Subiektywnie

Stroiciel ciszy - Wojciech Szyda

Na co komu autor?

Anna Klimasara

Trzeba przyznać, że lubimy szufladkować pisarzy, przez co wielu osobom Wojciech Szyda może się kojarzyć z tzw. fantastyką religijną. Tymczasem rozumienie tego pojęcia jest zazwyczaj (całkowicie niesłusznie) zawężane do obrazoburczych opowiastek, których celem nadrzędnym jest zaszokowanie czytelnika wizjami w możliwie najwymyślniejszy sposób wypaczającymi doktrynę chrześcijańską. Często zapomina się, że religia to coś więcej niż coniedzielne wizyty w kościele i pacierz przed snem. I właśnie tej bardziej kontemplacyjnej, refleksyjnej strony dotyka swoimi opowiadaniami Wojciech Szyda w „Stroicielu ciszy”, choć pierwszy tekst w zbiorze, „Raport łotrów” jeszcze na to nie wskazuje. Jest to rewriting opowieści biblijnej ze sprawnie wplecionym motywem podróży w czasie. Tekst dobry, ale według mnie najsłabszy w zestawie, zupełnie nie zapowiadający trzęsienia ziemi, które następuje potem.

Tytułowy „Stroiciel ciszy” zabiera nas w niezwykłą podróż w towarzystwie galaktycznego misjonarza, przewożącego statkiem kosmicznym bardzo szczególny ładunek – ludzkie grzechy. I choć opowiadanie przenosi nas w odległą przyszłość, tak naprawdę krytycznym okiem spogląda na naszą rzeczywistość z jej zubożeniem duchowym i nieustannym kryzysem wiary w jakiekolwiek wartości. Podobną wymowę, choć w diametralnie innym klimacie ma kolejny tekst – „Ciało i krew”. Z pustego, zimnego kosmosu „Stroiciela” trafiamy tu na rozpaloną słońcem pustynię, by szukać Świętego Graala nie gdzie indziej, a na wysypisku kielichów, w krainie, w której absolutnie niczego nie należy brać za pewnik.

Więzien układu - Alan Akab

Wiele pytań

Istvan Vizvary

Więzień układu Alana Akaba nie jest książką do łatwego, szybkiego czytania w kolejce na poczcie czy w zatłoczonym autobusie. Choć okładka sugeruje klasyczną space operę z obsadzonym w roli głównej aktorem dziecięcym, czytelnik zmierzy się z duszną, klaustrofobiczną wizją życia na stacji kosmicznej – ponurym świecie zamieszkanym przez pogrążonych w depresji ludzi. Co więcej, świat ów nie został przedstawiony z perspektywy prostego, przepełnionego dobrem i zachodnioeuropejską moralnością superbohatera czy, co równie częste ostatnio, everymena. Budujące znaczącą część treści rozważania i rozmyślania bohaterów podane są nam wprost, jak na tacy i zmuszają do wniknięcia głęboko w ich psychikę.

Nowa Fantastyka 11 (350) 2011

Strasznie bezbarwny 350 numer

Aleksander Kusz

Wydaje się, że listopadowy numer nowej Fantastyki redakcja potraktowała jako swoistą próbę czytelników. Jeśli ją przejdą, wszystko spokojnie przeczytają. Wprawdzie nie spodziewałem się fajerwerków, ale byłoby fajnie otrzymać rocznicowy numer, który byłby choć trochę lepszy niż pozostałe w roku. Jednak redakcja wymyśliła, że zrobi nam psikusa i dostaliśmy jubileuszony numer dość marnej jakości.

Najlepsze w numerze są miniatury literackie Grzegorza Janusza (to takie określenie Macieja Parowskiego na szorty). To powinno wystarczyć za komentarz.

W środku znajdziemy wkładkę, fragment Tańca ze smokami G.R.R. Martina - bez komentarza.

Dział publicystyki składa się z przeciętnych artykułów i bardzo dobrych felietonów.

Science Fiction Fantasy i Horror 11 (73) 2011

Więcej nie znaczy lepiej

Aleksander Kusz


Znowu jestem spóźniony, ostatnio często mi się to zdarza. Z następnym numerem będzie już inaczej, całkiem inaczej, ale jak? Zobaczycie sami.

W listopadowym numerze SFFiH znajdujemy aż osiem opowiadań (aż w porównaniu z poprzednim numerem w którym były tylko cztery) i cztery felietony (też aż w porównaniu ostatnich numerów z trzema felietonami).

 

Granatowa załoga - Wincenty Cygan

Przeciw wszystkim

Sławomir Szlachciński

            Dziś mam przyjemność podzielenia się wrażeniami z lektury kolejnej pozycji wydanej przez Oficynę Wydawniczą FINNA. Prezentowana książka pojawiła się w ramach ‘Serii z kotwiczką’, serii prezentującej morską historię wojenną. Granatowa załoga Wincentego Cygana to wspomnienia polskiego marynarza służącego na pokładach okrętów Rzeczypospolitej w czasie drugiej wojny światowej.

            Wincenty Cygan urodził się w Bieszczadach, we wsi nieopodal Ustrzyk Dolnych w 1917 roku. W roku 1937, kierowany głodem przygody i sytuacją materialną, zgłosił się na ochotnika do polskiej Marynarki Wojennej. Szkolenia odbył na pokładach ORP Mazur i ORP Bałtyk. Jako członek załóg ORP Błyskawica, ORP Piorun i ORP Dragon brał udział w drugowojennych zmaganiach na wielu frontach. Po wojnie osiadł w Szkocji, by pod koniec życia wrócić do Polski. Zmarł w 1998r.

            Recenzowana pozycja składa się z dwóch autonomicznych części. Pierwsza z nich, będąca zasadniczym elementem książki, to Granatowa załoga. Na pierwszych stronach zastajemy autora na pokładzie ORP Błyskawica, w przeddzień wybuchu wojny. Chwilę później, w ramach operacji ‘Peking” niszczyciel udaje się do Wielkiej Brytanii. Następnie wraz z Cyganem przeżywamy wydarzenia związane z jego służbą na kolejnych okrętach - konwoje atlantyckie i śródziemnomorskie, kampania norweska, inwazja w Normandii, wiele drobniejszych akcji. Opowieść kończy się w momencie zejścia na angielską ziemię w Plymouth, po wyokrętowaniu z ciężko uszkodzonego niemiecką żywą torpedą krążownika ORP Dragon.

Grillbar Galaktyka - Maja Lidia Kossakowska

Ko(s)miczne gotowanie

Bartłomiej Cembaluk


Maja Lidia Kossakowska jest autorką, która lubi zmieniać style i gatunki, dotykać różnorodnej tematyki. Na swoim koncie ma już m.in. cykl anielski, powieść opartą na mitologii jakuckiej czy też dylogię w klimacie postapo. Tym razem postanowiła przenieść się do kosmosu i napisać space operę, a nawet gastro space operę. Pomysł dość szalony. A jak jest z wykonaniem? Czy „Grillbar Galaktyka” dorównuje wcześniejszym utworom pisarki, czy jest tylko niechlubnym epizodem w jej karierze?

Głównym bohaterem tej powieści jest Hermoso Madrid Iven, szef kuchni ekskluzywnej restauracji „Płacząca Kometa”. Choć jest to praca ciężka i wymagająca poświęceń, Herm ani myśli narzekać, ponieważ w ten sposób realizuje swoje największe marzenie. Jednak w pewnym momencie wszystko zaczyna się komplikować: w niewyjaśnionych okolicznościach znika część pracowników, gdzieś w magazynie zalęga się niebezpieczny szkodnik, a unijny urzędnik wraz z nową menadżer restauracji próbują wcisnąć do menu niezjadliwą, ale (ich zdaniem) ekologiczną papkę. Wydaję się, że gorzej być już nie może. Duży błąd! Podczas poufnego spotkania z wpływowym politykiem, otruty zostaje boss mafii, a wszelkie podejrzenia padają na Ivena. Kucharzowi nie pozostaje nic innego, jak tylko ucieczka w nieznane. W tym momencie rozpoczyna się podróż jego życia. Podróż, podczas której odwiedzi niezwykłe planety i pozna ich dziwacznych mieszkańców, zdobędzie nowe przepisy kulinarne, aż wreszcie, odkryje źródło intrygi, w którą został wplątany i postanowi oczyścić się z zarzutów.

Kossakowska przyzwyczaiła mnie w swoich książkach do analizy problemów i stawiania trudnych pytań, tymczasem tutaj dostaję lekką humoreskę, pełną gagów i dowcipów, której akcja toczy się z zawrotną prędkością. Nie oznacza to jednak, że autorka nie ukryła w niej żadnej głębszej myśli. „Grillbar...” jest bowiem satyrą socjopolityczną, obnażającą i krytykującą wady organizacji i związków międzynarodowych, a także pokazującą, jak absurdalne bywają prawa ustanawiane przez ich przywódców. Zwraca również uwagę na niebezpieczeństwa, jakie niosą ze

Strasznie mi się podobasz - Antologia

Fabryczne specjały od sześciorga kucharzy

Marek Adamkiewicz

Poza wydawaniem pełnoprawnych powieści Fabryka Słów ma chwalebny zwyczaj raczenia czytelnika przeróżnymi antologiami. Bywa, że w nasze ręce trafi zbiór autorstwa zagranicznych tuzów, innym razem mamy okazję zapoznać się z dziełami rodzimych twórców. Zdarzają się także zbiory tematyczne. Mieliśmy już do czynienia m.in. z aniołami, demonami, fantastyką humorystyczną czy tematyką czasu. Tym razem zaserwowany zostaje nam zestaw opowiadań uznanych polskich autorów, a tekstów zawartych w tomie nie wiąże ze sobą żaden motyw przewodni. Więcej - opowiadania reprezentują różne rejony fantastyki. Czy taka koncepcja zbioru „strasznie nam się spodoba”?

Podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy. Parafrazując to znane powiedzenie, podobnie jest z omawianą antologią - perełki czekają nas nie na samym początku, ale na kolejnych stronach. Pierwszy tekst bowiem nie pozostawia po sobie najlepszego wrażenia. A jest to o tyle zaskakujące, że „na dzień dobry” dostajemy opowiadanie Andrzeja Pilipiuka, konia pociągowego Fabryki Słów, autora niezwykle popularnego i poczytnego. Cóż z tego, skoro utwór o alternatywnym świecie, w którym Adolf Hitler nie jest wielkim przywódcą, ale zwykłym malarzem, próbującym pod żydowską okupacją związać koniec z końcem; po prostu męczy. Autorowi trzeba przyznać, że słowem operuje naprawdę dobrze, lata praktyki robią w końcu swoje, jednak wymuszony humor, nieciekawi bohaterowie i przewidywalna intryga czynią „Wunderwaffe” tekstem łatwo wypadającym z pamięci.

Kolejnym opowiadaniem jest „Wędrowiec” Dariusza Domagalskiego. Ta opowieść science-fiction z elementami grozy znacząco podnosi ocenę zbioru i jest jednym z jego najmocniejszych punktów. Autorowi udało się stworzyć historię interesującą, podszytą delikatnym niepokojem i mimo powielania pewnych schematów - naprawdę świeżą. Dużą zaletą „Wędrowca” jest umiejętne wykorzystanie motywów religijnych i odwrócenie postrzegania pewnych elementów mitologii chrześcijańskiej. Domagalski wyrasta

Krążownik Kormoran - Theodor Detmers


Rok na morzu

Sławomir Szlachciński

 

Historią wojen morskich fascynuję się niemal od zawsze. Naturalną koleją rzeczy pozycje prezentowane przez wydawnictwo FINNA weszły w zakres mojego zainteresowania. Liczne lektury utwierdziły we mnie wrażenie dużej rzetelności i solidności propozycji oferowanych przez tę oficynę. Tym razem w moje ręce dostała się książka Theodora Detmersa – Krążownik Kormoran, wydana w kultowej „Serii z kotwiczką”.

Krążownik HSK Kormoran był krążownikiem pomocniczym prowadzącym działania rajderskie w czasie drugiej wojny światowej. Występując pod wieloma banderami i różnymi nazwami (uśmiech na twarz przywołuje Wiaczesław Mołotow), wykorzystując kamuflaż statku handlowego atakował z zaskoczenia jednostki państw alianckich. W czasie swej niemal rocznej służby zatopił lub zdobył 11 statków oraz zatopił jeden okręt wojenny - HMAS Sydney. Walka z australijskim krążownikiem była jego ostatnią, uszkodzenia otrzymane w czasie tego starcia spowodowały zatonięcie Kormorana i koniec korsarskiej kariery. Pojedynek tych dwóch okrętów jest jedną ze słynniejszych morskich historii drugiej wojny światowej. Tajemnice i kontrowersje dotyczące tego wydarzenia do dziś nie zostały do końca wyjaśnione i wciąż wzbudzają emocje. Dzięki książce Detmersa przeżywamy ten pojedynek sekunda po sekundzie zagryzając palce z podniecenia.

Nowa Fantastyka 10(349)2011

Wielka niewiadoma

Aleksander Kusz

Wielka niewiadoma, bo październikowy numer Nowej Fantastyki przeczytałem tak z dwa miesiące temu, niewiele pamiętam, będę się oczywiście posiłkował numerem, ale sami wiecie, w tym wieku pamięć już nie ta, zdrowie takie sobie, itd.

W środku fragment najnowszej powieści Konrada T. Lewandowskiego Diabłu ogarek. Czarna wierzba, omówionej już na szortalu przez Sławka. Nie czytam fragmentów powieści, tutaj nie zrobiłem wyjątku.

W Nowej Fantastyce mamy inny układ niż w Science Fiction Fantasy i Horror, najpierw jest publicystyka, więc i od niej zaczniemy. Dobre artykuły Wojciecha Chmielarza, Adama Rottera, duetu Agnieszka Haska & Jerzy Stachowicz i Michała R. Wiśniewskiego. Nie ma szału, ale to po prostu artykuły na zadane tematy, przeczytać, trochę pomyśleć, czasami się uśmiechnąć. Jest dobrze.

W felietonach zmiana, doszedł Rafał Kosik, rozpoczął dobrym, dającym do myślenia felietonem na temat wszechogarniającego nas monitoringu, myślę, że jest to dobry pomysł, żeby Rafała wciągnąć do pisania felietonów. Zauważam chwilowy brak Jakuba Ćwieka i jakoś mi to nie przeszkadza. Peter Watts zmazuje plamę po pierwszym, słabym felietonie, Łukasz Orbitowski jak zwykle zachęcił mnie do obejrzenia opisywanego filmu. Jest jeszcze lepiej.

Opowiadania polskie otwiera zdobywca pierwszego miejsca w konkursie literackim „Władcy snów” Jak lustra Andrzeja Radomskiego. Ostatnimi czasy z dużą dozą niepewności podchodzę do laureatów różnych konkursów, bo zazwyczaj okazywało się to słabsze niż myślałem, tutaj mamy stany średnie, dobrze skomponowane opowiadanie fantasy. Ostatnie słowo wszystko powinno powiedzieć: fantasy.

Dalej mamy opowiadanie Bezimienna spółki anonimowych autorów ze stajni Fabryki Słów pod pseudonimem A.H. Skagestad. Czemu anonimowych? Pewnie się kiedyś dowiemy kto zacz i dlaczego tak. Opowiadanie dobrze napisane, z pomysłem, ale po czasie musiałem sobie przypominać o czym było, to też o czymś świadczy.

Science Fiction Fantasy i Horror 10(72)2011

Nie okładka zdobi czasopismo

Aleksander Kusz

Mam straszne zaległości, czytam normalnie, ale nie omawiam. Albo mi się nie chce, albo mam przemyślenia, że może nie powinienem. Doszedłem w końcu do wniosku, że mogę, spokojnie, nikomu krzywdy nie robię. Będę więc nadganiać zaległości, a zebrało się tego dużo. Z tej racji, że nie wyrobię z czasem przy dłuższym omawianiu, do tego co przeczytałem do dzisiaj, napiszę tylko krótkie notki, impresje, przemyślenia. Zaczynam od zaległego, październikowego numeru Science Fiction Fantasy i Horror. Numer objętościowo taki sam jak poprzednie, ale w środku ilościowe zmniejszenie, tylko 4 opowiadania i 3 felietony.
Na początek okładka, niesamowicie badziewna, kiczowata i co tylko jeszcze można wymyślić złego. Wiem, ze gra, wiem, że trzeba zarabiać, ale przecież można inaczej, co pokazuje okładka następnego numeru. Masakra, po prostu masakra.
W prozie miałem oczekiwania, przemyślenia, tak dwa do dwóch. Oczekiwałem dwóch świetnych, bardzo dobrych opowiadań i dwóch słabych. Co z tego wyszło, zaraz przeczytacie.
Zaczynam od opowiadania, a właściwie noweli Andrzeja Ziemiańskiego – A jeśli to ja jestem Bogiem? I właściwie nie ma co pisać, bardzo lubię opowiadania tego autora. Zbiór Zapach szkła uważam za jeden z lepszych na polskim rynku. Ziemiański umie pisać krótką formę, co widać i w tym opowiadaniu. Dobry pomysł, bardzo dobre wykonanie, co wychodzi podczas czytania, nie zauważyłem kiedy minęło te 30 stron. Wciągnęło mnie, nie pochłonęło, bez przesady, ale jest to bardzo dobra, rzemieślnicza robota, bez żadnych aluzji do rzemiosła. Jeżeli można, to skoro Ziemiański wrócił do pisania, to ja proszę o więcej.
Następnie mamy krótkie opowiadanie Michała Cholewy, Nauka w służbie… Tutaj zaskoczenie, Cholewę znałem ze słabego szorta z Nowej Fantastyki, więc nie spodziewałem, się za dużo, to miał być tylko przerywnik pomiędzy opowiadaniami Ziemiańskiego i Błotnego. Niedobre miałem podejście, niedobre, bo okazało się fajnym opowiadaniem, miłym, zabawnym, inteligentnym. Duża pochwała dla Michała. Zwłaszcza, że chłopak ze Śląska.
Jarosław Błotny to mój

Strony