Subiektywnie

Nowa Fantastyka 2 (365) 2013

Umarł król, niech żyje król

Sławomir Szlachciński

Kończy się pewna epoka, Maciej Parowski ustępuje miejsca na poletku literatury polskiej. Próba podsumowania jego zasług w kilku zdaniach mija się z celem, wszak to epoka. Cóż, cześć i dzięki za ryby. Pewnie jak my wszyscy, z zainteresowaniem będę się przyglądał działaniom jego następcy na tym zaszczytnym stołku. Naturalnie, życzę Michałowi samych sukcesów. Plus jednej czy dwóch porażek dla zachowania zdrowia psychicznego. No dobra, skoro formalności mamy załatwione, zajrzyjmy do wnętrza.

Numer otwiera bardzo dobre opowiadanie Bernadety Prandzioch, Ceną będzie samotność. Pomysł jest skromny acz smaczny, fabularne rozwinięcie raczej ascetyczne, jednak to wszystko jest niezbyt istotne, jako że ładunek emocjonalny zawarty pomiędzy wierszami nosi znamiona rzadko spotykanej urody. Nieporuszonym pozostanie jedynie czytelnik o empatii drewnianego kloca.

Brighella Ciećwierza miewa swoje wzloty i upadki, niemniej zazwyczaj udaje się autorowi utrzymać pewien przyzwoity poziom. Nie inaczej jest tym razem. Non serviam jest opowiadaniem odrobinę zagmatwanym znaczeniowo. Niedopowiedziana metafizyka w pomieszaniu z bardziej przyziemną etyką dają wydawałoby się pewną głębię, która jednakowoż przypomina głębię oceanu zaraz za burtą wycieczkowca. Jako pasażer patrzysz w mętne fale i tak naprawdę nie wiesz czy to dziesięć metrów czy dziesięć tysięcy. Przynajmniej ja nie wiem.

Po dwóch bardzo poważnych w nastroju opowiadaniach, dla rozluźnienia otrzymujemy sympatyczną opowiastkę Macieja Musialika, Rzeźbiarze światła. Zwarta, zgrabna, bez udziwnień, z rzetelnym pomysłem. Niby nic wielkiego ale czyta się z dużą przyjemnością. Od dziś odrobinę inaczej będę patrzył na piękne kobiety w windzie. Nie wiem czy dziękować autorowi czy złorzeczyć.

Ogień - Łukasz Orbitowski

Hubert Stelmach

Łukasz Orbitowski jak zwykle zaskakuje i nie boi się eksperymentów. Jego najnowsza książka ("Ogień"), która ukazała się w serii "Zwrotnice Czasu", nie jest powieścią - autor zdecydował się na dramat. Na początku wywoływało to u mnie pewien sceptycyzm, jednak po lekturze doszedłem do wniosku, że ta historia wymagała właśnie takiej formy.

Artur, Piotrek i Basia wynajęli na weekend górską chatkę. Chcą się dogadać po śmierci ojca, który w testamencie zostawił niezbyt przyjemną niespodziankę. Sytuacja robi się niepokojąca, gdy spotykają markotnego górala i dziwnie milczącego żołnierza. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej w momencie znalezienia pamiętnika Józefa Kurasia, pseudonim "Ogień" - legendy Podhala działającej w antykomunistycznym podziemiu - dla jednych bohatera, dla innych bandyty.

Zaczyna się zwyczajnie, wręcz sztampowo. Wycieczka do lasu, dziwne wydarzenia, duchy - Orbitowski zgrabnie żongluje motywami typowymi dla popularnego horroru. Jednak gdy do głosu dochodzą wątki historyczne, wspomniany już "Ogień", całość staje się dużo mniej oczywista. Atmosfera robi się gęsta i duszna, co forma dramatu idealnie podkreśla. Bohaterowie, pomimo, że jest ich niewielu, tworzą mocno skontrastowane pary. Takie postawienie obok  siebie przeciwieństw sprawia, że dialogi, a nawet drobne gesty trzymają cały czas w napięciu. Czytelnik nie wie, kiedy i czy w ogóle taka mieszanka wybuchnie.

Jednak o sile "Ognia" nie stanowią ciekawe postaci, ani intrygująca fabuła. Najciekawsze jest to, co "poza" dramatem, przez co książka nie jest łatwa w odbiorze. Cały czas mamy do czynienia z dwiema przeplatającymi się płaszczyznami, które zdają się walczyć o pierwszeństwo i uwagę czytelnika. Współczesność i przeszłość mieszają się ze sobą i wykazują pewne analogie. Autor rozważa wiele pytań stawianych przez historiozofię. Co wpływa na dzieje? Czy istnieje cykliczność? Może za wszystkim stoi jakaś nienazwana siła, która wpływa na ludzkie postępki? Orbitowski nawet nie próbuje znaleźć konkretnej odpowiedzi i zostawia czytelnika z wieloma możliwymi interpretacjami.

Pozaświatowcy. Świat bez bohaterów - Brandon Mull

Nastoletni herosi

Bartłomiej Cembaluk


Brandon Mull jest w Polsce znany głównie z cyklu książek fantasy dla dzieci pod tytułem „Baśniobór”. Niebawem na naszym rynku pojawi się kolejna jego powieść - „Świat bez bohaterów”, otwierająca trylogię o Pozaświatowcach. Tym razem również jest to dzieło przeznaczone raczej dla młodszych czytelników i choć ja już niespecjalnie pasuję do tego targetu, to postanowiłem się z nim zapoznać i zobaczyć co z tego spotkania wyniknie.

Jason jest trzynastoletnim chłopcem mieszkającym w stanie Kolorado, któremu dni upływają na nauce, grze w baseball i pracy wolontariusza w miejscowym ogrodzie zoologicznym. Pewnego dnia jego spokojne życie całkowicie się zmienia, kiedy przypadkowo zostaje połknięty przez hipopotama i za sprawą umieszczonego w nim portalu trafia do dziwnego świata o nazwie Lyrian. Próbuje jak najszybciej odnaleźć drogę powrotną do domu, ale przez swoją ciekawość i przekorę wplątuję się w misję ratowania tajemniczej krainy, rządzonej przez potężnego czarnoksiężnika Maldora. Zadanie polega na znalezieniu sześciu sylab magicznego słowa, które ma moc zniszczenia okrutnego cesarza. Jasonowi w podróży towarzyszy inna mieszkanka Ziemi – Rachel, tak jak on znajdująca się w Lyrianie wbrew własnej woli.

Dość niezwykły sposób w jaki główny bohater dostał się do zupełnie obcego świata wzbudził we mnie skojarzenia z „Opowieściami z Narni”, czy też z „Alicją w krainie czarów”. Lyrian jest jednak trochę innym miejscem, które różni się od naszej rzeczywistości nieco odmienną fauną i florą, a także postępem technologicznym, znajdującym się mniej więcej na etapie średniowiecza. Nie można także zapomnieć o wszechobecnej w nim magii, która przyczyniła się m.in. do powstania niezwykłych humanoidalnych ras, takich jak rozsadnicy i lud Amar Kabal. Ci pierwsi potrafią rozczłonkowywać swoje ciało i składać je z powrotem, natomiast drudzy wyrastają z ziarna, które zapewnia im możliwość odrodzenia się po śmierci. Na tym niestety kończą się krajoznawcze ciekawostki, ponieważ autor jest bardzo oszczędny w opisywaniu stworzonego przez siebie świata.

Honor Legionu - Andrzej Sawicki

Ratując honor...

Hubert Przybylski


W przeciwieństwie do średniowiecza, tudzież szesnastego i siedemnastego wieku, epoka napoleońska, jako tło powieści awanturniczo-przygodowej, nigdy nie była jakoś specjalnie popularna wśród naszych rodzimych pisarzy. Nawet nie wiem, czy dałoby się zebrać choć ze dwadzieścia - trzydzieści powieści, których akcja działaby się w tych właśnie czasach i poza tymi kilkoma, które napisał Wacław Gąsiorowski, pozostałe są praktycznie rzecz biorąc tylko jednorazowymi "wyskokami" różnych autorów. Co gorsza, większość z tych powieści to w gruncie rzeczy nie jest wcale literatura awanturniczo-przygodowa, tylko, tak jak utwory wspomnianego Gąsiorowskiego, czystej wody romansidła (bleh!). Na szczęście pojawił się Autor, który dostrzegł tę jawną niesprawiedliwość dziejową i próbuje ją naprawić. Tym Autorem jest Andrzej Sawicki, którego najnowsza powieść, "Honor Legionu", ma za kilka tygodni ujrzeć światło dzienne.

Akcja "Honoru Legionu" dzieje się w grudniu 1797 roku, kiedy to Legiony Dąbrowskiego wzięły udział w podboju Państwa Kościelnego. Bohaterem powieści jest kapral-furier Kazimierz Lux, siedemnastoletni ochotnik z Warszawy, który Boga, honor i Ojczyznę ma gdzieś (domyślnie - "indziej") i służbę w Legionach (w kwatermistrzostwie) traktuje tylko jako drogę do zdobycia majątku i finansowego ustawienia się na resztę życia. Niestety, przewrotny los niezbyt mu w osiągnięciu tego celu sprzyja, toteż Lux co chwila wplątuje się w jakąś kabałę, a wychodzi z nich cało tylko po to, żeby za momencik wpakować się w jeszcze większe kłopoty. Szpiedzy Królestwa Neapolu, masoni, bandyci, mordercy, truciciele, zdrajcy i najgorsi z nich - wredni przełożeni - wszyscy oni tylko czekają, żeby uprzykrzyć życie naszego dzielnego młodziana.

Śniąc o potędze - Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz

Alternatywnie alternatywna alternatywa antologii?

Hubert Przybylski


Dużo wody musiało upłynąć, zanim pojawił się ktoś, kto zechciał pociągnąć zaczętą przez Juliana Tuwima i kontynuowaną potem przez Stefana Otcetena trudną i żmudną robotę odkrywania przed czytelnikami na nowo starych rodzimych utworów fantastycznych. Te osoby, to Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz, którzy tę starą, polską fantastykę wspominali na łamach "Nowej Fantastyki". A niedawno, w wydawanej przez Narodowe Centrum Kultury serii Zwrotnice Czasu, ukazała się ich wspólna książka, w której owe wspominki są kontynuowane - "Śniąc o potędze".

Książka podzielona jest na siedem części podporządkowanych konkretnemu trendowi, tematyce, wokół której krążyła fabuła, czy też myśl przewodnia wspominanych tekstów. I tak, mamy część poświęconą problemowi walki o niepodległość, mamy zagrożenia ze strony ludów azjatyckich, są części o naszych zapędach mocarstwowych czy kolonialnych oraz o wojnie totalnej, różnego rodzaju apokalipsach i życiu po nich. W każdej z tych części pojawiają się po trzy (jedynie w ostatniej są dwa) fragmenty utworów, w większości zapomnianych już dzisiaj autorów. Choć są też i tacy, jak Bolesław Prus (Aleksander Głowacki), czy Antonii Słonimski, których zna
chyba każdy.

Ale "Śniąc o potędze" to nie tylko zbiór tekstów fantastycznych z pierwszej połowy XX wieku. Haska i Stachowicz swoją książkę obdarzyli także obszernym wstępem i omówieniami trendów, którym przyporządkowane są jej poszczególne części, oraz zamieszczonych w niej utworów. Całość dopełnia posłowie pióra Pawła Dunina-Wąsowicza.

Wbrew pozorom, to właśnie ta analityczna część książki jest jej najmocniejszą stroną. Podziw budzi we mnie nie tylko ogrom pracy, jaki w "Śniąc o potędze" musieli włożyć jej Autorzy, ale także to, że udało im się przedstawić wyniki tej pracy w tak ciekawy sposób. Dodatkowym atutem jest aktualność poruszanych w książce tematów, gdyż wszystkie omówione w niej motywy przewodnie są we współczesnej polskiej fantastyce równie aktualne i popularne, jak było to prawie sto lat temu.

Wallenrod - Marcin Wolski

Wallenrod była kobietą?

Hubert Przybylski


Od jakiegoś czasu coraz popularniejszym staje się pogląd części historyków, którzy stawiają tezę, że w końcówce lat 30-tych XX wieku Polska, zamiast decydować się na współpracę gospodarczą, militarną i polityczną z Francją i Wielką Brytanią, powinna była zawrzeć pakt sojuszniczy z Trzecią Rzeszą i razem z nią zaatakować Sowietów. Dzięki temu uniknęlibyśmy klęski wrześniowej i tego wszystkiego, co nas później spotkało. Teoria ta zdaje się zyskiwać coraz więcej sympatyków i dziwnym nie jest, że znalazła swój oddźwięk także wśród pisarzy. Najlepszym tego przykładem jest "Wallenrod" Marcina Wolskiego.

Główną bohaterką powieści jest Halina Szymańska z domu Silberstein (jej ojciec jest Żydem, a matka Polką), która w 1931 roku podejmuje pracę w II Oddziale Sztabu Generalnego (wywiad i kontrwywiad), aby w kilka lat później, jako Helena Wichmann, zostać szpiegiem działającym na terenie najpierw USA, a później Niemiec. Dzięki swojej inteligencji, fenomenalnej pamięci i wielu innym przymiotom rozumu, duszy i ciała powoli pnie się po szczeblach kariery, aby w końcu znaleźć się w najbliższym otoczeniu Hitlera i tym samym, w nabierającej rozpędu wielkiej grze o wszystko pomiędzy Trzecią Rzeszą a Polską, stać się prawdziwym asem w rękawie Rzeczpospolitej.

Autor nie poprzestaje jednak wyłącznie na sensacyjno-obyczajowej warstwie przygód naszej dzielnej Haliny/Heleny. Jej wątek co chwila przeplata się z drugim najważniejszym wątkiem powieści - alternatywną historią świata, która w powieści wyrasta do rangi równorzędnej głównej bohaterki. Wolski zdecydował się na "przestawienie zwrotnic czasu" w 1930 roku, kiedy to za namową swoich najbliższych współpracowników Marszałek Piłsudski poddaje się tajemniczej kuracji równie tajemniczego francuskiego doktora Vallbonnea, dzięki czemu nie umiera w 1935 roku, tylko z nową energią zabiera się za rządzenie Polską. Skutki tego dają się zauważyć natychmiast - wiecznie skłóceni politycy zostają "wzięci za mordę", a Polska, zamiast pogrążać się w politycznym chaosie, rozwija się w ekspresowym tempie.

Gracze - Renata Chaczko

Paulina Kuchta

Ostatnio na rynku wydawniczym można zauważyć wzrost zainteresowania powieściami erotycznymi. Po sukcesie 50 twarzy Greya E. L. James, która do dziś nie schodzi z list bestsellerów, jeszcze nie raz przyjdzie nam zetknąć się z tego typu literaturą. Do tego gatunku zaliczyć można również Graczy. Do lektury tej książki podeszłam bardzo sceptycznie. Daleko mi do bycia fanką literatury erotycznej i początkowo myślałam o tej książce jak o blogerskim erotyku. Spodziewałam się, że lektura Graczy będzie drogą przez mękę i może to nastawienie sprawiło, że właściwie to miło się rozczarowałam.

Książka jest podzielona na osiem rozdziałów, a każdy przedstawia historię jednej z osób, tytułowych Graczy, których łączy jeden rekwizyt – zapalniczka z nazwą holenderskiego klubu „PLAYERS”. Co otrzymują tytułowi Gracze? Zamiast miłości - seks, zamiast bliskości -  pożądanie, a mając tysiąc znajomych na facebooku samotność. Niektórzy z nich pozostają w związkach, ale tak naprawdę każdy jest samotny, zagubiony, a upijanie się na imprezie i przygodny seks traktują jak wypełnienie pustki spowodowanej brakiem akceptacji i miłości.

Marta to niezadowolona z życia samotna trzydziestolatka pracująca w PR, nie stroniąca od alkoholu i przygodnego seksu. Piotr to zadufany w sobie aktor. Uważa się za gwiazdę stworzoną do wyższych celów, reszta to plebs i wazeliniarze. Czuje się jak gracz, który wygra wszystko. Felicja męczy się w nieszczęśliwym związku z Markiem. Chce dać  im szansę, ale gdy dowiaduje się bolesnej prawdy, wie że to nie ma już sensu. Dalej poznajemy losy Sylwii, Pawła, Wiktorii i Dominika, które splatają się ze sobą, a czytelnika prowadzą do tragicznego w skutkach finału.

Długa Ziemia - Terry Pratchett i Stephen Baxter

Alternatywna kolonizacja

Hubert Przybylski


Terry Pratchett i Stephen Baxter. Taki oto pisarski duet stoi za niedawno wydaną przez wydawnictwo Prószyński i S-ka powieścią pt. "Długa Ziemia". Ten pierwszy, to pisarz-legenda, a jego twórczości i osiągnięć przedstawiać chyba nie trzeba. Z kolei Baxter jest nieco mniej znanym pisarzem (przynajmniej w Polsce), ale i jego dorobek jest niemały i znaczący, przez co autor ma dość wysoką pozycję na wydawniczym rynku. Zresztą, gdyby było inaczej, to ani Arthur C. Clarke nie chciałby z nim współpracować (a napisali razem cztery książki), ani jako jedyny pisarz na świecie nie dostałby błogosławieństwa na napisanie kontynuacji "Wehikułu czasu" Wellsa. Powiedzcie sami, czy w takich "okolicznościach przyrody" można by się było po "Długiej Ziemi" spodziewać czegoś na poziomie niższym niż bardzo dobry?

Książka opowiada o tym, jak to pewnego dnia ludzkość odkrywa, że nasza Ziemia jest jedną z nieskończonej liczby alternatywnych Ziem, których łańcuch tworzy Długą Ziemię i że przy pomocy bardzo prostego urządzenia, nazwanego krokerem, można pomiędzy nimi podróżować. Wydawać by się mogło, że dla ludzkości oznacza to same błogosławieństwa. Problem przeludnienia? Rozwiązany. Problem odwiecznych konfliktów kulturowych czy religijnych? Rozwiązany. Kurczące się zasoby surowców? Od dziś są nieskończonymi zasobami surowców. Normalna zdrowa sielanka. Tyle, że wkrótce się okazuje, że nieskończone zasoby surowców to przekleństwo dla ekonomii. Mało tego - nie wszyscy mogą pomiędzy Ziemiami podróżować, a z tych co mogą, większość musi taką podróż odchorować. I co gorsza, są też tacy, którzy do podróżowania nie potrzebują krokera. I właśnie jednym z tych ostatnich jest bohater powieści, Joshua Valienté, który na pokładzie eksperymentalnego, sterowanego przez sztuczną inteligencję o imieniu Lobsang sterowca rusza na ekspedycję wzdłuż łańcucha alternatywnych Ziem.

Córka Żelaznego Smoka. Smoki Babel - Michael Swanwick

Marek Adamkiewicz

Czy w temacie, wydawałoby się klasycznym i ogranym aż do bólu, można powiedzieć coś ponad to, co zostało już do tej pory przedstawione? Wyjść poza ramy gatunku i dać czytelnikowi coś więcej, dzięki czemu powieść, którą bierze do ręki, zostanie mu w głowie na długo? Zapewne tak, częściowo nawet dzieje się tak w omawianych niżej powieściach. W pewnych elementach Swanwick zaskakuje świeżością i pokazuje znane już motywy w innej postaci. Jednak tak kolorowo nie jest niestety cały czas.

W wydanym przez MAGA tomie znalazło się miejsce aż dla dwóch powieści. Obie łączy świat, w którym rozgrywa się akcja, obie mają także pewne wspólne fabularne rysy. „Córka Żelaznego Smoka” opowiada historię Jane, młodego podrzutka, która dorasta w zindustrializowanym świecie. Jej domem jest fabryka mechanicznych smoków, gdzie powstają elementy wielkich, półmechanicznych bestii. Dziewczyna przypadkiem trafia na prawie-że-wrak jednego z nich, jednak smok okazuje się być całkiem sprawny. Pojawia się szansa, by wyrwać się na zewnątrz. Ku wolności. Z kolei w „Smokach Babel” poznajemy Willa. Na jego wioskę spada uszkodzony w wyniku działań wojennych smok. Jego jeździec umiera, a bestia obwołuje się władcą wieśniaków. Jej rzecznikiem zostaje główny bohater. Wraz ze smokiem doprowadzają do tego, że prawie wszyscy nienawidzą i boją się chłopca. Konflikt narasta, aż w końcu Will musi opuścić swoje rodzinne strony i wyruszyć na wędrówkę w nieznane.

Pierwsze co zwraca uwagę podczas lektury, to duże bogactwo świata przedstawionego. I to w obu powieściach. Z jednej strony mamy tu klasyczne motywy literatury fantasy, przejawiające się głównie w postaci poszczególnych ras (elfy, smoki, krasnoludy) oraz istnieniu magii, z drugiej jednak, scenerii w której egzystują, blisko momentami do steampunku. Technologia spowija bohaterów dosyć szczelnym płaszczem i jest znaczącym elementem ich życia. Ten aspekt zapisać można Swanwickowi zdecydowanie na plus.

Testimonium - Jan Maszczyszyn

Krystyna Rataj

Rzadko zdarza się ostatnimi czasy, by w ręce czytelników trafiła książka tak niezwykła i zaskakująca jak antologia Testimonium Jana Maszczyszyna. Wreszcie pośród produkowanej masowo, schematycznej i sztampowej literatury fantastycznej znalazło się coś, co szokuje i wybija z rytmu, jest zauważalne. I inne, zarówno pod względem formy, jak i tematu, oscylujące gdzieś między Mechaniczną Pomarańczą a Gwiezdnymi Wojnami, a przy tym niezaprzeczalnie oryginalne.

Strony