Subiektywnie

Superman. Action Comics: Efekt Oza – Dan Jurgens, Viktor Bogdanovic i inni

Bolesna wpadka

Marek Adamkiewicz

Obie egmontowe serie z Supermanem w roli głównej, ukazujące się w ramach „Odrodzenia”, trzymają dość wysoki poziom. Nie każdy album jest co prawda równie dobry, czasami twórcom zdarzają się spadki formy, ale zazwyczaj jest przynajmniej nieźle. Mnie bardziej podchodzi dowodzone przez Dana Jurgensa „Action Comics”, w którym, zgodnie z tytułem, twórcy koncentrują się przede wszystkim na akcji, ale nie czynią tego w sposób bezrefleksyjny. Ucieszyłem się więc, gdy w planach wydawniczych pojawił się „Efekt Oza”, komiks co prawda znajdujący się poza oficjalną numeracją, ale nadal należący do serii.

Od jakiegoś czasu na wydarzenia w Uniwersum DC oddziałują różne nieznane siły. Jedną z nich jest tajemniczy Pan Oz, który wydaje się być żywotnie zainteresowany poczynaniami superbohaterów, szczególnie Supermana. Kilkukrotnie mieliśmy okazję widzieć jak Oz manipuluje otoczeniem, do tej pory jednak jego cele pozostawały niejasne. Teraz wychodzi z cienia, co więcej chce, by Superman opuścił Ziemię, bo ta jest, według niego, niegodna, by mogła korzystać z jego pomocy. Odkrycie kim jest tajemniczy mężczyzna ukrywający swą tożsamość pod kapturem i dlaczego jest tak ważny dla Kal-Ela, może okazać się kluczowe dla równowagi świata.

Omawiany tom miał wszystko, by stać się pozycją niezwykle istotną dla całego Uniwersum. Budowanie postaci Pana Oza trwało od dłuższego czasu, był ważną postacią już w „Uniwersum DC. Odrodzenie”, gdzie choć stał na boku wydarzeń,, to dość mocno intrygował. Czytelnicy zadawali sobie pytania – „Kim on jest?”, „Jakie są jego cele?”, „Dlaczego interesuje się superbohaterami?”. Teraz, gdy nadszedł czas na odpowiedzi, nie jest już niestety tak kolorowo, co więcej, często wydaje się, że Jurgens idzie po linii najmniejszego oporu, serwując nam banały pojawiające się w komiksach superbohaterskich od lat.

Odrodzenie. Tom 4: Ucieczka do Wisconsin – Tim Seeley, Mike Norton

Ze śmiercią im do twarzy

Marek Adamkiewicz

Do tej pory „Odrodzenie” było w mojej opinii serią naprawdę dobrą. Autorowi udało się odnaleźć niewyeksploatowany do cna teren w tematyce zmartwychwstania, wydobywając z niego przy okazji więcej emocji, niż można się było początkowo spodziewać, Seeley zaserwował nam opowieść wciągającą i emocjonującą, w której jednak więcej było pytań niż odpowiedzi. Teraz, gdy wraz z tomem czwartym dochodzimy do półmetka tej historii, zaczynamy powoli poznawać coraz więcej szczegółów na temat tajemniczego zjawiska, z którym mierzą się mieszkańcy amerykańskiego Wausau.

Konsekwencje odrodzenia dotykają coraz większej ilości osób. Martha Cypress, siostra miejscowej pani szeryf, zdecydowanie lepiej odnajduje się w sytuacji. Po tym jak miejscowy odrodzony youtuber uświadamia jej, że teraz nie może umrzeć ponownie, młoda kobieta zaczyna mocniej korzystać z życia, nie bacząc na jakiekolwiek ryzyko. Tymczasem jej siostra udaje się do Wisconsin, gdzie ma pomóc FBI w śledztwie w sprawie handlu organami odrodzonych, które, wedle niektórych bogatych nabywców, miałyby mieć cudowne właściwości.

„Odrodzenie” od samego początku intryguje nietuzinkowym przedstawieniem problematyki powrotu do życia po śmierci. Odrodzeni to nie do końca normalni ludzie, ale też nie zombie. Ta tematyka wykorzystywana jest przez autora na dwa sposoby – z jednej strony stosuje on czasami horrorowe zagrywki, co ma na celu zbudowanie klimatu, z drugiej zaś ta warstwa jest ledwie przykrywką, bo w istocie opowieść traktuje po prostu o ludziach, ich reakcji na niecodzienną, wręcz skrajną sytuację i tym, jak wpływa to na ich życie. Ten obyczajowy sznyt to na tę chwilę najbardziej istotny element serii i trzeba przyznać, że widać, iż Seeley przykłada do niego dużą wagę.

Odyseja Lanfeusta. Tom 1 – Christophe Arleston, Didier Tarquin

Znowu się zaczyna! Jak dwadzieścia lat temu!

Marcin Knyszyński

No to zaczynamy kolejną kilkuodcinkową serię przygód dzielnego Lanfeusta ze świata Troy. Christophe Arleston i Didier Tarquin, po szalonej podróży przez czas i przestrzeń, którą odbyliśmy razem z ich bohaterami w „Lanfeuście w kosmosie”, wracają na planetę. W świecie komiksu minęło już dwadzieścia lat – niestety Lanfeust, w wyniku niefortunnych przenosin w czasie, postarzał się tylko o dwa. Jego powrót do miasta Eckmul, stolicy Troy i siedziby wielkiej Akademii kształcącej najtęższe umysły na globie, zapoczątkuje lawinę niesamowitych wydarzeń i oczywiście slapstickowych gagów.

Fabułę zarysujmy tylko z grubsza – autorzy przyzwyczaili nas już do jej gwałtownych zmian i oduczyli przywiązywania się do miejsc i bohaterów. Może z wyjątkiem dwóch, bez których ten komiks by nie istniał – walecznego kowala Lanfeusta, który posiadł tajemnicę praktycznie nieograniczonej mocy Magohamotha oraz jego towarzysza, oswojonego, ale nadal bardzo niebezpiecznego trolla Hebiusa. W Eckmul nikt nie wita ich jako bohaterów – ba, po zadymie w karczmie, wywołanej przez Ojapę, czarny charakter pozostający na usługach złowieszczej Szujanny, Hebius zostaje karnie zaczarowany i sprzedany a Lanfeust siłą wcielony w poczet studentów Akademii. Tylko starzy, dobrzy znajomi z zamku Or Azur mogą pomóc naszym awanturnikom, a jest też ku temu dodatkowa przyczyna – ziemia pod zamczyskiem drży, zamieniając co jakiś czas jego wieże w sterty gruzu. Jaka złowroga moc drzemie w podziemiach Or Azur i dlaczego Lanfeust z ekipą po odpowiedzi musi wrócić do Eckmul?

Płomień i Krzyż. Tom 3 – Jacek Piekara

O inkwizytorach bez płonących stosów

Marek Adamkiewicz

Jacek Piekara osiągnął ostatnimi czasy dość imponujące pisarskie tempo. 2018 rok to aż dwie nowe książki – zbiór opowiadań „Bestie i ludzie” i kolejna odsłona Cyklu Inkwizytorskiego, drugi tom „Płomienia i Krzyża”. O ile pierwsza z nich nie prezentowała najwyższego poziomu, o tyle druga mile mnie zaskoczyła. Nie wiem, być może na ten stan rzeczy złożyła się długa przerwa, jaka dzieliła tę część od poprzedniej, ale podczas lektury bawiłem się naprawdę przednio. W tym kontekście bardzo dobrą informacją było, że na trzeci tom nie będzie trzeba czekać długo, bo zaledwie cztery miesiące. Teraz, kiedy książka wylądowała już na księgarskich półkach, możemy skonfrontować oczekiwania z rzeczywistością.

W wyniku działań Arnolda Lowefella w Studni Dusz Wewnętrzny Kręg Inkwizytorium musi przedsięwziąć dość ryzykowną misję. Chodzi o wysłanie na daleką Ruś ekspedycji złożonej z kilkorga funkcjonariuszy Świętego Oficjum. Drużyna ma na celu zlokalizowanie i, jeśli będzie to możliwe, przewiezienie na teren klasztoru Amszilas jednego z mitycznych wampirów. Półtora tysiąca lat wcześniej potwór był świadkiem zstąpienia Jezusa z Krzyża i rzezi Jerozolimy, a więc podsiada bezcenną wiedzę. To jednak ledwie cel poboczny, bo inkwizytorzy podejrzewają, że krwiopijca wie, jak otworzyć potężną magiczną księgę Szachor Sefer, zaklętą w umyśle niejakiego Mordimera Madderdina.

Poprzedni tom tego podcyklu skupiał się w znacznej mierze na mających duże znaczenie dla fabuły kobietach. Poznawaliśmy je dzięki głównemu bohaterowi, Arnoldowi Lowefellowi, dawnemu perskiemu magowi, a obecnie praworządnemu inkwizytorowi. Ówczesna ekspozycja poszczególnych postaci przydaje się teraz, bowiem przedstawicielki płci pięknej ponownie odgrywają dość istotną rolę dla całości. Najbardziej intryguje Katrina, rezydentka klasztoru Amszilas, której przeszłość owiana jest mgłą tajemnicy. Kobieta wydaje się posiadać ogromną magiczną moc, co każe nam zadawać pytanie o to, kim ona właściwie jest?

Sambre oraz Wojna Sambre’ów. Maksym i Konstancja – Balac, Bernard Yslaire

Sambre oraz Wojna Sambre’ów. Maksym i Konstancja

Jagoda Wochlik

W grudniu Egmont uraczył nas polskim wydaniem dwóch świetnych komiksów – „Sambre” oraz „Wojna Sambre’ów”. Ich autorami są belgijscy artyści Bernard Yslaire i Balac. Główna seria, „Sambre”, wychodzi od 1986 roku do dziś, natomiast poboczną zapoczątkowano w 2007 roku.

„Wojna Sambre’ów” to opowieści losach francuskiej rodziny, będącej właścicielami ziemskimi, której losy obserwujemy na tle ważnych wydarzeń historycznych. Nie bez przyczyny zaczynam od serii pobocznej, gdyż opisane w niej zdarzenia są chronologicznie wcześniejsze. W tomie z głównej serii, zatytułowanej „Sambre” i zbierającej cztery oryginalne zeszyty („Zniosę dla ciebie wszystko”, „Wiem, że przyjdziesz”, „Wolność, wolność…” oraz „Czy musimy umrzeć razem?”), perypetie bohaterów zostały ukazane  na tle francuskiej Wiosny Ludów w 1848 roku, natomiast w tomie serii pobocznej „Wojna Sambre’ów: Maksym i Konstancja”, która z kolei jest wydaniem zbiorczym tomów „Narzeczona jego bezsennych nocy t. 1 i 2” oraz „Spojrzenie wdowy” akcja ma miejsce jeszcze w XVIII wieku, podczas panowania Ludwika XVI i Marii Antoniny.

Oba cykle o rodzinie Sambre są bardzo ciekawe i wprost nie można się od nich oderwać. To zadziwiający i bardzo dobrze skrojony mariaż opowieści historycznej, przygodowej, obyczajowej, romansu, erotyki i fantastyki. Losy rodziny są bowiem przedstawione nie tylko na tle najważniejszych kart z historii Francji, ale też osnute wokół opowieści o wojnie oczu – pradawnym konflikcie religijno-ideowym. Z jego powodu na członkach rodu ciąży pewnego rodzaju przekleństwo, z którym nie są zdolni walczyć.

Doktor Star i królestwo straconej przyszłości – Jeff Lemire, Max Fiumara

Co jest naprawdę ważne w życiu?

Marek Adamkiewicz

„Czarny Młot” to w tej chwili jedna z najciekawszych trwających komiksowych serii, nie tylko superhero (choć to zupełnie inne oblicze trykotów niż w DC Comics czy Marvelu, a peleryny są jedynie warstwą wierzchnią, więc podpięcie pod ten podgatunek można w zasadzie uznać za lekko naciągane), ale w ogóle. Jeff Lemire przedstawia w niej ograne motywy zupełnie inaczej niż do tej pory, umiejętnie wykorzystuje schematy, by zaserwować nam poruszającą historię o ludzkiej stronie herosów i o ich emocjach. Kanadyjczyk co jakiś czas zapuszcza się na pobocza świata przedstawionego, poszerzając świat wykreowany w dwóch wydanych dotąd tomach i przybliża nam bohaterów drugoplanowych. Kilka miesięcy temu czytaliśmy o perypetiach Sherlocka Frankensteina, teraz przyszedł czas na Doktora Stara.

W tej opowieści z okresu przed działalnością Czarnego Młota poznajemy superbohatera i naukowca, Doktora Stara. Ten genialny wynalazca poświęcił wiele dla nauki, pomógł pokonać Hitlera podczas II wojny światowej, odkrył potężną kosmiczną moc, dzięki której poznał tajemnice wszechświata, gościł też na odległych planetach, gdzie żył wsród obcych cywilizacji. Jednak gdy  podróżował po odległych zakątkach kosmosu, na Ziemi została jego rodzina. I chociaż wieloletnia rozłąka była efektem wypadku, to bliscy naukowca nigdy nie wybaczyli mu, że wolał odkrywać pozaziemskie rubieże i zapomniał o ich potrzebach. A po latach, gdy chce naprawić błędy przeszłości, może już nie wystarczyć mu czasu, by odzyskać spokój sumienia i miłość rodziny.

Kirke – Madeline Miller

Kirke

Jagoda Wochlik

Madeline Miller z zawodu jest filologiem klasycznym. Wykłada łacinę i starożytną grekę. Za swój debiut powieściowy, „Achilles. W pułapce przeznaczenia”, otrzymała Orange Prize. „Kirke” jest jej drugą powieścią. Książkę wydał na naszym rynku Albatros.

Mitologiczna Kirke pojawia się w „Odysei”. Wiemy, iż Odyseusz zatrzymał się na jej wyspie w drodze do domu z wojny pod Troją. Czarodziejka zakochała się w herosie i przez pewien czas więziła go, natomiast jego podwładnych zamieniła w świnie. Madeline Miller zdecydowała się na retelling znanej historii.

Jej książka znacznie rozbudowuje losy Kirke. Będziemy jej towarzyszyć od pierwszych lat życia aż do ostatnich, zobaczymy też córkę Heliosa podczas konfliktów z bóstwami, którzy nie przepadają za zbyt ludzką nimfą. Spotkamy też wiele innych postaci. Pojawi się nie tylko wspomniany już Odyseusz, którego historia nabierze tu zupełnie nowego wymiaru, ale i Dedal, Ariadna, Minotaur, Minos. W historii o Kirke znajdzie się także miejsce dla Medei, Prometeusza, Penelopy i Telemacha. Miller bardzo zgrabnie żongluje mitologicznymi motywami i historiami doskonale znanymi z klasycznych opowieści.

Autorka w przepiękny sposób buduje świat przedstawiony, który jest bardzo plastyczny i żywy. Bogowie przedstawieni są jako bezwzględni, pozbawieni jakichkolwiek skrupułów. Zabijają i gnębią ludzi dla własnej przyjemności.  Być wybrańcem, ulubieńcem nieśmiertelnej istoty to nie łaska czy wielki honor, nie ogromne szczęście, lecz przekleństwo, bo boskie zainteresowanie potrafi sprowadzać tylko łzy i cierpienie.

Gwiezdny Zamek tom 3. Rycerze Marsa – Alex Alice

Rycerze Marsa

Jagoda Wochlik

W grudniu wydawnictwo Egmont oddało do naszych rąk trzeci tom serii komiksowej „Gwiezdny Zamek”, który nosi tytuł „Rycerze Marsa”. Są to zeszyty, za które w całości odpowiada belgijski rysownik Alex Alice, kojarzący się polskiemu czytelnikowi z serią „Trzeci Testament” luźno opartą o utwór Ryszarda Wagnera „Pierścień Nibelunga” Nowy projekt Alice’a został bardzo dobrze przyjęty. W 2015 roku otrzymał nagrodę dla najlepszego belgijskiego komiksu roku.

Serafin wraz ze swoimi przyjaciółmi i ojcem wraca na ziemię. Po ukryciu eternefu dzielna drużyna rozpoczyna działania mające na celu zjednanie sobie innych narodów i założenie organizacji, która wspólnie miałaby odkrywać kosmos. Niestety także Prusacy chcą pierwsi postawić nogę na Marsie, bowiem Bismarck jest przekonany, że kto zawładnie przestrzenią kosmiczną, zawładnie także Ziemią. W tym niecnym planie będzie mu pomagał zdradziecki szambelan króla Ludwika, znany nam doskonale z poprzednich tomów. Serafin i jego przyjaciele wyruszą w niebezpieczną podróż, by jako pierwsi dotrzeć na Marsa, a przy okazji odnaleźć zaginionego króla Ludwika.

Kocia kołyska – Kurt Vonnegut

Hubert Przybylski

Houston, mam problem. Normalny zdrowy problem. Przeczytałem „Kocią kołyskę” Kurta Vonneguta i mam wątpliwości, czy to naprawdę aż taka dobra książka, warta tych wszystkich ochów i achów, jakie widzę wszędzie dookoła. Mało tego, żeby sprawdzić, jak bardzo różnię się od tych wszystkich ocho- i achowiczów, zdecydowałem się na to, na co bardzo wyjątkowo się decyduję*. A mianowicie przeczytałem kilka spośród najbardziej wychwalających tę książkę recenzji, jakie znalazłem w Internecie, i parę omówień. Co z tego wyszło? O tym za momencik.

Albowiem najsampierw tradycji musi stać się zadość, znaczy, wypada przybliżyć treść książki. A wszystko zaczyna się tak – młody pisarz zbiera materiały do pracy o twórcy bomby atomowej, fikcyjnym geniuszu Feliksie Hoennikerze. W końcu ląduje na równie jak ów naukowiec fikcyjnej wyspie San Lorenzo, gdzie jest świadkiem końca świata. Ale zanim to się stanie, spotka szereg groteskowo przerysowanych, często wręcz karykaturalnie skrzywionych postaci, które wywrą na niego niebagatelny wpływ.

Zdaniem innych recenzentów, w pierwszej kolejności powieść jest satyrą na naukowców i prowadzący do niechybnej zagłady ludzkości wyścig zbrojeń. To wydaje się oczywiste. Felix Hoenniker jest przedstawiony jako zatrudniony w pracującym dla rządu USA ośrodku badań prawdziwie genialny naukowiec, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych, a jednocześnie jest totalnie oderwany od rzeczywistości, aspołeczny do granic możliwości i nie zastanawia się nad możliwymi następstwami swoich czynów. Co ciekawe, niezbyt wielu internetowych recenzentów zauważa podobieństwo jego do Roberta Oppenheimera, jednego z rzeczywistych twórców bomby atomowej, który wraz z kilkoma kolegami po fachu udostępnił ZSRS plany budowy A-bomby, wierząc, że dzięki temu na świecie zapanuje pokój i dobrobyt. Oni też okazali się ździebko oderwani od rzeczywistości oraz popisali się totalną nieznajomością ludzkiej natury i przy całym swoim geniuszu tego, że tym czynem przyspieszą możliwość atomowej zagłady ludzkości, już nie przewidzieli…

Conan. Miasto złodziei. Tom 2 – Mike Mignola, Kurt Busiek, Timothy Truman, Cary Nord, Michael Wm. Kaluta, Tomás Giorello

Conan contra cywilizacja

Jagoda Wochlik

Kiedy Robert Howard zaczął pisać swoje opowiadania o Conanie Barbarzyńcy, nie przypuszczał pewnie nawet, że właśnie kładzie podwaliny pod rozwój nowego gatunku, a jego światy rozwijać będą kolejni twórcy. Nie miał świadomości, że stanie się wzorem dla dalszych pokoleń naśladowców. Conan szturmem zdobył literaturę, film, a nawet komiks, czego doskonałym dowodem jest wydany właśnie przez Egmont zbiór przygód Cymeryjczyka.

Tym razem Conan uda się do Miasta Złodziei, gdzie postanowi spróbować łupieżczego fachu. To przyniesie mu nie tylko nowe znajomości, ale też i kłopoty. Niektóre całkiem niemałe.

Niektóre z zeszytów „Miasta złodziei” oparte są o oryginalne opowiadania Roberta Howarda. Znajdziemy tu chociażby komiksową adaptację historii o klejnocie nazywanym Sercem Słonia. Komiksowa seria o Conanie wiernie oddaje klimat opowiadań Howarda i barwny świat klasyki literatury fantasy. Conan jest więc w tych historiach niemal herosem równym bogom, którego nic i nikt nie pokona. Posiada prawie nadludzką siłę, za to za grosz rozumu. Nie ma dla niego nic lepszego, niż sprać kogoś po mordzie, a dopiero potem zadawać pytania (albo i nie). Kolejne strony komiksu wypełnione są więc bijatykami, opowieściami o kradzieżach Cymeryjczyka czy jego podbojach miłosnych.

W przeciwieństwie do poprzedniego tomu tutaj da się wyróżnić pewien motyw przewodni. Jest to konfrontacja Conana,  prostego człowieka gór, z cywilizacją i kulturą. Zdaniem barbarzyńcy mieszkańcy cywilizowanych krain zawsze są zakłamani, próbują kogoś oszukać i choć politykują i filozofują, tak naprawdę na niczym się nie znają.

Drugi tom przygód Conana nie jest tak dobry i emocjonujący ani też różnorodny, jak pierwszy. Jednak nadal czyta się go z przyjemnością. Akcja galopuje do przodu na złamanie karku. Nie ma dłużyzn ani przestojów, co w niemal pięćsetstronicowym tomie jest niewątpliwym plusem.

Strony