Subiektywnie

Fandom – Anna Day

Gdy sen staje się koszmarem

Anna Szumacher

Wbrew pozorom tytuł nie odnosi się do jakości powieści – która wniosła nieco świeżości w quasi-średniowieczne fantasy dla młodzieży – a do samej fabuły. Otóż tym razem grupa bohaterów z naszego świata zostaje przeniesiona do wnętrza bestsellerowej książki/filmu (chyba nawet bardziej tego drugiego) i… no właśnie. Zapowiadało się kolejne czytadło z serii: „moje marzenia stały się prawdziwe”, ale to raczej opcja: „uważaj, o czym marzysz…”.

Główną bohaterką „Fandomu” jest nastoletnia Violet, normalna amerykańska uczennica, z gatunku tych o przeciętnej urodzie i inteligencji. Więcej w sumie chyba nie trzeba o niej wiedzieć, poza tym, że jest wielką fanką książki „Taniec na szubienicy”. Razem z młodszym bratem Natem, Alice (przyjaciółką z rodzaju tych idealnych: piękna i mądra) i koleżanką z klasy, Katie, wyruszają na Comic Con, gdzie mają się zjawić odtwórcy głównych filmowych ról w ekranizacji „Tańca…”. Violet i Alice oczywiście kochają się w głównym bohaterze, imieniem Willow, i jednocześnie chciałyby być takie, jak główna bohaterka, czyli Rose. Docierają na Comic Con (zazdrość) i przez splot nadzwyczajnych wydarzeń zostają przeniesione do swojego wyśnionego świata, akurat w okolice prologu książki. Póki co klasyk. Potem robi się zdecydowanie lepiej.

Tutaj warto wspomnieć, że uniwersum „Tańca na szubienicy” to nie realia „Kucyków Pony”. Bliżej mu do postapokaliptycznej, osadzonej w Londynie „Gry o tron”. Krótko mówiąc, to świat z gatunku: zgadnij, w jaki sposób umrzesz, bo to jedyny wybór, jaki masz w życiu.

Punisher Max. Tom 4 – Garth Ennis, Leandro Fernandez, Lan Medina

Echa przeszłości

Marek Adamkiewicz

Punisher to bez cienia wątpliwości jeden z najbardziej bezkompromisowych antybohaterów w mainstreamowym komiksie superbohaterskim. Prowadzący prywatną wojnę z przestępczością Frank Castle zostawił za sobą tysiące ofiar, ale nigdy nie były to osoby niewinne – mściciel zawsze brał na cel członków zorganizowanych grup przestępczych i degeneratów, raz na zawsze uwalniając od nich społeczeństwo. W interpretacji Gartha Ennisa bohater jest jeszcze bardziej bezwzględny i krwiożerczy, a jego misja cechuje się wyjątkową brutalnością. Czwarty tom „Punishera” ukazującego się w ramach imprintu „Max” tego obrazu rzeczy nie zmienia.

Także i tym razem na całość składają się dwie osobne opowieści. Pierwsza z nich traktuje o polowaniu na rosyjskiego zbrodniarza wojennego, generała Zacharowa, który podczas Zimnej Wojny „zasłynął” brutalnymi mordami dokonywanymi na ludności cywilnej. Były wojskowy stanowi dla Castle’a spore wyzwanie, ponieważ tak jak on każdy swój ruch planuje z dużym wyprzedzeniem. Jedno jest pewne – ich potyczka będzie krwawa. Druga opowieść prezentuje próbę zemsty na Punisherze, dzieło  wdów po zamordowanych przez niego gangsterach. W sprawę dodatkowo angażuje się pewna tajemnicza kobieta, która ma własne porachunki z tymi paniami.

Mając w pamięci bardzo wysoką jakość, jaką charakteryzowały się poprzednie odsłony serii, można było spodziewać się, że i tym razem Ennis nie obniży lotów. I faktycznie, kolejne dwie opowieści o Punisherze ponownie stoją na odpowiednim poziomie. Jednak o ile przy okazji recenzji tomu numer trzy pisałem, że jeśli ktoś nie zna cyklu od początku, to może spokojnie zacząć swoją z nim przygodę od tego właśnie momentu, o tyle teraz już tak nie jest. Obie składowe są bowiem mocno powiązane z wydarzeniami, które miały miejsce we wcześniejszych zeszytach i dla komfortu lektury dobrze  poznać je przed zapoznaniem się z kolejnymi perypetiami Castle’a.

O człowieku, który stracił cień – Joyce Carol Oates

Straszna jest ta droga

Aleksander Księżopolski

Po przeczytaniu blurba sięgnięcie po „O człowieku, który stracił cień” nie było dla mnie oczywiste, mimo intrygującego zarysu fabuły. Pierwsze zdanie na tyle okładki to poważne pytania o relacje i miłość, choć zadane w sposób niejako patetyczny. Jej front również nasuwa pewien zestaw skojarzeń – dramatyczno-romantycznych, a fanem romansów nie jestem… Jednak zaryzykowałem. I było warto.

„O człowieku...” to powieść o młodej badaczce, Margot Sharpe, oraz jej życiu naukowym, które nierozerwalnie wiąże się z chorym na amnezję Elihu Hoopes’em – E.H. – który jest bohaterem lub obiektem jej badań i/lub obsesji i/lub miłości. Rozróżnienie w tym miszmaszu kategorii robi się coraz trudniejsze z biegiem stron i lat, które mijają w książce, bo Sharpe jest z jednej strony przedstawiona jako przykładna, fanatycznie wręcz oddana sprawie naukowczyni, ale z drugiej dopuszcza się poważnych nadużyć etycznych wobec badanego i ma romans ze swoim o kilkadziesiąt lat starszym, naukowym ojcem – Miltonem Ferrisem. Trzeba zaznaczyć, że ten romans – i późniejszy również – nie jest główną osią fabularną w książce związki bohaterki. Obecność wszechwiedzącego narratora sprawia, że „O człowieku...” czyta się jak biografię, względnie powieść biograficzną, a nie jak romans. Dzięki temu przełamania narracji za pomocą monologów lub wspomnień Elihu zapisanych kursywą są o wiele ciekawsze, tak samo jak akapity pisane z perspektywy osoby dotkniętej amnezją. Styl prowadzenia historii pozostawia niewiele miejsca na napięcia – niemal na samym początku czytelnik poznaje datę śmierci E.H. i może domyślić się charakteru stosunków, jakie miała z nim Sharpe (bo trudno tu mówić o odwzajemnieniu czegokolwiek). Przez to otwierające książkę zdanie „Unicestwienie nie jest niczym strasznym. Straszna jest ta droga” a także powtarzająca się w ustach E.H. mądrość Buddy nabierają prawdziwego ciężaru.

Wolverine, tom 3 – Jason Aaron i inni

A niech go wszyscy diabli

Maciej Rybicki

Logan jaki jest, każdy widzi… a przynajmniej wielu tak sądzi. Koniec końców to postać tak popularna, że mimo ogromnego potencjału, jaki daje scenarzystom, trudno przychodzi im wymyślenie historii pokazującej Wolverine’a w nowy, zaskakujący sposób. A jednak trafiają się tacy, którym się to udaje. I to w wyjątkowo efektowny sposób – tak, jak Jasonowi Aaronowi. W trzecim tomie jego zebranych historii z Rosomakiem w roli głównej autor ten udowadnia, że nieprzypadkowo dorobił się tak obszernej antologii sygnowanej swym nazwiskiem. Po raz kolejny pokazuje bowiem, że „czuje” Wolverine’a jak mało kto – mimo iż stawia Logana w wyjątkowo nietypowych sytuacjach, udaje mu się nie tylko zachować, ale wręcz podkreślić jego wyjątkowy charakter.

Wampiry – Filipe Melo, Juan Cavia

Demony wojny według Melo

Marek Adamkiewicz

Od jakiegoś czasu Mucha Comics coraz mocniej zaznacza swoją pozycję jako wydawca komiksowej grozy. Jej nakładem ukazało się kilka interesujących serii, że wspomnę choćby o błyskotliwym i klimatycznym „Fatale” czy niejednoznacznym „Outcast. Opętanie”. Majowa nowość, „Wampiry”, nie jest na pewno czystej krwi horrorem, ale  wykorzystuje jego elementy, by we frapujący sposób zaprezentować nam okropieństwa wojny. Dzieło Filipe Melo i Juana Cavii jest dosyć hermetyczne i daleko mu do mainstreamowego straszydła, stąd pytanie – czy takie podejście do tematu ma szansę na szersze przebicie się do świadomości fanów? Liczę, że tak, ponieważ jest to tytuł naprawdę wartościowy.

Akcja komiksu dzieje się w Gwinei, na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Trwają wojny kolonialne, w których Portugalia stara się utrzymać kontrolę nad swoimi „zamorskimi prowincjami”. W samym środku wojennej zawieruchy grupa żołnierzy zostaje wysłana w niejawną misję do Senegalu. Większość żołdaków nie zna nawet jej celu, we krwi mają jednak wypełnianie rozkazów. Także tym razem chcą dopełnić obowiązku, ruszają więc w niebezpieczną podróż przez afrykańską dżunglę. Wokół nich szybko zaczynają dziać się niepokojące rzeczy, jednak czy to wpływ tropikalnego klimatu i powstałe w jego wyniku omamy, czy też na najeźdźców faktycznie czyha coś złowieszczego?

Gniazdo – Terry Goodkind

Gniazdo grubymi nićmi szyte

Aleksander Księżopolski

Terry Goodkind zasłynął swoim nadzwyczaj popularnym cyklem „Miecz prawdy” i wydaje się, że dopiero niedawno zaczął wychodzić ze swoją twórczością poza historie w jakiś sposób do niego nawiązujące. „Pierwsze prawo magii” było powieścią dość przeciętną jak na standardy fantasy i cierpiącą nieco przez polski przekład, ale chwytającą za serce i angażującą czytelnika. Zobaczywszy „Gniazdo”, nie mogłem sobie odmówić recenzji najnowszej książki tego autora.

W  powieści Goodkinda śledzimy losy Kate Bishop, audytorki ds. bezpieczeństwa w swojej firmie, której brat, John, został brutalnie zamordowany. Wkrótce okazuje się, że stało się to z powodu daru rozpoznawania morderców, który posiada również Kate. Życie bohaterki robi się nieciekawe, bo zaczyna czuć na karku oddech zabójcy. Brzmi intrygująco, lecz tylko z początku. Pomijając oczywiste ustępstwa, jakie czytelnik musi uczynić, by uwierzyć w ten dar, powieść szybko traci na wiarygodności. Początkowe fazy, w których Kate oswaja się z rzeczywistością po śmierci brata, jej rozmowy z policjantką Janek i elementy życia zawodowego (pośrednim powodem śmierci Johna była jej przedłużona delegacja), a także korporacyjna machina, na której fabuła się nie koncentruje, są najlepszymi elementami tej historii. Potem, niestety, sprawy przybierają dziwny i dość absurdalny obrót: po spotkaniu Jacka Rainesa, który wtajemnicza ją w realia świata przestępców, wchodząc do darkwebu przez laptop na wystawie w sklepie z elektroniką, zaczynają treningi walki wręcz w hotelowym pokoju, a Kate bezproblemowo używa wyjątkowo trudnej techniki zabijania po tym, jak ją raz zobaczyła. Interwencja Mosadu i ogółem całe zakończenie też trudno uznać za wiarygodne jak na standardy powieści.

BBPO. Plaga Żab. Tom 2 – Mike Mignola, John Arcudi, Guy Davis i inni

Tu nic nie ujdzie płazem

Marcin Knyszyński

W pierwszym tomie „BBPO. Plagi żab” doszło do dramatycznych wydarzeń. Biuro Badań Paranormalnych i Obrony zniszczyło co prawda jedno z miejsc „żabiego kultu”, ale daleko jeszcze do opanowania sytuacji. Straszliwe, humanoidalne ropuchy niczym szarańcza rozprzestrzeniają się po kraju a jedyną organizacją zdolną do powstrzymania tego kataklizmu jest B.B.P.O. Hellboy nadal nie daje znaku życia. Abe Sapien również. Drugi tom cyklu w bardzo efektowny i brawurowy sposób rozbudowuje uniwersum Mike’a Mignoli.

Znowu otrzymujemy trzy duże historie zamknięte w jednym tomie. „Zmarli” przenoszą B.B.P.O. z Fairfield w Connecticut do Kolorado, gdzie znajduje się nowa baza organizacji. Gigantyczny, nowoczesny kompleks budynków, koszar i laboratoriów, zbudowany na zboczu góry, staje się nowym domem Biura. Żaby powoli, lecz nieprzerwanie prą na zachód kraju, a B.B.P.O. co chwila znajduje ich kolejne gniazda i kładzie pokotem odradzające się nieustannie zastępy. Tymczasem największe zagrożenie przychodzi niespodziewanie z miejsca ulokowanego tuż pod nosem drużyny – coś dziwnego czuć w powietrzu krążącym po nowym domu.

Ultimate Spider-Man, tom 1 – Brian Michael Bendis, Mark Bagley

Face lifting z lamusa

Maciej Rybicki

O twórczości Briana Michaela Bendisa pisałem dużo. Trudno się zresztą temu dziwić, to bowiem scenarzysta ponadprzeciętnie płodny. Ta obfitość częściowo przekłada się zresztą także i na jego popularność. Równie istotna jest też umiejętność poruszania się w rozmaitych, często wyraźnie różnych od siebie stylistykach. I choć obecnie polski czytelnik najczęściej zachwyca się tą brudną, mroczną stroną Bendisa, pokazaną choćby w „Daredevilu” czy „Jessice Jones”, warto jednak pamiętać, że jego kariera w Marvelu zaczęła się na dobrą sprawę od powierzenia mu „Ultimate Spider-Man” – jednej z flagowych serii właśnie startującego uniwersum Ultimate.

Saga o Potworze z Bagien. Tom 1 – Alan Moore, Stephen Bissette, John Totleben i inni

Zielono mi!

Marek Adamkiewicz

To, co ostatnimi czasy wyprawia Egmont, jest naprawdę niesamowite. Nie dosyć, że dba, byśmy byli na bieżąco z przygodami największych superbohaterów tak DC Comics, jak i Marvela, to prowadzi też kilka innych, nader interesujących serii i cykli wydawniczych. To między innymi linia „DC Deluxe”, „Mistrzowie Komiksu” czy jedna z najnowszych inicjatyw – powrót najgłośniejszych tytułów z oferty Vertigo, imprintu DC Comics. Te ostatnie często pozostawały bardzo długo niewznawiane i ich ponowne zaprezentowanie w naszym kraju to naprawdę duże wydarzenie. Jednym z tych oczekiwanych wznowień jest „Saga o Potworze z Bagien” w interpretacji niezrównanego Alana Moore’a.

Alec Holland to naukowiec, który zginął w wybuchu we własnym laboratorium. Okoliczności wypadku pozostają wyjątkowo niejasne, wielce prawdopodobne jest, że incydent nie był przypadkowy, a za sprawą stoi ktoś, komu nie na rękę były badania Hollanda. Traf chce, że mężczyzna wpada do bagna, a jako że wcześniej badał pewną substancję, sytuacja rozwija się w nieco innym niż zazwyczaj kierunku. Z mokradeł powstaje bowiem… coś. Coś, co niekoniecznie jest już tym samym naukowcem, ale ma też spore problemy z samookreśleniem. Czy to świadoma roślina, czy jednak wciąż człowiek, ale w specyficzny sposób połączony z bagienną florą?

Śmierć Stalina – Fabien Nury, Thierry Robin

Trochę straszno, trochę śmieszno

Maciej Rybicki

Frankofońscy twórcy komiksu bardzo chętnie sięgają po tematy historyczne.  Wiele pozycji dotyka historii najnowszej, XX-wiecznej, ze szczególnym uwzględnieniem drugiej wojny światowej. Fabien Nury, znany choćby z takich tytułów jak „Pewnego razu we Francji”, „Jam jest Legion” czy „Tyler Cross” postanowił przybliżyć czytelnikom owiany tajemnicami i okres walki o władzę w Związku Radzieckim tuż po śmierci Stalina.

Fakt, mówimy o komiksie z akcją osadzoną osiem lat po zakończeniu największego konfliktu zbrojnego w historii świata, jednak unosi się nad nim duch sowieckiej Rosji schyłku ery stalinizmu. Można więc patrzeć na dzieło Nury’ego jako na swoisty dokument, pokazujący jak szalonym krajem był Związek Radziecki. Na kartach „Śmierci Stalina” mamy więc okazję zobaczyć mechanizmy dyktatury strachu Józefa Wissarionowicza Dżugaszwiliego. Widać także kult, autentyczne uwielbienie, jakim postać ta była otoczona przez wielu prostych ludzi przyjmujących bestialskość systemu za normę.

Przede wszystkim mamy jednak do czynienia z kameralną opowieścią, której poszczególne epizody mają szansę stać się kołami napędowymi wielkiej historii. Sam dyktator występuje w zaledwie kilku scenach (wliczając te, w których pojawiają się jego zwłoki). Główne role w tym groteskowym spektaklu przypadają bowiem wierchuszce radzieckiej władzy, przede wszystkim członkom Komitetu Centralnego Partii: Berii, Chruszczowowi, Malenkowowi, Mikojanowi, Kaganowiczowi, Bułganinowi, Mołotowowi czy też marszałkowi Żukowowi. Stajemy się świadkami knowań, gierek, spekulacji i bezwzględnej gry o władzę toczącej się (dosłownie!) nad stygnącym trupem sowieckiego dyktatora. Nury z Robinem wykonali tu kawał znakomitej roboty, oddając duszną atmosferę tamtych dni.

Strony