Subiektywnie

Batman. Rozbite miasto i inne opowieści – Brian Azzarello i Eduardo Risso

Batman. Rozbite miasto i inne opowieści

Jagoda Wochlik

„Batman. Rozbite miasto i inne opowieści” to zbiór wszystkich historii o Batmanie, jakie stworzyli Brian Azzarello i Eduardo Risso. Scenarzysta i rysownik współpracowali ze sobą także przy innych projektach, takich jak choćby bardzo dobrze przyjęte „100 naboi”. Obaj mają na koncie Nagrodę Eisnera. Również ich indywidualne projekty zasługują na uwagę. Spod ręki Azzarella wyszedł scenariusz do „Luthora”, a Risso rysował kadry między innymi do „Logana”. W październiku, nakładem wydawnictwa Egmont, ukazał się album zawierający wszystkie ich wspólne historie o Batmanie.

Otwiera go historia zawarta w kilku zeszytach. Jest ona detektywistyczną opowiastką o poszukiwaniach zaginionego Angela Lupo, którego Nietoperz podejrzewa o zabójstwo siostry. Wraz z Batmanem zagłębimy się więc w trzewia miasta, by odkryć prawdę. Fabularnie historia jest bardzo prosta, ale oprócz kryminalnej historyjki i pewnej, trzeba przyznać, wciągającej zagadki, mamy tu jeszcze opowieść o przeżywanej wciąż na nowo traumie oraz o tym, jak jedno wydarzenie determinuje całe dalsze życie. Jest to też komiks o tym, jak działanie z niewłaściwych, choć zdawałoby się dobrych, pobudek może doprowadzić do tragedii.

„Rozbite miasto” zawiera także przepiękną graficznie opowieść, przedstawioną w czerni i bieli, w której Batman ucina sobie krótką pogawędkę z jednym ze schwytanych przestępców. Sposób, w jaki Risso ją narysował, naprawdę zwala z nóg. To zaledwie dwie barwy, ale zupełnie wystarczają, by stworzyć niepowtarzalny klimat.

Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak historia o losach Thomasa i Marty, rodziców Bruce'a. Jest to alternatywna wersja, w której podczas napadu giną nie Marta i Thomas, ale ich synek. Jego rodzice muszą radzić sobie ze stratą dziecka tak, jak potrafią. To zdecydowanie najlepszy i najciekawszy zeszyt z tego zbioru.

Sente – Michał Cholewa

O łojzicku…

Hubert Przybylski

Są takie książki, których nie pamięta się tuż po zakończeniu lektury. Czasami zostają jakieś flesze odnośnie zakończenia, bo jednak czytało się je jako ostatnie, ale często nie ma nawet tego. Ot, takie książki-pętle, parapetum mobilne – kończysz czytać i możesz zaczynać od nowa i wciąż się zaskakiwać zwrotami akcji*. Są też takie, po których lekturze zostaje w głowie zarys fabuły i jakieś wyjątkowe momenty, jeśli były**. To też niezła opcja dla czytelników lubiących czytać a nielubiących bibliotek czy wydawania na książki pieniędzy. Po roku czy dwóch pamięć zanika i można czytać ją od nowa***. No i wreszcie są takie, po których skończeniu nie da się ich z głowy wyrzucić nawet siłą ducha****. Do której kategorii możemy zaliczyć „Sente” Michała Cholewy?

Zanim odpowiem na to pytanie, krótkie wprowadzenie do fabuły najnowszej, piątej części cyklu Algorytm Wojny. Między EU i USA panuje kruchy rozejm. Obie strony stworzyły Strefę, w której wspólnie badają przechwycony okręt SI nazywającej samą siebie Hakken. Normalne zdrowe kłopoty zaczynają się szybko, bo SI nie zasypia gruszek w popiele. Tyle że te kłopoty, w porównaniu z tym, co rozpęta się niedługo potem, to betka. A drużyna Wierzby, jak zwykle, znajduje się w centrum wydarzeń…

I teraz Wam odpowiem – „Sente” to bez wątpienia trzecia z wymienionych kategorii. Wkręca się mózg jak chomik w kołowrotek***** i zostaje tam na długo. Fabuła jest świetnie poprowadzona, żywa, pełna zwrotów akcji i w odpowiednich miejscach umiejętnie tonowana warstwą obyczajową. Główna intryga jest zagmatwana, ale w końcówce elegancko się rozwiązuje, zapowiadając jednocześnie to, co dostaniemy w szóstym tomie cyklu.

Doman – Janusz Florkiewicz, Andrzej Nowakowski

Doman

Jagoda Wochlik

„Doman” to seria stworzona przez Janusza Florkiewicza i Andrzeja Nowakowskiego. Składa się na nią siedem komiksów z akcją osadzoną w czasach Polan. Scenariusze poszczególnych historii są luźno oparte na „Starej Baśni” Józefa Ignacego Kraszewskiego. W czasach swojej świetności, która przypadała na koniec lat osiemdziesiątych i początek dziewięćdziesiątych, nakład „Domana” liczono nawet w stu tysiącach egzemplarzy. We wrześniu tego roku, nakładem Egmontu, ukazało się pierwsze zbiorcze wydanie wszystkich zeszytów cyklu, pięknie wpisując się w obchody stulecia państwa polskiego.

Po zasięgnięciu języka u znajomych okazało się, że wśród ludzi zaledwie kilka lat starszych ode mnie „Doman” robił prawdziwą furorę. Nowakowski nie ukrywał, że tworząc komiksy, odwoływał się do Howardowskiego Conana i słynnych filmów z Arnoldem Schwarzeneggerem. Rzeczywiście, wpływy te są widoczne już na pierwszy rzut oka.

Przyjrzyjmy sie jednak, jak „Doman” broni się dziś – trzydzieści lat od pierwszych publikacji. Jeśli chodzi o fabułę, mamy tu wątki znane z podań i legend, a także ze „Starej Baśni”. Przeczytamy więc historię grodu w Krakowie oraz smoka wawelskiego, a także księżniczki Wandy, która nie chciała Niemca. Zapoznamy się z opowieścią o Popielu i grodzie w Kruszwicy, a także o postrzyżynach syna Piasta oraz jego późniejszym porwaniu. Jako słowiańskie opowieści zeszyty bronią się nieźle. Są zajmujące, niezbyt długie i doskonale znane, co paradoksalnie także stanowi pewną wartość.

Natomiast warstwa wizualna postarzała się mocno,  tak jak  mocno trąci myszką i nieco śmieszy kiczowata estetyka lat osiemdziesiątych. A „Doman”, nasz słowiański „Conan”, jest nią przesiąknięty. Rysunki  mogą więc budzić nostalgię i uśmiech, trudno jednak, by się podobały, bo sztuki wizualne poszły już mocno do przodu.

Niewątpliwie „Domana” warto znać jako reprezentanta polskiego komiksu, który niegdyś święcił triumfy i wzniósł się na szczyty popularności. Mam jednak wrażenie, że d to tylko taka przyjemna ramotka, która już raczej nie zachwyca.

Felix, Net i Nika oraz Koniec Świata Jaki Znamy – Rafał Kosik

Koniec świata? Dajcie żyć…

Hubert Przybylski

Po zeszłorocznej wpadce z „Różańcem”* Rafał Kosik postanowił wrócić do tego, co wychodzi mu najlepiej – fantastyki młodzieżowej. Niedawno ukazał się najnowsza, piętnasta już część jego sztandarowej sagi, „Felix, Net i Nika oraz Koniec Świata Jaki Znamy”. Czy autorowi udało się utrzymać poziom wcześniejszych tomów?

Za króciutką chwilkę zaprawdę Wam to powiem, ale najsampierw małe wprowadzenie do treści. Niezwykle upalnego 1 września trójka naszych przyjaciół z mniejszymi lub większymi przygodami dociera na otwarcie roku szkolnego, a tam wydarza się prawdziwe trzęsienie ziemi – reorganizacja szkolnictwa, i to prywatnego. Nowy dyrektor, nowe twarze w klasach, nowe zasady, nowe prawie wszystko. Kłopoty zwalają się na naszą paczkę (znaczy na jednych mocniej niż na drugich czy trzecich), do tego dochodzą problemy rodzinne i nie ma się co dziwić, że przyjaciele nie zauważają nadciągającej prawdziwej, globalnej katastrofy. A kiedy świat wokół zaczyna się walić, odcięci od bliskich muszą dać sobie radę w ogarniętym chaosem i bezprawiem kraju***.

Od razu zaznaczam, że to jest najbardziej „dorosły” z wszystkich tomów serii. Pojawia się przemoc, wspomniane problemy rodzinne, zwykłe, codzienne ludzkie draństwo, bohaterów coraz mocniej zaczynają dotykać problemy starszych. Trzeba jednak przyznać, że autor nie przekracza cienkiej czerwonej linii i, na ten przykład, nie wpycha na siłę polityki do powieści. Mimo że miejscami widać, jak bardzo miał na to „poróżańcową” ochotę. Ale na szczęście potrafił się opamiętać i ustrzegł się tego błędu, tak jak przed nim ustrzegali się tego najwięksi „młodzieżowo-dziecięcy” pisarze – Astrid Lindgren, Karol May, czy z naszego podwórka Alfred Szklarski i Edmund Niziurski. W każdym**** razie po całej sadze widać, że jest pisana pod konkretnego czytelnika i że wraz z jego dojrzewaniem dojrzewają też i książki. Podobnie miała się sprawa ze Światem Dysku sir Terry’ego Pratchetta, pisanym początkowo dla jego córki.

Thorgal – Kriss de Valnor. Strażnik Sprawiedliwości. Tom 8 – Xavier Dorison, Mathieu Mariolle, Frédéric Vignaux

Strażnik Sprawiedliwości

Jagoda Wochlik

Kriss de Valnor jest czarodziejką i wojowniczką znaną nam z cyklu o Thorgalu. Jej przygody, których pierwszy tom otrzymaliśmy w 2010 roku, jednocześnie po francusku i po polsku, zapoczątkowały serie poboczne, opowiadające o drugoplanowych postaciach serii, wśród których znalazła się także Louve, córka Thorgala oraz cykl opowiadający o jego młodości. Obecnie polski czytelnik otrzymał ósmy i zarazem ostatni tom przygód Kriss.

Akcja serii komiksowej o Kriss de Valnor rozpoczyna się tuż po jej śmierci w dwudziestym ósmym tomie „Thorgala”. Czarodziejka-wojowniczka podróżuje w poszukiwaniu syna przez różne alternatywne rzeczywistości, gdzie spotyka rozmaite wersje siebie. Ważnym wątkiem w komiksie jest także spór syna Thorgala, Jolana, z królem Magnusem.

Świat przedstawiony w komiksie aż prosi się o to, by go bardziej rozwinąć. Mamy tu bowiem zderzenie technologii ze światem wikingów oraz krzyżowców. Mowa jest o jedynym bogu, a król Magnus ewidentnie został narysowany tak, by uosabiał cechy średniowiecznego krzyżowca. Znajdujemy więc w „Kriss” podbudowę pod świetną historię. Mam wrażenie, że połączenie pozostałości technologicznych czy technologii w ogóle ze światem odradzającym się na nowo, jak to miało miejsce w „Kronikach Shanarry” Terry'ego Brooksa czy w „Horizon Zero Down” to zawsze jest świetna baza. Baza, która niestety w „Strażniku Sprawiedliwości” nie zostaje nijak rozwinięta, bo ważniejsze są jakieś bzdurne przeskoki Kriss de Valnor do różnych rzeczywistości i jej kwieciste mowy, których nie powstydziłaby się Katniss Everdeen, nic niewnoszące do samej opowieści. Scenariuszowo ta historia to zdecydowanie zmarnowany potencjał.

Saga o Potworze z Bagien. Tom 2 – Alan Moore, Stephen Bissette, John Totleben i inni

Bagno wciąga głębiej

Marek Adamkiewicz

Alan Moore jest twórcą, który wprowadził nową jakość do wielu tytułów i gatunków. Zrewolucjonizował komiks superbohaterski, spojrzał na nowo  na historię alternatywną, a także, jak w „Sadze o Potworze z Bagien”, w  niebanalny sposób podszedł do kwestii ekologii i szeroko pojętego folkloru amerykańskiego. Przez dłuższy czas za co by się Anglik nie wziął, efektem jego pracy okazywało się czyste złoto. Nie inaczej jest w omawianej serii. Już jej pierwszy tom olśniewał i czarował, dlatego z niecierpliwością oczekiwałem na kontynuację, licząc, że i ona przyniesie podobne wrażenia.

Drugi tom zbiorczy „Sagi” zbiera zeszyty, za które odpowiadał Alan Moore. Ponownie mamy tu więc osobne historie, które im bliżej końca, tym bardziej się zazębiają, tworząc ostatecznie większy obraz. Kolejne opowiadania mają dość szeroki przekrój tematyczny. Poznamy między innymi kloszarda żywiącego się odpadami atomowymi, dowiemy się, jak mogła potoczyć się ewolucja wampirzego gatunku, będziemy też świadkami niepokojącego związku między miesiączkowaniem a likantropią. Autor połączył też fabułę swojej serii z tworzonym w tym samym czasie „Kryzysem na Nieskończonych Ziemiach”, który był wówczas głównym wydarzeniem toczącym się w Uniwersum DC.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak Moore potrafi reinterpretować motywy, wydawałoby się po stokroć ograne (nawet w latach osiemdziesiątych, kiery ten komiks powstawał). Mowa tu między innymi o prezentowaniu wampirów, obecnych wszak w folklorze i popkulturze od dawna. W „Sadze o Potworze z Bagien” krwiopijcy są autentycznie źli, a w ich kreacji nie ma ani krztyny tak popularnego dzisiaj romantyzmu. To prawdziwe potwory, dla których liczy się głównie własne przetrwanie. Zmiana kilku akcentów i nowe otoczenie, w którym dotąd wampirów nie widywaliśmy, a także lekka modyfikacja samych stworów dają nam w efekcie w jednym z segmentów albumu mieszankę prawdziwie piorunującą.

Gnat tom 4. Rose – Jeff Smith, Charles Vess

Kiedyś światem opiekowała się smoczyca

Jagoda Wochlik

„Gnat”, stworzony przez Jeffa Smitha, ukazywał się od 1991 do 2004 roku. Jego bohaterami było trzech kuzynków nazwiskiem Gnat, którzy z wyglądu bardzo przypominali kreskówkowe postaci. Pierwotnie seria ukazywała się w należącym do autora Cartoon Books, następnie przejął ją Image Comics, by znów wróciła do Cartoona. Przez trzynaście lat ukazało się łącznie pięćdziesiąt pięć numerów. Czwarty tom, który zatytułowany jest „Rose” i właśnie ukazał się w Polsce nakładem wydawnictwa Egmont, przenosi serię do fantastycznej krainy. Nie uświadczymy w nim kuzynów, zapoznamy sie natomiast z przebojową księżniczką Rose.

Kiedyś światem opiekowała się smoczyca, która oplatała go swoim ciałem, tak, że w paszczy trzymała ogon. Jednak została zaatakowana przez Króla Szarańczy i by uchronić świat przed szaleństwem swej królowej, pozostałe smoki musiały ją pokonać. Od tamtego momentu na świecie pozostało niewiele smoków, a u ludzkich władców ważny jest dar widzenia – przeczuwania niebezpieczeństwa lub dostrzegania fragmentów przyszłości w snach. Taką widzącą jest Rose, młoda księżniczka.

Właściwie niewiele dowiemy się o zaprezentowanym w komiksie świecie przedstawionym. Owszem, na początku znajdziemy mapę, owszem, mówi się o jakichś królestwach. Dowiemy się też, że istnieje zakon czy też inna organizacja, w której uczyć się będzie nasza księżniczka. Nie dostaniemy jednak nic ponadto. A szkoda, bo świat wykreowany przez scenarzystę ma potencjał, by go rozwijać.

Komiks przeznaczony jest raczej dla młodego, nastoletniego odbiorcy. Właściwie niemal wszystkie zwroty fabularne są tam do przewidzenia. Od pierwszych stron wyczuć można, kto zdradzi i jak potoczy się ta historia. Bardziej wprawiony czytelnik od razu wyłapie pewne rzeczy. Jednak akcja jest wartka i wciągająca, nie ma niepotrzebnych dłużyzn i nastolatkom może przypaść do gustu. Poza tym „Gnata” zwykło się uważać za serię humorystyczną, tymczasem w „Rose” humoru jest tyle, co kot napłakał.

Daredevil. Nieustraszony! Tom 6 – Ed Brubaker, Michael Lark, Paul i inni

Głębiej w mrok

Maciej Rybicki

„Daredevil. Nieustraszony!”, najpierw pisany przez Briana Michaela Bendisa a następnie przez Eda Brubakera, może zostać z powodzeniem zaliczony w poczet najlepszych serii komiksowych, jakie przyszło wydawać Marvelowi w XXI wieku. Mroczna, klimatyczna opowieść sięgała do stylistyki kojarzącej się nieco z „Daredevilem” pisanym przez Franka Milera, rozwijając ją i przenosząc w nowe stulecie. Gdy seria ta wreszcie ukazała się na polskim rynku, trafiła na wyjątkowo podatny grunt. Dokładnie rok od momentu wydania jej pierwszego albumu do rąk czytelników trafiła już szósty opasły tom zbierający przygody odzianego w czerwień śmiałka. I podobnie jak w przypadku odsłon poprzednich, podobnie i tu poziom komiksu jest bardzo wysoki.

Batman. Rozbite miasto i inne opowieści – Brian Azzarello, Eduardo Risso

Noir w Gotham City

Marek Adamkiewicz

Gdy myślimy o wspólnej pracy Briana Azzarello i Eduardo Risso, przed oczami staje nam przede wszystkim cykl „100 naboi”. Ale stworzyli razem parę innych rzeczy. Swego czasu zainteresowali się także najpopularniejszym bohaterem DC Comics, Batmanem. Efekty tego przedsięwzięcia to kilka historii, spośród których największe uznanie zdobyła ta, od której omawiany album wziął swój tytuł. Mieliśmy już kiedyś okazję przeczytać go po polsku, jednak od jakiegoś czasu był dość trudno dostępny. Teraz, w ramach linii „DC Deluxe”, mamy okazję, by go sobie przypomnieć, a na dokładkę dostaliśmy wszystkie inne opowieści o Batmanie, które Azzarello i Risso stworzyli razem.

W całym tomie znajdziemy cztery osobne historie. Najdłuższa, „Rozbite miasto”, to typowy kryminał noir. Batman bada w niej zagadkę śmierci pewnej kobiety i stara się pomóc młodemu chłopcu, który stracił rodziców w napadzie. Kolejne tropy wiodą przez mroczne zakamarki Gotham, gdzie dochodzi bardzo mało światła, a ludzie są podli i działają tylko we własnym interesie. „Rycerz zemsty”, opowieść rozgrywająca się w alternatywnej rzeczywistości, prezentuje nam działania Thomasa Wayne'a jako Batmana. „Spadek” opowiada z kolei o zabójstwie pewnego milionera i stojącej za tym mrocznej motywacji jego rodziny, zaś „Blizny” traktują o konfrontacji z Zsaszem, psychopatycznym mordercą.

Wonder Woman. Tom 4. Godwatch – Bilquis Evely, Romulo Fajardo Jr.

Wonder Woman

Jagoda Wochlik

Wonder Woman jest jedną z najważniejszych bohaterek w historii komiksu. Nie tylko tego wychodzącego pod znakiem DC, ale komiksu w ogóle, jako ikona siły, walki o własne przekonania i feminizmu. To jedna z założycielek Ligi Sprawiedliwości. Może spokojnie mierzyć się z Supermanem i Batmanem. Należy się cieszyć, że w ostatnich latach postać ta wyraźnie przeżywa, nomen omen, odrodzenie. Otrzymała nawet swój solowy film, co dotąd nie udało się żadnej bohaterce. „Godwatch” jest czwartą odsłoną przygód Wonder Woman w ramach serii „DC Odrodzenie”.

W „Godwatch” Bilquis Evely i Romulo Fajardo prezentują krótki przekrój przez wiele lat bytności Wonder Woman na Ziemi. Zobaczymy więc, jak przekonuje ludzi do swoich idei, będziemy świadkami przemiany doktor Minerwy w Chitę, dowiemy się, jak to się stało, że córka doktor Cale została opanowana przez mściwych bogów i jak narodziła się Doktor Cyber.

„Godwatch” jest znacznie lepszym komiksem niż poprzednia odsłona serii,  naprawdę wciąga i angażuje czytelnika. Evely w doskonały sposób łączy wątki mitologiczne ze współczesnymi, sprawiając, że o dziwo, się nie gryzą. Stawia pytanie, jaką cenę człowiek musi zapłacić za zainteresowanie bogami. Czy jesteśmy tylko igraszką w ich rekach, czy też mamy jakiś realny wpływ na to, co nas spotyka? Z bóstwem konfrontują się w tej opowieści dwie śmiertelne kobiety – doktor Minerwa i doktor Cale. Ta pierwsza z własnej woli, druga natomiast zostaje wplątana w igraszki bogów. Czy dla którejkolwiek z nich skończy się to dobrze?

Oczywiście nie znajdziemy tu żadnych głębszych refleksji ani pogłębionych rysów postaci. Wszystko naszkicowane jest grubą kreską i obficie podlane sosem kilku bijatyk. To przyjemna popkornowa opowiastka do jednokrotnego przeczytania.

Rysunki okazują się jak zawsze świetne. Kadry są nieregularne. Niekiedy na stronie mieści się ich osiem, czasami tylko jeden. Większość z nich wypełniona jest ruchem, a  rysownik ani przez chwilę nie pozwala nam się nudzić. Również postaci zostały ukazane w sposób bardzo dynamiczny.

Strony