Żaba

Ocena: 
10
Average: 10 (3 votes)

Jestem naprawdę porządnym człowiekiem. Dbam o planetę – segreguję śmieci, kupuję wyłącznie zeszyty wyprodukowane z makulatury, po mieście jeżdżę rowerem. Wspieram też każdą inicjatywę mającą na celu ochronę zwierząt, jaka tylko mi się nawinie. Zawsze lubiłem zwierzęta. Nauczycielka biologii była przekonana, że zostanę weterynarzem. Okropnie się zdziwiła, kiedy dowiedziała się, że zamiast tego wybrałem karierę nauczyciela, a w dodatku nauczyciela matematyki!

Jedyne, co kocham bardziej od zwierząt, to liczba. Nie jakieś konkretne wartości, cyfry, formy zapisu czy obliczenia, tylko liczba w ogóle – jako idea. Jej opanowanie jest zwycięstwem człowieka nad innymi bytami. Za nią idą strategie, wynalazki.

W dzieciństwie miałem takie marzenie, że nauczę swojego psa idei liczby. Reszta poszłaby już siłą rozpędu. Kiedy pojmuje się sedno, poszczególne wartości nie stanowią problemu. To tylko mniej lub bardziej skomplikowane przetwarzanie tego, co i tak się już wie.

Niestety, mój pies mnie zawiódł. Ukręciłem bydlakowi łeb i zakopałem w ogrodzie.

Rodzice, oczywiście, uznali, że mam coś z głową. Zaprowadzili mnie do psychologa i poprzestańmy na stwierdzeniu, że to nie była udana wizyta.

Odsunąłem się od nich.

Mieliśmy za domem taki stawek, nad który chodziłem, kiedy tylko nadarzyła się okazja. Latem potrafiłem spędzać tam całe dnie, siedząc wśród wysokiej, szeleszczącej trzciny oraz rechoczących żab, i napawając się myślą, że potrafię je policzyć. Zmierzyć. Że nad nimi panuję, jestem bytem nadrzędnym. Nad nimi, nad trzciną, nad kępą drzew rosnących nieopodal… Wtedy jeszcze trochę się bałem samego stawu. Wody. Ciecze są kłopotliwe. Czasem wymykają się liczbie. Później pojąłem, że to tylko pozór, bo i płyn można opanować, podzielić, zmierzyć.

No i siedziałem tak, nie mając bladego pojęcia, co się dzieje w domu, który odwiedzałem już tylko podczas posiłków i żeby się przespać. Wymykałem się też nocami, kiedy nie mogłem zasnąć. Noc przynosiła zupełnie nowe doznania: gwiazdy mnie fascynowały. Przenosiły liczbę na zupełnie nowy poziom pojmowania. W końcu nie bez powodu mówi się o wielkich kwotach, że są „astronomiczne”. Liczby, o jakich przyszło mi myśleć podczas moich nocnych obserwacji, wymykały się mojej wyobraźni. Byłem nimi bezgranicznie zafascynowany. Dotąd idea kojarzyła mi się z podziałem rzeczywistości na coraz mniejsze fragmenty, aż do tych nieskończenie maleńkich; dopiero nad stawem pojąłem, że to też łączenie jej w Kosmos.

Nie wiem, czy ojciec nie wiedział, gdzie spędzam czas, czy po prostu wtedy o tym nie myślał. Dla mnie liczyło się, że nie dostrzegł mnie wśród trzcin tamtej nocy. Za to ja jego widziałem doskonale. Widziałem każdy szczegół zmasakrowanego, matczynego ciała, z wlokącymi się po ziemi strzępami bordowej sukienki. Nie jestem psychopatą, wstrząsnęło mną to. W końcu ta kobieta mnie wykarmiła i wychowała. Znałem ją tak dobrze… Wiek, wzrost, dioptrie, cykl menstruacyjny, ile szwów jej założyli po wycięciu wyrostka, a ile po rozbitym w górach czole… Zamknąwszy oczy widziałem, ile kroków robiła od drzwi wejściowych do łazienki i z łazienki do salonu. Odtwarzałem w pamięci częstotliwość ruchów ręki, kiedy przecierała stół w salonie.

I nagle poczułem się z tego wszystkiego odarty. Odebrano mi zestaw najważniejszych liczb w moim życiu – to mnie zdenerwowało. Ruszyłem się zbyt gwałtownie. Żaba zamilkła i chyba uciekła, bo pamiętam, że dobiegł mnie cichy plusk.

Cisza, jaka wtedy zapadła, świdrowała mi uszy i docierała gdzieś do trzewi, powodując mdłości. Obraz rozmazywał mi się przed oczami, ale widziałem, że ojciec odwraca się w moim kierunku. Na początku chyba był zaskoczony, ale zaraz się opanował i wyjął zza paska pistolet.

Oczywiście nie zastrzelił mnie. Nie wiem, czy sparaliżował go strach, czy może darzył mnie silniejszym uczuciem niż matkę, ale miałem dość czasu, by zacząć krzyczeć. A potem już było po wszystkim: ktoś gdzieś zapalił światło, trzasnęły drzwi, usłyszałem coś o policji. Wkrótce zabrali ich oboje: matkę w worku, żeby ostatecznie obedrzeć ją z intymności, a ojca w kajdankach, by odebrać mu godność.

Myślałem sobie, że to moja wina, ale teraz rozumiem, że wcale nie. Byłem tylko chłopcem. Nie można oczekiwać, że chłopiec wszystko pojmie. W mojej sytuacji każdy by krzyknął. Tak naprawdę to wszystko przez tę żabę. Gdyby nie ucichła, nie uciekła, wszystko potoczyłoby się inaczej. Po co się spłoszyła?

Myślę sobie, że była głupsza od mojego psa.

Tak, przez pewien czas polowałem na żaby. Dzieciaki to uwielbiały: biły mi brawo, kiedy na zielonej szkole patrzyły, jak odzieram ze skórki te małe, obrzydliwe płazy. Ale przez durny Internet dowiedzieli się jacyś rodzice i wszystko popsuli. Już nie jestem nauczycielem.

Jak pan widzi, panie władzo, jestem już nikim. Żałosnym zeznaniem i niewyraźnym podpisem u dołu. Mam tylko nadzieję, że będzie pan pamiętał, że byłem naprawdę porządnym człowiekiem.

Naprawdę porządnym człowiekiem.

Odpowiedzi

To był pierwszy Twój tekst, który przeczytałem i muszę powiedzieć, że mi się bardzo podobał. Pewnie otrzymałaś dodatkowy bonusik za same liczby ;-) ale oprócz tego ujęłaś mnie po pierwsze sposobem prowadzenia opowieści. To jest szort, więc siłą rzeczy, szczególnie jeśli autor chce opowiedzieć coś więcej niż jedną, dwie scenki, wymaga opanowania umiejętności kondensowania narracji. U Ciebie, w mojej ocenie, wyszło to świetnie. Po drugie narracja jest poprowadzona w taki sposób, że sprawia wrażenie wypranej z emocji, co wspaniale współgra z postacią bohatera.
Przeczytałem i pobiegłem poczytać drugi z Twoich tekstów, ale to już zupełnie inna opowieść... ;-D

Ogromne dzięki za opinię! Nie zapomnij dać tekstowi oceny w gwiazdkach na samej górze, jakoś ludzie nie gwiazdkują. Zachęcamy do pobrania styczniowego numeru naszego magazynu, gdzie "Żaba" została zilustrowana, ilustracja też powinna Ci się spodobać C: Możesz go pobrać tutaj:
http://szortal.com/node/9130
przy okazji, na ostatniej stronie jest konkurs c;

Szortalowa Milena

Ogromne dzięki za opinię!

Nie ma za co! Fajnie jest się powymądrzać ;-D

Nie zapomnij dać tekstowi oceny w gwiazdkach na samej górze

Na to mnie raczej nie namówisz, wybacz. Gwiazdki, punkty, itp. w przypadku takiej materii jak opowiadania (a tyczy się to zapewne twórczości jako takiej) odstraszają mnie zupełnie. Przedmiot jest tak wielowymiarowy, że nie mam pojęcia jak go można okiełznać i zwinąć do jednowymiarowej osi liczbowej. Umysł ścisły jestem i zestawu wzorów oraz jasnych reguł stosowania wymagam ;-) A, tak bardziej serio: jeżeli dziś dam komplet gwiazdek, zachwycony jakimś tekstem, a jutro kolejny wyda mi się arcydziełem, to co wówczas? Jedynym, ewentualnie, wyjątkiem jest ocena elementów należących do zamkniętego zbioru, czyli np. przypadek konkursów.

Do Szortalu na Wynos już zaglądałem. Ilustracja bardzo fajna, a jeszcze bardziej podoba mi się szata graficzna całego magazynu. Szkoda, że to ginie w formacie epub.

 

Wiem, wymądrzanie się to moje hobby xD

Próbujemy znaleźć najlepszą formę oceny, czasem ludzie wolą gwiazdki, bo szybko, czasem komentarze, bo właśnie można ocenić wielowymiarowo, a na pewno jest gdzieś ten świetny złoty środek, tylko nieźle się, skubany, ukrywa :<

To polecam konkurs, wyjątkowo łatwy jak na szortalowe warunki cx A co tam nie tak z formatem epub? Wszelakie sugestie mile widziane C:

Generalnie z epub wszystko OK, tylko teksty są pozbawione teł (teł = tło dop. l. mn., :-0 cholibka musiałem to sprawdzić) A to pozbawia Szortal części uroku.

Oj, to już są, zdaje się, sprawy techniczne, tego nie pomalujesz c; Ale spytam naszego nieocenionego Andrzeja, może on by umiał coś z tym poczarować.

Hej! Cieszę się, że tekst Ci się spodobał. :) To strasznie fajnie: dostać taki feedback. ;)

Pozdrawiam
AWT

Naprawdę fajnie poprowadzona historia. I bohater tak przekonany, że nie kłamie, z tym porządnym człowiekiem, że aż strach XD

Ha! Dobre :D Trochę dużo taktyki szoku, ale - z drugiej strony - to sprawdzona taktyka przy krótkich formach, zwłaszcza że są zwykle za krótkie, żeby przedobrzyć. Mogłabym zapytać, dlaczego znowu ginie matka, ale tak półżartem właściwie ("Marthaaa...!"). Użycie narracji pierwszoosobowej niby uzasadnione klasycznie, a jednak zdołało mnie zaskoczyć, choć całość bardziej przypomina monolog wewnętrzny niż faktyczne zeznanie.