Subiektywnie

Wszyscy patrzyli, nikt nie widział – Tomasz Marchewka

Grając znaczonymi kartami

Magdalena Makówka

Fantasy łotrzykowska nie od dziś cieszy się dużą popularnością. Któż nie lubi czytać o złodziejach, którzy przy bliższym poznaniu okazują się całkiem sympatyczni? Tak jak w przypadku każdego poczytnego gatunku, wydawcy publikują pozycje zarówno wartościowe, jak i wtórne i niewnoszące nic nowego. Czy Tomasz Marchewka ustrzegł się powielania schematów i napisał powieść na miarę Scotta Lyncha?

Niełatwo zrobić karierę w Hausenbergu, zwłaszcza gdy jest się początkującym szulerem. Z takim wyzwaniem musi poradzić sobie Slava, marzący o sławie największego kanciarza w historii miasta. Posiada wszystkie cechy potrzebne, aby tego dokonać: nutkę bezczelności, talent do karcianych sztuczek i szkolenie pod okiem najlepszego z oszustów Hausenbergu. Do tego do pomocy ma niezawodnego przyjaciela Petra, który sam nie jest debiutantem w przestępczym światku miasta. Życie Slavy znacznie się  skomplikuje, gdy zwróci na siebie uwagę zbyt wpływowych osób, niemających skrupułów w dążeniu do zamierzonego celu i nieprzebierających w środkach. Jakby tego było mało, okaże się, że osoby bliskie bohaterowi snują własne intrygi, znacznie bardziej niebezpieczne, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Droga do Odrodzenia. Superman: Lois i Clark – Dan Jurgens, Lee Weeks i inni

Supertata

Marek Adamkiewicz


Minęło trochę czasu, odkąd w Polsce ukazał się poprzedni album z solowymi przygodami Supermana. Owszem, mieliśmy okazję cieszyć się obecnością najbardziej rozpoznawalnego superbohatera w seriach o Lidze Sprawiedliwości oraz w „Supermanie Wyzwolonym”, ale to nieco za mało dla prawdziwych fanów eSa. Wydaje się jednak, że posucha dobiegła nareszcie końca. „Lois i Clark”, czerwcowa nowość Egmontu, to nie tylko interesująca historia, ale także (a właściwie przede wszystkim) wstęp do zupełnie nowego rozdziału w historii DC Comics – Odrodzenia.

W wyniku wydarzeń opisanych w seriach „Flashpoint” i „Konwergencja” świat Lois Lane i Clarka Kenta uległ zniszczeniu. Bohaterowie trafili na inną Ziemię, która stanowi jeden z pięćdziesięciu dwóch nowych światów, tworzących razem tak zwane Multiwersum. Jednak na tej planecie istnieje już Superman, co więcej, budzi on w ludziach nieufność. Pojawienie się kolejnego może zakłócić delikatną równowagę i doprowadzić do kataklizmu. Świadomi stanu rzeczy Clark i Lois decydują się na życie w ukryciu, wychowując przy okazji syna, Jonathana. Oboje wciąż robią to, do czego zostali stworzeni, ale działają w cieniu. Pewnego dnia tajemnice zaczynają wychodzić na jaw, co może być znakiem, że czas na to, by „stary” Człowiek ze Stali ponownie pokazał światu swoje oblicze.

Kolacja dla wrony - Jonathan Carroll

Kolaż ze słów

Anna Szumacher

Trudno zakwalifikować gatunkowo najnowszą książkę Jonathana Carrolla. Ani to powieść, ani pamiętnik, ani poradnik dla aspirujących pisarzy. A jednocześnie „Kolacja dla wrony” jest po trochu wszystkimi powyższymi, z dodatkiem obserwacji życiowych, fragmentów prozy oraz psów. Jest tu naprawdę sporo psów.

Lubię twórczość Jonathana Carrolla, choć mam z nim pewien specyficzny problem. Czytam wszystkie jego książki. Podobają mi się w trakcie lektury. Czasami zachwycają opisami ludzi lub sytuacji, ponieważ Carroll jest niekwestionowanym mistrzem, jeśli chodzi o obserwowanie świata i zamykanie otaczającej go rzeczywistości w krótkich scenkach lub dialogach. A jednocześnie, żebyście mnie przypalali rozgrzanym żelazem, nie byłabym w stanie streścić fabuły ani jednej z jego powieści. Po prostu ich nie pamiętam. Jak to jest, że w sumie dobre książki kompletnie nie zapadają w pamięć?

Jak już wspominałam, w przypadku „Kolacji dla wrony” nie będę miała problemu z zapamiętaniem fabuły, bo jej tu nie ma. Carroll ubiera w słowa przyszłość, przeszłość i teraźniejszość, w dialogach zamykając uczucia, w scenkach rodzajowych emocje. Zdradza, jak powstawały jego książki i jakie momenty z życia zaprocentowały przy narodzinach konkretnych postaci czy historii. Przenosi nas do swojego szkolnego dzieciństwa, w którym unikał książek i pisania jak ognia, by kilka stron później poinformować, jaki napis chciałby widzieć na swoim nagrobku. Podpowiada także innym, młodym i aspirującym pisarzom, jak tworzyć lub jak nie tworzyć. A potem zabiera nas na spacer z psem.

„Kolacja dla wrony” może być uznana za przedłużenie innej książki, której tłumaczenie wyszło ze stajni Rebisu. Chodzi mi oczywiście o „Oko dnia”, wydrukowany blog pisarza – sporą część oryginalnych tekstów można zresztą przeczytać na jonathancarroll.com. A jednak „Kolacja dla wrony” okazuje się bogatsza i ciekawsza od „Oka…”, choć jednocześnie nieco rozczarowuje, że nie jest pełnoprawną powieścią. Szczególnie, że poprzedniczka „Kolacji…”, czyli „Ucząc psa czytać”, była tak naprawdę nowelką, a nie powieścią, i pozostawiła po sobie pewien niedosyt.

Batman Tom 9: Bloom – Scott Snyder, Greg Capullo, Yanick Paquette i inni

Tylko momenty

Marek Adamkiewicz

Powoli dobiega końca czas Scotta Snydera jako głównodowodzącego „Batmanem”. Ten okres zazwyczaj fani  i recenzenci oceniają pozytywnie, ale niekiedy pojawiają się także głosy, że wraz z kolejnymi tomami poziom całości spada, a późniejsze opowieści są coraz bardziej udziwnione. Trudno zgodzić się z taką tezą, mając w pamięci znakomitą „Ostateczną rozgrywkę”, jednak już pomysły zawarte w „Wadze superciężkiej” mogły okazać się dla niektórych odbiorców ciężkostrawne. Zastępcą Bruce’a Wayne’a jako Batmana został Jim Gordon, co już na starcie było manewrem nieco kontrowersyjnym. Ostatecznie tom okazał się całkiem udany, jednak dopiero teraz można ocenić, czy zamysł autora wypalił. „Bloom” zamyka rozpoczęte wówczas wątki i praktycznie stanowi zakończenie sagi o Batmanie pisanej przez Snydera*.


Omawiany tom to ciąg dalszy „Wagi superciężkiej”. Dostajemy tu zeszyty od szóstego do dziesiątego tej epickiej opowieści. Gotham ponownie jest w niebezpieczeństwie, podczas konferencji prasowej decydentów projektu nowego Batmana dochodzi do ataku, a Bloom wykorzystuje tak zwane ziarna, by zmieniać mieszkańców miasta na swoje podobieństwo. To znacznie utrudnia działanie Nietoperza, który wydaje się nie radzić sobie z sytuacją. Tymczasem Bruce Wayne wiedzie życie, jakiego nigdy wcześniej nie zaznał. Były milioner pomaga ludziom na mniejszą skalę niż kiedyś, ale wygląda na to, że odnalazł swoje szczęście. Niestety, przeszłość nie odpuszcza.

„Bloom”, jak wspominałem we wstępie, jest tomem, który praktycznie kończy run Snydera w „Batmanie”. Jak można się było spodziewać, taki stan rzeczy poniekąd wymusza pewną ostateczność oraz spektakularność fabuły. Odnoszę wrażenie, że scenarzysta chciał, by było tu „więcej”, „mocniej” i „szybciej”. Kolejne karty są wręcz przepełnione akcją, a momentów na złapanie oddechu mamy niewiele. Nie jestem przekonany, czy taka formuła przysłużyła się zaprezentowanej tu historii. Problem jednak w tym, że cała ta gonitwa jest mało przekonująca. Dzieje się tak przede wszystkim ze względu na postać głównego złoczyńcy.

Piękna i Bestia oraz Piękna i Bestia. Złota księga – Elizabeth Rudnick

Tej historii bieg stary jest jak świat

Jagoda Wochlik

Zaczęło się dawno, dawno temu od kilkustronicowej francuskiej baśni. Po kilkuset latach wziął ją na warsztat zespół pracujący dla firmy z myszką w logo. Pięknej odjęli rodzeństwo, za to dołożyli ojca wynalazcę i narcystycznego zalotnika. Bestii dorzucili magiczną różę i grono sympatycznych służących pozamienianych w meble. Całą tę menażerię roztańczyli i rozśpiewali i  tym sposobem zaliczyli kolejny sukces. Dwadzieścia lat później pokusili się o wersję 3 D, w międzyczasie dorzucili też dodatkową piosenkę. Ale na tym nie skończyli. Po pięciu latach znów przypomnieli sobie o jednej ze swoich sztandarowych animacji i postanowili zamienić ją w film. Zatrudnili Hermionę, Obi-Wana i Gandalfa i znów podbili kina na całym świecie, przekonując do siebie już nie tylko dorosłe fanki księżniczki w żółtej sukience, idące na film z myślą: „Umrę, jak nie zobaczę”, ale także nowe pokolenie. Pokolenie, dla którego można było wypuścić masę gadżetów związanych z filmem, w tym dwie książki.

Pierwsza z nich, autorstwa Elizabeth Rudnick, adresowana jest do starszych dziewczynek (nie oszukujmy się, raczej dziewczynek, nie dzieci). To blisko trzysta stron zwartego tekstu bez obrazków, więc to raczej lektura od trzeciej klasy wzwyż. Druga natomiast, „Piękna i Bestia. Złota księga” to propozycja dla młodszych dziewczynek, które dopiero zaczynają swoją przygodę z czytaniem lub skupiają się jeszcze na oglądaniu obrazków, podczas kiedy lektorem jest ktoś z dorosłych. Jej autorka również jest Elizabeth Rudnick, tekst natomiast powstał na podstawie scenariusza najnowszej ekranizacji baśni.

Amulet Tom 2: Klątwa Strażniczki – Kazu Kibuishi

Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda…

Marek Adamkiewicz

Pierwszy tom „Amuletu” to nadspodziewanie dobra, skierowana do młodszego czytelnika opowieść przygodowa, której autor czerpie z klasycznych motywów i przerabia je na własną modłę. Kazu Kibuishi okazał się twórcą  zorientowanym w popkulturze, a co istotniejsze – stworzył fabułę, która przykuwa uwagę odbiorcy. „Strażniczka” całkiem dobrze sprawdziła się jako otwieracz, który nakreślał podstawowe zasady rządzące światem przedstawionym. Teraz nadszedł czas na głębsze wejście w magiczną krainę Alledii.

Emily i Navin, wraz z załogą swojego ruchomego domu, wyruszają w podróż do miasta Kanalis. Młodzi bohaterowie muszą znaleźć lekarza, który będzie wiedział, w jaki sposób uratować ich matkę. Kobieta zapadła w śpiączkę po ugryzieniu przez wielkiego pajęczaka. Plany chce im pokrzyżować król elfów, dla którego złapanie dziewczyny władającej tajemniczym amuletem staje się punktem honoru – gdy tego dokona, zdobędzie olbrzymią władzę i może być w stanie samodzielnie rządzić całą Alledią. Bohaterowie spotykają na swojej drodze niespodziewanych sojuszników, którzy mogą pomóc im w wypełnieniu zadania.

Pierwszy tom serii wprowadzał w świat przedstawiony, drugi zaś stanowi jego wyraźne rozwinięcie. Akcja „Klątwy strażniczki” w ogóle nie wykracza poza magiczną krainę i nie wraca do naszej rzeczywistości. Kibuishiemu nie brakuje na szczęście wyobraźni, realia, w których rozgrywa się akcja, są odpowiednio plastyczne i zaludniają je różnorodni mieszkańcy. Na kolejnych kartach czytelnik spotka między innymi ludzi, których klątwa zamienia powoli w zwierzęta, roboty, elfy, czy też gadające drzewa. Menażeria jest doprawdy kolorowa i różnorodna. Autorowi udało się przy tym uchronić swoje dzieło od chaosu – ta mnogość postaci nie przesłania głównej linii fabularnej, jest za to wzbogacającym całość dodatkiem.

Velvet Tom 3: Człowiek, który ukradł świat – Ed Brubaker, Steve Epting

Nie ufaj nikomu

Marek Adamkiewicz

Trzeci zbiorczy tom „Velvet” jest zarazem ostatnim, w którym mamy okazję emocjonować się perypetiami agentki ARC-7. Fakt, że całość zamyka się w zaledwie piętnastu zeszytach nie znaczy wcale, że brakuje tu treści albo że autorzy nie mieli pomysłów, by pociągnąć tę serię dalej. Wręcz przeciwnie – akcji jest sporo, trup ściele się gęsto, a fabuła angażuje. Po prostu czasami „mniej” znaczy „więcej”. Dokładnie tak jest w przypadku szpiegowskiego cyklu komiksowego Eda Brubakera i Steve’a Eptinga. Już w dwóch poprzednich odsłonach pokazali, że doskonale czują się w obranej konwencji, a tom numer trzy tylko to potwierdza.


Velvet Templeton nie ustaje w wysiłkach, by poznać prawdę o śmierci jednego z agentów ARC-7. Śledztwo musi prowadzić na własną rękę, ponieważ jest w tej sprawie ścigana – ktoś wrobił ją w to morderstwo, zatem by oczyścić swoje dobre imię, Velvet musi wspiąć się na wyżyny umiejętności. Sęk w tym, że jej przeciwnicy również zjedli zęby na szpiegowskiej grze, wynik zbliżającej się wielkimi krokami konfrontacji jest więc wyjątkowo niepewny. Co gorsza, sprawa sięga bardzo wysoko, bo aż do Waszyngtonu, a zdobycie odpowiedzi w stolicy Ameryki, w kręach najwyższej władzy, może okazać się niewykonalne.

Ed Brubaker doskonale buduje atmosferę zagrożenia i nieufności. Jak dobrze wiemy, bohaterka jest wysokiej klasy szpiegiem i, jako czołowa przedstawicielka tego fachu, nie może sobie niestety pozwolić na luksus zaufania komukolwiek. Na łamach „Człowieka, który ukradł świat” widać to wyraźnie. Tutaj każdy może grać na dwie strony, udawać lojalnego, by po chwili zmienić stronę. Konieczna w tym zawodzie stała czujność wymaga przy okazji odpowiednich cech charakteru – życie w permanentnym stresie jest niezwykle obciążające psychicznie, może także wpłynąć na długość tego życia. Velvet ma tego świadomość, wyróżnia się jednak spośród całej czeredy tajnych agentów tym, że jako jedynej zależy jej na prawdzie i zachowuje resztki uczciwości. To pomaga w  polubieniu tej postaci i kibicowaniu jej w prowadzonej przez nią krucjacie.

Amnezjak – Jakub Nowak

Wojny na symbole

Marcin Knyszyński

Zbiór opowiadań Jakuba Nowaka, wydany w tym roku przez wydawnictwo Powergraph, jest antologią szczególną. Zawarte w nim opowiadania sprawiają wrażenie pisanych przede wszystkim dla idei i autorskiej potrzeby ekspresji, bez oglądania się na potrzeby rynku. Żaden z dziewięciu tekstów Nowaka nie uśmiecha się do czytelnika, żaden nie daje taryfy ulgowej. Są to rzeczy trudne, złożone pojęciowo i konstrukcyjnie i za każdym z nich kryje się głębia interpretacyjna, z jaką rzadko spotykam się przy okazji czytania antologii fantastycznych. Jakub Nowak przedstawia dziewięć światów rzetelnie zbudowanych od podstaw, prawie nie obudowując opowieści infodumpami, co wskazuje nie tylko na stawianie wysokich wymagań odbiorcy, ale i na spory kredyt zaufania do niego.

Wonder Woman Tom 1 – Greg Rucka, J. G. Jones, Drew Johnson i inni

Amazonka w akcji

Marek Adamkiewicz

Wonder Woman nie jest w Polsce szczególnie popularną bohaterką. Rodzimi wydawcy dosyć rzadko raczyli nas dotąd przygodami wojowniczej Amazonki. Poprawa tej sytuacji nastąpiła całkiem niedawno, kiedy Egmont rozpoczął wydawanie przygód heroiny z „Nowego DC Comics”, a w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów DC ukazał się „Krąg”, na łamach którego Diana i jej towarzyszki z Temiskiry mierzyły się z nazistami. To wszystko jednak nic, ponieważ fani komiksów dopiero teraz otrzymali tytuł, który jest prawdziwie godny najpopularniejszej superbohaterki ze stajni DC. Run Grega Rucki wydobył z tej postaci wszystko, co w niej najlepsze.

Pierwszy tom tego zbiorczego wydania można podzielić na dwie części. Pierwsza, krótsza, zawiera „Hiketeję”, opowieść nominowaną do nagrody Eisnera. Diana przyjmuje w niej pod swoje skrzydła pewną kobietę, Danielle Wellys. Obie wiążą się ze sobą na zasadzie starogreckiego rytuału, w myśl którego jedna osoba prosi drugą o opiekę i schronienie. Opiekun nie może zawieść zaufania podopiecznego, w innym przypadku poniesie straszliwe konsekwencje. Problem jest jednak taki, że Danielle ściga Batman, który chce pociągnąć ją do odpowiedzialności za popełnione przestępstwa. Dalsza część albumu to już dłuższa historia, w której polityka i dyplomacja mieszają się z knowaniami i grecką mitologią. Wonder Woman musi tu zmagać się między innymi z ludźmi, którzy chcą zdyskredytować jej poczynania i pokazać ją jako osobę, która wcale nie dba o dobro innych. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, bowiem przeciwności, z którymi będzie musiała radzić sobie bohaterka, pojawi się dużo więcej.

Małe kłamczuchy – Charlaine Harris

Bibliotekarka na tropie zbrodni już po raz dziewiąty

Jagoda Wochlik

Charlaine Harris jest znana przede wszystkim jako autorka serii o Sookie Stackhouse, na podstawie której HBO stworzyło serial „Czysta krew”. Jednakże na swoim koncie ma także serię o Aurorze Teagarden, bibliotekarce z Lawreceton, małego miasteczka w Georgii. Choć ósma część cyklu kończy się tak, jakby czytelnicy mieli pożegnać się z nią na zawsze , Aurora powraca z kolejnymi perypetiami, w dziewiątej już książce – „Małe kłamczuchy”.

Bohaterkę odnajdujemy niemal dokładnie w tym samym punkcie życia, w którym ją opuściliśmy. Od momentu zakończenia akcji poprzedniej książki mija zaledwie parę tygodni. Aurora zostaje żoną Robina Crusoe, autora kryminałów. Okazuje się także, że spodziewa się dziecka. Zaczyna snuć plany na przyszłość, gdy wraz z grupą nastolatków ginie jej brat, Philip. Aurora nie byłaby sobą, gdyby nie rozpoczęła poszukiwań na własną rękę.

W „Małych kłamczuchach” pojawiają się dobrze nam znani z poprzednich części bohaterowie. Przewinie się zatem pastor Scott i jego rodzina, przyjaciółki Aurory: Amina, Lizanne i Angel, kolega z biblioteki Perry i jego matka Sally. Dla wszystkich, którzy są wielbicielami cyklu, będzie to miłe spotkanie z dawnymi przyjaciółmi, w trakcie którego można się będzie dowiedzieć, co tam u nich słychać. Autorka przypomni nam też kilka faktów z życia swojej bohaterki, jak choćby śmierć jej bratowej Poppy czy odziedziczenie spadku po innej emerytowanej bibliotekarce. Jednakże powieść została skonstruowana tak, że nieznajomość poprzednich części zupełnie nie przeszkadza w lekturze.

Strony