Subiektywnie

Ja dobra, zła – Ali Land

Spór dwóch wilków

Jagoda Wochlik

Istnieje legenda, że każdy z nas ma w sobie dwa wilki – dobrego i złego. Zwycięża ten, którego dokarmiamy. Pogląd ten stał się punktem wyjścia dla powieści Ali Land „Ja dobra, zła”. Jest to jej pisarski debiut, wcześniej przez wiele lat pracowała jako pielęgniarka i zajmowała się osobami chorymi psychicznie.

Annie jest córką seryjnej morderczyni. Jej matka zabiła, a wcześniej brutalnie torturowała, dziewięcioro dzieci. Została złapana, gdyż dziewczyna zadenuncjowała ją policji. Annie, która ma być głównym świadkiem podczas procesu, trafia do rodziny zastępczej. Jest nią psychiatra Michael, jego żona Saskia oraz ich nastoletnia córka, Phoebe.

Najmocniejszą stroną powieści Ali Land jest powolne poznawanie całej historii. Razem z Annie, podczas spotkań z psychologiem, ponownie przechodzimy przez piekło jej życia z matką. Dzięki zastosowaniu pierwszoosobowej narracji mamy możliwość usłyszeć myśli bohaterki, co zwłaszcza na końcowym etapie opowieści okaże się bardzo istotne. Również poznawanie jej nowego życia, w zdawałoby się „normalnej” rodzinie, czytelnik będzie śledził z coraz większym zainteresowaniem. W pewnym momencie nie wiadomo już, kto w tej historii jest dobry, kto zły, i który wilk tak naprawdę wygra, bowiem rodzina Michaela to typowy przykład na potwierdzenie tezy, że szewc bez butów chodzi.

„Ja dobra, zła” zawiera ciekawe pytania o naturę człowieka. Czy programują nas geny? Czy istnieje „gen zła”? W jakiej mierze sami odpowiadamy za siebie, a w jakim stopniu kształtuje nas środowisko? Czym jest choroba psychiczna? Czy człowiek może być zły z natury? Kłopot w tym, że choć Ali Land stawia powyższe pytania, w toku opowiadanej historii nie bardzo próbuje na nie odpowiedzieć. A przecież tyle jeszcze można by z tej historii wyciągnąć. Ostatecznie autorka proponuje nam znacznie mniej, niż osoba z jej wykształceniem i doświadczeniem mogłaby wycisnąć z tego tematu. To rozczarowuje.

Jupiter’s Legacy. Dziedzictwo Jowisza Tom 1 – Mark Millar, Frank Quitely

Trykociarze w innym ujęciu

Marek Adamkiewicz

Mark Millar należy do grona najbardziej rozpoznawalnych i rozchwytywanych scenarzystów komiksowych. Wiele tytułów, które wyszły spod jego pióra, trafiło na listę bestsellerów, kilka zostało także z powodzeniem zekranizowanych (na przykład „Kingsman” i „Kick-Ass”). Szkot ma duży talent do pisania historii lekkich, szalenie rozrywkowych, a jednak niosących z sobą coś więcej. W Polsce ukazało się do tej pory sporo komiksów należących do tzw. Millarworld, a za ich wydawanie odpowiada Mucha Comics. Teraz, także ich nakładem, mamy okazję zapoznać się z „Jupiter’s Legacy”, przez wielu uznawanym za jedno ze szczytowych osiągnięć autora.

W 1932 roku dowodzona przez Sheldona Sampsona drużyna wyrusza na wyprawę na zachód od Zielonego Przylądka, by odnaleźć wyspę, która ukazała się Sheldonowi we śnie. Nikt nie kwestionuje pomysłu mężczyzny, ponieważ jego przeczucia do tej pory sprawdzały się bezbłędnie. Co prawda nikt nie wie, co znajdą na miejscu, lecz wedle zapewnień dowódcy ma to być coś niesamowitego. I faktycznie, po dotarciu do celu członkowie wyprawy zostają obdarzeni nadludzkimi mocami. Wiele lat później superbohaterowie są w Ameryce codziennością. Sheldon i jego brat, Walter, czuwają nad bezpieczeństwem największego mocarstwa świata, lecz mają problem z własnymi dziećmi, które nie chcą podjąć odpowiedzialnej misji rodziców, a ich jedyną ambicją jest dobra zabawa. To jednak zaledwie zapowiedź czarnych chmur, jakie zbierają się nad tą zamkniętą superspołecznością. W rodzinie dochodzi do konfliktu, który odbije się na życiu całego świata.

Pape Satàn aleppe. Kroniki płynnego społeczeństwa – Umberto Eco

Anna Parot

Książka budziła we mnie sprzeczne skojarzenia na długo przed rozpoczęciem lektury. Z jednej strony czekałam na podobnie dowcipny zbiór jak „Zapiski na pudełku od zapałek”, również składający się z osławionych felietonów z „L'Espresso”. Z drugiej był tytułowy cytat z „Boskiej Komedii” Dantego – tajemnicze zdanie wykrzykiwane u wrót piekielnych. Czy przeklina tych, co dalej iść się nie boją? Do tego „płynne społeczeństwo” w podtytule; nawiązanie do Zygmunta Baumana nadawało mojemu oczekiwaniu gorzki smak.

Otwarłam paczkę z książką, artykuły z ostatnich 15 lat życia autora (2000–2015), a tam feeria bollywoodzkich barw. Pomarańcze i róże. Ani trochę nie zmniejszyło to wewnętrznego rozdźwięku. Spojrzałam na książki Baumana na półce – czarno i szaro. Wyruszyłam w podróż po lekturze „Pape” z lekką konfuzją, ale i wielką ciekawością.

Zamieszczane w kultowym włoskim tygodniku teksty Eco w założeniu miały być krótkie i zwięzłe. Jak pociągnięcia pędzla wprawnego portrecisty. Dzięki tej formule czytelnik otrzymuje esencję treści zwieńczoną szybką, precyzyjną puentą. To lektura dla ludzi lubiących błyskotliwe, ironiczne szkice. Stajemy się uczestnikiem barwnego dialogu prowadzonego przez uczonego ze współczesnością.

Daredevil. Nieustraszony! Tom 2 – Brian Michael Bendis, Alex Maleev i inni

Rządy nieustraszonego

Maciej Rybicki

Co tu dużo pisać, pierwszy tom „Daredevila” autorstwa Briana Michaela Bendisa i Alexa Maleeva okazał się nie tylko najbardziej wyczekiwaną premierą 2017 roku na polskim rynku komiksowym, ale prawdopodobnie i jednym z najlepszych tytułów, które ukazały się w naszym kraju w ostatnim czasie.. Po długich perypetiach z wydaniem tej serii przez Sidecę sprawy w swoje ręce wziął największy rodzimy wydawca i momentalnie ruszyły one z kopyta. Już dwa miesiące po premierze pierwszego albumu czytelnicy dostali w swoje ręce tom drugi.

Makabryczne interpretacje opowieści – Stephen King, Berni Wrightson, Michele Wrightson, Jack Kamen

Anna Parot

W zasadzie wszystko składa się idealnie. Po obejrzeniu 2 sezonów „Stranger Things” i dawce filmowych wspomnień o tym, jak wyglądało życie amerykańskich dzieciaków w latach 80-tych, sięgam po klasyczny komiks ze scenariuszem Stephena Kinga. No czego chcieć więcej, żeby zaspokoić mojego wewnętrznego smarkacza, który w PRL-u mógł tylko marzyć o fantastycznych wydawnictwach jak „DC Comics” czy „Marvel”?

W środku świetne kadry autorstwa Berniego Wrightsona, kultowego, zmarłego w 2017 roku, rysownika. Przepiękne nawiązanie do stylowej kreski klasycznych komiksów grozy z lat 50-ych. Jednocześnie wyszły spod ręki artysty, który tchnął życie w postać Potwora z Bagien, rysował Batmana czy stworzył epickie dzieło, ilustrując powieść Mary Shelley „Frankenstein”. Jego prace są mocno osadzone w epoce niezapomnianych „żywych trupów” i doskonale oddają klimat powieści graficznych retro. Był w 1982 roku wymarzonym kandydatem do zilustrowania pięciu makabrycznych opowiastek Stephena Kinga. Co ciekawe, historie składały się na scenariusz filmu George’a A. Romero – „Creepshow”. Dwie mistrz grozy napisał specjalnie na potrzeby ekranizacji, trzy są interpretacją wcześniejszych utworów.

Film wchodzi do kin w tym samym roku, w którym  książka trafia na półki. Na okładce pierwszego amerykańskiego wydania zeszytu znajdziemy wyraźne odwołanie do nazwiska reżysera. Idealny zabieg marketingowy i wielka konsekwencja stylistyczna. Filmowcy zbudowali klimat obrazu, korzystając z efektów specjalnych wprost zaczerpniętych z komiksu.

Mamy więc kultowego pisarza, rewelacyjnego rysownika i charakternego reżysera. Mamy masę ciekawych zapożyczeń, smaczków, stylizacji. Jest duch epoki. Jest zabawa obrazem, kreską – przenikanie się filmu i literatury. Mamy wreszcie – może nie straszne, ale za to zabawne – stylowe przypowiastki horror comedy. Faktycznie gratka dla miłośników klasyków w typie „Opowieści z krypty”. Gdyby nie jedno.

Guardians of the Galaxy. Grzech pierworodny – Brian Michael Bendis, Ed McGuinness, Valerio Schiti

Galaktyczne tu i tam

Maciej Rybicki

Muszę przyznać, że nawet nie wiem kiedy zleciało kilka wcześniejszych tomów „Guardians of the Galaxy”, a tu do rąk dostajemy kolejny, już piąty (a licząc crossover z „All-New X-Men” – szósty) album w tej serii. I choć Strażnicy w wersji komiksowej z linii Marvel Now! nie zachwycają aż tak, jak ich kinowa inkarnacja, wciąż jest to zupełnie przyzwoita rozrywkowa seria.

Thorgal. Kriss de Valnor Tom 7: Góra Czasu – Xavier Dorison, Mathieu Mariolle, Frederic Vignaux

Im bliżej końca, tym wyższy poziom

Marek Adamkiewicz

Przez lata twórcy „Thorgala” wyrobili swojej serii taką renomę, że dzisiaj jest to komiks doskonale rozpoznawalny, generujący ogromne zainteresowanie odbiorców i, najprawdopodobniej, przynoszący spore zyski. Nic dziwnego, że w głowach osób odpowiedzialnych za markę powstał pomysł, by do głównego cyklu dopisać kilka pobocznych, skupiających się na innych znanych postaciach z uniwersum. Obecnie zbliżamy się do końca pierwszego thorgalowego spin-offu. Mowa o „Kriss de Valnor”. „Góra Czasu” dzieje się równolegle do „Szkarłatnego Ognia” i po kolejnym tomie połączy się fabularnie z „Thorgalem”.

Po wydarzeniach zaprezentowanych w „Wyspie zaginionych dzieci” bohaterka postanawia wyruszyć w niebezpieczną podróż, pragnie bowiem odnaleźć syna. Kriss nie ma jednak czasu na wielomiesięczne poszukiwania, korzysta więc z niesamowitych właściwości tak zwanej Góry Czasu, fenomenu natury pozwalającego na skrócenie drogi i szybsze osiągnięcie celu. Sęk w tym, że igrając z czasem, Kriss na swojej drodze spotyka inne, wcale nieskore do pomocy wersje samej siebie. Tymczasem Jolan, obecnie władający wikingami Północy, pragnie zakończyć wojnę z wyznawcami Javhusa. Dlatego, za namową pewnego mędrca, decyduje się na pojedynek z liderem przeciwników. Ten, kto wyjdzie z tej próby zwycięsko, przejmie kontrolę nad wojskami i ziemiami wroga, kończąc tym samym krwawy i wyniszczający konflikt.

Yoro – Marina Perezagua

Jagoda Wochlik

Marina Perezagua ukończyła historię sztuki na Uniwersytecie w Sewilli. Natomiast na Uniwersytecie Stanowym w Nowym Jorku obroniła doktorat z literatury. Do tej pory wydała dwa zbiory opowiadań, bardzo dobrze przyjęte przez krytykę. „Yoro” jest jej pierwszą powieścią. Jest to też pierwsza pozycja tej autorki, która ukazała się na rynku polskim.

H. stała się jedną z ofiar amerykańskiego ataku na Hiroszimę. Ale nawet przed wybuchem bomby nie była zwykłym dzieckiem. Chorowała na hermafrodytyzm – urodziła się zarówno z żeńskimi, jak i męskimi narządami rozrodczymi. Choć była wychowywana jako mężczyzna, zawsze czuła się kobietą. Bestialski atak na Hiroszimę otworzył przed nią nowe możliwości – mimo że straszliwie cierpiała z bólu i straciła penisa, wreszcie dzięki szeregowi operacji plastycznych mogła spełnić swoje marzenie i stać się kobietą. Jim natomiast był amerykańskim żołnierzem, który trafił do niewoli. Zmuszony do ciężkiej pracy w nieludzkich warunkach, cudem uniknął śmierci. Co ich łączy? Yoro, mała dziewczynka, wychowanka Jima, przedmiot tajnego, rządowego projektu. Dziewczynka, na której poszukiwaniach wspólnie strawią niejeden rok.

Torpedo 1972 – Enrique Sánchez Abulí, Eduardo Risso

Strzeż się cyngla z Parkinsonem

Maciej Rybicki

„Torpedo 1936” Enrique Sáncheza Abulíego i Jordiego Berneta cieszy się od lat opinią jednego z najlepszych europejskich czarnych kryminałów… a może i nie tylko europejskich. Perypetie tytułowego Torpedo – płatnego zabójcy, żyjącego w nowojorskim półświatku czasów Wielkiego Kryzysu – przez lata zdobywały uznanie i sympatię tak fanów, jak i krytyków. Najlepszym tego przykładem może być uhonorowanie serii nagrodą dla najlepszego albumu zagranicznego na Festiwalu w Angoulême w 1986 roku Lata jednak mijały, a o kolejnych przygodach gangstera było niepokojąco cicho… aż do tego roku, gdy do hiszpańskiego scenarzysty dołączył znany choćby ze „100 naboi” rysownik Eduardo Risso. W efekcie ich współpracy powstała kontynuacja cyklu. Przed państwem „Torpedo 1972”.

Punisher Max tom 3 – Garth Ennis, Leandro Fernandez, Goran Parlov

Zwalczając ogień za pomocą ognia

Marek Adamkiewicz

Dwie poprzednie odsłony „Punisher Max” przyniosły nam kawał niezwykle mrocznej i bardzo brutalnej sensacji. Garth Ennis zaproponował w nich spojrzenie w głąb zdegenerowanego świata przestępczości zorganizowanej, a lektura całości robiła bardzo przygnębiające, ale zarazem także osobliwie hipnotyzujące wrażenie. Skala opisywanego zwyrodnienia powodowała, że zaczynaliśmy kibicować poczynaniom Punishera podczas jego krwawych rozpraw z bandytami. Najnowszy tom serii nie tylko tego obrazu nie zmienia, ale jeszcze go pogłębia. Mamy tu do czynienia prawdopodobnie z najbardziej udanymi historiami wydanymi w ramach cyklu.

Tym razem Frank Castle bierze na cel szajkę pochodzących z Europy Wschodniej handlarzy żywym towarem i stręczycieli kobiet. Grupa jest wyjątkowo okrutna, a konsekwencją traktowania przez nich „podopiecznych” są złamane życia i rany, których nie sposób wyleczyć. Po zakończeniu tej sprawy Punisher ląduje w Miami, gdzie postanawia rozprawić się z członkami pewnej korporacji. Na miejscu trafia na godnego siebie przeciwnika – wynajętego przez szefa firmy, niejakiego Barracudę, najemnika bez zasad i litości, który uwielbia stosować wobec przeciwników wymyślne sposoby zadawania bólu.

Strony