Subiektywnie

Pape Satàn aleppe. Kroniki płynnego społeczeństwa – Umberto Eco

Anna Parot

Książka budziła we mnie sprzeczne skojarzenia na długo przed rozpoczęciem lektury. Z jednej strony czekałam na podobnie dowcipny zbiór jak „Zapiski na pudełku od zapałek”, również składający się z osławionych felietonów z „L'Espresso”. Z drugiej był tytułowy cytat z „Boskiej Komedii” Dantego – tajemnicze zdanie wykrzykiwane u wrót piekielnych. Czy przeklina tych, co dalej iść się nie boją? Do tego „płynne społeczeństwo” w podtytule; nawiązanie do Zygmunta Baumana nadawało mojemu oczekiwaniu gorzki smak.

Otwarłam paczkę z książką, artykuły z ostatnich 15 lat życia autora (2000–2015), a tam feeria bollywoodzkich barw. Pomarańcze i róże. Ani trochę nie zmniejszyło to wewnętrznego rozdźwięku. Spojrzałam na książki Baumana na półce – czarno i szaro. Wyruszyłam w podróż po lekturze „Pape” z lekką konfuzją, ale i wielką ciekawością.

Zamieszczane w kultowym włoskim tygodniku teksty Eco w założeniu miały być krótkie i zwięzłe. Jak pociągnięcia pędzla wprawnego portrecisty. Dzięki tej formule czytelnik otrzymuje esencję treści zwieńczoną szybką, precyzyjną puentą. To lektura dla ludzi lubiących błyskotliwe, ironiczne szkice. Stajemy się uczestnikiem barwnego dialogu prowadzonego przez uczonego ze współczesnością.

Daredevil. Nieustraszony! Tom 2 – Brian Michael Bendis, Alex Maleev i inni

Rządy nieustraszonego

Maciej Rybicki

Co tu dużo pisać, pierwszy tom „Daredevila” autorstwa Briana Michaela Bendisa i Alexa Maleeva okazał się nie tylko najbardziej wyczekiwaną premierą 2017 roku na polskim rynku komiksowym, ale prawdopodobnie i jednym z najlepszych tytułów, które ukazały się w naszym kraju w ostatnim czasie.. Po długich perypetiach z wydaniem tej serii przez Sidecę sprawy w swoje ręce wziął największy rodzimy wydawca i momentalnie ruszyły one z kopyta. Już dwa miesiące po premierze pierwszego albumu czytelnicy dostali w swoje ręce tom drugi.

Makabryczne interpretacje opowieści – Stephen King, Berni Wrightson, Michele Wrightson, Jack Kamen

Anna Parot

W zasadzie wszystko składa się idealnie. Po obejrzeniu 2 sezonów „Stranger Things” i dawce filmowych wspomnień o tym, jak wyglądało życie amerykańskich dzieciaków w latach 80-tych, sięgam po klasyczny komiks ze scenariuszem Stephena Kinga. No czego chcieć więcej, żeby zaspokoić mojego wewnętrznego smarkacza, który w PRL-u mógł tylko marzyć o fantastycznych wydawnictwach jak „DC Comics” czy „Marvel”?

W środku świetne kadry autorstwa Berniego Wrightsona, kultowego, zmarłego w 2017 roku, rysownika. Przepiękne nawiązanie do stylowej kreski klasycznych komiksów grozy z lat 50-ych. Jednocześnie wyszły spod ręki artysty, który tchnął życie w postać Potwora z Bagien, rysował Batmana czy stworzył epickie dzieło, ilustrując powieść Mary Shelley „Frankenstein”. Jego prace są mocno osadzone w epoce niezapomnianych „żywych trupów” i doskonale oddają klimat powieści graficznych retro. Był w 1982 roku wymarzonym kandydatem do zilustrowania pięciu makabrycznych opowiastek Stephena Kinga. Co ciekawe, historie składały się na scenariusz filmu George’a A. Romero – „Creepshow”. Dwie mistrz grozy napisał specjalnie na potrzeby ekranizacji, trzy są interpretacją wcześniejszych utworów.

Film wchodzi do kin w tym samym roku, w którym  książka trafia na półki. Na okładce pierwszego amerykańskiego wydania zeszytu znajdziemy wyraźne odwołanie do nazwiska reżysera. Idealny zabieg marketingowy i wielka konsekwencja stylistyczna. Filmowcy zbudowali klimat obrazu, korzystając z efektów specjalnych wprost zaczerpniętych z komiksu.

Mamy więc kultowego pisarza, rewelacyjnego rysownika i charakternego reżysera. Mamy masę ciekawych zapożyczeń, smaczków, stylizacji. Jest duch epoki. Jest zabawa obrazem, kreską – przenikanie się filmu i literatury. Mamy wreszcie – może nie straszne, ale za to zabawne – stylowe przypowiastki horror comedy. Faktycznie gratka dla miłośników klasyków w typie „Opowieści z krypty”. Gdyby nie jedno.

Guardians of the Galaxy. Grzech pierworodny – Brian Michael Bendis, Ed McGuinness, Valerio Schiti

Galaktyczne tu i tam

Maciej Rybicki

Muszę przyznać, że nawet nie wiem kiedy zleciało kilka wcześniejszych tomów „Guardians of the Galaxy”, a tu do rąk dostajemy kolejny, już piąty (a licząc crossover z „All-New X-Men” – szósty) album w tej serii. I choć Strażnicy w wersji komiksowej z linii Marvel Now! nie zachwycają aż tak, jak ich kinowa inkarnacja, wciąż jest to zupełnie przyzwoita rozrywkowa seria.

Thorgal. Kriss de Valnor Tom 7: Góra Czasu – Xavier Dorison, Mathieu Mariolle, Frederic Vignaux

Im bliżej końca, tym wyższy poziom

Marek Adamkiewicz

Przez lata twórcy „Thorgala” wyrobili swojej serii taką renomę, że dzisiaj jest to komiks doskonale rozpoznawalny, generujący ogromne zainteresowanie odbiorców i, najprawdopodobniej, przynoszący spore zyski. Nic dziwnego, że w głowach osób odpowiedzialnych za markę powstał pomysł, by do głównego cyklu dopisać kilka pobocznych, skupiających się na innych znanych postaciach z uniwersum. Obecnie zbliżamy się do końca pierwszego thorgalowego spin-offu. Mowa o „Kriss de Valnor”. „Góra Czasu” dzieje się równolegle do „Szkarłatnego Ognia” i po kolejnym tomie połączy się fabularnie z „Thorgalem”.

Po wydarzeniach zaprezentowanych w „Wyspie zaginionych dzieci” bohaterka postanawia wyruszyć w niebezpieczną podróż, pragnie bowiem odnaleźć syna. Kriss nie ma jednak czasu na wielomiesięczne poszukiwania, korzysta więc z niesamowitych właściwości tak zwanej Góry Czasu, fenomenu natury pozwalającego na skrócenie drogi i szybsze osiągnięcie celu. Sęk w tym, że igrając z czasem, Kriss na swojej drodze spotyka inne, wcale nieskore do pomocy wersje samej siebie. Tymczasem Jolan, obecnie władający wikingami Północy, pragnie zakończyć wojnę z wyznawcami Javhusa. Dlatego, za namową pewnego mędrca, decyduje się na pojedynek z liderem przeciwników. Ten, kto wyjdzie z tej próby zwycięsko, przejmie kontrolę nad wojskami i ziemiami wroga, kończąc tym samym krwawy i wyniszczający konflikt.

Yoro – Marina Perezagua

Jagoda Wochlik

Marina Perezagua ukończyła historię sztuki na Uniwersytecie w Sewilli. Natomiast na Uniwersytecie Stanowym w Nowym Jorku obroniła doktorat z literatury. Do tej pory wydała dwa zbiory opowiadań, bardzo dobrze przyjęte przez krytykę. „Yoro” jest jej pierwszą powieścią. Jest to też pierwsza pozycja tej autorki, która ukazała się na rynku polskim.

H. stała się jedną z ofiar amerykańskiego ataku na Hiroszimę. Ale nawet przed wybuchem bomby nie była zwykłym dzieckiem. Chorowała na hermafrodytyzm – urodziła się zarówno z żeńskimi, jak i męskimi narządami rozrodczymi. Choć była wychowywana jako mężczyzna, zawsze czuła się kobietą. Bestialski atak na Hiroszimę otworzył przed nią nowe możliwości – mimo że straszliwie cierpiała z bólu i straciła penisa, wreszcie dzięki szeregowi operacji plastycznych mogła spełnić swoje marzenie i stać się kobietą. Jim natomiast był amerykańskim żołnierzem, który trafił do niewoli. Zmuszony do ciężkiej pracy w nieludzkich warunkach, cudem uniknął śmierci. Co ich łączy? Yoro, mała dziewczynka, wychowanka Jima, przedmiot tajnego, rządowego projektu. Dziewczynka, na której poszukiwaniach wspólnie strawią niejeden rok.

Torpedo 1972 – Enrique Sánchez Abulí, Eduardo Risso

Strzeż się cyngla z Parkinsonem

Maciej Rybicki

„Torpedo 1936” Enrique Sáncheza Abulíego i Jordiego Berneta cieszy się od lat opinią jednego z najlepszych europejskich czarnych kryminałów… a może i nie tylko europejskich. Perypetie tytułowego Torpedo – płatnego zabójcy, żyjącego w nowojorskim półświatku czasów Wielkiego Kryzysu – przez lata zdobywały uznanie i sympatię tak fanów, jak i krytyków. Najlepszym tego przykładem może być uhonorowanie serii nagrodą dla najlepszego albumu zagranicznego na Festiwalu w Angoulême w 1986 roku Lata jednak mijały, a o kolejnych przygodach gangstera było niepokojąco cicho… aż do tego roku, gdy do hiszpańskiego scenarzysty dołączył znany choćby ze „100 naboi” rysownik Eduardo Risso. W efekcie ich współpracy powstała kontynuacja cyklu. Przed państwem „Torpedo 1972”.

Punisher Max tom 3 – Garth Ennis, Leandro Fernandez, Goran Parlov

Zwalczając ogień za pomocą ognia

Marek Adamkiewicz

Dwie poprzednie odsłony „Punisher Max” przyniosły nam kawał niezwykle mrocznej i bardzo brutalnej sensacji. Garth Ennis zaproponował w nich spojrzenie w głąb zdegenerowanego świata przestępczości zorganizowanej, a lektura całości robiła bardzo przygnębiające, ale zarazem także osobliwie hipnotyzujące wrażenie. Skala opisywanego zwyrodnienia powodowała, że zaczynaliśmy kibicować poczynaniom Punishera podczas jego krwawych rozpraw z bandytami. Najnowszy tom serii nie tylko tego obrazu nie zmienia, ale jeszcze go pogłębia. Mamy tu do czynienia prawdopodobnie z najbardziej udanymi historiami wydanymi w ramach cyklu.

Tym razem Frank Castle bierze na cel szajkę pochodzących z Europy Wschodniej handlarzy żywym towarem i stręczycieli kobiet. Grupa jest wyjątkowo okrutna, a konsekwencją traktowania przez nich „podopiecznych” są złamane życia i rany, których nie sposób wyleczyć. Po zakończeniu tej sprawy Punisher ląduje w Miami, gdzie postanawia rozprawić się z członkami pewnej korporacji. Na miejscu trafia na godnego siebie przeciwnika – wynajętego przez szefa firmy, niejakiego Barracudę, najemnika bez zasad i litości, który uwielbia stosować wobec przeciwników wymyślne sposoby zadawania bólu.

Zapach diabła – Mons Kallentoft

Nic nowego pod słońcem

Jagoda Wochlik

Mons Kallentoft od lat dzielnie walczy o tytuł króla szwedzkich kryminałów. Debiutował powieścią „Pesetas”. Otrzymał za nią nagrodę Związku Pisarzy Szwedzkich. Prawdziwy rozgłos przyniósł mu jednak cykl o komisarz Mallin Fors. Pierwszą jego częścią była „Ofiara w środku zimy”. Obecnie, nakładem wydawnictwa Rebis, otrzymaliśmy już dziesiąty tom serii, zatytułowany „Zapach diabła”. Powieścią tą pisarz planuje otworzyć także nowy cykl, w którym skupiał się będzie na ludzkich zmysłach.

Niewyjaśniona sprawa morderstwa małego chłopca sprawia, że Mallin Fors pije coraz więcej i coraz częściej. Zatroskani przyjaciele wysyłają ją na odwyk lecz to niewiele pomaga. Jedynym ratunkiem dla kariery policjantki z Linköping okazuje się wyjazd do szwedzkiej ambasady w Tajlandii, gdzie Mallin ma podjąć funkcję oficera łącznikowego. Krótko po objęciu przez nią stanowiska, brutalnie zamordowana zostaje obywatelka Szwecji. Mallin coraz bardziej angażuje się w śledztwo

Nie czytałam poprzednich książek o Mallin Fors, dlatego będę tę powieść oceniać jako autonomiczny byt, nie natomiast część większej całości. Jak zatem prezentuje się „Zapach diabła”? Przede wszystkim powiela znane z tysięcy innych książek, a moim zdaniem nieco już przebrzmiałe, schematy. Kallentoft nie oszczędza swojej bohaterki. Każe jej pić na umór, zataczać się po ulicy, wymiotować w ciemnych alejkach i odwiedzać podejrzane lokale. Obdarowuje ją przeszłością nie do pozazdroszczenia – byłym mężem, partnerem, który zostawił ją dla młodszej, z którą w dodatku będzie miał dziecko i konfliktem z córką.    Mallin dręczy także nierozwiązana do tej pory sprawa. Wszystko to jest czytelnikowi znane i niemiłosiernie już ograne, ale z drugiej strony pozwala czuć się jakże swojsko i bezpiecznie. Czytasz i otrzymujesz dokładnie to, czego się spodziewasz.

Guardians of the Galaxy. Strażnicy w rozsypce – Brian Michael Bendis, Nick Bradshaw i inni

Dziel i rządź

Maciej Rybicki

W zasadzie od samego początku wydawanej w ramach Marvel Now! serii „Guardians of the Galaxy”, autorstwa Briana Michaela Bendisa grupa gwiezdnych herosów była stylizowana na kosmiczną wersję Avengers, jeśli wręcz nie na ich pozaziemski oddział. Zaangażowanie w sprawy naszej planety, kontakty z Tonym Starkiem, wreszcie czynny udział w wydarzeniach „Nieskończoności” czy „Procesu Jean Grey” pokazały, że związek Star-Lorda, Draxa, Gamory, Rocketa i Groota z naszą planetą jest znacznie ciaśniejszy, niż można by się spodziewać. Najnowszy tom serii nawiązuje nieco do jednej z najlepszych historii o Avengers nawet tytułem, choć, w polskim tłumaczeniu, może to umknąć czytelnikowi. W oryginale album ten został jednak wydany pod jednoznacznie kojarzącym się tytułem: „Guardians Disassembled”.

Strony