Subiektywnie

Echa – Michał Cholewa

Echa Wojny Światów

Hubert Przybylski

Od razu wyjaśniam, że tytuł recenzji nie był zamierzony. I że nie było moim zamysłem porównywanie „Ech Wojny Światów”, czyli zbioru opowiadań napisanego przez czołowych amerykańskich twórców SF w hołdzie najważniejszej powieści Orsona Wellsa*, i omawianego właśnie dla Was zbioru opowiadań Michała Cholewy. Absolutnie. I nawet nie napiszę, że „po prostu tak wyszło”. Takie porównywanie byłoby bez normalnego zdrowego sensu – tak diametralnie różny jest poziom obu pozycji. Na czyją korzyść? O tym za chwilę.

Najpierw wypada podać garść informacji o najnowszej książce Cholewy. Jak już wspomniałem, to zbiór opowiadań, a konkretnie to sześciu opowiadań, których akcja rozgrywa się w uniwersum „Algorytmów Wojny”. I to tyle, jeśli chodzi o podstawowe informacje. Przechodzimy do szczegółów.

Pierwsze opowiadanie, „Samotne światło”, zaprasza nas na pokład zawieszonej gdzieś na głębokim galaktycznym zad..., znaczy, zaścianku**, stacji przekaźnikowej, która po wydarzeniach znanych jako Dzień traci łączność z resztą wszechświata, a jej załoga musi się teraz zmierzyć z samotnością i sypiącymi się coraz bardziej podzespołami placówki.

Kolejny tekst to „Osaczeni”. I tym razem autor zabiera nas na peryferia wszechświata znanego ludzkości przed Dniem. Trafiamy do Łeby, kolonii wydobywczej na planecie Chirac, której dwie setki ocalałych z buntu SI mieszkańców stara się wieść normalne życie. Pewnego dnia, ponad siedem lat po Dniu, kiedy łapią sygnał o wejściu do systemu jakiegoś statku, to nagle szlag*** trafia ich główną antenę komunikacyjną. Zaczyna się walka z czasem – czy zdążą dokonać napraw i powiadomić resztę ludzkości o swoim istnieniu, czy też pozostaną sami na wieki wieków? Jakby problemów było mało, w trakcie prac odkrywają zagrożenie, które sprawia, że nawet i „na wieki wieków” może nie być im dane.

Zapach domów innych ludzi - Bonnie-Sue Hitchcock

Od tego przecież wszyscy jesteśmy. Ratujemy jedni drugich.

Jagoda Wochlik

Z czym kojarzy się wam Alaska? Z krainą na końcu świata? Z bardzo popularnym swego czasu serialem telewizyjnym, w którego czołówce leniwy łoś szedł główną ulicą równie sennego miasteczka? A może z innym, w którym specjalistka od związków, po zdradzie narzeczonego, postanawia zaszyć się w cichym miasteczku na końcu świata i w tym celu wybiera właśnie Alaskę? Po lekturze „Zapachu domów innych ludzi” ten amerykański stan zacznie się wam kojarzyć głównie z tą właśnie książką.


Ruth w wieku szesnastu lat zachodzi w ciążę. Dora żyje w dysfunkcyjnej rodzinie i często kryje się przed gniewem ojca u sąsiadów. Alyce próbuje pogodzić miłość do rodziny i połowów łososi z zamiłowaniem do baletu. Hank wraz z braćmi postanawia uciec z domu. Losy poszczególnych postaci powoli splatają się ze sobą w niezwykłą mozaikę.

 „Zapach domów innych ludzi” to niezwykła opowieść o Alasce. O codziennym życiu mieszkańców tej zimnej i nieprzyjaznej krainy – Indian, Eskimosów, Amerykanów, Atabasków – oraz o ich relacjach. Będziemy świadkami połowu łososi, kupowania w sklepie Armii Zbawienia oraz brania udziału w Lodowej Loterii. Podczas lektury wyczuwa się, że autorka doskonale wie, o czym pisze. Zresztą, czytając zamieszczony na końcu książki wywiad z Bonnie-Sue Hitchcock, dowiemy się, że jej rodzina żyje na Alasce od kilku pokoleń. Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że autorka umieszcza akcję swojej książki w latach sześćdziesiątych.
W powieści Bonnie-Sue Hitchcock znajdziemy typowe dla literatury młodzieżowej tematy. Mamy zatem pierwszą miłość i inicjację seksualną, brak akceptacji przez rówieśników i społeczeństwo, dysfunkcyjną rodzinę, ucieczkę z domu. Ponieważ na książkę złożyły się teksty, które autorka pierwotnie stworzyła jako opowiadania, żaden z podjętych przez nią problemów nie został w pełni rozwinięty, a szkoda. Wszystkie potraktowała dość powierzchownie.

T2 Trainspotting – Irvine Welsh

Na starych śmieciach

Marcin Knyszyński


Niektóre powroty po latach i spotkania z niewidzianymi długo znajomymi nie rozczarowują tylko dlatego, że są chwilowe. Zjazdy absolwentów, które trwają jeden wieczór i kończą się obietnicą potwornego kaca, działają jak oderwanie od rzeczywistości – następnego dnia jesteśmy z powrotem w swoim mieście, a widziane wczoraj twarze i miejsca funkcjonują już tylko jako zamknięty i odłożony na półkę album ze zdjęciami. Czasem jednak powrót wymuszony jest życiową decyzją, stare śmieci stają się nową szansą lub po prostu koniecznością. Irvine Welsh ponownie zaprasza nas do Leith, dzielnicy Edynburga, w której toczyła się akcja słynnego „Trainspotting”.


Mamy rok 2002. Dziewięć lat minęło, od kiedy Mark „Czynsz” Renton dał drapaka z torbą wypełnioną tysiącami funtów i zaszył się gdzieś na kontynencie. Zdradzeni przez niego kumple nie radzą sobie najlepiej – Simon „Chory” utraciwszy pracę w Londynie, wraca do Edynburga, aby przejąć bar swojej ciotki; Danny „Kartofel” ćpa tak samo jak przed laty i łudzi się, że jego żona wytrzyma jeszcze długo taki stan rzeczy; Francis Begbie (znany z pierwszej powieści jako „Żeber”) wychodzi z więzienia i w charakterystyczny dla siebie sposób próbuje podporządkować sobie ulice Leith. Tylko że nie są to już te same ulice…

Disney. Wielka księga. Wspaniały świat Walta Disneya - Jim Fanning

Sprzedawca marzeń

Jagoda Wochlik

Dziś, po niemal stu latach od założenia swojej pierwszej firmy, Walt Disney to już legenda. Człowiek, który powołał do życia prawdziwe imperium, mające obecnie pod sobą masę wytwórni i będące producentem filmów, musicali, filmów animowanych, kreskówek, dokumentów. Jest to kolos będący w posiadaniu Tachstone’a, Lukasfilm, Marvela, Pixara. Ale Disney to także przemysł rozrywkowy. Parki rozlokowane na całym świecie, od Florydy po Chiny. To także maskotki, zabawki, gadżety, ubrania, płyty, ksiażki. A cała historia tego giganta popkultury zaczęła się od dwóch braci i myszki, która pierwotnie miała mieć na imię Mortimer.

Wieczni Batman i Robin Tom 1 – James Tynion IV, Scott Snyder, Tim Seeley, Tony S. Daniel i inni

Klasowy blockbuster

Marek Adamkiewicz


„Wieczny Batman” na pewno nie był komiksem idealnym. Co więcej, w mojej opinii ledwie wystawał ponad przeciętność, jednak widocznie osiągnął wystarczającą popularność, by powstał tytuł będący po części jego kontynuacją. To, że „Wieczni Batman i Robin” ukazuje się w Polsce, stanowi pewną niespodziankę – jest ona w gruncie rzeczy serią dosyć niszową i trudno,  by trafiła do innych fanów niż ci, którzy stawiają Nietoperza na szczycie swoich zainteresowań. Na szczęście wydawnicza ofensywa Egmontu sprawiła, że w ofercie znalazło się miejsce także na drugi „wieczny” cykl. Dlaczego na szczęście? Bo okazuje się, że jest to zaskakująco dobra opowieść.


W Gotham City nie działa już oryginalny Batman. Po wydarzeniach przedstawionych w „Ostatecznej rozgrywce” kostium przywdział Jim Gordon, który swoją misję prowadzi pod kuratelą zwierzchników. Jednak wartości, jakie reprezentował sobą kryjący się za maską Bruce Wayne, są wiecznie aktualne. Duchową schedę po swoim mentorze przejęli byli Robinowie. Młodzi bohaterowie znajdują się jednak na celowniku niebezpiecznych sił. Na ich życie dybie zabójca powiązany z Matką, tajemniczą kobietą, którą Batman i pierwszy Robin, Dick Grayson, już kiedyś spotkali. Okazuje się, że Nietoperz miał swoje mroczne tajemnice, a ich konsekwencje mogą być zabójcze.

Pomysł na tę konkretną bat-serię, tak jak w przypadku „Wiecznego Batmana”, wyszedł od Scotta Snydera i Jamesa Tyniona IV. Tym razem panowie ograniczyli jednak o połowę liczbę zeszytów, na które rozpisano opowieść. Jest ich dwadzieścia sześć, a pierwszy tom zbiera pierwsze trzynaście z nich. Ta redukcja wyszła zdecydowanie na korzyść całości – fabuła co prawda wciąż jest dosyć rozbudowana, ale nie sprawia już wrażenia na siłę rozwleczonej. Kolejni scenarzyści nie muszą aż tak bardzo szukać efektownego zawieszenia akcji, byle tylko odrobinę odsunąć w czasie finał. Również w tym tomie wątki bywają, bo mimo wszystko trudno inaczej zakończyć zeszyt w wydawanym co tydzień cyklu, ale nie są to ordynarne cliffhangery, tylko sceny autentycznie skupiające uwagę odbiorcy na fabule.

Deadpool. Deadpool się żeni – Brian Posehn, Gerry Duggan, Ben Acker, Scott Koblish, Mike Hawthorne, Evan Shaner i inni

Każda potwora znajdzie swego amatora

Maciej Rybicki

Jeśli o którejkolwiek komiksowej serii z uniwersum Marvela można powiedzieć, że jest nieprzewidywalna, to niewątpliwie na takie miano zasługuje „Deadpool”. Składają się na to dwa zasadnicze elementy. Przede wszystkim znaczenie ma tu natura postaci. Najemnik z Nawijką z założenia łamie stereotypy, ma skomplikowane, niejednoznaczne relacje z otoczeniem (także dlatego, że z jego głową nie jest najlepiej), a na dodatek jest świadomy bycia postacią z komiksu, która lubi sobie „pogadać” z czytelnikiem (i z głosami w swojej głowie). Taka konstrukcja głównego bohatera wymusza na scenarzystach łamanie schematów i konwencji, zarówno w przypadku formy, jak i treści komiksu. Brian Posehn i Gerry Duggan udanie wykorzystują obie składowe nieprzewidywalności, na przykład zapraszając pół uniwersum Marvela na… ślub Deadpoola.

Chłopiec na szczycie góry – John Boyne

„Tylko nigdy nie wmawiaj sobie, że nie wiedziałeś. Bo to by była najgorsza zbrodnia”

Jagoda Wochlik

John Boyne zasłynął w Polsce jako autor „Chłopca w pasiastej piżamie”, wielokrotnie nagradzanej powieści dla dzieci, której bohater, dziewięcioletni Bruno, jest synem komendanta obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. W „Chłopcu na szczycie góry” John Boyne wraca do tematu II wojny światowej.

Pierrot jest synem Niemca i Francuzki. Po śmierci rodziców trafia do sierocińca w Orleanie, skąd zostaje zabrany przez siostrę ojca. Chłopiec odbywa podróż przez Europę, by wraz z nią zamieszkać w rezydencji na szczycie góry, gdzie Beatrix jest gospodynią. Tam poznaje właściciela domu – najważniejszą osobistość nazistowskich Niemiec – Adolfa Hitlera.

„Chłopiec na szczycie góry” to powieść znacznie dojrzalsza niż „Chłopiec w pasiastej piżamie”. W poprzedniej książce świat przedstawiony był jedynie umowny, służył jako tło dla parabolicznej opowieści o przyczynach zła i ludzkiej nienawiści do tego, co inne. W tej natomiast jest pieczołowicie nakreślony, nabiera autentyczności. Autor zadbał o tło historyczne. Pojawią się Leni Riefenstahl, Goebbels, Eva Braun, czy choćby słynny owczarek Hitlera, Blondie. Książka jest też dużo lepsza warsztatowo od swojej poprzedniczki. Nie wydaje się już jedynie szkicem, a pełnokrwistą opowieścią ze zróżnicowanymi bohaterami. „Chłopcu w pasiastej piżamie” świat był zdecydowanie czarno-biały. John Boyne odwoła się także do swojej wcześniejszej twórczości, bowiem w drodze na szczyt góry do rezydencji Berghof, Pierrot spotka Kotlera, który w historii o losach Brunona i Szmula był jednym z oficerów stacjonujących w Oświęcimiu.

„Chłopiec na szczycie góry” to opowieść o tożsamości i o tym jak łatwo ją utracić. Pierrot jest nie tylko dwujęzycznym synem Niemca i Francuzki, który od początku nie do końca wie, do którego narodu przynależy, gdyż śpiewa Marsyliankę po niemiecku, a niemieckie piosenki po francusku. Jest też chłopcem przyjaźniącym się z francuskim Żydem, który jednocześnie całą swą dziecięcą miłość przelewa na Adolfa Hitlera.

Punisher Max Tom 1 – Garth Ennis, Lewis Larosa, Leandro Fernandez

Na wojnie z przestępczością

Marek Adamkiewicz


Punisher to jeden z najbardziej znanych komiksowych antybohaterów. Od standardowych herosów różni go jedna, zasadnicza cecha – on zabija swoich przeciwników. Takie podejście nie jest w komiksie mainstreamowym zbyt częste, ale czytelnicy zwykle go oczekują. Stanowi inne spojrzenie na regularną tematykę kolejnych tytułów z głównych trykociarskich stajni, czyli walkę z przestępczością. Tutaj na scenę wkracza bowiem radykalizm, a świat jest przedstawiany zazwyczaj w czarno-białych barwach. Wydany niedawno „Punisher Max” Gartha Ennisa jeszcze te cechy podkreśla, ponieważ ukazał się w ramach imprintu „Max Comics”, prezentującego tytuły przeznaczone zdecydowanie dla dojrzałego odbiorcy.

Inauguracyjny tom serii zawiera początkowe dwanaście zeszytów napisanych przez Gartha Ennisa, które składają się na dwie zamknięte historie. Pierwsza z nich, „Od początku”, dotyczy próby zwerbowania Franka Castle’a przez CIA. Jako wabik ma posłużyć były współpracownik mściciela, niejaki Micro. Niestety, Punisher nie za bardzo ma chęć na kooperację, a ponadto musi zmagać się z członkami mafii, którzy chcą zemścić się na nim za niedawną masakrę, jaką urządził podczas setnych urodzin jednego z donów. Druga, „Mała Irlandia”, traktuje o irlandzkich gangach operujących w Nowym Jorku i próbach ukrócenia ich działalności przez Castle’a.

Anihilacja, tom 2 – Keith Giffen, Javier Grillo-Marxuach, Simon Furman, Renato Arlem, Gregory Titus, Jorge Lucas, Gabriel Dell’Otto

Ale wkoło jest wesoło

Maciej Rybicki

Gdy Egmont zapowiedział trzytomową edycję „Anihilacji”, bardzo się ucieszyłem. Nie dość, że największy polski wydawca postanowił poświęcić więcej uwagi kosmicznej, jakże barwnej, części uniwersum Marvela, to jeszcze zaserwował czytelnikom jeden z najpopularniejszych eventów w rozbudowanej formie. Takie podejście – wykraczanie poza główną serię i pokazywanie rozmaitych tie-inów – zasługuje na słowa uznania. Dowodzi bowiem, iż Egmont nie chce tylko „odhaczyć” kolejnego eventu z listy „do wydania”, ale traktuje odbiorcę poważnie, jako świadomego konsumenta, który zasługuje na jak najpełniejszą prezentację danej treści. Pierwszy tom „Anihilacji”, wprowadzający do głównego wątku fabuły, wypadł naprawdę znakomicie. Jak zatem prezentuje się ciąg dalszy?

No cóż, nie da się ukryć, że nieco inaczej. Należy zacząć od tego, że nie został w nim ujęty żaden z zeszytów głównej serii. Zamiast tego dostajemy trzy kompletne serie poboczne (po cztery części każda) poświęcone konkretnym bohaterom – znanym i lubianym postaciom jednoznacznie kojarzonym z „gwiezdnym Marvelem”: Silver Surferowi, Super Skrullowi i Ronanowi Oskarżycielowi. Choć żadna z nich w zasadzie nie rozwija głównego wątku fabularnego „Anihilacji”, są z nim niewątpliwie powiązane.

Na początek mamy więc Silver Surfera ze scenariuszem Keitha Giffena i rysunkami Renato Arlema. Całkiem niezła historia, w której po przejściu Fali Anihilacji na zgliszczach świata spotyka się kilku byłych heroldów Galactusa. Dostajemy – jak to zwykle w przypadku Surfera – nieco filozofowania, dość istotną przemianę samego Norrina Raada, a także sporo gościnnych występów (w tym Thanosa!). Wszystko to powoduje, że warto zwrócić uwagę na tę miniserię. Swoje robią też kapitalne rysunki Brazylijczyka – nieco brudne, szczegółowe, świetnie pokolorowane przez June Chung. Wydaje mi się, że to nie tylko najlepsza, ale też najsilniej powiązana z głównym wątkiem część drugiego tomu „Anihilacji”.

Mehmed Zdobywca. Powieść - Nedim Gürsel

Konstantynopol wiecznie żywy

Magdalena Makówka

Mehmed II, syn Murada II, zapisał się na kartach historii jako zdobywca. Zdobywca jednego miasta, stolicy cesarstwa, które wywodziło się ze starożytności. Konstantynopol był jego największą obsesją, której podporządkował wszystkie swoje działania. Dlaczego akurat to miejsce zawładnęło jego umysłem? Czy kierowała nim jedynie chęć podboju? Na te pytania stara się odpowiedzieć Nedima Gürsela ożywiając Mehmeda w swojej powieści.


Tytuł książki autorstwa Nedima Gürsela może mylić. Postać Mehmeda Zdobywcy znajduje się bowiem nieco na marginesie rozważań autora. Powieść jest zapisem pracy narratora-pisarza nad powieścią, której bohaterem ma być właśnie pogromca Bizancjum. Prezentuje on czytelnikom gotowe fragmenty utworu. Przytoczone części przyszłego dzieła często nie mają ze sobą żadnego powiązania, przedstawiają wydarzenia z różnych punktów widzenia. Jedynym co łączy je ze sobą jest Konstantynopol, miasto o którego zdobyciu sułtan marzył od czasów młodości.

Portret Mehmeda, wyłaniający się z kart powieści jest niejednoznaczny. Poznajemy go jako niesfornego ucznia, okrutnego władcę pozbawiającego życia jeńców, despotę likwidującego niewygodnych doradców, ale też wolnomyśliciela, mecenasa uczonych, muzułmanina, który jednak pragnie ujrzeć swój wizerunek wykonany pędzlem niewiernego. Wszystkie te puzzle układają się ukazując fascynujący obraz sułtana.

Strony