Subiektywnie

Władca wilków - Juraj Červenák

Czerwone oczy

Hubert Przybylski

Przyznać muszę, że „Władca wilków” Juraja Červenáka, mówiąc językiem fachowo-piłkarskim, trafił do grupy śmierci. A konkretnie, to do literacko-fantastycznej grupy śmierci. Kilka tygodni temu skończyłem czytać ostatnie części genialnej Malazańskiej Księgi Poległych Eriksona, przedwczoraj „Aparatus” Pilipiuka, a pomiędzy nimi przewinęło się co najmniej kilka świetnych tekstów, krótszych i dłuższych, które na dłużej zapadły mi w pamięć.

Więc kiedy sięgałem po pierwszy tom przygód Czarnego Rogana, moje nastawienie wobec niego było ździebko sceptyczne. Zwłaszcza, że to było moje pierwsze zetknięcie z prozą Červenáka i że moje dotychczasowe kontakty z fantasy w klimatach słowiańskich były, choć nieliczne, to przeważnie bardziej na „kaka be”, niż na „cacy cacy”. Ale cóż, od zawsze stosowałem metodę „zerowania literackiej skali”, czyli czytanie jakiegoś totalnego badziewa zaraz po czymś naprawdę dobrym, więc się za specjalnie ewentualnym „sparzeniem” słowacką fantasy nie przejąłem.

Pierwszą rzeczą, która mi rzuciła się w oczy, była okładka. Sorki, ale dla kogoś wychowanego na rojo- i vallejopodobnych ilustracjach, które można było podziwiać na większości wydawanej w naszym kraju fantasy (resztę stanowiły

Aparatus - Andrzej Pilipiuk

Imaginarium magistra Pilipiuka

Hubert Przybylski


Troszkę to trwało, zanim „Aparatus”, zbiór ośmiu „bezjakubowych” opowiadań Andrzeja Pilipiuka, trafił w moje ręce. Ale jak już trafił, to praktycznie z marszu go przeczytałem. I po raz kolejny, na lekturze utworów tego Autora się nie zawiodłem. Nawet mimo tego, że połowę opowiadań znałem już wcześniej.


Jak już wspomniałem, zbiór składa się z ośmiu opowiadań. Trzy z nich, to dziejące się na początku XX wieku przygody doktora Pawła Skórzewskiego. Kolejne trzy są umiejscowione współcześnie i opowiadają o perypetiach handlarza antykami i kolekcjonera -Roberta Storma. Ostatnie dwa są niezwiązanymi bohaterami historiami, których akcja rozgrywa się w czasie, lub tuż po II wojnie światowej.

Tradycyjnie już, oprócz ciekawej fabuły, Autor raczy nas sporą ilością wiedzy historycznej, przyrodniczej i technicznej. Dla kogoś wychowanego na powieściach Wiesława Wernica i Alfreda Szklarskiego, lektura tekstów z tego zbioru będzie jak cofnięcie się do czasów dzieciństwa. Zwłaszcza, że podobnie jak wspomniani Autorzy, Pilipiuk stroni od ukazywania bezmyślnej i niepotrzebnej przemocy, czy też używania wulgaryzmów. A jeśli ktoś jest miłośnikiem czytadeł pełnych „bluzgów,

Niemcy bronią się przed Polską... - Robert Citino

Obiektywnie patrząc…

Hubert Przybylski

Na samym wstępie wypada wspomnieć, że „Niemcy bronią się przed Polską. Ewolucja taktyki Blitzkriegu 1918 – 1933” Roberta M. Citino, jest opracowaniem szczególnym. Nie tylko ze względu na szczegółowość opisu problematyki, czy na pokrycie w dokumentacji historycznej. Nie, książek o historii militariów spełniających takie warunki znajdzie się na rynku całe mnóstwo. A to opracowanie wyróżnia się z tego „tłumu” tym, że jest absolutnie bezstronne. I z tego względu zdecydowałem, że moja recka tegoż opracowania nie skończy jako jedna z części „Poradnika dla początkującego autora-militarysty”, choć niewątpliwie opisy manewrów przeprowadzanych przez armie Niemiec i Polski mogłyby stanowić świetne źródło materiałów szkoleniowo-poglądowych dla takiego twórcy. Decyzja moja jest także spowodowana faktem, że ta książka skupia się równie mocno co na wojskowych, także na politycznych aspektach zagadnienia.

Uczta dusz -Celia S. Friedman

Drew Karpyshyn - Darth Bane: Droga zagłady

Drew Karpyshyn – Darth Bane: Droga Zagłady

Marek Adamkiewicz

Nie ukrywam, że jestem tego rodzaju czytelnikiem, dla którego przy lekturze bardzo ważna jest kwestia rozrywki. Często sięgam po takie książki, w których akcja toczy się szybko, a wydarzenia następują jedno po drugim, nie dając chwili na złapanie oddechu. Oczywiście, jeśli lektura jest bardziej refleksyjna i niesie ze sobą interesujące przemyślenia na ważkie tematy, broń boże nią nie pogardzę, jednak najczęściej wybieram czystą rozrywkę.

 Do takiej właśnie kategorii należy zaliczyć powieść Drew Karpyshyna. Jest to akcja i przygoda w najczystszej postaci. W końcu uniwersum Gwiezdnych Wojen zobowiązuje, nieprawdaż?

„Droga Zagłady” prezentuje czytelnikowi historię Dessela, młodego górnika z Apatrosa. Des w wyniku splotu różnych okoliczności opuszcza swoją rodzinną planetę, by udać się na Korriban, w celu odbycia szkolenia Sithów. Tam stopniowo zyskuje coraz większą potęgę i uświadamia sobie, że może stać się kimś naprawdę wielkim.

 

Powieść, której bohaterem byłby czarny charakter to swoisty ewenement w świecie Gwiezdnych Wojen. Do tej pory przedstawiane nam były głównie historie opowiadane tylko z jednego punktu widzenia. Nie mieliśmy okazji, by głębiej spojrzeć na wiele interesujących kwestii mitologii Sithów, ich wierzeń i zwyczajów. W końcu jednak czytelnik dostaje historię, dzięki której może samemu ocenić motywy Mrocznych Lordów, niejako „od kuchni”.

Przed lekturą obawiałem się nieco o jakość powieści, do jej napisania wybrano bowiem autora, znanego przede wszystkim z popełnienia nie cieszącej się dobrą opinią nowelizacji gry „Wrota Baldura II”. Karpyshyn jednak nie zawiódł. Umiejscowienie akcji w czasach starożytnych, na długo przed Rebelią i znanymi wszystkim wydarzeniami, mimo iż mogło wydawać się dosyć karkołomne, przyniosło wiele dobrego. Autor mógł pisać z większą swobodą, nie starając się na siłę dopasować przedstawianych wydarzeń do tych kanonicznych.

Okaleczony bóg. Kolanse - Steven Erikson

Coś się kończy…

Hubert Przybylski

Stało się. Ostatnie karty Malazańskiej Księgi Poległych za mną. Pożegnanie było niezwykle emocjonalne – była duma, było wzruszenie, był śmiech i były łzy… A dla Stevena Eriksona jest ogromny podziw i szacunek. Za to, że stworzył tak genialną opowieść, przy której spędziłem pewnie z setkę wieczorów i nocy.

Jeśli chodzi o to, co napisałem w moim omówieniu pierwszego tomu „Okaleczonego boga”, to sporo się sprawdziło. Prawie połowa drugiego tomu to bitwy. Walczą wszyscy, na różnych frontach, w różnych bitwach, o różne cele. I za każdym razem możemy stanąć razem z naszymi bohaterami w pierwszej linii i odczuwać to co oni. Strach, gniew, niepokój o towarzyszy broni, żal, determinację, gotowość do poświęcenia swojego życia. I rozpacz, którą odczuwają po stracie przyjaciół. A pomiędzy tymi wszystkimi bitwami będziemy razem z nimi maszerować, żartować przy obozowym ognisku, kłócić się i namiętnie kochać.

Wielkim talentem Eriksona jest to, że nigdy nie stworzył „płaskiej”, pozbawionej głębi postaci. Każdy z bohaterów z kart jego powieści ma swoją własną osobowość, swoje własne poglądy i każdy inaczej reaguje na to, co się dzieje wokół niego. I, co najważniejsze, wraz z upływem czasu i przeżytymi wydarzeniami każdy, na swój własny sposób, się zmienia. W „Okaleczonym Bogu. Kolanse”, Erikson doświadcza swoich bohaterów na skalę jeszcze większą niż uczestników marszu Sznura Psów Coltaine’a. Ale zarazem tym, którzy przetrwają, ofiaruje największą nagrodę – katharsis, odrodzenie nadziei na lepszą przyszłość i odkrycie tego, co w nich najlepsze.

Alkaloid - Aleksander Głowacki

Alkaloidowe szaleństwo

Bartłomiej Cembaluk

„Lalka” Bolesława Prusa była jedną z moich ulubionych lektur szkolnych, więc gdy usłyszałem o książce, będącej alternatywną wizją zawartych w niej wydarzeń stwierdziłem, że koniecznie muszę ją przeczytać. Tak oto zetknąłem się z „Alkaloidem” autorstwa Aleksandra Głowackiego, powieścią  z nieznanego wcześniej gatunku, ochrzczonego mianem chempunku.

Akcja książki podzielona jest na cztery części, a każda z nich przenosi nas do innego czasu i miejsca. Wszystko zaczyna się w Hong Kongu z końca XIX wieku, następnie odbywamy podróż przez Rosję i Polskę dwudziestego stulecia, aż w końcu docieramy do Skandynawii przyszłości, gdzie nie obowiązują już żadne podziały państwowe, a wszyscy ludzie są jednakowymi, pozbawionymi indywidualności osobnikami. Elementem wspólnym są niektórzy bohaterowie oraz stanowiąca oś wydarzeń alka. To wydobyty z bulwy Buszmena płyn, za pomocą którego świat całkowicie się zmienia. Ludzie nabierają niesamowitych umiejętności, takich jak możliwość przebywania w kilku miejscach naraz, czy też błyskawiczna regeneracja uszkodzonych tkanek, a także tworzą wynalazki, których działanie przeczy logice. Przykładem jest kopizator, umożliwiający produkowanie klonów wybranego przedmiotu, zwierzęcia, bądź osoby. Jest jednak i druga strona medalu, gdyż alka to silnie uzależniający narkotyk, którego odstawienie nawet na krótki okres może się skończyć śmiercią. Ten niezwykły ekstrakt to wreszcie mocna karta przetargowa w międzynarodowych rozgrywkach politycznych i biznesowych. Kto ma alkę, ma również władzę. A ma ją jej przypadkowy odkrywca - Stanisław Wokulski. Może bawić się w Pana tego świata, wpływając na decyzje innych przywódców, ustalając kierunek ich działań, a także wybierać zwycięzców wojen i rewolucji. Lecz wkrótce się przekonuje, że stracił nad tym wszystkim kontrolę i dając się ponieść alce stworzył potworne, totalitarne społeczeństwo. Będzie musiał podjąć próbę ratowania sytuacji i przywrócenia porządku.

Księżyc prawdopodobieństwa - Nancy Kress

Oby wasze ogrody wiecznie kwitły

Anna Klimasara

Bardzo chciałabym się mylić, ale odnoszę wrażenie, że wielu czytelników dość nieufnie podchodzi do fantastyki pisanej przez kobiety. Jak niesłuszne to obawy, udowadnia nam wydawnictwo Almaz drugim numerem SF, sięgając w nim po utwór uznanej już autorki, której nazwisko gwarantuje co najmniej przyzwoity poziom. A mowa tu o „Księżycu prawdopodobieństwa” Nancy Kress, otwierającym trylogię „Prawdopodobieństwo”.

Okładka nie jest przypadkowa, gdyż Nancy Kress zabiera nas w kosmos, w sam środek wojny ludzi z tajemniczymi Fallerami – niezwykle bojowniczą rasą, w przypadku której szanse na porozumienie i rozejm są naprawdę nikłe. Historia przedstawiona w powieści rozpoczyna się w chwili, gdy ludzie wysyłają z pozoru niewinną ekspedycję badawczą na planetę zwaną Światem, zamieszkałą przez rasę będącą całkowitym przeciwieństwem Fallerów. Światanie nie wiedzą, co to wojna, dlatego bez większych przeszkód zgadzają się gościć ziemskich naukowców, którzy przybyli badać ich kulturę. Jednakże ludzie – jak to często bywa – mają swoje ukryte cele. Interesuje ich sztuczny księżyc Świata, w którym widzą tajną broń, mającą zwiększyć ich szanse na zwycięstwo w wojnie z Fallerami.

Okaleczony bóg. Szklana pustynia - Steven Erikson

Finał finałów?

Hubert Przybylski

 Prawie dwanaście lat. Tyle upłynęło, odkąd po raz pierwszy zetknąłem się z Malazańską Księgą Poległych. Najbardziej epickim cyklem fantasy, jaki kiedykolwiek powstał. Cyklem, o którym już od jakiegoś czasu mówi się, że na nowo zdefiniował pojęcie militarnej fantasy (poprzednio mówiono tak o „Czarnej Kompanii” Cooka). Cyklem, który właśnie wielkimi krokami zmierza do swojego kresu.

Strony