Subiektywnie

Batman Tom 10: Epilog – Scott Snyder, Greg Capullo i inni

Koniec wieńczy dzieło?


Marek Adamkiewicz


No i stało się. Pisany przez Scotta Snydera i ilustrowany przez Grega Capullo „Batman” dobiegł końca. Zamknięta w pięćdziesięciu dwóch zeszytach seria zbierała zazwyczaj dobre recenzje, ale znalazło się także grono nieco mniej zadowolonych czytelników. Sądząc po opiniach z literackich portali, należą oni do mniejszości, a ogólny odbiór runu amerykańskiego twórcy jest bardzo pozytywny. W obliczu tych faktów można było żywić nadzieję, że ostatni tom przygód Nietoperza będzie prezentował wysoki poziom, chociaż, gdy wspomnimy nie do końca udanego „Blooma”, pewne wątpliwości miały prawo dojść do głosu. I jakkolwiek „Epilog” w pewnym stopniu oczywiście jest wypełniaczem i tytułem stricte dla fanów, to całkiem udanie zamyka pewien rozdział w najważniejszym bat-tytule.


W tym, dosyć krótkim, tomie ujęto w sumie cztery niezależne historie. Pierwsza z nich to część wydarzenia „Futures End”, która traktuje o próbie zapewnienia nieśmiertelności idei Batmana. Co ciekawe, dokonać tego chce nie kto inny jak sam Bruce Wayne, u kresu swego życia pragnący podarować Gotham nieustającą ochronę. „Dom szaleńców” dotyczy rozprawy Wayne’a (jeszcze przed powrotem do roli Batmana) z szaleńcami, którzy pozostali w jego domu po tym, jak przez pewien czas znajdował się w nim Azyl Arkham. Kolejna opowieść, „Gotham”, jak sam tytuł wskazuje, przybliża miasto, w którym działa Zamaskowany Krzyżowiec, a zamykająca całość „Lista” przeplata wydarzenia krótko po śmierci rodziców młodego Bruce’a z obecnymi i bliżej przedstawia jedną z sił napędowych i twórczych Nietoperza.


Żniwiarz. Pusta Noc – Paulina Hendel

Supernatural po polsku


Justyna Madan


Jeżeli oglądacie czasami filmy katastroficzne lub czytacie książki o tematyce postapokaliptycznej czy o rzeczywistości równoległej, może Wam się wydać, że większość kataklizmów dzieje się głównie w USA. Ja tak czuję, zwłaszcza kiedy oglądam serial „Supernatural”. Wszystkie zjawiska nadprzyrodzone, greckie demony, Bóg i anioły odwiedzają tylko Stany Zjednoczone. Dlatego wielkim zaskoczeniem i jednocześnie miłą niespodzianką okazała się być książka „Żniwiarz. Pusta Noc” Pauliny Hendel. Jak widać, Polacy też mogą mieć przechlapane.


Nie wiem, na ile pisarka inspirowała się wcześniej wspomnianym serialem, ale wyszła jej z tego całkiem dobra powieść. Z serii lekkich i przyjemnych ale również trzymających w napięciu do ostatniej strony. Słowa „jeszcze jeden rozdział” powtórzycie niejednego wieczoru. Przez tę książkę po prostu się płynie. Czasem może Was zaskoczyć nadmiar informacji upchnięty na niewielkiej liczbie stron, ale nie zniechęcajcie się, bo po każdej wątpliwości spłynie na Was oświecenie.


Dużym plusem jest umiejscowienie akcji książki w naszym polskim krajobrazie pełnym guseł, dziadów i słowiańskich porzekadeł. Wszystko wydaje się tak realne, że przed rozpoczęciem czytania wydaje się, że dobrze byłoby wybrać się do lasu czy na łąkę i zaopatrzyć w garść odpowiednich ziół, żeby odstraszyć nawich.


Nawi to wszystkie stworzenia nadprzyrodzone, które nękają bohaterów książki. Każdy nawi ma inną nazwę/podkategorię w zależności od tego czy jest duchem, czy inną formą zjawiska paranormalnego, ale szczegółów dowiecie się z książki.

Grzech pierworodny – Jason Aaron, Mike Deodato

Już nikt nie patrzy


Maciej Rybicki


Zacznę może osobiście: jak uwielbiam Jasona Aarona, tak mam duży dystans do wielkich eventów, które w założeniu mają wstrząsnąć uniwersum, zamieszać w status quo… a przede wszystkim wycisnąć z portfeli czytelników ile tylko się da, ot, choćby za pomocą pierdyliarda tie-inów, serii pobocznych czy nawiązań w pozostałych tytułach wydawnictwa. Pomijając całą komercyjną otoczkę, zwykle okazują się wtórnymi tworami – ze sztampowo poprowadzonymi fabułami z mnóstwem akcji i postaci. Stery „Grzechu pierworodnego” Marvel oddał w ręce Jasona Aarona, co dawało pewną nadzieję na coś nieco bardziej interesującego… i, cholera jasna, udało się!

Nadwiślańskie serca – Katarzyna Archimowicz

Nadwiślańska nuda


Justyna Madan


Lato. Kilka miesięcy, kiedy zazwyczaj mamy więcej czasu na nadrobienie czytelniczych zaległości lub po prostu chcemy zrelaksować się przy lekturze podczas urlopu czy w słoneczny, ciepły weekend. Zresztą, te deszczowe idealnie nadają się właśnie na czytanie. Najlepiej czegoś lekkiego. O miłości.


Z tą właśnie myślą wybrałam do przeczytania książkę „Nadwiślańskie serca” Katarzyny Archimowicz. Byłam podekscytowana, gdyż jest to pozycja opublikowana przez Wydawnictwo Czarne – znane z wyśmienitych reportaży. No cóż. Najwidoczniej postanowiło sprzedać nam nowy rodzaj środków nasennych. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak nudziłam się podczas lektury.


Deadpool. Grzech pierworodny – Brian Posehn, Gerry Duggan, John Lucas, Scott Koblish

Z rodziną najlepiej wychodzi się… w komiksie?

Maciej Rybicki

Polityka wydawnicza Egmontu coraz bardziej zaczyna przypominać oryginalną politykę wydawniczą Marvela – skoncentrowaną wokół eventów oraz na wplataniu powiązań z nimi do wszystkich serii, jakich tylko się da. I, prawdę mówiąc, trudno takie rozwiązanie poczytywać naszemu rodzimemu wydawcy jako zarzut. Dzięki temu mamy szansę odbierać te wielkie komiksowe wydarzenia w kształcie maksymalnie zbliżonym do tego, w jakim zostały pomyślane. Negatywną stroną jest oczywiście fakt, że „wtrącenia” tego typu często przerywają zasadniczą linię fabularną poszczególnych tytułów. Nie inaczej jest z „Deadpoolem” i „Grzechem pierworodnym”.

Jessica Jones: Alias, tom 3 – Brian Michael Bendis, Michael Gaydos, David Mack

Herosi drugiego sortu

Maciej Rybicki

Mucha Comics trzyma całkiem przyzwoite tempo wydawnicze – nieco ponad rok od premiery pierwszego tomu, księgarniane półki szturmuje trzecia odsłona „Jessica Jones: Alias”. Znakomita pozycja autorstwa Briana Michaela Bendisa i Michaela Gaydosa zdobyła ogromne uznanie czytelników na całym świecie (także i w Polsce), a kolejny tom poziomem w niczym nie odstaje od poprzednich.

Autorzy konsekwentnie trzymają się obranej konwencji. Obserwujemy więc dalsze perypetie Jessiki – byłej członkini Avengers, która rzuciła w kąt trykot i obecnie prowadzi agencję detektywistyczną Alias. Specjalnością biura stały się (nieco przypadkowo) sprawy związane w jakikolwiek sposób z superbohaterami lub superłotrami.

Dziennik – Chuck Palahniuk

Osaczona

Marcin Knyszyński

Już po kilku pierwszych stronach „Dziennika” czytelnik dowiaduje się, że jest mężczyzn ą , Peterem Wilmotem, czyli „jednym żałosnym workiem gówna”. W jego życiu istnieją trzy kobiety – dwunastoletnia córka, żona i matka, a on sam (czyli Ty, czytelniku) leży w śpiączce po nieudanej próbie samobójczej. Palahniuk wkłada nam w ręce dziennik pisany przez żonę Petera (Twoją żonę), z którego dowie się on kiedyś o wszystkim, co działo się podczas jego nieobecności. Autor przyzwyczaił już nas do oryginalnego prowadzenia fabuły, zaskoczeni więc nie jesteśmy. Jednak tym razem, jeszcze wyraźniej niż w poprzedniej powieści, widać różnicę w emocjach, które przeniósł na papier. To, co zaczęło się w „Kołysance”, tutaj idzie dalej.

Kim jest autorka dziennika i zarazem główna bohaterka powieści? Misty Marie Kleinman, pochodząca z osiedla „białych śmieci”, trafia do szkoły plastycznej, gdzie może rozwijać swój nadzwyczajny malarski talent. Poznaje tam Petera Wilmota (czyli Ciebie) – bogatego, próżnego chłopca z rodziny mieszkającej na wyspie Waytansea. Zakochana w nim po uszy, rezygnuje ze szkoły i porzuca marzenia o byciu sławną malarką na rzecz tego, czego nigdy w życiu nie miała – domu, pieniędzy i stabilności. Wyspa Waytansea to z początku obietnica raju, która jednak szybko okazuje się zupełnie czymś innym. Wszystko okazuje się czymś innym.

Mija dwanaście lat. Wyspa, po decyzji jej władz odnośnie do uruchomienia starego, zapomnianego hotelu, przeradza się w rozwrzeszczaną przystań letników i turystów. Wszędzie bilboardy, śmieci z logami firm, korki na ulicach, wszechobecny dźwięk klaksonów. Na domiar złego Peter próbuje (Ty próbujesz) się   zabić i zamienia się w warzywo. Misty, która z dnia na dzień musi sama  utrzymać rodzinę i opłacać horrendalne rachunki za leczenie męża (Twoje leczenie), staje u wrót alkoholizmu i moralnego upadku. I wtedy zaczynają się dziać dziwne rzeczy.

Stacja centralna – Lavie Tidhar

U progu wielkiej zmiany

Marcin Knyszyński

Trzecia powieść Tidhara, która ukazała się na polskim rynku, jest wizją świata stojącego w rozkroku między tym, co analogowe i dobrze nam znane, a tym, co może zostać sprowadzone przez galopujący postęp technologiczny. Autor wskazuje jednocześnie na to, że wszelkie granice pomiędzy tym, co nowe i stare, tym, co naturalne i sztuczne oraz tym, co fizyczne i wirtualne, zwyczajnie zanikają. A symbolem nieuniknionych zmian jest Stacja Centralna, sięgający nieba kosmoport, wyrastający na granicy żydowskiego Tel-Awiwu i arabskiej Jaffy.

Ludzkość skolonizowała cały układ słoneczny. Powstały międzynarodowe korporacje kosmiczne zajmujące się wydobywaniem surowców na innych planetach. Odnaleziono prymitywne życie na Marsie, które okazało się zdolne do specyficznej symbiozy z ludzkim organizmem. Upowszechniono zaawansowaną inżynierię genetyczną, która z miejsca wytworzyła swoją nielegalną szarą strefę. Powstała Konwersacja, czyli drugi, równoległy świat wirtualnej rzeczywistości, do którego, dzięki modyfikacjom mózgu, wchodzimy bezpośrednio własnym umysłem, niczym do „Tlenu” Geoffa Rymana. Na porządku dziennym są wszelkie transformacje ciała, polegające na łączeniu go z mechanicznymi częściami. Wśród ludzi żyją cyborgi, roboty i najbardziej tajemnicze byty w powieści, czyli całkowicie cyfrowi Inni.

Kaznodzieja, tom 1 – Garth Ennis, Steve Dillon

Gdzie się chowasz, Boże?

Marcin Knyszyński

Egmont  wydał w tym roku w jednym albumie zbiorczym pierwszych dwanaście części legendarnego już komiksu o poszukiwaniu Boga. We wszystkich blurbach, recenzjach i artykułach możemy przeczytać o tym, jak bardzo jest on kontrowersyjny, obrazoburczy i obrzydliwy. Te marketingowe chwyty oczywiście spełniają swoje zadanie, jednak w moim odczuciu niepotrzebnie skupiają  uwagę odbiorcy właśnie na tym aspekcie. Umyka wtedy trochę innych, wartościowych rzeczy, jakie możemy znaleźć w „Kaznodziei”.

W Niebie, zamieszkałym przez Boga i anielskie zastępy, dochodzi do potwornego skandalu . Jeden z Aniołów  Serafinów płodzi wraz z nieznaną demonicą  zupełnie nowy byt, nazwany Genesis. Istota ta, o mocy niemal dorównującej boskiej, ucieka ze swojego więzienia , w którym była przetrzymywana przez wystraszonych mieszkańców Nieba, dociera na Ziemię i, delikatnie mówiąc, zakłóca mszę prowadzoną przez młodego pastora Jessego. Ten, jak się okazuje, nieprzypadkowo wybrany śmiertelnik, po wydostaniu się ze zgliszczy spalonego kościoła i spod stosu zwęglonych ciał  parafian, zyskuje moc rozkazywania Słowem. Może zmusić każdego (no, prawie każdego) do wykonywania swojej woli bez dyskusji. Próbując dociec, co tak naprawdę się wydarzyło i kim, lub czym, jest tajemnicza istota, która wstąpiła w jego ciało, dowiaduje się, że dobry Bóg i nasz Pan uciekł z Nieba, w którym zaczyna panować chaos. Jesse, wraz z Tulip, swoją opuszczoną przed pięcioma laty dziewczyną, i Cassidym, irlandzkim stuletnim wampirem przypominającym typowego amerykańskiego rozrabiakę, postanawia odnaleźć Boga i zmusić go do wyjaśnienia, dlaczego zaniedbuje swoje obowiązki. Tymczasem tropem trójki bohaterów podąża Święty od Morderców, maszyna do zabijania, niezniszczalny byt wysłany przez anioły w pogoni za Genesis.

Baśnie: Długo i szczęśliwie – Bill Willingham

Dalszy ciąg dalszy, już niedługo koniec

Aleksander Kusz

To już. Mam przed sobą dwudziesty pierwszy tom serii „Baśnie” Billa Willinghama. Jak to zleciało! Kiedy rozpoczynałem przygodę z tą serią, kupiłem pierwsze dziesięć tomów i pomyślałem sobie, że pewnie zebranie wszystkich zajmie mi lata. I tak się stało. Kilka lat to trwało. Ale doszło do tego o wiele szybciej, niż się spodziewałem. Wiem, że to przez mój wiek i przez to, że teraz czas wręcz przelatuje mi przez palce. Jednak i tak stwierdzam, że całość udało się skompletować niespodziewanie szybko. Oczywiście żadna w tym moja zasługa, to wyłącznie działanie Egmontu polegające na tym, że właściwie wydawali tę serię.

W dwudziestym pierwszym tomie znajdują się odcinki oryginalnie zamieszczone w „Fables” 140–149. Wszyscy wiemy, że odcinków jest dokładnie 150. Więc na pewno, tak jak ja, jesteście zaintrygowani tym, że w ostatnim – dwudziestym drugim tomie będzie tylko jeden oryginalny odcinek. Poza tym, jak wynika z opisu, pojawi się trochę niepublikowanych wcześniej dodatków. Ale jak długi będzie ostatni odcinek? Pytam nie bez kozery. Zarówno w omawianym właśnie tomie, tak jak i we wcześniejszym, autor stara się pozamykać wątki, które zostały pootwierane w poprzednich. Więc zamyka – niektóre ostro, niektóre płynnie, niektóre seriami, niektóre w paczkach. Widać, że obrał sobie taki cel, słuszny zresztą, i działa w tym kierunku. Jednak tutaj pojawia się pytanie: czy aby uda mu się wszystko zakończyć tak, żeby to jakoś wyglądało? Czy może część wątków zostawi otwartych?

Strony