Subiektywnie

Miracleman Złota Era – Neil Gaiman, Mark Buckingham

Utopia w oczach maluczkich

Marek Adamkiewicz

„Miracleman” autorstwa Alana Moore’a to bez wątpienia komiks przełomowy. Autor podszedł w nim do tematyki superhero w sposób wcześniej niespotykany, nadając bohaterom prawdziwej głębi. Tytuł był preludium tego, co działo się w gatunku w kolejnych latach i wyznaczał nowe standardy. Nic dziwnego, że „Miracleman” stał się atrakcyjny także dla innych twórców. Serię przejął Neil Gaiman. Brytyjczyk, jeszcze przed sukcesem cyklu o Sandmanie, pokazał, że w tej postaci wciąż drzemie ogromny potencjał.

„Złota Era” rozpoczyna się tam, gdzie historię zostawił Alan Moore. Na gruzach Londynu powstaje utopia, w której wszyscy ludzie mają zaznać szczęścia. Nie ma już głodu ani przestępczości, a Miracleman staje się postacią na poły mityczną, sprawującą władzę nad ludzkością z wysokości Olimpu. Poczynania nowego Boga wpływają na życie całej populacji planety, jednak nie wszyscy ludzie odbierają je jako pozytywne. Dzieło Gaimana dotyczy tych oddolnych spojrzeń na działalność Miraclemana.

Właśnie ta zmiana perspektywy jest największą siłą „Złotej Ery”. Gaiman wyszedł ze słusznego założenia, że kopiowanie stylu poprzednika mija się z celem i zaproponował zupełnie inne rozwiązanie. Samego Miraclemana i reszty jego rodziny jest tu, na dobrą sprawę, bardzo mało, a uwaga scenarzysty skupia się na zwykłych ludziach. Autor pokazuje, w jaki sposób na ich życie wpłynęły wydarzenia pokazane w poprzednim tomie i jak funkcjonują w powszechnej utopii. Rozwiązanie większości ziemskich problemów nie jest wcale gwarantem szczęśliwości całej populacji. Bogowie są bowiem daleko i chociaż potrafią zapewnić dobrobyt, nie zawsze dają satysfakcjonujące odpowiedzi w kwestiach egzystencjalnych.

Dwie karty – Agnieszka Hałas

W poszukiwaniu zaginionej tożsamości

Magdalena Makówka

„Dwie karty” po raz pierwszy ukazały się nakładem wydawnictwa Ifryt w 2011 roku. W międzyczasie Agnieszka Hałas wydała jeszcze kilka książek, w tym dobrze przyjętą „Olgę i osty”. Teraz zaś wydawnictwo Rebis postanowiło wznowić pierwszy tom cyklu „Teatr Węży”. Czy warto sięgnąć po tę publikację, czy też jest to jedynie odgrzewany kotlet, który można sobie z czystym sumieniem darować?

Pewnego dnia na plaży w Shan Vaola pojawia się tajemniczy mężczyzna z bliznami na twarzy. Nie wie, kim jest, skąd pochodzi i w jaki sposób znalazł się w tych stronach. Na swojej drodze spotyka trójkę odmieńców, którzy wprowadzają go do podziemi miasta, gdzie toczy się alternatywne życie. Nasz bohater w końcu przypomina sobie, że nazywa się Brune Keare. Jak się okazuje, posiada niebezpieczny dar i jest prawdopodobnie czarnym magiem, których bezwzględnie tępią sprawujący władzę w mieście srebrni magowie. Teraz Brune będzie musiał ułożyć sobie życie, nie dać się złapać, nie podpaść za bardzo miejscowemu hersztowi, poradzić sobie z demonami, a do tego odkryć prawdę o własnej tożsamości.

Opętani – Chuck Palahniuk

Horror rzeczywistości


Marcin Knyszyński


Chuck Palahniuk zakończył „Opętanymi” swą nieformalną trylogię grozy, na którą składa się jeszcze „Kołysanka” i „Dziennik”. Groteska i surrealizm, jako podstawowe środki wyrazu autorskiej myśli przewodniej, doprowadzone są tutaj do granicy, za którą czai się makabra i tak zwany horror cielesny. Palahniuk wytacza na czytelnika, jak do tej pory, najcięższe działa, zarówno estetyczne jak i formalne, tworząc współczesny Dekameron, zbiór wielce kontrowersyjnych i obrazoburczych opowieści o życiowych przegrańcach, uwięzionych w odciętym od świata odosobnieniu. A przede wszystkim zamkniętych we własnych głowach.


Siedemnaście osób, które z różnych powodów potrzebują ukryć się przed światem, odpowiada na ogłoszenie tajemniczego pana Whittiera. Proponuje on trzymiesięczną izolację w zamkniętym teatrze, gdzie każdy z uczestników przedsięwzięcia może zabrać tylko to, co zmieści do jednej walizki. Żadnych telefonów, telewizji, internetu – obowiązuje całkowity zakaz komunikacji z zewnętrznym światem. Po co to wszystko? Kiedy wrota teatru się zatrzaskują a klucze znikają, rozpoczynają się absurdalne warsztaty literackie. Każdy z uczestników ma stworzyć arcydzieło, które uczyni go sławnym i nieśmiertelnym. Jednak bardzo szybko okazuje się, że nikomu z nich nie zależy na pisaniu czegokolwiek. Ba, sam pan Whittier ma zupełnie inne plany, niż by się mogło wydawać.


Rdza – Jakub Małecki

Trącone struny duszy

Marek Adamkiewicz

Jakub Małecki zawsze umiał pisać o człowieku. Już debiutanckie „Błędy” intrygowały nie tylko niebanalnym podejściem do horroru, ale przede wszystkim świetnie wykreowanymi postaciami. Wraz z kolejnymi książkami autor umiejętnie rozwijał ten element pisarskiego rzemiosła i z czasem doszedł do prawdziwej perfekcji. Ten stan rzeczy najlepiej widać w jego najnowszych dokonaniach – „Dygot” i „Ślady” chwytały za serce i pozostawiały czytelnika odmienionego. W swojej najnowszej propozycji wielkopolski pisarz idzie dokładnie tym samym tropem. To proza emocjonalna i wzruszająca, która bez cienia wątpliwości znajdzie się w czołówce wielu tegorocznych podsumowań.

Siedmioletni Szymon wraz ze swoim przyjacielem spędza czas, układając na torach kolejowych monety. Te chwile to ostatnie beztroskie momenty w życiu chłopca, już za moment strata brutalnie zapuka do drzwi jego świata i każe mu na nowo odnajdywać się w diametralnie zmienionym otoczeniu. Kilka dziesięcioleci wcześniej babka Szymka, Tośka, uczy się, jak żyć pod niemiecką okupacją. Jako dziewczynka wyrusza w podróż, której echa będą na nią oddziaływać także wiele lat później. Losy tych dwojga są ze sobą nierozerwalnie splątane.

Przez długi czasu uważałem, że najlepszy tekst autora to krótkie opowiadanie „Każdy umiera za siebie”, zamieszczone w antologii „Nowe Idzie”. Jakkolwiek wciąż czaruje dusznym klimatem, to trudno oprzeć się wrażeniu, że dzisiaj, gdy w dorobku Małeckiego jest już dużo więcej pozycji, można znaleźć inne tytuły, jeszcze lepsze od tej opowieści o ostatnich dniach marynarzy uwięzionych na zatopionym Kursku. Całkowita rezygnacja z elementów fantastycznych w „Dygocie” była chyba tym momentem, gdy pisarz na dobre zadomowił się w szeroko rozumianej literaturze obyczajowej (a może mainstreamowej?), co, patrząc na efekty, trzeba uważać za decyzję trafioną (chociaż nie chcę tu deprecjonować jego wcześniejszego dorobku, bo byłoby to wielce krzywdzące). Ostatecznie jednak pierwiastka nadprzyrodzonego od jakiegoś czasu u Małeckiego brak i podobnie jest także w jego nowej powieści.

Cynthia Hand, Jodi Meadows, Brodi Ashton – Moja Lady Jane

Ściąć jej głowę!

Jagoda Wochlik

Edward VI Tudor był jedynym synem króla Anglii, Henryka VIII. Jednakże z powodu choroby zmarł w wieku szesnastu lat. Następne w kolejce do tronu, z woli Henryka, były jego dwie córki, Maria i Elżbieta. Edward jednakże zmienił linię sukcesji, uznając siostry za nieślubne dzieci króla i spadkobierczynią czyniąc kuzynkę, synową jednego ze swoich doradców, lady Jane Grey. W chwili objęcia rządów miała szesnaście lat. Po dziewięciu dniach jej panowania nastąpił przewrót. Koronę zdobyła Maria, katoliczka, znana później jako Krwawa Maria. Po niej natomiast rządy objęła Elżbieta I, najsłynniejsza chyba angielska królowa. Tyle historia. Jednak autorki książki postanowiły się nieco zabawić i przedstawić nam alternatywną wizję wydarzeń.

Mamy zatem Edwarda, jego dwie siostry, Jane Grey, jej przyszłego męża oraz teścia – historycznych bohaterów tego dramatu. Dorzućmy jeszcze pewną bardzo wygadaną Szkotkę i fakt, że spora część angielskiego społeczeństwa to osoby, które potrafią przemieniać się w zwierzęta. Historia z grubsza wygląda następująco: Edward odkrywa, że jest regularnie truty, więc salwuje się ucieczką z pałacu. Jego Rada, w zasadzie jedynie w osobie teścia Jane Grey, ogłasza, że umarł król, a królową, ot tak, zupełnie niechcący, zostaje jego synowa. Po dziewięciu dniach pod bramami Tower zjawia się Maria ze swoją armią. Jane i jej świeżo poślubionemu mężowi, G., udaje się uciec. Wsparcia szukają wśród zmiennokształtnej części angielskiego społeczeństwa.

Izabella Frączyk „Spalone mosty”

Bajeczka dla grzecznych dziewczynek


Jagoda Wochlik


Izabella Frączyk to autorka poczytnych powieści obyczajowych dla kobiet. Na swoim koncie ma już kilka bestsellerów, jak choćby „Koniec świata” czy „Dziś jak kiedyś”. „Spalone mosty” to drugi tom trylogii „Stajnia w Pieńkach”, która opowiada o losach trzydziestoletniej Magdy.


Początkowe strony powieści przypominają nam perypetie bohaterki z poprzedniego tomu. W skrócie: Magda dziedziczy stajnię po babci. Ni z tego, ni z owego, zamiast ją sprzedać, postanawia ratować podupadający majątek. W międzyczasie zdradza ją mąż, zatem nie ma się już na co oglądać. Pakuje manatki i wyprowadza się na wieś, aby prowadzić stadninę, hodować kozy i strusie oraz romansować z kim popadnie.

W drugim tomie trylogii Magda robi w zasadzie niewiele więcej. To naprawia jakieś zabudowania gospodarskie, to dokupuje kolejne strusie, to urządza wycieczki dla dzieci z miejscowego przedszkola. W międzyczasie stara się unikać żonatego weterynarza, z którym w chwili słabości się przespała, poznaje urzędnika państwowego, próbuje jakoś ułożyć sobie stosunki z bratem właściciela miejscowego hotelu, który po pijaku niechcący ją obmacywał. I bierze rozwód.


Ciemny las – Cixin Liu


Samotni rewolwerowcy


Marcin Knyszyński


Słynny włoski fizyk Enrico Fermi zastanawiał się kiedyś jak to możliwe, że przy bardzo wysoko oszacowanym prawdopodobieństwie istnienia rozwiniętych, pozaziemskich cywilizacji, nie obserwujemy żadnych śladów ich istnienia. Nikt nie kontaktuje się z Ziemianami, nie odbieramy sygnałów z kosmosu. Stanisław Lem we „Fiasku”, w bardzo naukowy sposób, odpowiadał na to pytanie teorią „okna kontaktu”. Cixin Liu, w drugim tomie swej trylogii również mocuje się z paradoksem Fermiego i przedstawia historię, której prawdopodobieństwo jest praktycznie zerowe, jeśli tłumaczyć ów paradoks w lemowy sposób.


Trisolarianie, cywilizacja pozaziemska, która nawiązała kontakt z Ziemią (jeśli wysłanie w naszym kierunku gigantycznej wojennej floty można tak nazwać), pochodzą z układu trzech gwiazd znajdującego się tuż pod naszym nosem. Ziemianie zostali postawieni przed faktem, że za czterysta lat do naszego układu słonecznego dotrze wróg, przewyższający nas technologicznie o milenia, którego celem jest anihilacja ludzkości. Wszechświat Fermiego milczy, więc możemy przypuszczać, że jeśli istnieją jakieś inne cywilizacje, to muszą być ulokowane gdzieś w innych galaktykach – a tu proszę, mamy sąsiada w najbliższym układzie planetarnym! Jak to w ogóle możliwe?


Szamańskie tango – Aneta Jadowska

Witkacy idzie w tango

Anna Szumacher

Pamiętacie Witkacego, człowieka, którego jedynym problemem był fakt, że nie ogarniał rzeczywistości i, by nie zostać przestępcą, zatrudnił się w toruńskiej policji? Tego samego, który zaprzyjaźnił się z Dorą Wilk, odkrył, że jest szamanem, a tylko nieco później – także ojcem? Cóż, jego problemy właśnie dorwały się do apteczki ze sterydami. Ratuj się, kto może!

Jeśli Piotr Duszyński, zwany Witkacym, myślał, że po pierwszym tomie będzie już z górki, to autorka cyklu szybko wyprowadziła go z błędu. O nie, chłopie – powiedziała – ja się dopiero rozkręcam, a ty lepiej trzymaj mocno kapelusz, bo nadchodzi sztorm. W porównaniu z „Szamańskim bluesem” w „Szamańskim tangu” wszystkiego jest więcej. Klimatu, kłopotów, wielowarstwowych kwestii międzyludzkich, szamańskich Zaświatów i rytuałów z nimi związanych oraz akcji. Naprawdę dużo akcji. Dzięki temu w ręce czytelników trafia prawdopodobnie najlepsza książka Jadowskiej, jaką napisała do tej pory.

Witkacy tym razem musi stanąć na wysokości zadania nie tylko jako szaman ratujący miasto przed plagą duchów i dziwacznych widm, ale także jako człowiek obarczony codziennymi, całkiem przeciętnymi obowiązkami. W policji atmosfera raczej grobowa, a i praca szamana nie do końca wiąże się z regularnymi składkami do ZUS-u i ubezpieczeniem zdrowotnym. Do tego wychowanie nastoletniej córki okazuje się bardziej problematyczne, niż mogłoby się wydawać. Szczególnie, gdy wspomniana przejawia talent do ściągania na siebie i otoczenie sporych kłopotów. Do tego Witkacy i Przedwieczni – ci sami, którzy chcą go oskórować, ugotować i rzucić na pożarcie temu, co będzie akurat w pobliżu – wchodzą na bardzo prywatną i pełną wzajemnej niechęci ścieżkę wojenną. No i jest jeszcze Sęp, chodzący chaos. Prawdziwą wisienką na torcie okazuje się jednak Wędrowiec, postać przekraczająca granice w każdym tego słowa znaczeniu. Myślę, że gdyby mógł oceniać, taka wizja jego kariery w Zaświatach przypadłaby mu do gustu.

Drobinki nieśmiertelności – Jakub Ćwiek

Wycinki amerykańskiej codzienności

Marek Adamkiewicz

Jakub Ćwiek należy do tych pisarzy, których rzadko opuszcza wena. Kolejne wychodzące spod jego klawiatury książki pojawiają się na księgarskich półkach z podziwu godną regularnością. W tym momencie zasadne byłoby pytanie o ich jakość, ale, o dziwo, zazwyczaj nie ma z tym najmniejszego problemu – większość zbiera dobre recenzje i zyskuje uznanie fanów, choć znajdą się i tacy, którzy zarzucają Ćwiekowi grafomanię, jednak ich głosów jest zdecydowanie mniej. Do tej pory kojarzony był przede wszystkim z szeroko pojętą fantastyką i to w jej ramach najczęściej operował. Nadszedł jednak czas, by spróbować sił poza sprawdzonym nurtem. „Drobinki nieśmiertelności” to zbiór opowiadań, który zabiera czytelnika prosto do Ameryki i przedstawia jej sentymentalne oblicze.

Ćwiek porusza na łamach tej antologii kilka ciekawych tematów o bardzo szerokiej rozpiętości. Tytułowy tekst traktuje o historii pewnych schodów, które są przymierzane do roli w filmie. „Dumni Amerykanie” dotyczą rasizmu, a „Uśmiech” mówi o specyfice życia kierowcy ciężarówki i sposobach radzenia sobie ze stratą. W „Balladzie o wszystkim” autor odchodzi z kolei od współczesności, by w formie westernu zaprezentować garść przemyśleń na temat przemijania. Próbuje swoich sił także w krótkim tekście kryminalnym oraz stara się przedstawić czytelnikowi świat widziany oczami osoby cierpiącej na depresję.

Cień Gildii – Aleksandra Janusz

Więcej, szybciej, mocniej…

Hubert Przybylski

Miłość i nienawiść to niesamowicie silne, przeciwstawne uczucia*. Jedno wspaniale pozytywne, drugie obrzydliwie złe. Pierwsze skłania do poświęcania siebie, drugie do poświęcania innych**. Ale oba, choć oddziela je przepaść motywów i celów, mają cechy wspólne. Najważniejszą z nich jest ta, że potrafią odebrać rozum. Bardziej lub mniej, ale potrafią. I teraz pewnie zadajecie sobie pytanie, kogóż to ten Nieświeć nienawidzi i kocha, normalnie zdrowo jednocześnie, po lekturze trzeciego tomu Kronik Rozdartego Świata Aleksandry Janusz, któren to tom nosi nazwę „Cień Gildii”? Czyżby autorkę? I co ważniejsze, jak bardzo go te skrajnie odległe uczucia ogłupiły? Otóż odpowiadam – wszystkiego dowiecie się za chwilę.

Gdyż albowiem najsampierw musi stać się zadość tradycji. A więc czas na tycią zajawkę tego, co czeka na Was w „Cieniu Gildii”. Jak pewnie pamiętacie, drugi tom kończył się szczęśliwie***, a ekipa powróciła do Arborii. Teraz muszą zadbać o to, by połączenie Arborii i Bretanii było bezpieczne – dla obu stron. Tyle że układ polityczny w tej pierwszej się zmienił i dość realna stała się groźba inwazji oraz podboju oddzielonego pustką kontynentu. W dodatku trzeba zadbać o masę innych spraw – choćby o to, że Vincent jest Magiem Pustki, co jest w Arborii mocno niepopularnym zajęciem, a Lilianę, jako Smoka Bretanii, trzeba za wszelką cenę chronić przed jej własną ciotką i kierowanym przez nią stronnictwem. Jednym słowem, sytuacja jest napięta, a bohaterowie muszą bardzo uważać, bo od tego, co powiedzą lub zrobią, może zależeć los nie tylko ich, ale wszystkich. I właśnie w tak skomplikowanych okolicznościach przyrody wychodzi z ukrycia tajna organizacja, której celem jest uratowanie świata. Znaczy, uratowanie świata przed wszystkimi innymi****.

Strony