Subiektywnie

Mroczna materia – Blake Crouch

Poszukiwanie najlepszego ze światów


Aleksander Księżopolski


    „Mroczna materia” autorstwa Blake’a Croucha to historia Jasona Dessena, wykładowcy fizyki, którego z pozoru można uznać za definicję zmarnowanego potencjału. Pewnego dnia na skutek swoich działań zostaje on niespodziewanie, przeniesiony do innego świata. Brzmi intrygująco, ale czy faktycznie tak jest?

    Przede wszystkim autor podejmuje problem możliwości poruszania się między światami równoległymi, ale przez dość płytkie podejście – i naukowe, i fabularne – trudno nazwać „Mroczną materię” książką science fiction. Crouch obficie korzysta z żargonu naukowego, opiera się na znanych teoriach i fizyce kwantowej. Mamy opis teorii kota Schrödingera, mamy teorię wieloświatów, a także okazjonalne mrugnięcia do czytelnika, jak w przypadku przypadkowo wplecionej w narrację definicji szaleństwa Einsteina. Nie mogłem jednak oprzeć się wrażeniu, że treść ta została ograniczona do minimum, aby uzasadnić podstawę fabularną, jaką jest, wykorzystywana przez bohaterów do podróży, kostka międzywymiarowa.

    Ale właściwie więcej autorowi nie trzeba. Jego styl – w książce dominują  jednozdaniowe, często niemające więcej niż cztery słowa akapity – dobrze odzwierciedla fabułę książki, a ta ma pędzić, trzymać w napięciu i oczekiwaniu na kolejny zwrot. Pod tym względem powieść zdecydowanie jest udana: kolejne strony czyta się z zapartym tchem, mimo że bohater przechodzi wszystkie stadia radzenia sobie z wieloświatami, które bardziej doświadczony czytelnik już gdzieś widział. W pierwszym odwiedzonym świecie Jason 2 osiągnął maksimum w kategorii „kariera naukowa”, wynajdując międzywymiarowy wehikuł. Jason 1, czempion życia rodzinnego poszukuje tam śladów swojego życia. Przeszkadza mu w tym oczywiście fakt, że to nie jego świat. Jego żona nie jest jego żoną, umawia się za to z kolegą ze studiów, który zawsze miał na nią ochotę; jego syn nie istnieje, i tak dalej….

Uncanny X-Force. Sposób na Apocalypse’a – Rick Remender, Jerome Opeña, Esad Ribić i inni

Mutanci od brudnej roboty

Maciej Rybicki

X-Force od chwili swojego powstania kojarzeni byli jako grupa mutantów od „brudnej roboty” – kontrowersyjna, ale też ciesząca się sporą popularnością wśród fanów. W latach 90. „X-Force” był sztandarową serią spod znaku wielkich giwer, przepakowanych postaci i kieszonek na wyposażenie. W końcu grupie przewodził Cable (zresztą robi to ponownie, w odsłonie spod znaku Marvel Now!). Współcześnie pisanie tego tytułu daje scenarzystom możliwość tworzenia komiksów mniej ugrzecznionych, poważniejszych, czy po prostu brutalniejszych, skierowanych do dojrzalszego czytelnika.

Nie inaczej jest w przypadku serii autorstwa Ricka Remendera, uznawanej zresztą za jedną z najlepszych poświęconych zespołowi o tej nazwie. Celowo używam tu określenia „zespołowi o tej nazwie”, gdyż na dobrą sprawę chodzi tu nie tyle o towarzyszy Cable’a, ile o ekipę zbudowaną na bazie „uderzeniowej” części X-Men. Scenarzysta zreorganizował skład grupy kierowanej obecnie przez Wolverine’a, włączając w nią nie tylko stałych członków X-rodziny jak Psylocke i Archangel, czy niezwykle popularnego Deadpoola, ale także mniej znaną, choć intrygującą postać Fantomexa. Czy faktycznie ich perypetie zasługują na uznanie, jakim się cieszą?

Rat Queens. Tom pierwszy: Magią i Maskarą – Kurtis J. Wiebe, Roc Upchurch

Przygody niegrzecznych dziewczynek

Maciej Rybicki

Na wstępie warto wspomnieć, że mamy do czynienia z nowym zawodnikiem na naszym poletku. Muszę przyznać, że Non Stop Comics robi wrażenie konsekwentnym budowaniem swojej propozycji wydawniczej i wejściem na rynek ze sporym przytupem. Sięgnęli przed wszystkim po ofertę wydawnictw spoza amerykańskiej wielkiej dwójki, w tym trzeciego z największych graczy zza Oceanu – Image Comics. To właśnie z tej stajni pochodzi omawiany album – pierwszy tom serii „Rat Queens” autorstwa Kurtisa J. Wiebe i Roca Upchurcha.

W najprostszych słowach można określić ten tytuł jako fantasy pełne dosadnego humoru, absurdalnie krwawych scen, a przede wszystkim z żeńskimi głównymi bohaterami. Tytułowe Królowe Szczurów to wyjątkowo barwna drużyna najemniczek złożona – jak przystało na klasyczne pop-fantasy  – z  przedstawicielek wielu ras i profesji. Wszystkie ostre jak brzytwa, wyszczekane, niestroniące od rozrywek i zabójczo skuteczne. Brzmi jak feministyczny „Deadpool” w świecie „World of Warcraft”, prawda? No i coś jest na rzeczy, ale muszę przyznać, że jakkolwiek taka kombinacja może budzić pewną rezerwę, w praktyce wypada co najmniej dobrze.

Nieśmiertelny Iron Fist: Opowieść ostatniego Iron Fista – Ed Brubaker, Matt Fraction, David Aja

Moje kung-fu jest lepsze niż twoje!

Maciej Rybicki

„Nieśmiertelny Iron Fist” tercetu Ed Brubaker, Matt Fraction i David Aja cieszy się dość powszechną opinią jednej z najlepszych serii wydanych przez Marvela w tym stuleciu. Stąd też jej pojawienie się w zapowiedziach Muchy (i to w powiększonym formacie!) wywołało niemały entuzjazm. Jest on tym większy, że „Hawkeye” autorstwa dwóch z trzech twórców „Opowieści ostatniego Iron Fista” został przyjęty w Polsce bardzo ciepło (tak, wiem, że to seria sporo późniejsza). Zainteresowaniu niewątpliwie sprzyjała także obecność głównego bohatera w serialowych produkcjach Netflixa, nawet jeśli były one najwyżej średnio udane. Jak zatem wypada pierwszy tom perypetii Danny’ego Randa, Nieśmiertelnego Iron Fista, Obrońcy K’un–Lun?

Autorzy postanowili wykonać ukłon przede wszystkim w kierunku klasycznej konwencji kung-fu, dając dużo miejsca wyjątkowemu głównemu bohaterowi i kolejnym pojedynkom, z obowiązkowym miejscem na przeciwnika i hordy jego popleczników. Tym, co w pewnym sensie te konwencję wzbogaca, jest podkreślenie ponadczasowości Iron Fista. Danny to kolejny w długiej linii obrońców mistycznego miasta, aktor mający odegrać rolę w konflikcie, w którym przeszłość ma niebagatelne znaczenie. Już osadzone w historii i nieco mistyczne otwarcie tego albumu buduje odpowiedni klimat. Zanim jednak dojdzie do wielkich, epickich starć (bo, zgodnie z konwencją, dojść do nich musi), główny bohater zmierzy się także z nieco innymi problemami – próbą przejęcia jego spółki przez Hydrę, a także powrotem poprzedniego Iron Fista. W efekcie powstaje całkiem niezła, wielowarstwowa historia czerpiąca oczywiście z konwencji, ale także poza nią wykraczająca.

James Bond Tom 1: Warg – Warren Ellis, Jason Masters

Akcja zamiast szpiegowania

Marek Adamkiewicz

Dobre przyjęcie niedawno zakończonej serii „Velvet” pokazało, że na komiksowym rynku w Polsce brakuje interesujących tytułów szpiegowskich. Tę lukę stara się zapełnić nowopowstałe wydawnictwo Non Stop Comics, które jako jeden z pierwszych tytułów w ofercie prezentuje nam perypetie Jamesa Bonda. Wybór chyba nie mógłby być lepszy, wszak jest to bodaj najsłynniejszy szpieg na świecie. 007 powrócił do komiksowego medium w 2015 roku po wieloletniej przerwie, a zadania rewitalizacji postaci podjął się Warren Ellis, scenarzysta doświadczony i utalentowany.


W Anglii dochodzi do serii tajemniczych zgonów. Sprawa ma związek z nowym narkotykiem, który niedawno pojawił się na rynku, a obecnie zbiera śmiertelne żniwo. Problemem zaczyna interesować się agencja MI6, która do jego rozwiązania postanawia zaangażować jednego ze swoich najlepszych agentów. James Bond, bo o nim mowa, wyrusza do Berlina, gdzie ma się spotkać z pewnym serbskim naukowcem specjalizującym się w nowoczesnych protezach. Krótko po dotarciu na miejsce, sprawy zaczynają się komplikować, a Bond zostaje zmuszony do zaprezentowania swoich ponadprzeciętnych umiejętności.

James Bond kojarzony jest jako postać szarmancka, ale też nieco szowinistyczna, która podrywa całe tabuny kobiet oraz sączy wódkę z martini w wersji wstrząśniętej. Mając w pamięci ten obraz, pewnym zaskoczeniem może być to, jaki brutalny jest Bond w „Wargu”. Pod tym względem odchodzi od klasycznych wizerunków i najbardziej przypomina wersję wykreowaną przez Daniela Craiga. Nie jest to jednak odskok na zbyt daleki dystans, bo elementów charakterystycznych wciąż kilka pozostało. Na kartach komiksu znajdziemy i szczyptę humoru, i subtelne filtrowanie bohatera z przedstawicielkami płci pięknej. Elementy te zostały jednak ograniczone, a postać agenta sprawia dzięki temu wrażenie dosyć mocno odświeżonej.

Thor Gromowładny. Ostatnie dni Midgardu – Jason Aaron, Esad Ribić i inni

Thor dla Ziemi

Maciej Rybicki

Trzeci tom „Thora Gromowładnego” udowodnił, że Jason Aaron jest scenarzystą niezwykle wszechstronnym. Po epickiej, rozciągniętej na millennia opowieści o Bogobójcy, zaproponował bowiem historię będącą klasycznym fantasy. Czwarty, ostatni tom serii, po raz kolejny przynosi zmianę konwencji – tym razem na dramat ekologiczny. Zaskakujące, nieprawdaż? A jednak na kartach „Ostatnich dni Midgardu” dzieje się całkiem sporo… i to nawet z sensem.

Opętani – Chuck Palahniuk

Horror rzeczywistości

Marcin Knyszyński

Chuck Palahniuk zakończył „Opętanymi” swą nieformalną trylogię grozy, na którą składa się jeszcze „Kołysanka” i „Dziennik”. Groteska i surrealizm, jako podstawowe środki wyrazu autorskiej myśli przewodniej, doprowadzone są tutaj do granicy, za którą czai się makabra i tak zwany horror cielesny. Palahniuk wytacza na czytelnika, jak do tej pory, najcięższe działa, zarówno estetyczne jak i formalne, tworząc współczesny Dekameron, zbiór wielce kontrowersyjnych i obrazoburczych opowieści o życiowych przegrańcach, uwięzionych w odciętym od świata odosobnieniu. A przede wszystkim zamkniętych we własnych głowach.

Siedemnaście osób, które z różnych powodów potrzebują ukryć się przed światem, odpowiada na ogłoszenie tajemniczego pana Whittiera. Proponuje on trzymiesięczną izolację w zamkniętym teatrze, gdzie każdy z uczestników przedsięwzięcia może zabrać tylko to, co zmieści do jednej walizki. Żadnych telefonów, telewizji, internetu – obowiązuje całkowity zakaz komunikacji z zewnętrznym światem. Po co to wszystko? Kiedy wrota teatru się zatrzaskują a klucze znikają, rozpoczynają się absurdalne warsztaty literackie. Każdy z uczestników ma stworzyć arcydzieło, które uczyni go sławnym i nieśmiertelnym. Jednak bardzo szybko okazuje się, że nikomu z nich nie zależy na pisaniu czegokolwiek. Ba, sam pan Whittier ma zupełnie inne plany, niż by się mogło wydawać.

Chuck Palahniuk nawiązuje w „Opętanych” do pewnej historii sprzed dwustu lat. Wtedy to, w 1816 roku, w Willi Diodati nad Jeziorem Genewskim, kilkoro młodych ludzi, literatów buntowników pragnących ucieczki od rzeczywistości, spętanych sztywnymi konwenansami, postanowiło odciąć się od świata, by tworzyć. I powstały wtedy zaczątki wielkich arcydzieł – najsłynniejszym z nich jest „Frankenstein” napisany przez Mary Shelley. Społeczeństwo, od którego uciekli, podglądało ich przez lunety, spodziewając się ujrzeć ludzkie potwory, abominacje obyczajowe, kogoś do wytykania palcami.

Miracleman Złota Era – Neil Gaiman, Mark Buckingham

Utopia w oczach maluczkich

Marek Adamkiewicz

„Miracleman” autorstwa Alana Moore’a to bez wątpienia komiks przełomowy. Autor podszedł w nim do tematyki superhero w sposób wcześniej niespotykany, nadając bohaterom prawdziwej głębi. Tytuł był preludium tego, co działo się w gatunku w kolejnych latach i wyznaczał nowe standardy. Nic dziwnego, że „Miracleman” stał się atrakcyjny także dla innych twórców. Serię przejął Neil Gaiman. Brytyjczyk, jeszcze przed sukcesem cyklu o Sandmanie, pokazał, że w tej postaci wciąż drzemie ogromny potencjał.

„Złota Era” rozpoczyna się tam, gdzie historię zostawił Alan Moore. Na gruzach Londynu powstaje utopia, w której wszyscy ludzie mają zaznać szczęścia. Nie ma już głodu ani przestępczości, a Miracleman staje się postacią na poły mityczną, sprawującą władzę nad ludzkością z wysokości Olimpu. Poczynania nowego Boga wpływają na życie całej populacji planety, jednak nie wszyscy ludzie odbierają je jako pozytywne. Dzieło Gaimana dotyczy tych oddolnych spojrzeń na działalność Miraclemana.

Właśnie ta zmiana perspektywy jest największą siłą „Złotej Ery”. Gaiman wyszedł ze słusznego założenia, że kopiowanie stylu poprzednika mija się z celem i zaproponował zupełnie inne rozwiązanie. Samego Miraclemana i reszty jego rodziny jest tu, na dobrą sprawę, bardzo mało, a uwaga scenarzysty skupia się na zwykłych ludziach. Autor pokazuje, w jaki sposób na ich życie wpłynęły wydarzenia pokazane w poprzednim tomie i jak funkcjonują w powszechnej utopii. Rozwiązanie większości ziemskich problemów nie jest wcale gwarantem szczęśliwości całej populacji. Bogowie są bowiem daleko i chociaż potrafią zapewnić dobrobyt, nie zawsze dają satysfakcjonujące odpowiedzi w kwestiach egzystencjalnych.

Dwie karty – Agnieszka Hałas

W poszukiwaniu zaginionej tożsamości

Magdalena Makówka

„Dwie karty” po raz pierwszy ukazały się nakładem wydawnictwa Ifryt w 2011 roku. W międzyczasie Agnieszka Hałas wydała jeszcze kilka książek, w tym dobrze przyjętą „Olgę i osty”. Teraz zaś wydawnictwo Rebis postanowiło wznowić pierwszy tom cyklu „Teatr Węży”. Czy warto sięgnąć po tę publikację, czy też jest to jedynie odgrzewany kotlet, który można sobie z czystym sumieniem darować?

Pewnego dnia na plaży w Shan Vaola pojawia się tajemniczy mężczyzna z bliznami na twarzy. Nie wie, kim jest, skąd pochodzi i w jaki sposób znalazł się w tych stronach. Na swojej drodze spotyka trójkę odmieńców, którzy wprowadzają go do podziemi miasta, gdzie toczy się alternatywne życie. Nasz bohater w końcu przypomina sobie, że nazywa się Brune Keare. Jak się okazuje, posiada niebezpieczny dar i jest prawdopodobnie czarnym magiem, których bezwzględnie tępią sprawujący władzę w mieście srebrni magowie. Teraz Brune będzie musiał ułożyć sobie życie, nie dać się złapać, nie podpaść za bardzo miejscowemu hersztowi, poradzić sobie z demonami, a do tego odkryć prawdę o własnej tożsamości.

Opętani – Chuck Palahniuk

Horror rzeczywistości


Marcin Knyszyński


Chuck Palahniuk zakończył „Opętanymi” swą nieformalną trylogię grozy, na którą składa się jeszcze „Kołysanka” i „Dziennik”. Groteska i surrealizm, jako podstawowe środki wyrazu autorskiej myśli przewodniej, doprowadzone są tutaj do granicy, za którą czai się makabra i tak zwany horror cielesny. Palahniuk wytacza na czytelnika, jak do tej pory, najcięższe działa, zarówno estetyczne jak i formalne, tworząc współczesny Dekameron, zbiór wielce kontrowersyjnych i obrazoburczych opowieści o życiowych przegrańcach, uwięzionych w odciętym od świata odosobnieniu. A przede wszystkim zamkniętych we własnych głowach.


Siedemnaście osób, które z różnych powodów potrzebują ukryć się przed światem, odpowiada na ogłoszenie tajemniczego pana Whittiera. Proponuje on trzymiesięczną izolację w zamkniętym teatrze, gdzie każdy z uczestników przedsięwzięcia może zabrać tylko to, co zmieści do jednej walizki. Żadnych telefonów, telewizji, internetu – obowiązuje całkowity zakaz komunikacji z zewnętrznym światem. Po co to wszystko? Kiedy wrota teatru się zatrzaskują a klucze znikają, rozpoczynają się absurdalne warsztaty literackie. Każdy z uczestników ma stworzyć arcydzieło, które uczyni go sławnym i nieśmiertelnym. Jednak bardzo szybko okazuje się, że nikomu z nich nie zależy na pisaniu czegokolwiek. Ba, sam pan Whittier ma zupełnie inne plany, niż by się mogło wydawać.


Strony