Subiektywnie

Głębia. Tom 2: Zanim spali nas świt – Rick Remender, Greg Tocchini

Podwodna space opera

Maciej Rybicki

Pierwszy tom „Głębi” Ricka Remendera i Grega Tocchiniego przyniósł czytelnikom intrygującą – podwodną – interpretację konwencji dystopijnej space opery. Historia kobiety za wszelką cenę trzymającej się nadziei na lepsze jutro, przemawiała do odbiorcy nie tylko swoją wymową, ale także przepięknymi ilustracjami. Coraz śmielej sobie poczynające na naszym rynku wydawnictwo Non Stop Comics (czyli komiksowa odnoga oficyny Sonia Draga) poszło jednak za ciosem i krótko po premierze pierwszego tomu zaprezentowało także drugi.

Tym, co momentalnie rzuca się w oczy, gdy weźmiemy do ręki „Zanim spali nas świt”, jest nieco mniejsza objętość niż w przypadku tomu otwierającego serię. W żaden sposób nie umniejsza to jednak wartości drugiej odsłony „Głębi”, tym bardziej, że struktura albumu jak najbardziej się broni. Początkowo jednak można mieć wrażenie lekkiego zagubienia. Remender zabiera nas bowiem do zupełnie nieznanej części swojego podwodnego uniwersum – totalitarnego miasta Voldin, gdzie bezwzględne Ministerstwo Myśli tępi wszelkie przejawy optymizmu. Mamy ładnie rozegrany dramat personalny, mamy znajomo wyglądających dysydentów kolportujących „bibułę”, a wreszcie mocne zakończenie. Jedyne, czego brakuje, to łączności pierwszego zeszytu z dotychczasową fabułą serii. Dopiero kolejny epizod wraca do Stel Caine, czyli głównej postaci cyklu. I choć znów mamy do czynienia ze świetnie napisanym zeszytem, to jednak trudno oprzeć się wrażeniu lekkiego oderwania od zasadniczej fabuły i skupienia się na bohaterce. Jak jednak zaznaczyłem, strukturalnie jest to dobrze zaplanowany album, co po prostu oznacza, że autorzy w zeszytach #9 i #10 sklejają nam wszystkie dotychczasowe wątki i pchają fabułę do przodu, przy okazji prezentując jeden czy dwa efektowne twisty. W efekcie drugiej odsłony „Głębi” nie sposób przeczytać inaczej niż na „jedno posiedzenie”.

Czarny Młot Tom 2: Wydarzenie: Jeff Lemire, Dean Ormston, David Rubin

Wielowymiarowy cios

Marek Adamkiewicz

Wydawane obecnie tytuły z nurtu superbohaterskiego nie należą z pewnością do najlepszych w historii gatunku. Wielu seriom można zarzucić schematyczność i brak naprawdę dobrych pomysłów, a twórcy częstokroć po raz któryś mielą motywy ograne już na dziesiątki, jeśli nie setki różnych sposobów. By znaleźć coś naprawdę interesującego i nieszablonowego, trzeba sięgnąć poza ofertę dwóch największych wydawnictw, operujących w tej tematyce, i poszperać w katalogu innych firm. Jednym z objawień minionych miesięcy okazał się „Czarny Młot”, tytuł co prawda oparty na schematach, ale potrafiący twórczo je wykorzystać. W oryginale wydany przez Dark Horse Comics, a do Polski sprowadzony przez nieoceniony Egmont, już w swojej pierwszej odsłonie jawił się jako komiks nieszablonowy i niezwykle intrygujący. Teraz mamy okazję poznać równie udaną kontynuację tej pasjonującej opowieści.

Uwięzieni na tajemniczej farmie superbohaterowie od dziesięciu lat próbują bezskutecznie powrócić do Spiral City. Teraz jednak ponownie mają nadzieję na rozwiązanie patowej sytuacji, gdy pojawia się gość z zewnątrz – Lucy Weber, córka Czarnego Młota, niegdysiejszego lidera grupy zamaskowanych pogromców zła. Szybko okazuje się, że kobieta nie pamięta, jak trafiła w to miejsce i nie może pomóc bohaterom w określeniu, czym ono właściwie jest. Lucy, z zawodu dziennikarka, postanawia jednak zbadać otoczenie, dowiedzieć się, czym jest farma oraz poznać mieszkańców okolicznego miasteczka i pomóc herosom powrócić do ich własnego świata.

Descender. Tom 1. Blaszane gwiazdy – Jeff Lemire, Dustin Nguyen

Duch Asimova

Maciej Rybicki

Dobrego science fiction nigdy za wiele, także i w komiksie. Tym bardziej, gdy zabiera się za nie duet autorów tak utalentowanych jak Jeff Lemire i Dustin Nguyen. Wieść o tym, że Mucha planuje wydać „Descendera” – tytuł utrzymany właśnie w futurystycznym klimacie – wprawiła mnie w bardzo dobry humor. Kanadyjczyk ,czyli pierwszy z wymienionych autorów, ma bowiem wyjątkowo dobra passę (przynajmniej na naszym rynku) i po sukcesie „Opowieści z Hrabstwa Essex”, czy ciepło przyjętym „Czarnym Młocie”, oczekiwania względem jego fantastycznonaukowej serii miałem niemałe.

Na pozór koncept jest tu bardzo prosty: mały chłopiec imieniem Tim-21 budzi się, odkrywając, że świat wokół niego się zmienił… bardzo. Ci, których znał i kochał, zginęli, zaś jemu samemu grozi poważne niebezpieczeństwo. Tak się bowiem składa, że jest on androidem, a podczas jego snu świadome maszyny zostały przez ludzi wybite niemal co do sztuki. Okazuje się jednak, że to nie jedyny fakt, który czyni naszego małego bohatera wyjątkowym. Gdyby jednak sprowadzić „Descendera” jedynie do powyższego konceptu, nieco asimovowskiego w duchu, byłoby to znacznym zubożeniem tego, co tytuł ten ma do zaoferowania. Oczywiście, wątek wyobcowania, zagubienia małego androida w ludzkim społeczeństwie, jest tu zdecydowanie na pierwszym planie. Fakt zaś, że dotyczy on (przynajmniej w sensie fizys) dziecka, czyni go zresztą jeszcze bardziej emocjonalnym. Niebagatelne znaczenie ma także świat wykreowany przez Lemire’a. Choć poznajemy go pomału, krok po kroku, widać tu rozmach klasycznej space opery. Zjednoczona Galaktyka czaruje więc rozmaitymi planetami, klasycznie odmiennymi od siebie, egzotycznymi rasami, konkurującymi frakcjami i kontrastującymi postawami, także wobec robotów i sztucznych inteligencji. Ba! Dostajemy nawet obowiązkową arenę do walk gladiatorów (co jest mrugnięciem oka w stronę konwencji). Koniec końców płynnie przechodzimy od opowieści kameralnej, do czarowania nas malowniczym i rozbudowanym światem.

Serce Świata Utraconego – Tad Williams

Serce Świata Utraconego

Jagoda Wochlik

Bardzo lubię rozbudowane, fantastyczne światy – tworzone z rozmachem, z historią opisaną parę wieków do tyłu. Fantasy heroiczną, gdzie mały człowiek walczy z wielkim zagrożeniem, a dobro ściera się ze złem. Dlatego bardzo podobał mi się „Władca Pierścieni”, mimo iż uważam, że chwilami Tolkien koszmarnie przynudzał (dobrze, że z filmu wycięto Toma Bombadila i bieganie nago po kurhanach, bo 90% widowni by zasnęło). Uwielbiam wielkie cykle. Terry’ego Goodkinda i jego książki o Poszukiwaczu i Spowiedniczce (no, do pewnego momentu, zanim się okazało, że facet umie trzepać tylko historie na jeden temat i o jednym świecie). Terry’ego Brooksa i jego „Shannarę”.

Dlatego biorąc do ręki powieść Tada Williamsa, liczyłam, że to właśnie dostanę. Wielki, rozbudowany świat z mnóstwem heroicznych i charyzmatycznych bohaterów. Zanim przejdę do właściwej części tej recenzji, muszę jeszcze zaznaczyć, że nie znam trylogii poprzedzającej „Serce Świata Utraconego”, więc odnosić się będę tylko do tego, co przeczytałam.

Fabuła opiera się na tym, że Nornowie, przemieszczając się przez ziemie ludzi, grabili i palili. Dlatego ludzie postanowili dać im odpór, oblegając ich w pewnym zamku. Nornom udaje się jednak wydostać i rozpocząć odwrót. Docierają na swoje terytorium i znikają w słynnym mieście pod górą. Ludzie, słusznie zresztą, dochodzą do wniosku, że skoro tyle już tego dziadostwa wytłukli, to trzeba dostać się do wnętrza góry i wybić ich do ostatniej sztuki. I to właściwie jest niemal cała fabuła. Gorzej, że to jest też cała akcja tej powieści. A nie, czekajcie, są jeszcze zombie, bo teraz obowiązkowo, w każdej książce i filmie fantasy, muszą być żywe trupy. Czy patrzenie na rozkładające się ciała to obecnie jakiś fetysz? Mgliście przypominam sobie, że autor próbuje nakreślić też jakąś intrygę, ale tylko na kilku(nastu) stronach i właściwie nikogo ona nie obchodzi. Mnie w sumie latała jak kilo kitu na agrafce.

Amazing Spider-Man. Preludium do Spiderversum – Dan Slott, Christos Gage, Giuseppe Camuncoli i inni

Z Pająkiem przez czas i przestrzeń

Maciej Rybicki

Mimo że Dan Slott jest postacią budzącą wśród fanów Spider-Mana wiele kontrowersji, trzeba uczciwie przyznać, że jego pajęczy run w ramach serii Marvel Now! robił do tej pory spore wrażenie. I choć epicka opowieść o zamianie umysłów Petera Parkera i Otto Octaviusa wydawała się być już rozdziałem zamkniętym, okazuje się jednak, że nie do końca. Co więcej, wygląda na to, że jej finał jest przygrywką do kolejnego, potężnego przedsięwzięcia fabularnego – Spiderversum. Drugi tom „Amazing Spider-Man” (znów: czemu bez „The”?!) przedstawia prolog tego eventu.

Green Arrow Tom 2: Wyspa Blizn – Benjamin Percy, Stephen Byrne, Otto Schmidt, Juan Ferreyra

Wyspa niewykorzystanego potencjału

Marek Adamkiewicz

Można powiedzieć, że pierwszy tom „Green Arrow” prezentował się całkiem przyzwoicie, ostatecznie plasując się gdzieś w środku stawki nowych tytułów z „Odrodzenia”, wprowadzonych na polski rynek przez Egmont. Otrzymaliśmy wówczas rozrywkę prostą, ale angażującą i nieobrażającą szarych komórek odbiorcy, co w tej konkretnej inicjatywie DC Comics wcale nie jest regułą. Benjamin Percy, przynajmniej na pierwszy rzut oka, wydawał się odpowiednim twórcą do poprowadzenia postaci Szmaragdowego Łucznika. W „Wyspie Blizn” miał okazję potwierdzić, że faktycznie jest właściwą osobą na właściwym miejscu.

Po wydarzeniach przedstawionych w „Śmierci i życiu Olivera Quinna” tytułowy bohater, wraz z Black Canary i Johnem Diggle’m, trafia na zagadkową wyspę. Szybko okazuje się, że nie jest ona tak bezludna, jak się wydawało. Dodatkowo, powiązana jest z Dziewiątym Kręgiem, organizacją, która nie tak dawno sprawiła bohaterom sporo problemów. Tubylcy kryją niebezpieczną tajemnicę, a jej odkrycie może się okazać zabójcze w skutkach. Jakby tego było mało, Oliver i Dinah trafiają do Empire Expressu, w którym zaawansowane rozmowy pokojowe światowych przywódców mogą zakończyć się fiaskiem w obliczu działań sabotażysty.

Cały tom zasadniczo dzieli się na dwa główne wątki. Ten poświęcony Emiko, siostrze Olivera, zasadza się na akcji przeplatanej scenami retrospekcyjnymi, nieco rozbudowującymi relacje rodzeństwa. Część dziejąca się obecnie to przede wszystkim historia matki Emiko, która pracuje dla yakuzy. Dziewczyna chce ją uratować i w tym celu rzuca wyzwanie szefowi mafii. W obu przypadkach Percy’emu chodzi przede wszystkim o pogłębienie więzi, łączącej młodą bohaterkę z bliskimi jej ludźmi i zabieg ten wychodzi całkiem dobrze – motywacja protagonistki w obu liniach czasowych jest przedstawiona wiarygodnie, a samą Emiko, mimo jej młodego wieku, pokazano jako osobę, która wie, do czego dąży.

Batman Tom 2: Jestem samobójcą – Tom King, Mikel Janin, Mitch Gerards

Powrót Bane’a

Marek Adamkiewicz

Po sporym rozczarowaniu, jakie niosła ze sobą lektura pierwszego tomu odrodzonego „Batmana”, trudno było mieć szczególnie wygórowane oczekiwania odnośnie do drugiej odsłony serii. Wszak nie zmienił się scenarzysta, a fabuła jest bezpośrednią kontynuacją tej zaprezentowanej poprzednio. Czasami jednak się zdarza, że mimo oczywistych przesłanek, wskazujących na niską jakość danego komiksu, efekt końcowy zaskakuje in plus, zamykając usta krytykom. Osobiście miałem irracjonalną nadzieję, że „Jestem samobójcą” będzie przykładem takiego właśnie tytułu. Czy cud nastąpił – o tym opowiem poniżej.

Batman wyrusza na rządzoną przez Bane’a wyspę-więzienie, Santa Priscę. Jego celem jest odnalezienie i sprowadzenie do Gotham Psycho-Pirata, jedynego człowieka zdolnego odtworzyć zniszczoną psychikę Gotham Girl. Nietoperzowi towarzyszy kilku „wypożyczonych” z Arkham szaleńców, których unikalne zdolności mogą pomóc w osiągnięciu celu. Razem muszą stawić czoła nie tylko armii najemników broniących wyspy, ale przede wszystkim samemu Bane’owi, jedynemu złoczyńcy, któremu udało się złamać obrońcę Gotham City. Całość uzupełnia krótka i pełna emocji, dwuzeszytowa opowieść o specyfice relacji łączącej Batmana i Catwoman.

Morderstwa w Somerset – Anthony Horowitz

Literackie zabawy

Jagoda Wochlik

Anthony Horowitz niewątpliwie zna się na intrygach kryminalnych. Był scenarzystą takich serii jak Poirot, Morderstwa w Midsomer czy Detektyw Foyle. Nakładem wydawnictwa Rebis ukazały się w Polsce jego wcześniejsze książki – Dom jedwabny oraz Moriarty, w których pokusił się o wyręczenie Conan Doyle’a i opowiedzenie dalszych losów słynnego detektywa z Baker Street oraz jego śmiertelnego wroga, profesora Moriarty’ego. W 2014 roku Horowitz został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego.

Susan jest redaktorką w niewielkim londyńskim wydawnictwie. Właśnie otrzymuje do zredagowania tekst kryminału sztandarowego dla swojej firmy autora. Z zapałem zabiera się za lekturę kolejnej z przygód niemieckiego detektywa, Atticusa Pünda. Kiedy dociera do ostatniej strony, orientuje się, że nie otrzymała całości tekstu. Zanim jednak trafia do siedziby wydawnictwa w poniedziałkowy poranek, dowiaduje się, że twórca Pünda, Alan Conway, popełnił samobójstwo. Nastawiona na rozwikłanie ostatniej zagadki Atticusa, Susan wyrusza na poszukiwanie ostatnich stron. Czy kiedykolwiek istniały, czy też może oddanie książki bez zakończenia było ostatnim psikusem wrednego pisarzyny? A może ktoś zabrał brakujące strony? W miarę zadawania sobie kolejnych pytań, Susan dochodzi do wniosku, że być może Alan Conway nie popełnił samobójstwa.

By rozmawiać o Morderstwach w Somerset, najpierw należy pochylić się nad ich bardzo nietypową konstrukcją. Otóż Horowitz prowadzi z czytelnikiem pewną inteligentną grę. Oddaje mu powieść o budowie szkatułkowej – dostajemy książkę w książce. Z jednej strony obcujemy z historią pewnej przebojowej redaktorki, z drugiej wraz z nią czytamy Morderstwa w Somerset autorstwa Alana Conwaya, których cały tekst zawiera się w powieści. Naszą bohaterką jest Susan,  z którą staramy się prześledzić ostatnie dni życia niezbyt miłego pisarza, a jednocześnie towarzyszymy Atticusowi Pündowi w rozwiązywaniu jego ostatniej zagadki. Oba teksty różni czcionka i osobna numeracja stron. Prawdziwa frajda, również dla oka.

Odrodzenie Tom 2: Życie ma sens – Tim Seeley, Mike Norton

Krwawe powroty

Marek Adamkiewicz

Pierwsza wizyta w małym amerykańskim miasteczku Wausau przyniosła nam nieszablonowe spojrzenie na tematykę życia po śmierci. Okazało się, że wciąż można powiedzieć coś interesującego o powrocie martwych na tę stronę świata, bez jednoczesnego popadania w banał i eksplorowania motywów zombie. W drugiej odsłonie tej opowieści jej najciekawsze wątki są kontynuowane, a ponadto Seeley nie zamierza poprzestawać na czystej rozrywce i stara się dostarczyć odbiorcy coś więcej, aniżeli standardowy horror. Na ile udało się ten zamysł zrealizować?

Mimo że wydarzenia, do jakich doszło w Wausau, zdążyły już nieco spowszednieć mieszkańcom miasta, wciąż pozostają one ewenementem na skalę światową. Powstanie z grobu martwych nie może jednak być pretekstem do tego, by zaniechać bieżącego życia. Ale trudno zachować rutynę, kiedy dookoła dzieją się rzeczy niezwykłe i gdy żyje się w miejscowości objętej kwarantanną. Ponadto odrodzeni nie zawsze okazują się tym, kim byli wcześniej. Sytuacja jest napięta i z każdym dniem komplikuje się coraz bardziej.

Superman Tom 2: Pierwsze próby Superboya – Peter J. Tomasi, Patrick Gleason, Doug Mahnke i inni

Rodzina, ach, rodzina…

Marek Adamkiewicz

Pierwszy tom „Supermana”, nieco niespodziewanie, okazał się jednym z najlepszych tytułów „Odrodzenia”. Stało się tak głównie dzięki umiejętnemu przedstawieniu relacji panujących w rodzinie Kentów (lub też Smithów – oba nazwiska pozostają wszak w użyciu) i pokazaniu bardziej ludzkiego oblicza Człowieka ze Stali. Dodanie do grona bohaterów syna herosa, Jona, nadało fabule głębszego wymiaru, jeszcze bardziej kładąc nacisk na jednej z najważniejszych motywacji Supermana, czyli ochronie bliskich. To wszystko sprawiło, że na drugi tom serii czekałem ze sporymi oczekiwaniami, mając nadzieję, że wysoki poziom zostanie utrzymany.

Na „Pierwsze próby Superboya” składają się cztery krótsze opowieści. Pierwsza traktuje o wypadzie rodziny Kentów do wesołego miasteczka i próbie spędzenia przez nich normalnego, spokojnego dnia. Druga przedstawia historię ucieczki Supermana i jego syna z opanowanej przez dinozaury wyspy, na której obaj znaleźli się przez projekt naukowy Jona. Kolejna przedstawia pierwsze, nie do końca udane spotkanie Superboya z Robinem, a na deser dostajemy historię o kosmicznym stróżu prawa, który przybywa na Ziemię w poszukiwaniu galaktycznej przestępczyni.

Położenie przez Tomasiego i Gleasona nacisku na relacje rodzinne było tym, co najbardziej zagrało w poprzednim tomie przygód eSa. W kolejnym, twórcy starają się dalej iść tym tropem, co działa dobrze w opowiastce otwierającej całość. „Nasze Miasteczko” pokazuje jak Kentowie starają się wkomponować w lokalną społeczność, ale nie czynią tego nachalnie – rodzinna wycieczka do wesołego miasteczka nie jest w żaden sposób wyreżyserowana ani przez Clarka, ani przez Lois. Oni naprawdę chcą poznać ludzi, obok których przyjdzie im żyć, znajdując przy okazji przyjazne środowisko do rozwoju dla swojego dorastającego syna. Ta normalność pozwala bohaterom zyskać sympatię czytelnika i dać mu szansę na utożsamienie się z nimi.

Strony