Subiektywnie

Zemsta najlepiej smakuje na zimno - Joe Abercrombie

Smaczny odwet

Maciej Musialik

Trudno oprzeć się wrażeniu, iż żyjemy w czasach, w których znaczna część powieści z gatunku fantasy cierpi na, chwilami dość uciążliwą, przypadłość, polegającą na byciu elementem większej całości. Rynek wydawniczy pełen jest niekończących się epickich tasiemców, a w najlepszym wypadku – trylogii czy kwadrologii. W tej sytuacji bardzo cieszy książka fabularnie stanowiąca zamkniętą całość. Zemsta najlepiej smakuje na zimno Joe Abercrombiego, bo o niej mowa, umiejscowiona jest co prawda w uniwersum znanym polskiemu czytelnikowi z cyklu „Pierwsze prawo”, lecz do jej lektury znajomość spowinowaconych tytułów w żadnym wypadku nie jest niezbędna. Radość sprawia to tym większą, iż powieść brytyjskiego autora z całą pewnością warta jest uwagi.

Jej bohaterką jest Monzcarro Murcatto, słynna najemniczka, dowodząca oddziałem podobnych sobie „wolnych strzelców” i pozostająca na usługach księcia Orso, który od wielu lat prowadzi krwawą wojnę z konkurencyjnymi władcami, chcąc podporządkować sobie cały kraj. Po powrocie z najnowszej, zakończonej sukcesem wyprawy, kobietę spotyka jednak niemiła niespodzianka. Oto jej pracodawca, podjudzany przez plotki i w obawie przed

Miasteczko Nonstead - Marcin Mortka

Mortka straszy

Bartłomiej Cembaluk

Małe amerykańskie miasteczko położone z dala od wielkich metropolii, gdzie każdy zna każdego, a życie toczy się swoim własnym, powolnym rytmem. Cisza i spokój. Idealne miejsce, aby odizolować się od świata korporacji i wyścigu szczurów. Jednak to tylko pozory. Tak naprawdę mieszkańcy skrywają straszliwe tajemnice, a wokół czai się Zło. Brzmi znajomo? Skojarzenia narzucają się same, a ten opis można by dopasować zarówno do kultowego serialu „Twin Peaks”, jak i którejś z niemniej popularnych książek Stephena Kinga. Tym razem mowa jest jednak o powieści Marcina Mortki - „Miasteczko Nonstead”.

Do tytułowej mieściny przyjeżdża Nathaniel McCarnish, angielski pisarz, który postanawia zerwać z dotychczasowym życiem. Jest totalnie załamany, ponieważ niedawno opuściła go ukochana kobieta, a jeden z jego czytelników, pod wpływem lektury, popełnił samobójstwo. Napisane przez niego „Szepty” nie tyle się ludziom podobają, co budzą w nich niezdrową fascynację. Opowiedziane tam historie brzmią przerażająco, ale i niesamowicie prawdziwie, co ten strach tylko potęguje. Nathaniel opuszczając Nowy Jork, trafia do miejsca jakby wyjętego ze swojej książki. Córka nauczycielki rozmawia przez sen z demonem, do miejscowego proboszcza dzwoni diabeł, a za oknami czają się upiory. Wydaje się, że McCarnish nie zjawił się tu przypadkowo i to do niego należy rozwiązanie zagadki Nonstead. A może jego przeznaczenie jest zupełnie inne?

Horrory są po to, żeby się bać. Ciarki na plecach, szybsze bicie serca i nerwowe rozglądanie się dookoła mają towarzyszyć ich lekturze. Książka Marcina Mortki takie reakcje bez wątpienia wywołuje. Oprócz dreszczyku emocji autor serwuje nam jeszcze szybką akcję i wciągającą fabułę, w której biorą udział ciekawi bohaterowie. Ich charaktery są wyraźnie określone, co doskonale widać w umiejętnie skonstruowanych dialogach. Mortka bez wątpienia wie, jak posługiwać się słowem, za pomocą którego buduje napięcie. Zwłaszcza zakończenie jest kapitalne. Po takim finale łatwo się o „Miasteczku Nonstead” nie zapomni.

Niebo ze stali - Robert M. Wegner

Meekhan, odsłona trzecia

Anna Klimasara

 

            Problem z książkami, na które czeka się z dużą niecierpliwością polega na tym, że najdoskonalsze są przed odczytaniem pierwszego zdania. Do tej chwili żyją w naszej wyobraźni pełne możliwości, biegnąc w nieskończenie wiele kierunków i pęczniejąc z każdą chwilą od oczekiwań. Później jesteśmy zdani już tylko na autora, który naturalnie nie ma łatwego zadania, gdyż nie da się wyjść naprzeciw wszystkim gustom i sprostać wszystkim oczekiwaniom. Choć w zasadzie sam jest sobie winien…

            Drugi tom opowiadań meekhańskich Roberta M. Wegnera zostawił czytelników z całą masą pytań, a część wschodnia urwała się niemal w pół zdania, więc sądzę, że nie byłam jedyną osobą, która chciała dowiedzieć się co dalej. No właśnie. Nie do końca wiadomo, co dalej, gdyż wszystko zasłaniają góry. A w górach tych spotkamy doskonale znany z pierwszego tomu opowiadań oddział Czerwonych Szóstek, nieco rozproszony czaardan Laskolnyka i tysiące Wozaków, którzy nade wszystko pragną powrotu na swoją ziemię. Jednakże wszelkie działania komplikuje seria tajemniczych morderstw i zniknięć w okolicy, wyraźnie wskazująca na to, że góry kryją wiele mrocznych tajemnic. Natomiast całość spowija sieć intryg utkanych przez Szczury – wywiad Imperium, który z nikim nie chce dzielić się wiedzą, jednocześnie próbując każdego wykorzystać do własnych celów. Dzieje się zatem sporo i zapewniam, że każdy znajdzie coś dla siebie. Od misternych gierek dworskich, przez tajemnice przeszłości, kładące się cieniem na bieżących wydarzeniach, aż po opisane z rozmachem bitwy.

Science Fiction Fantasy i Horror - marzec (77) 2012

Numer 77 - Bez cudów

Sławomir Szlachciński

Tym razem się udało. Recenzja bez opóźnień i mam nadzieję, że tak już pozostanie. Okładka wita nas estetycznym wizerunkiem mocno opancerzonego wojownika przyszłości. Naturalnie to reklama gry, ale do tego wszyscy już chyba zdążyli się przyzwyczaić. Szkoda tylko, że redakcja nie pokusiła się o oryginalną grafikę, stworzoną specjalnie dla pisma. Uraczono nas obrazkiem, który pojawia się w standardowych reklamach, tudzież na okładkach innych periodyków. Ale cóż, w takich realiach żyjemy, sorry Winnetou, biznes to biznes. Zwraca uwagę brak nazwisk autorów na froncie miesięcznika, rzecz zaskakująca ale być może znów mamy tu jakieś merkantylne uzasadnienie. Dajmy jednak już spokój tym dywagacjom, czas przyjrzeć się bliżej wnętrzu pisma.

Na pierwszy ogień idzie Po deszczu każdy wilk śmierdzi mokrym psem Anety Jadowskiej. Objętościowo obszerne (chociaż szczerze mówiąc, podczas lektury wydawało mi się znacznie dłuższe niż w jest w rzeczywistości, kilka razy walczyłem z przemożną chęcią rezygnacji), pod każdym innym względem mizerne. Napisane stylistycznie nieporadnym, szkolno-poprawnym językiem, przed autorką naprawdę wiele pracy w tej materii. Fabularnie wtórne, pozbawione jakichkolwiek treści poza naskórkowymi truizmami, słabo skonstruowane, pozbawione głębszej logiki (co w przypadku opowieści kryminalno-detektywistycznej jest sporym problemem). Na dodatek kamera wielokrotnie pokazuje wiszącą strzelbę która nigdy nie wypala. Kolejna egzaltowana pozycja o nieludziach, zaadresowana do gimnazjalistów. W metryczce opowiadania mamy dumną zapowiedź sześcioksięgu o przygodach głównej bohaterki. Zaiste odważny wydawca. A może nie? Może to najłatwiej teraz sprzedać?

Zima mej duszy - Marcin Pągowski

Królestwo Słońca - Brian D'Amato

Majowie bez tajemnic

Bartłomiej Cembaluk

21 grudnia 2012 r. - ostatni dzień podany w kalendarzu Majów. Według niektórych interpretacji właśnie wtedy ma nastąpić koniec świata. Kolejny już, gdyż wcześniej apokalipsę zapowiadano m.in. na rok 999, czy też 1412. Dotychczasowe proroctwa okazały się być nieprawdziwe, ale grudzień tego roku ciągle przed nami i nikt tak naprawdę nie wie, co się wtedy wydarzy. Niemniej, są już osoby, które tworzą własne wizje armagedonu, często bardzo spektakularne. Przykład? Niemiecki reżyser Roland Emmerich i jego ostatni film, pod jakże znamiennym tytułem - „2012”. Ten sam temat wziął na warsztat również amerykański pisarz, Brian D'Amato, w powieści „Królestwo Słońca”, i wyszło mu to całkiem nieźle.

Tym, co należy mu zapisać na plus jest fakt, że skupił się przede wszystkim na Majach, od których w końcu ta data pochodzi. Głównym bohaterem „Królestwa...” jest potomek tej starożytnej cywilizacji, genialny matematyk, Jed DeLanda. Trafia on do zespołu naukowego, który zajmuje się badaniem Kodeksu Norymberskiego, zawierającego wyniki Gry Ofiarnej, za pomocą której Majowie przepowiadali przyszłość. Ostatni zapis dotyczy właśnie 21 grudnia, ale jest tak niejasny, że w żaden sposób nie da się z niego odczytać, co lub kto spowoduje zagładę ludzkości. Nikt, nawet superszybki komputer, nie jest w stanie rozegrać tej partii jeszcze raz, więc Jed zostaje wysłany w przeszłość, aby podszkolić się w Grze i spotkać Strażniczkę Dnia, która tę katastrofę przepowiedziała.

Strony