Subiektywnie

Dziennik – Chuck Palahniuk

Osaczona

Marcin Knyszyński

Już po kilku pierwszych stronach „Dziennika” czytelnik dowiaduje się, że jest mężczyzn ą , Peterem Wilmotem, czyli „jednym żałosnym workiem gówna”. W jego życiu istnieją trzy kobiety – dwunastoletnia córka, żona i matka, a on sam (czyli Ty, czytelniku) leży w śpiączce po nieudanej próbie samobójczej. Palahniuk wkłada nam w ręce dziennik pisany przez żonę Petera (Twoją żonę), z którego dowie się on kiedyś o wszystkim, co działo się podczas jego nieobecności. Autor przyzwyczaił już nas do oryginalnego prowadzenia fabuły, zaskoczeni więc nie jesteśmy. Jednak tym razem, jeszcze wyraźniej niż w poprzedniej powieści, widać różnicę w emocjach, które przeniósł na papier. To, co zaczęło się w „Kołysance”, tutaj idzie dalej.

Kim jest autorka dziennika i zarazem główna bohaterka powieści? Misty Marie Kleinman, pochodząca z osiedla „białych śmieci”, trafia do szkoły plastycznej, gdzie może rozwijać swój nadzwyczajny malarski talent. Poznaje tam Petera Wilmota (czyli Ciebie) – bogatego, próżnego chłopca z rodziny mieszkającej na wyspie Waytansea. Zakochana w nim po uszy, rezygnuje ze szkoły i porzuca marzenia o byciu sławną malarką na rzecz tego, czego nigdy w życiu nie miała – domu, pieniędzy i stabilności. Wyspa Waytansea to z początku obietnica raju, która jednak szybko okazuje się zupełnie czymś innym. Wszystko okazuje się czymś innym.

Mija dwanaście lat. Wyspa, po decyzji jej władz odnośnie do uruchomienia starego, zapomnianego hotelu, przeradza się w rozwrzeszczaną przystań letników i turystów. Wszędzie bilboardy, śmieci z logami firm, korki na ulicach, wszechobecny dźwięk klaksonów. Na domiar złego Peter próbuje (Ty próbujesz) się   zabić i zamienia się w warzywo. Misty, która z dnia na dzień musi sama  utrzymać rodzinę i opłacać horrendalne rachunki za leczenie męża (Twoje leczenie), staje u wrót alkoholizmu i moralnego upadku. I wtedy zaczynają się dziać dziwne rzeczy.

Stacja centralna – Lavie Tidhar

U progu wielkiej zmiany

Marcin Knyszyński

Trzecia powieść Tidhara, która ukazała się na polskim rynku, jest wizją świata stojącego w rozkroku między tym, co analogowe i dobrze nam znane, a tym, co może zostać sprowadzone przez galopujący postęp technologiczny. Autor wskazuje jednocześnie na to, że wszelkie granice pomiędzy tym, co nowe i stare, tym, co naturalne i sztuczne oraz tym, co fizyczne i wirtualne, zwyczajnie zanikają. A symbolem nieuniknionych zmian jest Stacja Centralna, sięgający nieba kosmoport, wyrastający na granicy żydowskiego Tel-Awiwu i arabskiej Jaffy.

Ludzkość skolonizowała cały układ słoneczny. Powstały międzynarodowe korporacje kosmiczne zajmujące się wydobywaniem surowców na innych planetach. Odnaleziono prymitywne życie na Marsie, które okazało się zdolne do specyficznej symbiozy z ludzkim organizmem. Upowszechniono zaawansowaną inżynierię genetyczną, która z miejsca wytworzyła swoją nielegalną szarą strefę. Powstała Konwersacja, czyli drugi, równoległy świat wirtualnej rzeczywistości, do którego, dzięki modyfikacjom mózgu, wchodzimy bezpośrednio własnym umysłem, niczym do „Tlenu” Geoffa Rymana. Na porządku dziennym są wszelkie transformacje ciała, polegające na łączeniu go z mechanicznymi częściami. Wśród ludzi żyją cyborgi, roboty i najbardziej tajemnicze byty w powieści, czyli całkowicie cyfrowi Inni.

Kaznodzieja, tom 1 – Garth Ennis, Steve Dillon

Gdzie się chowasz, Boże?

Marcin Knyszyński

Egmont  wydał w tym roku w jednym albumie zbiorczym pierwszych dwanaście części legendarnego już komiksu o poszukiwaniu Boga. We wszystkich blurbach, recenzjach i artykułach możemy przeczytać o tym, jak bardzo jest on kontrowersyjny, obrazoburczy i obrzydliwy. Te marketingowe chwyty oczywiście spełniają swoje zadanie, jednak w moim odczuciu niepotrzebnie skupiają  uwagę odbiorcy właśnie na tym aspekcie. Umyka wtedy trochę innych, wartościowych rzeczy, jakie możemy znaleźć w „Kaznodziei”.

W Niebie, zamieszkałym przez Boga i anielskie zastępy, dochodzi do potwornego skandalu . Jeden z Aniołów  Serafinów płodzi wraz z nieznaną demonicą  zupełnie nowy byt, nazwany Genesis. Istota ta, o mocy niemal dorównującej boskiej, ucieka ze swojego więzienia , w którym była przetrzymywana przez wystraszonych mieszkańców Nieba, dociera na Ziemię i, delikatnie mówiąc, zakłóca mszę prowadzoną przez młodego pastora Jessego. Ten, jak się okazuje, nieprzypadkowo wybrany śmiertelnik, po wydostaniu się ze zgliszczy spalonego kościoła i spod stosu zwęglonych ciał  parafian, zyskuje moc rozkazywania Słowem. Może zmusić każdego (no, prawie każdego) do wykonywania swojej woli bez dyskusji. Próbując dociec, co tak naprawdę się wydarzyło i kim, lub czym, jest tajemnicza istota, która wstąpiła w jego ciało, dowiaduje się, że dobry Bóg i nasz Pan uciekł z Nieba, w którym zaczyna panować chaos. Jesse, wraz z Tulip, swoją opuszczoną przed pięcioma laty dziewczyną, i Cassidym, irlandzkim stuletnim wampirem przypominającym typowego amerykańskiego rozrabiakę, postanawia odnaleźć Boga i zmusić go do wyjaśnienia, dlaczego zaniedbuje swoje obowiązki. Tymczasem tropem trójki bohaterów podąża Święty od Morderców, maszyna do zabijania, niezniszczalny byt wysłany przez anioły w pogoni za Genesis.

Baśnie: Długo i szczęśliwie – Bill Willingham

Dalszy ciąg dalszy, już niedługo koniec

Aleksander Kusz

To już. Mam przed sobą dwudziesty pierwszy tom serii „Baśnie” Billa Willinghama. Jak to zleciało! Kiedy rozpoczynałem przygodę z tą serią, kupiłem pierwsze dziesięć tomów i pomyślałem sobie, że pewnie zebranie wszystkich zajmie mi lata. I tak się stało. Kilka lat to trwało. Ale doszło do tego o wiele szybciej, niż się spodziewałem. Wiem, że to przez mój wiek i przez to, że teraz czas wręcz przelatuje mi przez palce. Jednak i tak stwierdzam, że całość udało się skompletować niespodziewanie szybko. Oczywiście żadna w tym moja zasługa, to wyłącznie działanie Egmontu polegające na tym, że właściwie wydawali tę serię.

W dwudziestym pierwszym tomie znajdują się odcinki oryginalnie zamieszczone w „Fables” 140–149. Wszyscy wiemy, że odcinków jest dokładnie 150. Więc na pewno, tak jak ja, jesteście zaintrygowani tym, że w ostatnim – dwudziestym drugim tomie będzie tylko jeden oryginalny odcinek. Poza tym, jak wynika z opisu, pojawi się trochę niepublikowanych wcześniej dodatków. Ale jak długi będzie ostatni odcinek? Pytam nie bez kozery. Zarówno w omawianym właśnie tomie, tak jak i we wcześniejszym, autor stara się pozamykać wątki, które zostały pootwierane w poprzednich. Więc zamyka – niektóre ostro, niektóre płynnie, niektóre seriami, niektóre w paczkach. Widać, że obrał sobie taki cel, słuszny zresztą, i działa w tym kierunku. Jednak tutaj pojawia się pytanie: czy aby uda mu się wszystko zakończyć tak, żeby to jakoś wyglądało? Czy może część wątków zostawi otwartych?

Troy: Zdobywcy Troy – Christophe Arleston, Ciro Tota, Sebastien Lamirand

Piękny komiks o niczym

Aleksander Kusz

Nie wiem, czy kiedyś podsumowałem komiks już w tytule recenzji. Jeżeli nie, to właśnie udało mi się to zrobić. Najpierw chciałem zatytułować omówienie inaczej, a mianowicie – „Definitywnie…” – rozumiecie, że niby taki inteligentny jestem, że delikatnie informuję Was, że już takich komiksów nie będę brał do recenzji, że to próżny trud, że ja do takiej orki się nie nadaję itd. Jednak zmieniłem tytuł, bo chciałem Was nim zaskoczyć, tak po prostu.

Dla mnie tytuł omówienia to istotna rzecz, nie najważniejsza w tekście, ale ma za zadanie zasygnalizować, czego możecie się spodziewać po moim omówieniu. Właśnie – po omówieniu, a nie po recenzji. Bo według mnie ja nie piszę typowych recenzji, piszę omówienia i zawsze chciałem, aby takie były na Szortalu. Nie sztampowe recenzje książek czy komiksów pisane od linijki, ale omówienia czytanych pozycji, takie od serca.

„Zdobywcy Troy” to prequel znanej opowieści „Lanfeust z Troy”, która była publikowana w Polsce przez Egmont w latach 2001–2004. Na ten cykl składa się kilka opowieści. Po sukcesie „Lanfeusta z Troy” autor postanowił napisać kilka sequeli oraz prequeli. Cóż… Wiadomo przecież, że jak się ludziom coś spodoba, to nie można z tego rezygnować, ku radości wszystkich stron. Piszę z odrobiną sarkazmu, ale jak widać nie do końca jestem zadowolony z omawianej pozycji. Dlaczegóż to? – zapytalibyście pewnie. Cóż, uwielbiam europejski komiks, problemowy, sięgający do całkiem innej estetyki niż te amerykańskie wygibasy (chociaż wiadomo, że od każdej reguły są wyjątki, a ja tę zasadę też stosuję). Ale, o dziwo, z biegiem lat przestały mnie kręcić europejskie komiksy fantasy. Nie wiem, chyba po prostu się zestarzałem, bo kiedyś mi się podobały, przynajmniej niektóre. Takie odczucia mam w stosunku do „Cyann”, podobnie jest z omawianym komiksem. Po prostu szkoda mi czasu na czytanie komiksu, który jest dopracowany tylko w warstwie wizualnej.

Virginia C. Andrews – Mroczny las

Plastikowy świat

Jagoda Wochlik

Virginia Cleo Andrews jest znaną autorką powieści obyczajowych z gotyckim zabarwieniem. W jej powieściach standardem są stare domostwa z tajemnicami, wielkie fortuny zdobyte niewiadomymi sposobami, tajemnice rodzinne, które wychodzą na światło dzienne w najbardziej nieoczekiwanych momentach oraz związki kazirodcze. Najbardziej znana seria, która wyszła spod pióra autorki, to „Kwiaty na poddaszu”. Choć Andrews zmarła w drugiej połowie lat osiemdziesiątych XX wieku, zachęcone popularnością jej książek wydawnictwo zatrudniło ghostwritera. W ten sposób ukazują się kolejne powieści firmowane jej nazwiskiem.

„Mroczny las” jest kontynuacją „Willow” i wchodzi w skład nowego cyklu o rodzinie De Beers. W pierwszej części poznaliśmy główną bohaterkę i jej skomplikowaną historię – po śmierci ojca, znanego psychiatry, Willow dowiaduje się, że miał romans ze swoją pacjentką. Młoda kobieta postanawia odnaleźć matkę i w tym celu wyrusza do Palm Beach. Na miejscu poznaje super-hiper-przystojnego prawnika, w którym się (jakżeby inaczej!) zakochuje. „Mroczny las” opowiada o tym, jak  nawiązuje relacje rodzinne ze świeżo odnalezionymi krewnymi. Ważny jest także  rozwój związku Willow ze znanym z pierwszego tomu prawnikiem, Thatcherem.

„Mroczny las” to plastikowa książka. Plastikowa do granic możliwości. I nie chodzi tu nawet o to, że fabuła jest fatalna, kreacje postaci zupełnie niewiarygodne, ich problemy wydumane i dla zwykłego zjadacza chleba śmieszne lub nawet irytujące, a realizm oscyluje gdzieś w okolicach „kosmici właśnie wylądowali w moim ogródku i wszyscy to łyknęli”. Bo czyż normalnej, przeciętnej, pracującej kobiety, nawet takiej, która czyta książki tylko dla przyjemności, nie zdenerwuje Bunny Eaton, którą nieudane przyjęcie doprowadza do depresji i z tego powodu musi wyjechać do spa? Czy taka kobieta nie zacznie się zastanawiać: „Kto tak, do cholery, żyje, bo na pewno nie ja i ludzie, których znam?”

Susan Richards – Koń, który mnie wybrał. Jak znękana klacz uleczyła sponiewierane serce

Gdy się spotkają kobieta z przeszłością i koń po przejściach


Jagoda Wochlik


„Koń, który mnie wybrał” Susan Richards jest jej pierwszą książką, która ukazała się na polskim rynku. Wpisuje się w inne propozycje wydawnictwa Replika dotyczące zwierząt, które wpłynęły na życie ludzi. Tak też było w przypadku Susan Richards i klaczy Lay Me Down.


Susan Richards nigdy nie lubiła szpitali. Zawsze wykręcała się jak mogła od pomagania przyjaciołom z medycznymi problemami. Jej wsparcie dla ludzi i zwierząt dotkniętych chorobami, sprowadzało się do wypisania czeku. Tamtego dnia było jednak inaczej. Postanowiła jako dom tymczasowy przyjąć pod swój dach jednego z czterdziestu koni odebranych nieodpowiedzialnemu właścicielowi. Tak w jej życiu pojawiła się Lay Me Down.


Wiedźmy – Scott Snyder, Jock, Matt Hollingsworth

A Ty kogo byś ofiarował?


Marek Adamkiewicz


Scott Snyder należy do najbardziej rozpoznawalnych scenarzystów komiksowych naszych czasów. Popularność przyniosła mu przede wszystkim praca przy postaci Batmana, ale ma w swoim dorobku także dzieła mniej spektakularne, w których kładzie nacisk na inne elementy niż te prezentowane zazwyczaj w komiksie superbohaterskim, jak choćby nastrój grozy („Severed”) czy intrygujący, futurystyczny świat przedstawiony („Przebudzenie”). Najnowsza propozycja amerykańskiego twórcy to horror czystej wody, którym stara się namieszać w nieco skostniałym gatunku i pokazać czytelnikowi coś świeżego, intrygującego i przerażającego.


Rodzina Rooksów przeprowadza się do nowego miejsca – małego amerykańskiego miasteczka na obrzeżach cywilizacji. Chce zostawić za sobą problemy, które dręczą każde z trojga domowników. W największym stopniu chodzi jednak o córkę, Sailor, cierpiącą na stany lękowe i wyjątkowo strachliwą. W dodatku niedawno była prześladowana przez starszą dziewczynę, która zginęła w tajemniczych okolicznościach. By przezwyciężyć tę traumę, Charlie i Lucy Rooks podjęli decyzję o zmianie otoczenia. Szybko okazuje się jednak, że także po przeprowadzce kłopoty ani myślą ich opuszczać. Różnica jest taka, że tym razem będą miały o wiele bardziej złowieszczą naturę.


Catherine Dunne – Te wszystkie następne lata

Kształt życia jest konsekwencją podjętych decyzji


Jagoda Wochlik


Catherine Dunne jest irlandzką pisarką mieszkającą w Londynie. Choć jej twórczość była nagradzana (między innymi Giovanni Boccaccio International Prize for Fiction, jej nazwisko pojawiło się także w związku z pierwszą edycją nagrody Irish Fiction Award) i przetłumaczono ją na wiele języków, w Polsce jest mało znana. Do tej pory opublikowano jedynie „Początek”. „Te wszystkie następne lata” ukazały się na naszym rynku nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.


Dwie kobiety. Dwa miasta. Dwie historie. I dwa momenty dziejowe. Jedno… morderstwo. Pilar żyje w Madrycie. Jest dozorczynią w kamienicy zamieszkiwanej przez zamożnych ludzi. Ma za sobą burzliwą przeszłość – miłość do nieodpowiedniego mężczyzny i utratę dziecka. Calista również dokonała kilku złych wyborów. Jednym z nich był związek, który unieszczęśliwił ją na większość życia.


Te wszystkie następne lata” są typową opowiastką dla kobiet. Obie historie łączą nie tylko przewijający się w życiorysach Pilar i Calisty bohaterowie poboczni, ale także wątek przewodni – uczucia do nieodpowiedniego, dużo starszego mężczyzny. Miłość, która niesie ze sobą rozczarowanie, złamane życie, ale także chęć odwetu. Jest to powieść o podejmowaniu decyzji, które nierzadko determinują przyszłość.


Catherine Dunne – Te wszystkie następne lata

Kształt życia jest konsekwencją podjętych decyzji


Jagoda Wochlik


Catherine Dunne jest irlandzką pisarką mieszkającą w Londynie. Choć jej twórczość była nagradzana (między innymi Giovanni Boccaccio International Prize for Fiction, jej nazwisko pojawiło się także w związku z pierwszą edycją nagrody Irish Fiction Award) i przetłumaczono ją na wiele języków, w Polsce jest mało znana. Do tej pory opublikowano jedynie „Początek”. „Te wszystkie następne lata” ukazały się na naszym rynku nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.


Dwie kobiety. Dwa miasta. Dwie historie. I dwa momenty dziejowe. Jedno… morderstwo. Pilar żyje w Madrycie. Jest dozorczynią w kamienicy zamieszkiwanej przez zamożnych ludzi. Ma za sobą burzliwą przeszłość – miłość do nieodpowiedniego mężczyzny i utratę dziecka. Calista również dokonała kilku złych wyborów. Jednym z nich był związek, który unieszczęśliwił ją na większość życia.


Strony