Kula

Ocena: 
4
Average: 4 (2 votes)

W dzień dwudziestych siódmych urodzin wyplułem białą kulę. Upadłem na kolana, charcząc, ale zamiast śniadania wyrzuciłem z siebie przedmiot. Twardy i ciężki jak bila, lecz wielkością przypominał raczej piłeczkę do golfa.

  Miałem wtedy gorszy okres, jeśli chodzi o finanse. Prowadziłem firmę, a interes nie szedł dobrze. Od jakiegoś czasu mieszkałem u rodziców.

  Matka podniosła kulę i uznała, że to zły znak.

– Powinniśmy się pomodlić, synu – powiedziała. – Nie ma znaczenia, czy jesteś wierzący. Na omen najlepiej zwrócić się do świętego Dionizego. Wstawiennictwo świętego działa niezawodnie, jak ostrze siekiery na agresywnego koguta.

  Ojciec założył okulary i długo przyglądał się powierzchni kuli.

– To kość – oznajmił. – Należałoby zajrzeć do podręcznika anatomii. A najlepiej zasięgnąć opinii lekarza.

  Sam uznałem, że to nic specjalnego. Zwykła rzecz, którą wyplułem. Nie chciałem się nad tym zastanawiać.

  Un koniecznie chciała ją zobaczyć.

  Dobrze leżała w delikatnej kobiecej dłoni. Zacisnęła palce w pięść i rozwarła. Chyba chciała sprawdzić, czy nie zniknie jak moneta w rękach iluzjonisty.

– To nic nie znaczy – powiedziałem.

– Wręcz przeciwnie, Lu. To wyjaśnia wszystko. Zawsze uważałam, że z ciebie nietypowy gość. Ale ty nie jesteś wyjątkowy. Jesteś dziwakiem.

  Wsunęła mi kulę do ręki.

– Połknij to, a może jeszcze coś z tego będzie – oznajmiła. – Kupimy dom na kredyt. Zrobimy sobie dwójkę dzieci. Poślemy je do dobrej szkoły.

  Nie wiem, czy chciałem mieć syna i hipotekę. Ale na pewno chciałem mieć Un.

  Włożyłem kulę do ust i spróbowałem przełknąć. Okazała się za duża. Popijałem wodą, wpychałem palce do gardła. Prawie się porzygałem i nic.

– Nie mogę, kurwa – gulgotałem. – Nie przejdzie.

  Un wstała z krzesła i zaczęła się rozbierać.

– Na pożegnanie – wyjaśniła. – Żebyś miał do czego... no sam wiesz.

  Ze skrzynki na listy wyciągnąłem kolejne wezwanie komornicze. Na biurku miałem wypisane papiery na zajęcie komputera stacjonarnego, dwóch laptopów i narzędzi do kreślenia. Cały majątek firmy. Nie zabezpieczyłem się, więc powoli włazili na mnie. Zastanawiałem się, kiedy odkryją, gdzie parkuję i zabiorą samochód.

  Leżałem na kanapie, a matka wycierała kurze z mebli, robiąc mi wymówki.

– Nie możesz oczekiwać, że będziemy cię utrzymywać – mówiła. – Miałeś własne biuro architektoniczne i nieźle sobie radziłeś. Wiesz, sprawy zaczęły się psuć, gdy...

– ...wyplułem kulę – dokończyłem.

– Zgadza się. Powinniśmy pójść z tym do księdza. Słyszałam o opętanych, co pluli gwoździami.

– Na miłość boską! – Ojciec zaszeleścił gazetą i złożył ją wpół. – Tutaj potrzeba...

– …lekarza – dodałem.

– Nie może być tak, że żyjesz bez jednej kości i nie ma to wpływu na twoje zdrowie.

  Miałem tego powyżej uszu.

  Zanim rodzice zasnęli, zdążyłem wypić pół butelki rumu. Zszedłem do piwnicy, na podłodze rozłożyłem gazetę i umieściłem na niej kulę. W kącie stał pięciokilowy młot do rozdrabniania węgla. Sięgnąłem po niego, a później uderzyłem z całej siły. Kula rozpadła się na mniejsze części. Wyglądała jak potłuczona porcelanowa figurka.

            Kleknąłem, aby łatwiej sięgnąć. Kawałki z trudem przechodziły mi przez gardło, kalecząc podniebienie i przełyk. Zjadłem do ostatniego okruszka, popijając rumem. Teraz – pomyślałem – poczekam cierpliwie, aż nadejdzie szczęście.

Odpowiedzi

Brak przerw pomiędzy poszczególnymi częściami opowiadania psuje odbiór. Prosiłbym Redakcję o ich dodanie.

Naprawdę wielkie dzięki za reakcję. Przerw jak nie było tak nie ma...
Nie wspominając, że kolejny mój tekst również został opublikowany bez zaznaczonych w tekście przerw.
Niby pierdółka, ale jakoś mi się niemiło zrobiło.