Subiektywnie

Projekt Królowa – Dominika Rosik

Imitacja warcabów

Aleksander Księżopolski


Przed Dominiką Rosik nie stało trudne zadanie: blurb obiecywał thriller bazujący co prawda na schemacie, jednak schemacie o dużym potencjale. Ośmiu przypadkowych nieznajomych budzi się w zamkniętym ośrodku psychiatrycznym bez wspomnień z poprzedniego dnia, ale za to z wyznaczonym zadaniem: mają rozegrać partię upiornych szachów, w których sami będą pionkami. Muszą walczyć z własnymi słabościami, współtowarzyszami, no i z szaleńcem, który ich tam zamknął. Co może pójść nie tak?


Jak się okazuje, wiele. Przy pisaniu powieści według schematu trzeba wiedzieć, gdzie można zabłysnąć. Siła takiej historii leży w trzech punktach: głębokich bohaterach, umiejętnie odkrywanej tajemnicy i wartkiej akcji, która potrafi zaskoczyć czytelnika. Niestety, „Projekt Królowa” nie daje rady we wszystkich trzech kategoriach.

Jedni bohaterowie są płascy, inni wręcz karykaturalni. Autorka postanowiła odwrócić znaną zasadę „pokazuj, nie opisuj” i rozdziały trójki głównych bohaterów, Emily, Matta i Alexadra, są prowadzone w narracji pierwszoosobowej, wypełnione opisami wspomnień, snów, uczuć, spostrzeżeniami na temat innych postaci, które w jednym zdaniu trafnie podsumowują ich cały charakter, jednocześnie skutecznie spowalniając rozwój fabuły. Do tego istotnym wątkiem jest słabo umotywowany i przedstawiony trójkąt miłosny narratorów, w ramach którego czytelnik dostaje opisy nocy spędzonych na łonie natury, a także solidną porcję drętwych przekomarzanek i prób flirtu. Niestety wszystko to przesycone jest banałem i pretensjonalnością. Sytuacji nie ratują słabe i często niepasujące do bohaterów dialogi, szczególnie w przypadku ochroniarza George’a, a także częste i ogólnikowe spostrzeżenia na temat psychologii człowieka.

Leonardo i Ostatnia Wieczerza - Ross King

Podglądając geniusza przy pracy

Magdalena Makówka


Leonardo da Vinci to postać, która doczekała się tysięcy artykułów i książek na swój temat. Także w Polsce ukazało się kilka biografii tego niezwykłego artysty. Oprócz tego pojawiają się kolejne powieści i produkcje filmowe, których jest bohaterem. Nie brakuje również pozycji dotyczących jego poszczególnych dzieł.. Jednym z budzących największe emocje jest fresk „Ostatnia wieczerza”, którego powstanie stało się dla Rossa Kinga inspiracją do napisania jeszcze jednej książki poświęconej mistrzowi z Vinci.


Chociaż tytuł publikacji wskazuje, że główny przedmiot zainteresowania autora stanowi sama  „Ostatnia Wieczerza”, to porusza on w swojej pracy znacznie szerszą tematykę. King ma już doświadczenie w zajmowaniu się malarzami doby renesansu, jedną z książek poświęcił osobie Michała Anioła. Tym razem sam fresk stał się dla niego raczej punktem wyjścia dla przedstawienia życia Leonarda oraz  zarysu historii politycznej Italii u schyłku XV i w pierwszych dekadach XVI wieku. Poznajemy młodość artysty, który musiał liczyć się z wieloma ograniczeniami wynikającymi z faktu, że urodził się jako bękart. Nie mógł iść drogą ojca i zostać prawnikiem, zamiast tego wybrał profesję malarza, wówczas niezbyt poważaną. Razem z nim poznajemy renesansowe dwory Florencji czy Mediolanu oraz ludzi sprawujących tam władzę. Dowiadujemy się także o przyczynach wybuchu wojen włoskich, które miały wstrząsać Półwyspem Apenińskim przez ponad pół wieku. Poznajemy postać charyzmatycznego mnicha Savonaroli. Śledzimy wzloty i upadki kolejnych książąt i królów.

Cage - Brian Azzarello, Richard Corben, Jose Villarubia

Komiksowe blaxploitation

Maciej Rybicki


Luke Cage – jeden z pierwszych czarnoskórych bohaterów Marvela – zwykł kojarzyć się z szalonymi latami siedemdziesiątymi. Ze swoją rozchełstaną, wściekle żółtą koszulą z wielkim kołnierzem, łańcuchem wokół pasa i srebrną tiarą (sic!) na głowie był wręcz uosobieniem epoki. Stanowi też koronny przykład zdobywania nowych rynków przez Dom Pomysłów, będąc bohaterem historii nieco innych niż standardowe trykociarskie mordobicia, także przez osadzenie w odmiennej scenografii. Mimo niesłabnącej sympatii czytelników wydaje się, że image Power Mana (bo i pod takim mianem jest znany) mocno odstawał tak od standardów obecnych wydawców, jak i od stereotypowego wizerunku postaci pochodzących z Harlemu. Cage przeżył więc swoiste odświeżenie.

Uwspółcześnienie wizerunku „bohatera do wynajęcia” oznaczało jednak także pewną zmianę kontekstu – nawet jeśli wciąż obracał się on głównie w czarnych dzielnicach Nowego Jorku. Związek z Jessicą Jones czy wstąpienie w szeregi Avengers stanowiły ewidentne ugrzecznienie Cage’a… i w pewnym sensie odebranie mu części jego uroku. Na potrzeby adresowanego do dojrzałego czytelnika imprintu MAX Marvel powierzył postać Power Mana Brianowi Azzarello. Artysta ten świetnie radzi sobie z mrocznymi tematami i szemranymi zaułkami wielkich miast, czego wyraz dał choćby na łamach „100 Naboi” czy „Jokera”. Zadanie było proste – pokazać Luke’a Cage’a bez żadnego filtrowania. Z uznanym scenarzystą sparowany został nie mniej uznany rysownik, Richard Corben – artysta z niezwykle charakterystycznym stylem totalnie odmiennym od amerykańskiego mainstreamu.

Sekrety roślin. Przyroda uchyla listka tajemnicy - Anne-France Dautheville

„Zbiór anegdot ze świata roślin” – Anne-France Dautheville

Anna Szumacher

„Sekrety roślin. Przyroda uchyla listka tajemnicy” to namacalny dowód na to, że przy odpowiedniej ilości czasu i poświęconej energii można hobby przekuć w coś poważniejszego. Praca w ogrodzie oraz liczne podróże po zielonej Błękitnej Planecie sprawiły, że Anne-France Dautheville zebrała tyle ciekawostek o roślinach na całym świecie, że wystarczyło na książkę. Niewielką, bo niewielką, ale jednak…

Podzielam miłość autorki do wszystkiego, co ma korzenie i rośnie, więc wydane po polsku „Sekrety…” od razu zwróciły moją uwagę. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać i z dużym zaintrygowaniem przystąpiłam do czytania. Na początku naprawdę było świetnie. Rośliny to mali (lub duzi) skubańcy, którzy całkiem nieźle potrafią sobie radzić w życiu. Na swój własny sposób dostosowują się do zmian klimatu, wiedzą, jak radzić sobie z wrogami, a jeśli chodzi o rozmnażanie, to Kamasutra mogłaby im liście czyścić.

Anne-France Dautheville w serii kilkuset krótkich anegdotek zaznajamia nas z szeroką wiedzą przyrodniczą, historyczną, a nawet guślarską. Przeskakuje od informacji dotyczących wprowadzenia zakazu jedzenia ananasów przez Ludwika XIV do łacińskich nazw roślin. Od prehistorycznej gastronomii do naprawdę dziwacznych sposobów rozmnażania się namorzyn. A między tymi kilku-, kilkunastozdaniowymi ciekawostkami pojawiają się ramki zatytułowane „Moja babcia powiada”. Babcia autorki to osoba, która przejdzie do historii literatury jako osoba dogłębnie zaznajomiona z przedziwnymi przesądami ludowymi. Oczywiście tymi dotyczącymi roślin. Dowiadujemy się, na przykład, że włożenie włochatego galasa* z dzikiej róży sprowadza prorocze sny, czarodziejską różdżkę powinno robić się z jabłoni lub jesionu, natomiast raczej nie należy budować kołyski dla dziecka z bzu – chyba że chcemy zapoczątkować jego bliskie kontakty z diabłem.

Thunderbolts. Bez litości – Charles Soule, Carlo Barberi, Paco Diaz Luque, Kim Jacinto

Tendencja zwyżkowa

Maciej Rybicki

Pierwsze tomy „Thunderbolts” wydawanych w ramach linii Marvel Now! prezentowały się wyjątkowo słabo. Mimo skomponowania drużyny z bardzo popularnych postaci brakowało w tym wszystkim chemii, zaś odpowiedzialny za scenariusz Daniel Way skupiał się na zaserwowaniu czytelnikom solidnej porcji akcji… i właściwie niczego więcej. Zmiana scenarzysty i rysowników okazała się najlepszą rzeczą, jaka mogła się temu tytułowi trafić. Trzeba bowiem przyznać, że Charles Soule (znany choćby z takich tytułów jak „She-Hulk”, „Superman/Wonder Woman”, a ostatnio na przykład „Daredevil”) wykonał naprawdę niezłą robotę.

Chłopiec w pasiastej piżamie – John Boyne

Wszystko zależy od perspektywy

Jagoda Wochlik

„Chłopiec w pasiastej piżamie” po raz pierwszy ukazał się w 2006 roku. Autor zgarnął wtedy kilka liczących się w świecie nagród dla twórców literatury dziecięcej i młodzieżowej, miedzy innymi Irish Book Awards. Nie minęło wiele czasu i historią zainteresowały się studia filmowe.
 
Latem 1943 roku Bruno ma dziewięć lat. Dowiaduje się, że wraz z rodziną opuszczają wygodny i przytulny dom w Berlinie, by przenieść się do Po-Świecia, bardzo dziwnego miejsca gdzieś w Polsce. Tam dom ma tylko jedno piętro, a z okien widać małe, brzydkie budynki i hale z kominami. Wokół nich spacerują szarzy ludzie w pasiastych piżamach. Bruno jest jednak odkrywcą. Szybko wybiera się na wyprawę po nowym terenie. Tak poznaje Szmula, chłopca ze świata za siatką. Wtedy po raz pierwszy słyszy dziwne, nieznane słowo – „Żyd”.

Odnajdę Cię – Anna Karpińska

Dwie kobiety, jedna decyzja i historia, która nie zaskakuje

Jagoda Wochlik

Anna Karpińska to autorka poczytnych powieści dla płci pięknej. Ma na swoim koncie takie pozycje jak „Rozważna czy romantyczna?”, „Przekonaj mnie, że to Ty”, „Pozwól się uwieść” oraz „Chorwacka przystań”. W marcu na rynku wydawniczym ukazała się jej najnowsza książka, otwierająca serię „Księgarnia pod Flisakiem”, zatytułowana „Odnajdę Cię”.

Autorka prowadzi narrację dwutorowo. Z jednej strony przedstawia nam Bożenę, której młodość przypada na czasy PRL-u. Dziewczyna, córka nauczycielki francuskiego i sławnego dziennikarza, po suto zakrapianej prywatce u kolegi, zachodzi w ciążę. Dagmara natomiast, której losy przypadają na czasy współczesne, właśnie straciła matkę. Dowiaduje się, że ta zapisała jej w testamencie tytułową Księgarnię pod Flisakiem. Niewiele myśląc, Dagmara postanawia rzucić dawne życie i przenieść się z Wrocławia do Torunia, by poprowadzić podupadający interes.

Karpińska w zasadzie żongluje dobrze znanymi i niemiłosiernie ogranymi schematami, typowymi dla literatury kobiecej. Mamy więc niewiernego męża, którego biedna bohaterka nadal kocha, mimo że okazał się świnią. I męża drugiej bohaterki, który opuszcza, bo okazał się za słaby, by znieść wieczne problemy z zaadoptowanymi córkami. Mamy niechciane ciąże i adopcje, rodzinne tajemnice i małe świństewka, zawsze wychodzące na światło dzienne. Mamy wreszcie bohaterki, których z pozoru nic nie łączy, a jednak! Ale to już było, chciałoby się zaśpiewać. Niestety, było i wraca, nieznośnie niczym bumerang, a jednak jest na te historie popyt. Wciąż i wciąż od nowa.

Książę głupców – Mark Lawrence

Wędrując utartymi ścieżkami

Magdalena Makówka

Dwaj różni bohaterowie, magiczna klątwa, podróż, bez której jej zdjęcie nie będzie możliwe. Brzmi znajomo? Cóż, powyższe schematy są jednymi z częściej eksploatowanych w fantasy. Wielu pisarzy wykorzystuje jednak doskonale znane motywy, aby dać im nowe życie, pokazać z innej perspektywy. Czy Mark Lawrence, pisząc „Księcia głupców”, wprowadził do dość oklepanych schematów powiew świeżości?

Książę Jalan jest rozpuszczonym wnukiem Czerwonej Królowej. Wysoka pozycja społeczna pozwala mu na beztroskie spędzanie dni w objęciach kolejnych kobiet i picie wysokiej jakości trunków. Jednak przez własną nierozwagę popada w długi u osoby, która ma niewiele poważania dla jego królewskiej krwi. Za sprawą tajemniczej doradczyni królowej – Milczącej Siostry – jego los zostanie związany z losem wikinga Snorriego, który przez nadciągającego Martwego Króla stracił rodzinę. Teraz aby ją odzyskać, razem z księciem uda się na północ. Po drodze będą musieli stawić czoła nieumarłym, potężnym czarom i pragnącym ich zamordować najemnikom.

Mark Lawrence jest autorem dość dobrze sprzedającej się trylogii „Rozbite imperium”. A skoro raz wykreował świat, który czytelnicy kupili, to po cóż tworzyć nowy? Tak więc fabuła „Księcia głupców” jest osadzona w tych samych realiach co poprzednie powieści autora. Ba! Akcja toczy się dokładnie w tym samym czasie. Co więcej, Jalan i jego towarzysz podczas swojej podróży spotkają księcia Jorga oraz jego kompanię, a i drugoplanowi bohaterowie „Księcia cierni” pojawią się ponownie. Bez wątpienia fani wcześniejszej serii z zainteresowaniem będą wyłapywać wszystkie smaczki, inni czytelnicy mogą być nieco rozczarowani tym, że znają już wiele sekretów, jakie ma do zaoferowania świat wykreowany przez Lawrence’a. Problemu z odbiorem powieści nie będą mieć jednak osoby, które nie znają wcześniejszej twórczości autora, gdyż obie trylogie ukazują samodzielne historie.

Hawkeye. Moje życie to walka – Matt Fraction, David Aja, Javier Pulido, Alan Davis

Avenger po godzinach

Maciej Rybicki

Potężni herosi z niezwykłymi supermocami, epickie starcia na Ziemi i w kosmosie, które są w stanie zmienić oblicze wszechświata – przywykliśmy znajdować wszystkie te rzeczy na kartach komiksów o Avengers. A przecież w grupie najpotężniejszych ziemskich bohaterów są też i zwykli ludzie. Tacy jak ja i ty, bez żadnych nadprzyrodzonych zdolności. Ot, po prostu cholernie dobrze wyszkoleni w tym, co robią, ale w sumie nic ponadto. Przykładem takiej postaci jest Hawkeye – Clint Barton – bohater najnowszej z serii zaproponowanych przez Egmont w ramach linii Marvel Now!

X-Men: Mordercza Geneza – Ed Brubaker, Trevor Hairsine, Scott Hanna i inni

Xavier wiedział, nie powiedział, a to było tak...

Maciej Rybicki

Amerykańskie komiksowo lubuje się we wszelkiej maści retconach – dopowiadaniu drugiego dna do znanych historii lub też opowieściach mówiących, że „to jednak było nie całkiem tak jak nam się wydaje”. Lubią to czytelnicy (bo wraca się do popularnych historii), lubią scenarzyści (mogą dorzucić swoje trzy grosze do klasycznej opowieści), lubią wreszcie wydawcy (bo zainteresowanie czytelników mają „kupione” już na samym starcie). Popularności tej konwencji sprzyja też fakt sporej ilości dziur i niedopowiedzeń w historii uniwersum. Koronnym przykładem wydaje się okres między zakończeniem pierwszej serii w 1969 roku a powrotem tytułu w 1975 roku kultową opowieścią pod tytułem „Druga Geneza". Okres pomiędzy tymi pozycjami od lat budził zainteresowanie twórców, owocując choćby całkiem niezłymi seriami, które skupiały się na perypetiach oryginalnego składu mutanckiej supergrupy. W „Morderczej Genezie” Ed Brubaker sięga jednak do zdecydowanie mroczniejszej, nieopowiedzianej historii, która wydarzyła się we wspomnianym już okresie.

Strony