukowe. W „Historii…” dzieli się z czytelnikami swoim dzieciństwem oraz tym, jak zaczęła się jej, dość niezwykła jak na dobrze wychowaną damę, fascynacja smokami. Opowiada także o swej pierwszej wyprawie naukowej, która dała początek jej wymagającej, acz pasjonującej karierze naukowej.

Udław się – Chuck Palahniuk

Jezus na miarę naszych czasów

Marcin Knyszyński

W czwartej powieści Chucka Palahniuka znowu mamy do czynienia z światem, który więzi swych mieszkańców w celach zbudowanych z niewidzialnych, metaforycznych krat. Jednak tym razem po zamknięciu książki czujemy pewnego rodzaju otuchę, opowieść o przemianie uzależnionego od seksu cwaniaka i hochsztaplera ustanawia „Udław się” najbardziej pozytywną powieścią autora jak do tej pory. Jest to też powieść najbardziej klasyczna narracyjnie, co nie znaczy, że Palahniuk zrezygnował ze swojego poszarpanego, teledyskowego stylu. Trochę go po prostu okiełznał.

Victor Mancini miał trudne dzieciństwo. Był to szereg następujących po sobie pobytów w różnych rodzinach zastępczych, przerywany krótki epizodami, w których pojawiała się Ida, jego szalona matka anarchistka. Za każdym razem, gdy wręcz materializowała się z nagła w życiu chłopca, następowała ich szalona eskapada, rozpoczynająca się uprowadzeniem Victora i odjazdem kradzionym samochodem. Ida uciekała przed prawem i policją, ale również przed światem regulacji i sztywnych norm postępowania, czemu dawała wyraz w swych akcjach, takich jak na przykład wypuszczenie zwierząt z ich więzienia w zoo. Dla nich mogła to zrobić, dla syna już nie. Bowiem wyzwolenie człowieka z pęt świata, który narzuca mu sztuczne pozy, wymaga innych środków.

Minęły lata, chłopiec dorósł. Jednak nadal to matka jest w centrum jego życia – Victor musi łożyć na utrzymanie niedołężnej i szczelnie zamkniętej w urojonym świecie rodzicielki. Nie mógłby tego dokonać bez naciągania naiwnych, bogatych ludzi, którzy zgodnie ze starym chińskim porzekadłem stają się odpowiedzialni za czyjeś życie, po tym jak je ocalili. Victor celowo dławi się w restauracjach, zataczając się w kierunku najbardziej bogatego gościa, aby ten go uratował i od tej pory zasilał dobroczynnie fundusz , dzięki któremu jego matka może przebywać w luksusowym domu starców.

Jonah Hex Tom 4: Tylko zacni umierają młodo – Justin Grey, Jimmy Palmiotti, Phil Noto i inni

Brutalny Dziki Zachód

Marek Adamkiewicz

Jonah Hex, chociaż nienawidzi ludzi, stale się z nimi styka. Paradoks? Nie do końca. Wymusza to jego profesja. Para się on ściganiem (i często też zabijaniem) bandytów za pieniądze – jest znanym na Dzikim Zachodzie łowcą nagród. Jego legendzie sprzyja skuteczność oraz dosyć makabryczny wygląd – koszmarnie zdeformowana twarz. Bohater ma tendencję do pakowania się w kłopoty, z których jednak zazwyczaj wychodzi obronną ręką. Nie inaczej dzieje się w opowieściach wchodzących w skład „Tylko zacni umierają młodo”.

Oszpecony zabijaka kontynuuje swoją podróż po zakamarkach Dzikiego Zachodu. Czasem sam przyjmuje kolejne zlecenia, czasem to okoliczności zmuszają go do działania. W „Teksańskiej forsie” wyrusza w podróż, by odnaleźć zaginionych synów pewnej ważnej persony, a przy okazji rozwiązuje sprawę morderczej burdelmamy. „Czarcia Łapa” opowiada o pościgu za „szlachetnym” złoczyńcą, rozdającym zrabowane dobra potrzebującym. „Wojna trwa” to ciekawe wplecenie w fikcyjną fabułę prawdziwych postaci Edisona i Tesli, z kolei „Ktoś umrze, by inny mógł żyć” dowodzi, że nawet największy wyga potrzebuje czasami pomocy żółtodzioba. Zamykający tom epizod „Święto duchów” wnosi zaś odrobinę diabolicznej fantastyki do przyziemnego świata przedstawionego.

Grzesiuk. Król życia – Bartosz Janiszewski

Niech wiecznie żyje życia król

Adriana Siess

Gdy czytam biografię, jedyne, czego pragnę, to poczuć się jak znajoma głównego bohatera – współuczestniczyć w jego codzienności, poznawać pasje i pragnienia, zmagać się z problemami, analizować wybory. Chcę czuć emocje wielkich ludzi, wejść pod skórę niezwykłych osobowości, popatrzeć na świat oczyma zwycięzców historii. Bywają teksty, które każą zapomnieć o podobnie wydumanych oczekiwaniach. Pojawiają się publikacje ślizgające się na krawędzi czytelniczego zadowolenia. A także książki-rewolucje, po przeczytaniu których czuję się rozdarta. Pusta końcem opowieści i spełniona samym faktem jej poznania. Biografia Grzesiuka bez wątpienia należy właśnie do ostatniej kategorii.

Samą przyjemnością jest już trzymanie tej książki w dłoniach. Solidna, twarda oprawa, estetyczny projekt kolorystyczny okładki, szlachetny papier oraz nieforsująca oka czcionka sprawiają, że nawet pobieżny kontakt z lekturą pozostawia obiecujące wrażenie prawdziwej bibliofilskiej uczty.

Wydawca naprawdę się postarał, ale jeszcze więcej dostaliśmy od autora. Bartosz Janiszewski dokonał pozornie niemożliwego – wskrzesił człowieka. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu, umiejętności sprawnego łączenia faktów, determinacji w zdobywaniu informacji, o których świat miał się nie dowiedzieć i świetnemu warsztatowi pracy autor powołał do życia postać legendarnego barda przedwojennej Warszawy. Stanisław Grzesiuk prezentuje nam się jako coś więcej niż literacka kreacja – on odżywa dla świata, który nareszcie może dostąpić przywileju poznania jednego z najciekawszych polskich artystów (choć on sam z pewnością nie pozwoliłby mi tak o sobie napisać, w końcu był na tej ścieżce jedynie „na skutek przyjemnego zbiegu okoliczności”).

Strony