Subiektywnie

Pax Romana – Adrian Goldsworthy

Opracowanie-marzenie

Hubert Przybylski

Kilka tygodni temu narzekałem, że moja przygoda z jedną z książek trwała trzy tygodnie i że było to o trzy tygodnie za długo. Pozycję, którą zamierzam dziś przedstawić, również czytałem tak długo. Ale gdy „Pax Romana” Adriana Goldsworthy’ego się skończyła, żałowałem, że stało się to tak szybko. Jakieś półtora roku temu omawiałem Wam „SPQR. Historię starożytnego Rzymu” Mary Beard* i stwierdziłem wtedy, że nie czytałem lepszego opracowania o imperium rzymskim. Czy książka prof. Beard napotkała godnego rywala?

Ale najpierw kilka słów o zawartości „Pax Romana”. Autor podjął się w niej próby wyjaśnienia fenomenu „rzymskiego pokoju”. I wziął się za to naprawdę skrupulatnie, bo skupił się na wszystkim, co mogło mieć na niego wpływ – od polityki wewnętrznej Rzymian i ich sąsiadów oraz stosunków międzynarodowych, poprzez kwestie militarne, podatkowo-fiskalne, gospodarcze, prawodawstwo czy przestępczość, po sferę obyczajów i moralności ówczesnych ludzi**. Od czasów agresywnej ekspansji republiki i pierwszych lat cesarstwa przez złote lata imperium aż po jego rozpad. Z książki dowiecie się, co tak naprawdę znaczą pojęcia takie jak „dziel i rządź” czy „chleba i igrzysk”.

Jak sami widzicie, zakres przekazywanych przez Goldsworthy’ego informacji jest olbrzymi i bez najmniejszych wątpliwości jego książka to normalne zdrowe „kompendium wiedzy”. Ale to nie jedyna zaleta „Pax Romana”. Równie ważne jest to, że autor wskazuje nam wyraźnie te kwestie, o których nie wiemy nic***, albo wiemy zbyt mało, żeby je jednoznacznie wyjaśniać lub klasyfikować, a to sprawia, że, w pozytywnym tego określenia znaczeniu, pozycję tę można nazwać również „kompendium naszej niewiedzy”.

Avengers. Czas się Kończy, tom 1 – Jonathan Hickman i inni

Podzielmy się na grupy

Maciej Rybicki

Przy okazji recenzowania ostatnich tomów „Avengers” i „New Avengers” pióra Jonathana Hickmana wspominałem, że wyraźnie widać wzloty i spadki formy amerykańskiego scenarzysty. Choć wspomniane albumy można uznać za całkiem udane (szczególnie skupiony na relacjach interpersonalnych „New Avengers”), czuć jednak, że epicka saga zaczyna jakby tracić impet. Po efektownym akcencie w postaci „Nieskończoności” i ponownym rozstawieniu postaci na fabularnej szachownicy przyszedł najwyższy czas na pozbieranie splecionych już wątków na drodze do wielkiego finału, jakim będą „Tajne Wojny” (czy jakkolwiek „Secret Wars” zostaną nazwane w polskim tłumaczeniu). Przed nami pierwszy z czterech tomów historii – „Czas się kończy”.

Wampir z KC – Andrzej Pilipiuk

Kolejny ostatni raz

Hubert Przybylski

Wiecie, jak to jest, gdy się człowiek (albo i nieświeć*) zarzeka, że robi coś po raz ostatni, a potem robi to samo znowu, i później kolejny raz stanowczo oznajmia, że koniec, a za jakiś czas nie wytrzymuje i… Bez bicia przyznaję, że mam tak z twórczością Wielkiego Grafomana. Co zrecenzuję jakąś jego książkę, to zawsze mówię, że to już ostatnia, no bo ile można chwalić za to samo? Może i literacko jego dzieła nie są przesadnie ambitne, ale jeśli chodzi o warsztat, język, jakim się posługuje, czy o ciągle nowe pomysły**, to tutaj poprzeczka jest od lat postawiona na niezmiennym, naprawdę wysokim poziomie***. W każdym razie – tym razem wytrzymałem jakieś dwa lata. A choć akurat spośród wszystkich bohaterów Pilipiuka wampiry lubię najmniej, to włączyło się uzależnienie (bo to chyba już jednak jest uzależnienie) i jakoś tak – wierzcie lub nie – całkowicie niechcący omówię Wam teraz „Wampira z KC”.

Monstressa. Tom 2 – Krew – Marjorie Liu, Sana Takeda

Ile potwora w potworze?

Maciej Rybicki

Ofensywa wydawnictwa Non Stop Comics nie ustaje. Komiksowa odnoga oficyny Sonia Draga kuje żelazo póki gorące i od wprowadzania na nasz rynek coraz to nowych tytułów, przechodzi powoli do kontynuacji serii już rozpoczętych. Tym sposobem ledwie kilka miesięcy po premierze tomu pierwszego dostajemy do ręki kontynuację znakomitej „Monstressy” autorstwa Marjorie Liu i Sany Takedy. Czy jest ona w stanie przeskoczyć wysoko postawioną przez pierwszy tom poprzeczkę?

Młoda Maika Półwilk – główna bohaterka serii – mierzy się ze skomplikowanym światem wokół niej, przede wszystkim z własnym dziedzictwem, próbując je zrozumieć. „Przebudzenie” konstytuowało przebogaty świat przedstawiony, czerpiąc pełnymi garściami z dwóch komiksowych tradycji. Mimo wprowadzenia równie ciekawych bohaterów, to właśnie chyba zawiązanie wątków i ekspozycja realiów były głównym celami duetu autorek. W przypadku „Krwi” nacisk położony jest zdecydowanie na Maikę. Liu konstruuje fabułę w taki sposób, że regularnie pojawiają się sceny nie pozwalające bohaterce pozostać obojętną, co przekłada się na to, iż czytelnik coraz lepiej poznaje tak ją, jak i jej przeszłość. Coraz lepiej widoczny jest więc mrok kryjący się w okaleczonej dziewczynie dzielącej ciało z pradawną istotą. Znacznie mroczniejszy stał się także ton samej opowieści, niejako idąc w parze z Maiką i jej złożoną, potworną naturą.

„Krew” jest jednak w równym stopniu opowieścią drogi – fabularnie to właśnie podróż jest jej sednem. Jak jednak często się to dzieje w przypadku podróży, stanowi ona okazję do mierzenia się z wewnętrznymi demonami. Nie inaczej jest w przypadku Maiki i jej towarzyszy. Poszukując wyjaśnienia tajemnic przeszłości i teraźniejszości, jednocześnie mierzą się oni z kolejnymi trudnościami. W tej warstwie Liu zachowuje dość wiernie klasyczny schemat przygodowy. I choć to nie fabuła nie gra najważniejszej roli w tym tomie, jest ona na tyle interesująca, że utrzymuje zainteresowanie czytelnika.

Black Kiss 2 – Howard Chaykin

Miłość jest prawem, miłość podług woli

Marek Adamkiewicz

Wydany w 1988 „Black Kiss” jest komiksem nietuzinkowym i obrazoburczym. Wypełniony seksem i przemocą, od momentu premiery budzi niepokój jednych, a fascynację innych odbiorców. Dla mnie stanowi bardzo intrygującą mieszankę czarnego jak noc kryminału, mocnej i przechodzącej miejscami w pornografię erotyki oraz okultystycznego horroru. Chaykin podlał całość gęstym sosem campu i pulpy, co w efekcie dało dzieło specyficzne, które, jeśli nie lubi się takiej celowo przerysowanej konwencji, z miejsca odrzuci co wrażliwszych czytelników. Ja jednak podczas lektury bawiłem się wybornie, dlatego wieść, że Planeta Komiksów wyda kontynuację tej historii, powitałem z dużym zadowoleniem.

Dalszy ciąg „Black Kiss” jest w znacznej mierze prequelem. Scenarzysta przenosi nas daleko w przeszłość i pokazuje, w jaki sposób Beverly Grove stała się nieśmiertelnym demonem (bądź też wampirem lub sukkubem – kwestia nazewnictwa pozostaje otwarta). Akcja toczy się na przestrzeni wielu dziesięcioleci i portretuje zmiany zachodzące na świecie, określa też napędzające ludzi i społeczeństwa namiętności. Na kolejnych kartach dowiemy się też dokładnie, kim jest rozpustna Dagmar, wierna towarzyszka Beverly. Ponadto polski wydawca zawarł tu dodatek specjalny, odsłaniający nieznane karty historii głównej bohaterki serii.

Drugi tom „Black Kiss” jest bez wątpienia tytułem dla tych, którzy mają już za sobą lekturę pierwszej części. Bez jej znajomości przyjemność płynąca z poznania dawnych i przyszłych losów Beverly Grove będzie znikoma. Chaykin tym razem nieco zmienił swoje podejście do narracyjnej strony komiksu, zdecydował się bowiem na wprowadzenia narratora. Jego brak był jednym z czynników, które sprawiały, że wejście w opowieść snutą w tomie numer jeden nie było zbyt płynne. Tutaj jest inaczej, a zabieg znacząco poprawia przejrzystość lektury i sprawia, że perypetie głównych bohaterów są zdecydowanie łatwiejsze w odbiorze.

Koniec śmierci – Cixin Liu

Nadmiar człowieczeństwa

Marcin Knyszyński

No dobra, to na czym skończyliśmy? Aha, wiemy już, że wszechświat to przerażający ciemny las a nasza mała planetka to krzykliwy, jaskrawo upierzony ptak na gałęzi jednego z drzew. Wielkie, drapieżne ptaszysko, czyli Trisolarianie, zostało w ostatniej chwili powstrzymane przez fortel Luo Ji. Ten socjolog kosmicznych cywilizacji okazał się ostatnią nadzieją ludzkości. Zagrał va banque i wygrał – zaczęła się  kosmiczna zimna wojna. Trzecia część trylogii „Wspomnienie o przeszłości Ziemi” to dalsze dzieje ludzkości, skazanej na potworną samotność z konieczności. Cixin Liu ma rozmach – jego „Koniec śmierci” zabiera nas w tak odległą przyszłość, tak niezmierzone przestrzenie i tak abstrakcyjne wymiary, jak mało która powieść science fiction.

Pewna pani naukowiec z Państwa Środka, Cheng Xin, pracowała dla Planetarnej Agencji Wywiadowczej w czasach, gdy Trisolarianie byli jeszcze w drodze do Układu Słonecznego. Z dnia na dzień stała się obiektem zazdrości większości kobiet na świecie – jakiś tajemniczy wielbiciel kupił jej gwiazdkę z nieba. Dosłownie. Otóż jej były kolega ze studiów o imieniu Tianming postanawia wydać cały swój majątek na prezent dla ukochanej, zanim rak płuc zje go żywcem. Cheng Xin dowiaduje się o tym trochę za późno, więc postanawia odnaleźć go w przyszłości wśród gwiazd. Również dosłownie. Nie przypuszcza jeszcze, że ostatecznie otrzyma od Tianminga prezent, przy którym bledną wszystkie gwiazdy. Także jak najbardziej dosłownie.

Thor. Gromowładna – Jason Aaron, Russel Dauterman, Jorge Molina

Kopernik była kobietą

Maciej Rybicki

„Thor Gromowładny” autorstwa Jasona Aarona niewątpliwie należał do najciekawszych serii linii Marvel Now!. Po genialnych pierwszych dwóch tomach, pochodzący z Alabamy scenarzysta zaczął wprowadzać do swojej serii coraz więcej elementów komediowych, a także eksperymentować z konwencją. Radykalne zmiany, które przyniósł „Grzech pierworodny”, stały się dobrą okazją, by serię o bogu gromu poddać lekkiemu faceliftingowi. Tyle tylko, że Aaron nie za bardzo lubi półśrodki. Dostaliśmy więc do rąk nie tylko opowieść o Odinsonie, który nie jest już godny, by władać Mjolnirem, ale i historię o nowym dzierżycielu tego potężnego młota… a właściwie o dzierżycielce. Tak się bowiem składa, że nowy Thor jest… kobietą.

The Black Monday Murders Tom 2: Waga – Jonathan Hickman, Tomm Coker

Pieniądz rządzi światem

Marek Adamkiewicz

Pierwszy tom „The Black Monday Murders” spadł na mnie jak grom z jasnego nieba. To był bez wątpienia jeden z najlepszych komiksów wydanych w Polsce w 2017 roku. Dzieło Hickmana w brawurowy sposób łączyło w sobie motywy okultystyczne ze światem wielkich finansów, nie popadając w żadnym momencie w banał i trzymając niezwykle wysoki poziom od początku do końca. Taki stan rzeczy sprawiał, że kontynuacja była przeze mnie niezwykle mocno wyczekiwana, choć przy okazji w głowie pojawiały się pytania o jej jakość. Teraz, gdy „Waga” trafiła w końcu na księgarskie półki, można zweryfikować te oczekiwania.

Rośnie napięcie między dwiema szkołami wchodzącymi w skład konglomeratu Caina-Kankrin. W wyniku morderstwa dokonanego przez przedstawiciela jednej z nich na osobie członka drugiej, wszystko wywraca siędo góry nogami. Ustalony przed dekadami porządek podlega dynamicznym i nieodwracalnym zmianom. Usunięta onegdaj w cień Grigorija Rothschild sięga po pełnię władzy, jednak żeby osiągnąć cel, musi pokonać mordercę swego brata. Tymczasem detektyw Dumas zstępuje do podziemi Banku Rezerwy Federalnej, by tam stanąć oko w oko z jedną z największych tajemnic współczesnego świata.

Drugi tom „The Black Monday Murders” od pierwszych stron atakuje czytelnika niezwykle dusznym i sugestywnym klimatem, jednak tym razem nie zostajemy rzuceni na tak głęboką wodę jak poprzednio. Gdy jest się już zaznajomionym z tym niezwykłym i mrocznym światem przedstawionym, ponowne weń wejście odbywa się zdecydowanie płynniej, chociaż Hickman nie rezygnuje z obranej konwencji – wciąż więcej tu pytań niż odpowiedzi. Dominują tajemnica i enigmatyczność, które dotyczą zarówno poszczególnych bohaterów, jak i podejmowanych przez nich działań. Istotne jest jednak to, że ta konwencja zagadkowości ani przez moment nie sprawia wrażenia sztuki dla sztuki, a na pierwszym miejscu niezmiennie stoi treść.

Lanfeust z Troy, tom 2 – Christophe Arleston, Didier Tarquin

Tu Thanos, tam Thanos

Maciej Rybicki

Muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem dynamiki, jakiej w ostatnich latach nabrał nasz rynek komiksowy. Wydawnicza ofensywa trwa w najlepsze i choć pewnie prędzej czy później balonik pęknie, na razie czytelnicy mogą najwyżej narzekać na klęskę urodzaju. Oferta rodzimych wydawców jest bowiem coraz większa. Co ważne, wzrost podaży nie ogranicza się tylko do komiksów zza Wielkiej Wody, ale powoduje także coraz lepszą dostępność pozycji europejskich. To, wraz z modą na wydania zbiorcze, przekłada się na wznowienia znanych już u nas serii frankofońskich, tym razem w formie integrali. Nie inaczej jest z „Lanfeustem z Troy”. Ta publikowana już w Polsce seria – jedna z najbardziej cenionych na polu europejskiego komiksowego fantasy – tym razem trafia do czytelników w postaci wydań zbiorczych. Tom otwierający serię był zdecydowanie udany. Jak więc wypada zwieńczenie historii Lanfeusta?

Na przestrzeni czterech zawartych w omawianym tomie albumów Arleston trzyma się sprawdzonego schematu, w którym, wychodząc z niemal sielankowego staus quo, prowadzi bohaterów przez szereg komplikacji, aż po efektowny finał. Choć fabuła rozkręca się dość leniwie, koniec końców nabiera jednak sporego tempa, trzymając czytelnika w napięciu do samego końca, po drodze oferując kilka zwrotów akcji. I jak to zwykle w przypadku komiksów ze świata Troy bywa, w środku znajdziemy mnóstwo dobrej zabawy. Ta wynika z kilku czynników.

Batman Detective Comics Tom 2: Syndykat Ofiar – James Tynion IV, Marguerite Bennett, Eddy Barrows, Ben Oliver i inni

Odwet ofiar

Marek Adamkiewicz

„Odrodzenie” nie jest obecnie inicjatywą, która dawałaby spore pole do popisu Batmanowi. Główny tytuł z udziałem tego bohatera szoruje na tę chwilę (drugi tom zbiorczy) po dnie, „Noc Ludzi Potworów”, czyli crossover kilku bat-tytułów okazał się katastrofalnie słaby, także działalność Nietoperza w ramach Ligi Sprawiedliwości nie porywa. Jest jednak jedna jedyna seria, która trzyma poziom i po którą fani Mrocznego Rycerza nie muszą bać się sięgać. To „Detective Comics”, cykl, którego pierwsza odsłona była zaskakująco wręcz udana. Choć drugi tom nie trzyma aż tak wysokiego poziomu, także warto zawiesić na nim oko.

Przez lata walki z przestępczością w Gotham Batman stoczył niezliczone ilości potyczek z rzeszą różnych łotrów. Starcia były nieuniknione, a bohater po prostu bronił swojego miasta przed kolejnymi zagrożeniami. Jednak efektem jego działań było też cierpienie cywili. Ludzie tracili swoje domy, miejsca pracy, a także życie i zdrowie. Teraz poszkodowani chcą wykrzyczeć Nietoperzowi prosto w twarz wszystkie swoje żale. Tak zwany Syndykat Ofiar, zbierający kilkoro przypadkowych ofiar , przystępuje do kontrataku. Ich celem jest, by zamaskowany pogromca zbrodni z Gotham zakończył swoją działalność, ponieważ w ich opinii przynosi ona więcej szkody niż pożytku, a im dłużej trwa, tym więcej niewinnych osób cierpi.

Strony