Subiektywnie

Uncanny X-Force. Era Archangela – Rick Remender, Jerome Opeña, Esad Ribić i inni

Mała Apokalipsa

Maciej Rybicki

Pierwszy tom pisanego przez Ricka Remendera „Uncanny X-Force” wyróżniał się przede wszystkim wyjątkową dosadnością i brutalnością, niespotykanymi wręcz w głównonurtowych komiksach o mutantach. Po dodaniu do tego dobrze poprowadzonych postaci i niezłej oprawy graficznej otrzymaliśmy komiks naprawdę godny uwagi. Apetyt na kontynuację był zatem spory. Nieco ponad pół roku po premierze pierwszej części dostaliśmy więc do ręki kolejną odsłonę tej cieszącej się sporym uznaniem serii.

Ex Machina. Tom 1 – Brian K. Vaughan, Tony Harris

Z trykotu w politykę

Marek Adamkiewicz

Egmont lubi zaskakiwać. Sporą niespodzianką była na pewno decyzja o szerszym zaprezentowaniu polskiemu czytelnikowi oferty Vertigo, imprintu DC Comics. Nie sądziłem, że na naszym rynku pojawią się tak liczne tytuły tego wydawnictwa, przeznaczone przecież w znacznej mierze dla dojrzałego odbiorcy, wymagające większego oczytania i pewnej wiedzy ogólnej, bardzo różne od wciąż dominującego u nas trykociarstwa. To w ramach Vertigo światło dzienne ujrzały tak znakomite i popularne serie jak „Sandman”, Kaznodzieja” czy „Baśnie”. Kolejną, na której warto zawiesić oko, jest bez wątpienia „Ex Machina”, która w błyskotliwy sposób łączy motywy superhero z kryminałem i politycznym thrillerem.

W wyniku dziwnego wypadku Mitchell Hundred zostaje obdarzony nadprzyrodzonymi mocami. Mężczyzna zyskuje zdolność komunikowania się z urządzeniami mechanicznymi i wydawania im poleceń. Chcąc wykorzystać nabyte w ten sposób umiejętności, za namową kilku zaufanych ludzi postanawia zostać pierwszym amerykańskim superbohaterem z krwi i kości. Zwalczanie przestępczości okazuje się jednak trudniejsze niż się początkowo wydawało, co skłania go do poszukiwania innej drogi realizacji własnych ambicji. Decyduje się na karierę polityczną i postanawia wystartować w wyborach na burmistrza Nowego Jorku. Wygrana to początek nowej, pełnej innego typu zagrożeń, ścieżki.

Rozdroża cienistego szlaku. Melodia Litny – Łukasz Jabłoński

Z deszczu pod rynnę

Marek Ścieszek

Jak przetrwać w świecie pełnym przemocy, gdy jest się banitą naznaczonym piętnem, którego nie da się ukryć ani którego nie sposób się pozbyć? Jak przeżyć, gdy każdy napotkany nieznajomy może bezkarnie pozbawić cię życia? Odpowiedź wydaje się prosta: w grupie takich samych wywołańców, uciekinierów, na uboczu świata, poza zasięgiem wzroku prawych ludzi. Czy aby na pewno? Otóż nic bardziej mylnego.

W świecie stworzonym przez Łukasza Jabłońskiego dla każdego złoczyńcy przewidziany jest odpowiedni tatuaż, czyli wypalone na policzku znamię. Dzięki niemu możemy poznać, jaką dany „bohater” popełnił zbrodnię. Malbo nosi znak łapy niedźwiedzia, zatem jest banitą, nieszczęśnikiem który dopuścił się zdrady. Razem z Malbo poznajemy innych wyklętych: mordercę Thoregara, naznaczonego symbolem wilczego kła, jego żonę Santi, oszpeconą wizerunkiem sowiego oka – symbolu zarezerwowanego dla wiedźm. Potem pojawiają się następni. Każdy z nich coś przeskrobał. Wszyscy zostali ukarani. Mogą przebywać, przynajmniej niektórzy, wśród praworządnych obywateli ale ich przywileje są niepomiernie niższe. Słusznie, przez wzgląd na zbrodnie, których się dopuścili... Wilczy kieł dla morderców; byczy róg dla gwałtowników, jaszczurka dla nierządnic, wężowy język dla stręczycieli, srocza głowa dla rabowników, lisia kita dla przeniewierców, sowie oko dla wiedźm, magów i nekromagów, czaszka wołu dla bluźnierców, ropucha dla nieczystych, szczurzy ogon dla żalników i kruczy dziób dla pozostałych znakomitości... Można ich spotkać w Bastionie, enklawie wyrzutków.

Książę Nocy. Pełnia. Dziennik Maksymiliana – Yves Swolfs

Książę Nocy. Pełnia. Dziennik Maksymiliana

Jagoda Wochlik

Na początku XXI wieku można odnieść wrażenie, że na temat wampirów powiedziano już wszystko. Przedstawiano je jako mroczne istoty o jeszcze mroczniejszych pragnieniach i żądzach albo jako świecących, niemal niegroźnych nastolatków. Pisano na ich temat rozprawy naukowe, poczytne powieści, kręcono seriale i filmy, a także rysowano komiksy. Ten ostatni przypadek dotyczy właśnie „Księcia Nocy” Yves’a Swolfsa.

Najnowsza odsłona „Księcia Nocy” zawiera tomy „Pełnia” oraz „Dziennik Maksymiliana”. Jednakże publikowany przez Egmont „Książę” to nie jedyny słynny cykl autora. Mamy jeszcze zakończonego w roku 2016 „Durango”, który był opowieścią rodem ze spaghetti westernów, „Dampierre” z kolei dział się w okresie Wielkiej Rewolucji Francuskiej, a „James Healer” był historią medium pracującego dla FBI.

„Książę Nocy” to historia konfliktu między wampirem Kerganem a Maksymilianem, dziennikarzem pochodzącym z rodu łowców. W „Pełni” dochodzi do ich  konfrontacji, wskutek której Maksymilian zostaje uznany za seryjnego mordercę. „Dziennik” natomiast dotyczy historii jednego z przodków Maksymiliana i zaproszenia, jakie ten otrzymał do zamku w Karpatach.

Jessica Jones: Puls – Brian Michael Bendis i inni

Nie matura, lecz chęć szczera, zrobi z ciebie reportera

Maciej Rybicki

Najnowsza propozycja Muchy to bezpośrednia kontynuacja rewelacyjnie przyjętego „Aliasa” – chyba jednej z ciekawszych serii komiksowych, jakie ukazały się na polskim rynku w ostatnich latach. Perypetie Jessiki Jones przykuwały uwagę nie tylko znakomitą, wciągającą fabułą, ale przede wszystkim nietypowym podejściem do komiksowej superbohaterszczyzny, a także wyjątkową, niezwykle charakterną główną bohaterką. „Puls” stanowi nieco lżejsze przedłużenie tamtej serii. Lżejsze nie znaczy jednak słabe.

Nietrudno się domyślić, że Brian Michael Bendis skupił się w swojej nowej serii na postaciach Jessiki Jones i Luke’a Cage. Tym razem pojawiają się jednak w zupełnie nowych rolach: przyszłych rodziców, zaś była właścicielka biura Alias zostaje specjalną współpracowniczką Daily Bugle ds. superbohaterów. Widać tu pewne echa tak wspomnianego już „Aliasa”, jak i „Marvels”. Bendis prezentuje nieco odmienne spojrzenie na superbohaterski świat, pokazuje go nam od kuchni.  Nakłada na to specyficznie „dziennikarski” filtr, dodający historiom charakteru. Rzecz jasna scenarzysta korzysta też z okazji, by sięgnąć po innych ze swoich ulubionych bohaterów, chociażby Spider-Mana czy Bena Uricha.

Biorąc pod uwagę, że seria ta nie została wydana (jak np. „Alias”) w ramach imprintu MAX, trudno się dziwić, że ma zdecydowanie lżejszy wydźwięk niż wcześniejszy tytuł poświęcony Jessice Jones, czy choćby „Daredevil. Nieustraszony” tego samego autora. Wciąż jednak nie można posądzać Bendisa o pisanie klasycznej superbohaterszczyzny. Gdzie indziej znajdziemy bowiem historię o podupadłym superbohaterze czy  zasadniczy wątek fabularny opleciony wokół perypetii związanych z ciażą i narodzinami dziecka dwojga członków Avengers? No właśnie. Bendis traci może w „Pulsie” nieco bezkompromisowości znanej ze swoich wcześniejszych prac, jednak udaje się mu zachować ich ducha.

Jezioro ognia – Nathan Fairbairn, Matt Smith

Dlaczego to zawsze muszą być kosmici?

Jagoda Wochlik

„Jezioro ognia” to debiut Nathana Fairbairna w roli scenarzysty. Wcześniej pracował zarówno dla Marvela, jak i dla DC. Matt Smith jest natomiast rysownikiem i scenarzystą komiksu „Barbarian Lord”. „Jezioro ognia” oryginalnie ukazało się w pięciu zeszytach, natomiast polskie wydanie mieści się w jednym tomie. I bardzo dobrze, czytelnik otrzymuje możliwość poznania całości, bez potrzeby kupowania kolejnych i kolejnych tomów.

„Jezioro ognia” to historia dwóch młodych śmiałków, którzy postanawiają dołączyć do krucjaty lorda Montfort. W XIII wieku krzyżowiec ten oblegał zamek Castelnaudary. Lord, przeczuwając kłopoty związane z ich porywczymi charakterami, postanawia pozbyć się młodzików z obozu, wysyła ich więc w towarzystwie zmęczonego życiem rycerza, Mondragona, oraz inkwizytora, brata Andraud, do Montaillou, miasteczka z którego pozbyć się mają heretyków. W komiksie wspomniane są także inne wydarzenia z tamtych czasów, jak choćby rzeź Beziers.

Fikcyjne wydarzenia przeplatają się z historycznymi. Gdy nasza drużyna przybywa do Montaillou, wieśniacy opowiadają im, że prześladują ich potwory. Krzyżowcy na początku nie bardzo chcą im wierzyć, jednak w nocy rzeczywiście napadają na nich dziwaczne stwory. Rycerze postanawiają uwolnić ludzi od nękających ich straszydeł, które okazują się być… obcymi.

Z całą pewnością był to jakiś pomysł na historię. Gorszy lub lepszy, ale na pewno stanowiący mocny punkt wyjścia. Kłopot w tym, że Nathan Fairbairn operuje okropnymi stereotypami. Mamy więc dwóch młodych zapaleńców pełnych ideałów, starego rycerza, który dużo już widział, dużo przeżył, poznał świat i teraz musi topić smutki w winie, porywczego inkwizytora, głuchego na jakiekolwiek argumenty, zafiksowanego na paleniu wszystkich na stosie. Kłopot w tym, że żadnego z nich nie poznajemy na tyle, by ich losy w ogóle nas obchodziły.

Gwiezdny zamek. 1869: Podbój kosmosu – Alex Alice

Juliusz Verne komiksu

Jagoda Wochlik

Alex Alice największą sławę zyskał jako twórca wydanego również na polskim rynku, „Trzeciego testamentu”, historii o zaginionym manuskrypcie będącej połączeniem fantasy, wątków religijnych oraz powieści awanturniczej. „Gwiezdny zamek” to z kolei zgrabny mariaż powieści historycznej o rozwoju techniki końca XIX wieku i fantastyki.

Serafin jest synem Claire, zapalonej badaczki, która zginęła podczas próby udowodnienia, że substancja zwana eterem, mogąca między innymi szybko napędzać maszyny, naprawdę istnieje. W rok po jej tragicznej śmierci Serafin i jego ojciec otrzymują tajemniczy list. Wynika z niego, że dziennik Claire został odnaleziony w Bawarii. Znalazca prosi ich o przyjazd na miejsce i pomoc w próbie udowodnienia, że badaczka miała rację.

„Gwiezdny zamek” to, jak już wspomniałam, zabawne i zgrabne połączenie historii z fantastyką. Niektóre występujące tu postaci są autentyczne. Choćby Bismarck, którego portretuje się jako chciwego łotra, próbującego podporządkować sobie Prusy (a potem może świat?), cesarzowa Sissi czy Ludwik Bawarski, nazywany też Bajkowym Królem. Zresztą, znajdziemy w komiksie wiele odwołań do życia władcy – naprawdę był miłośnikiem opery i mecenasem Wagnera (on również jest jednym z bohaterów), budował przepiękne, bajkowe pałace, stronił od ludzi i uważał się za Percivala (do czego również odnoszą się komiksowe kadry). O ile jednak historycy są skłonni przypisywać mu szaleństwo, o tyle na kartach tej opowieści Ludwik jest marzycielem, owszem, ale także odkrywcą, który nie ginie zamordowany i pozbawiony tronu, lecz wsiada na wypełnioną eterem powietrzną łódź, która unosi go w przestrzeń kosmiczną, między gwiazdy.

Jest więc tu trochę nawiązań do legend, jest trochę historii, trochę fantastyki, trochę przygody i skromny wątek szpiegowsko-polityczny. Całość to bardzo zgrabny mix, którego nie powstydziłby się Juliusz Verne, gdyby, rzecz jasna, rysował komiksy, a nie pisał książki. Mógłby nawet śmiało przedstawić fabułę Alice’a jako własną.

Giant days. Królowe dramy; Giant days. Obudźcie mnie, jak będzie po wszystkim – John Allison, Max Sarin, Lissa Treiman

Wielkie dni

Jagoda Wochlik

„Giant days” to seria autorstwa Johna Allisona, Max Sarin i Lissy Treiman. Od 2011 do 2015 roku ukazywała się jako komiks internetowy, natomiast w 2015 roku wydana została w formie papierowej. Komiks dostrzegli także krytycy. Lissa Treiman, wcześniej pracująca dla Disneya, została okrzyknięta najlepiej zapowiadającą się debiutantką roku. Na polskim rynku, nakładem wydawnictwa Non Stop Comics, wydano jak dotąd dwa tomy serii – „Królowe dramy” i „Obudźcie mnie, jak będzie po wszystkim”.

„Giant days” jest opowieścią o trzech dziewczynach, które poznają się w akademiku. Ich pokoje sąsiadują ze sobą, a one szybko się zaprzyjaźniają, mimo że wydają się zupełnie różne. Esther jest wolnym duchem, rzadko bywa na wykładach i często wpada w kłopoty, z których wychodzi z wdziękiem, jak na prawdziwą królową dramy przystało. Daisy jest cicha i pokornego serca, w kieszeni nosi osieroconego gołębia. Susan, choć najrozsądniejsza z całej trójki, też ma własną dramę: na tej samej uczelni właśnie rozpoczął studia jej dawny chłopak.

„Giant days” wpisuje się w nurt historii o dorastających nastolatkach. Kiedyś tego typu odnogę literatury nazywało się bildungsroman, dziś określenie to wyparte zostało przez „young adoult”. Jest to typ literatury dla nastolatków, które powoli dojrzewają, ale jeszcze nie są pełnoprawnymi dorosłymi. Takie są też bohaterki tego komiksu. Wystarczająco dorosłe, by uprawiać seks i palić, niewystarczająco, by brać życie na poważnie, ze wszystkimi konsekwencjami

Nawiedzony dom na wzgórzu – Shirley Jackson

Nawiedzony dom na wzgórzu

Jagoda Wochlik

Shirley Jackson wydała swoją pierwszą powieść w 1948 roku. Od tamtej pory publikowała w „New Yorkerze”, „The Saturday Evening Post”, „The Ladies”. Tworzyła powieści grozy oraz powieści obyczajowe. Jej najsłynniejszy utwór, za który uważa się „Nawiedzony Dom na Wzgórzu”, doczekał się dwóch adaptacji filmowych. Polskim czytelnikom twórczość autorki postanowiło przybliżyć wydawnictwo Replika, wydając zarówno „Nawiedzony Dom na Wzgórzu”, jak i „Zawsze mieszkałyśmy w zamku”.

Doktor Montague, antropolog, miłośnik zjawisk paranormalnych postanawia zbadać tajemnicę owianego złą sławą Domu na Wzgórzu. W tym celu wynajmuje starą posiadłość i zaprasza do niej kilka osób, które w przeszłości także miały styczność ze zjawiskami nadprzyrodzonymi. Do domu przybywają dwie młode kobiety – Ealinor i Theodora oraz przyszły dziedzic posiadłości, Luke.

Choć nietrudno mi sobie wyobrazić, że niegdyś utwory Shirley Jackson były niezwykle popularne, po lekturze „Nawiedzonego Domu na Wzgórzu”, muszę stwierdzić, że przynajmniej ten tekst nie wytrzymał próby czasu. To, co niegdyś mogło straszyć, dziś wywołuje jedynie nikły uśmieszek nostalgii. Bohaterowie są wyjątkowo papierowi, czytelnik otrzymuje na ich temat jedynie szczątkowe informacje. Główna bohaterka, Ealinor, bardziej przypomina rozedrganą emocjonalnie XIX-wieczną pensjonarkę, rozmiłowaną w romansach, niż kobietę charakteryzowaną przez narratora jako odpowiedzialna i sympatyczna, która przez dekadę opiekowała się schorowaną matką. Pozostali bohaterowie również są nakreśleni bardzo grubą kreską. Z punktu widzenia współczesnego czytelnika, trudno ich zaakceptować i polubić.

Briggs Land. Kobieca ręka – Brian Wood, Mack Chater

Briggs Land. Kobieca ręka

Jagoda Wochlik

Za „Briggs Land” odpowiedzialni są Brian Wood i Mack Chater. Pierwszy z nich początkowo pracował przy produkcji gier komputerowych, a swój pierwszy komiks wydał w 1998 roku. Nosił on tytuł „Channel Zero”. Przez cztery lata współpracował z DC, dla których stworzył scenariusze ponad stu komiksów. Pisał też „Conana” oraz dialogi do komiksów z serii „Star Wars”. Mark Chater, zanim przystąpił do prac nad „Briggs Land”, najpierw pracował dla Marvela, rysując cykl „Czarna Pantera”. W Polsce ich wspólne dzieło, którego „Kobieca ręka” stanowi tom pierwszy, ukazało się nakładem wydawnictwa Egmont.

Rodzinę Briggsów poznajemy w momencie, kiedy Grace, nestorka rodu, postanawia wyrwać się spod kurateli swojego męża, Jacka, od lat siedzącego w więzieniu za próbę zabójstwa prezydenta. Grace nie chce już wykonywać jego poleceń, zamierza przejąć rodzinny majątek – setki kilometrów ogrodzonego terenu, na którym stoi nie tylko dom jej rodziny, ale także zamieszkiwana przez wielu ludzi wioska. Tylko głowa rodziny może decydować, kto ma prawo wejść na Terytorium albo je opuścić. Grace musi liczyć się nie tylko z faktem, że mąż w odwecie będzie próbował ją zabić, ale także z zagrożeniem ze strony jej trzech dorosłych synów, którym nie do końca podoba się, iż na czele klanu ma stanąć kobieta. Równocześnie obserwujemy  dwójkę agentów FBI, którzy prowadzą śledztwo w sprawie poczynań rodziny Briggsów.

Strony