Mister Uniwersum

Ocena: 
8.8
Average: 8.8 (5 votes)

Z pomysłem noszono się już od mileniów. Co kilka wieków pojawiały się plotki, które rozpalały wyobraźnię, mieszały w głowach i znikały jak zdmuchnięte. Aż do teraz. Kiedy zapadła decyzja, przez cały Panteon przetoczyła się fala radości, choć – oczywiście – najbardziej ucieszyły się panie.

Oto wreszcie ogłoszono wybory Boskiego Mistera Uniwersum.

Wieści rozeszły się szybko, a pretendentów do tytułu nadciągnęło tylu, że z urządzeniem konkursu nie można było zwlekać – taka ilość testosteronu w jednym miejscu groziła wybuchem.

Po krótkiej, acz spektakularnej walce, boginie wyłoniły spośród siebie pięć najlepszych, które stanęły na czele jury. W loży zasiadły Isztar, Kali, Izyda, Freya i Hera (zastępująca Afrodytę, której w ferworze wymiany argumentów ktoś podbił oko).

Jako pierwszy oczywiście stawił się Apollo i zarazem jako pierwszy odpadł. Jurorki zgodnie wyszydziły jego wydepilowane ciało i przesadnie zadbaną fryzurę. Opuścił scenę w towarzystwie złośliwych gwizdów i słów takich jak „metroseksualny” czy „chłoptaś”. Greckim bóstwom w ogóle nie wiodło się dobrze – muskulatura Heraklesa przeraziła Isztar („zabierzcie to!”) i rozbawiła do łez Izydę („wielki jak szafa, a kluczyk malutki”). Heros próbował ratować sytuację prezentacją muskulatury, ale poległ na zadaniu Kali („proszę, nawlecz igłę”). Atlas, słysząc chichoty boginek, od razu zrezygnował. Wielką nadzieję pokładano w Narcyzie, ale on w ogóle nie przyszedł, twierdząc, że zbędna mu jakakolwiek adoracja poza swoją własną.

Gładkie lica młodzieńców zirytowały w końcu komisję.

– Dajcie tu jakiegoś porządnego faceta! – krzyczała Hera

– Tak! Tak! – darła się Freya. – Dajcie tu kogoś z brodą! Drwala! Dajcie drwala!

Po małym zamieszaniu na zapleczu, wypchnięto na scenę syna cieśli, bo zarówno miał gęsty zarost, jak i spekulowano, że siekierę potrafi utrzymać. Nie wywarł jednak spodziewanego wrażenia, wygoniły go pełne szyderstwa głosy („Chłopcze, może lepiej zawołaj ojca?”, „Którego, wariatko?”, „Przecież go opuścił!”).

Potem poszło już z górki.

Niezłym kandydatem był Odyn, ale okazało się, że to tylko podszywający się pod niego Loki. Freya, która zdemaskowała kłamstwo, zdyskwalifikowała Asa i odesłała zawstydzonego do Asgardu.

Hefajstos – brodaty siłacz, wzbudzał zainteresowanie dopóki się nie odezwał („Głupi jak kowadło”).

Quetzalcoatl – blada uroda albinosa spodobała się jedynie Kali, która klaskała opętańczo wszystkimi czterema parami dłoni. Pozostałe panie miały wątpliwości („To wąż czy ptak?” „Czy tam też ma pióra?”).

Wisznu skłócił się ze swoimi dwoma awatarami – Kryszną i Ramą, a Brahma zaspał.

Mars wyszedł, gdy tylko usłyszał „co on taki czerwony?”.

Perun i Zeus spalili się w blokach. Właściwie to w korytarzu i zupełnie niemetaforycznie, a  ostatnie słowa, które usłyszeli świadkowie ich kłótni, brzmiały: „Mój piorun jest dłuższy i grubszy”.

Trygława wyśmiano. Trzy razy.

I tak cały dzień i całą noc przewijali się przez scenę bogowie, półbogowie i herosi, prężąc ciała i próbując wywrzeć jak najlepsze wrażenie na oceniających ich surowo boginiach.

Prawie nie wybrano Mistera Uniwersum, bo panie nie potrafiły wytypować tego jedynego, prawdziwego mężczyzny. Wydawało się, że takiego super-mena po prostu wśród kandydatów nie ma.

Sytuację uratował jednak Latający Potwór Spaghetti ze swoim czterojajecznym makaronem.

Odpowiedzi

I to jest puenta.:)

Bardzo sie ubawilem.
Dobre, smieszne, z jajem (a nawet czteroma).

Tekst mi się bardzo podoba - klimacik, pomysł, wszystko. Prawie. Trzy zdania mnie uwierają:

- Nazwanie Hefajstosa głupim: hymhym. Hefajstos był może kulawym i szpetnym kowalem, ale przeca też wynalazcą. Podstępami dał się we znaki Herze i Afrodycie. Ostatnia rzecz, jaką bym z tą postacią skojarzyła, to że był głupi.
- Wyliczenie "bogów, półbogów i herosów": herosi to w znakomitej części właśnie półbogowie, więc takie rozróżnienie wydaje mi się trochę nietrafione...
- Puenta: ok, ok, to już zupełnie subiektywne odczucie. Po prostu mnie nie chwyciła za serce, ale w gruncie rzeczy nie mam na to żadnego argumentu. :)

Jak wspomniałam na początku: to mocno rozdmuchane uwagi do raptem trzech zdań. Całość tak czy owak czyta się bardzo przyjemnie i z uśmiechem. :)