Czas

Ocena: 
0
Brak głosów

„Miłość spra­wia, że choć przez chwilę możemy za­pom­nieć o przeklętej ciem­ności, która jest kre­sem wszys­tkiego“

Dean Ray Koontz

Siada na wąskiej ławeczce. Szczupła i blada. Spod wełnianej kolorowej czapki z olbrzymim żółtym pomponem wymykają się kosmyki czarnych włosów. Pociąga nosem. Jest czerwony, nie wiem czy od łez, czy mrozu. Sięga do kieszeni płaszcza i przez chwilę bezskutecznie próbuje wysupłać z niej chusteczkę. Zawsze tak robi, zapominając, że w grubych, jednopalczastych rękawiczkach na pewno się to nie uda. Wreszcie daje za wygraną i zdejmuje rękawiczkę. Na serdecznym palcu połyskuje złoty pierścionek. Diament jest tak mały, że kiedy go wręczałem, dałem do kompletu lupę. Ot, taki głupi żarcik, żeby rozładować napięcie.

Płakała, gdy go dostała.

Teraz też płacze, ale inaczej.

Wyciera nos, a potem zamiast schować chusteczkę, mnie ją nerwowo.

Chciałbym ją przytulić, pocałować, dodać otuchy, pocieszyć – oboje tego potrzebujemy – ale nie mogę. Martwi raczej nie przytulają żywych.

A Olka wciąż płacze, siedząc na ławce, obok mojego grobu. Załzawionymi oczami wpatruje się w moje zdjęcie na płycie nagrobnej. Ładna ta fotka, sam pewnie lepszej bym nie wybrał… gdybym choćby przez chwilę sądził, że umrę na tamtej drodze. Cóż, nie sądziłem. Fotkę wybrała mama. Zna… znała mnie, wie co lubię… lubiłem. Och, nieważne! Trudno myśleć o sobie w czasie przeszłym.

Olka nie przestaje płakać. Wstaje z ławeczki, podchodzi do nagrobka i delikatnie gładzi zdjęcie.  Zawsze lubiła dotykać fotografii. Cały album mamy… mieliśmy umazany.

O tak, teraz też zostawia ślad swojego palca. Tylko tym razem jakoś mi to nie przeszkadza.

***

Czas płynie inaczej, gdy się jest martwym. Chciałbym móc powiedzieć, że go nie ma. Niestety, czas jest jedynym wymiarem, jedyną rzeczywistością. Potrafi rozciągać się niemożebnie, niemal  w nieskończoność, a potem zmienić godzinę w sekundę. Kształtuje się w  dowolny, absolutnie mi nie pasujący sposób.

Dni bez Olki wloką się, jakby trwały wieczność. Jej wizyty to jedno uderzenie serca. Reszta jest beznadzieją. Oglądaniem nagrobków, przeliczaniem lat, które dane było przeżyć moim sąsiadom. Zapamiętywaniem ich imion, nazwisk, a czasami sentencji: „Odszedł do Ojca”, „Bóg jest miłością” i takich tam bzdur.

Reszta jest czekaniem.

***

– A pamiętasz tę czerwoną kieckę? – Czarne włosy Olki rozwiewa wiatr, kiedy     ona zbiera wypalone znicze i wrzuca je do reklamówki. Tej samej, w której przyniosła wielką, kiczowatą świecę, płonącą teraz na środku granitowej płyty. – Pewnie, że pamiętasz. Sam mi ją kupiłeś. Założyłam ją na imprezę integracyjną. I wiesz, co mi powiedziała Aśka? Taka gruba, pyskata jędza. Na pewno ci o niej już mówiłam. No więc Aśka powiedziała, że wyglądam jak dziwka. – Olka podnosi na chwilę wzrok i przygląda się mojej fotce. W niebieskich oczach dziewczyny błyszczą chochliki. – Też mi nowość. Po to mi dałeś takie czerwone cudo, prawda? Ale i tak było mi trochę… No wiesz. I wtedy Franek powiedział jej… Aśce, znaczy się, żeby przymknęła buzię, bo wiadomo, że jej żal dupę ściska. Wyobrażasz sobie?

Czyści kamień, chichocząc radośnie. Słońce głaszcze jasną skórę mojej Olki, wiatr igra w jej włosach, a ona śmieje się półgłosem.

Potem siada na ławce. Siedzi w milczeniu, zapatrzona w mój portret, i bawi się pierścionkiem zaręczynowym z maciupeńkim brylancikiem.

– Tęsknię za tobą – mówi wreszcie cicho.

***

Czas się rozciąga. Przyglądam się ludziom odwiedzającym cmentarz. Większość to starcy. Młodzi nie myślą o śmierci. Młodzi będą żyć wiecznie. Ich czas nie dotyczy.

Chwila nie jest chwilą. Chwila jest tęsknotą, jest samotnością.

Dni mierzone nieobecnością nie mają końca.

***

– Dziś był taki fajny dzień, wiesz? – Olka siedzi na ławce i bawi się włosami. Trochę je podcięła i teraz tak śmiesznie zawijają się przy uszach. – A zapowiadał się paskudnie. Dyro się wściekał. Latał jak powalony po pokojach i szukał kozła ofiarnego. I już myślałam, że skupi się na mnie, ale Franek złapał go w korytarzu i opowiedział mu jakiś głupi dowcip. Wiesz, on… Franek znaczy się… wszystkich potrafi rozbawić. I potem już całe biuro się śmiało. – Olka zakłada nogę na nogę. Kwiecista sukienka unosi się, odsłaniając kolana i małą bliznę – pamiątkę po operacji. Ładne nogi ma moja dziewczyna. Najładniejsze.

Pochyla się i głaszcze moje zdjęcie.

Wiem, że powinienem jej kazać odejść, zacząć żyć, przestać o mnie myśleć.

Dobrze więc, że Olka nie może mnie usłyszeć. Bo nie potrafiłbym.

***

Pory roku odmierzane sukienkami i płaszczami mojej dziewczyny. Irracjonalnymi czapkami, robionymi ręcznie z różnobarwnych włóczek, i rękawiczkami z jednym palcem.

A pomiędzy nimi czas.

***

– Wiem, że dawno mnie nie było, ale wiesz, czas tak szybko ucieka. Mknie jak szalony. – Uśmiecha się. Włosy znów ma długie. Czarne, proste, idealnie równo obcięte opadają na elegancki żakiet. A przecież Olka tak nie znosi biurowych szmat. Zawsze mówi, że są dla takich ”Ą Ę”, a nie dla niej. – Tyle się zdarzyło, wiesz? Nie bardzo wiem od czego…? – Dużo mówi ta moja dziewczyna. Lubi mówić. Opowiada więc, a ja słucham. Wiatr śmiga pomiędzy gałęziami drzew, zrzucając pod nogi Olki ostatnie złote liście, a słońce migocze w brylanciku na jej palcu.

Mów, Oluś, mów.

***

Nie przychodzi. Nieskończenie długo już jej nie ma. Czas się zatrzymał. Może nawet cofnął. Znam wszystkie inskrypcje nagrobne na moim cmentarzu. Wyuczyłem się ich na pamięć, czekając na kolorową czapkę z jaskrawym pomponem. Znam wszystkie twarze starych ludzi modlących się nad grobami bliskich…

Czas nie jest stałą. Jest zmienną rozpaczy i tęsknoty.

***

Stoi przy moim grobie. Elegancka w długim płaszczu i jasnym kapeluszu.

Sięga do reklamówki, wyciąga znicze. Kiedy chce je zapalić, zdejmuje ładną skórzaną rękawiczkę. Duży brylant połyskuje w świetle listopadowych ogni.

Knot płonie.

– Ojcze nasz… – zaczyna moja Olka.

A ja wiem, że kiedy skończy, odejdzie, nie patrząc na moją podobiznę.

***

Tutaj, gdzie czekam na moją Olkę… tutaj czas trwa wiecznie.