Zadbać o przyszłość

Ocena: 
7.71429
Average: 7.7 (7 votes)

- Nie tę, głupia, tę różową.

Służąca natychmiast pobiegła ze wzgardzoną sukienką do garderoby. Tymczasem królewna podziwiała swoje odbicie w zwierciadle. Gorsecik cudnie opinał jej zgrabną kibić, czyniąc talię niewiarygodnie cienką. Włosy, jeszcze w nieładzie, gęstymi, złocistymi lokami opadały na plecy.

- A jakie pantofelki jaśnie panienka sobie życzy?

Pokojówka wystawiła czerwoną, spoconą twarz spomiędzy batystów i koronek, burząc królewnie chwilę kontemplacji własnej urody.

- Białe, albo nie - zawahała się, nie odrywając wzroku od lustra. - Też różowe, albo liliowe. Nie wiem. Och - rzuciła z wyrzutem - ty ciągle zadajesz takie niemądre pytania. Tak mnie zawsze skołujesz.

Delikatna, różowa bródka zadrżała od wzbierającej rozpaczy.

- I co ja mam teraz zrobić? - spytała płaczliwie.

Rzuciła się na sofę i ze złością tłukła delikatną piąstką w poduszkę. Maleńkie usta wygięła w podkówkę, a zaszklone oczy groziły potokiem łez i rozmazaniem węgielka, którym chwilę wcześniej uczerniła rzęsy.

- Wzięłam wszystkie, panienko - służąca sapnęła znad sterty pantofelków, zupełnie niewzruszona wybuchem.

Usiadła na maleńkim stołeczku i wyjęła prawidła z pierwszej z brzegu pary.

- Panienka da stópkę, zobaczymy, czy będą ładnie leżeć.

Królewna, z demonstracyjną niechęcią, wystawiła zgrabną nóżkę. Bucik pasował, ale lekko pił.

- Może być – rzekła, pociągając nosem. - Pomóż mi założyć suknię. Tylko niczego nie pognieć, niezdaro. I zawołaj Kingę. Niech mnie uczesze.

Poranna toaleta została zakończona. Królewna, śliczna jak z obrazka, zwiewna jak motyl, sfrunęła po marmurowych schodach do ogrodu. Wiatr łagodnie igrał z kolorowymi wstążkami fantazyjnie wplecionymi w misterną fryzurę.

- Jak wyglądam? - spytała po raz kolejny towarzyszące jej damy dworu.

- Zjawiskowo - odrzekły zgodnie z prawdą.

- Czuję, że to dziś - powiedziała królewna. - Nareszcie mi się uda. To najważniejszy i najpiękniejszy dzień w moim życiu. Cudowny!

Rozradowana zaśpiewała słodkim, dźwięcznym głosem, wprawiając w osłupienie ogrodowe słowiki. Damy radośnie klaskały w dłonie, ciesząc się jej szczęściem.

- No dobrze - rzekła - a teraz bierzmy się do pracy.

Usiadła na ławeczce, a dwórki rozbiegły się po ogrodzie. Jak barwne motyle krążyły wśród rabat, grządek i kwitnących krzewów. Co i rusz któraś kucała i chwyciwszy w dłonie żabę, biegła do królewny, by ta mogła na jej zielonej, wilgotnej skórze złożyć pocałunek.

- To nie ten - mówiła zawiedziona za każdym razem, gdy żaba z głośnym „rech, rech” uciekała w trawę, miast zmienić się w królewicza. - Nie staracie się. Specjalnie robicie mi na złość.

Z upływem czasu gniewała się coraz bardziej. Tupała zgrabną nóżką i nie szczędząc kąśliwych uwag usługującym jej dziewczętom, wydymała różowe usteczka w grymasie skrajnego niezadowolenia.

- Jesteście do niczego – oznajmiła. - Nie potraficie wykonać najprostrzego polecenia. Postarajcie się bardziej, bo wyślę was do kuchni. Do szorowania rondli i deptania kapusty.

Dwórki, z zaciśniętymi w wąską linię ustami, podwoiły wysiłki.

- A w stawie szukałyście?

Dziewczęta wbiegły do wody. Przytrzymując w palcach rąbki sukni, brodziły wśród trzcin, rozdzierając gęste kożuchy wodnej rzęsy, by ze sztywnych liści nenufarów zdejmować małe żabki.

- Ona tak często? - spytał rycerz, śledząc z zamkowych blanków poczynania królewny.

- Codziennie - odparł król - od trzech lat. Odkąd dobra wróżka powiedziała jej, że w ogrodzie żyje piękny królewicz zaklęty w żabę i tylko jej pocałunek może go odczarować.

- Mój Boże - przeraził się rycerz - to jakaś okropna oszustka.

- Wcale nie, mówiła prawdę.

- Och, więc twoja córka go kiedyś znajdzie. Może powinniście jej pomóc. Wprowadzić jakąś systematykę w poszukiwaniach. Po co ma po kilka razy całować tę samą żabę. Można przecież oddzielać te sprawdzone od pozostałych. Łatwiej będzie odnaleźć królewicza.

- Nie widzę takiej potrzeby. Żaba znajdzie się wtedy, kiedy powinna. Nie wcześniej.

- Czyli zaklęcie zaopatrzone jest w dodatkowy warunek. - Rycerz pokiwał głową w zadumie.

- W pewnym sensie. - Król uśmiechnął się do wspomnień, gdy przed oczyma, jak żywa, stanęła postać ponętnej, wyuzdanej kobiety. - Gdy czarodziejka odchodziła, złapała i dała mi tego królewicza. Trzymam go w piwnicy, w słoiku po ogórkach.

- Ale - zająknął się rycerz - ale dlaczego?

- To proste. - Król z czułością spojrzał na córkę. - Jak dziewczyna osiągnie odpowiedni wiek do zamążpójścia, wypuści się płaza, pobłogosławi młodą parę i wyprawi w drogę, do ich wspólnego królestwa. A teraz, póki młoda, po co jej królewicz? Jeszcze, nie daj Bóg, siedząc tu, rozmyśli się i gdzieś czmychnie. Dopiero miałbym urwanie głowy. Ale jak mówiłem, wróżka była dobra i pomogła mi zapewnić małej dobrą przyszłość. Królewicz jest bezpieczny, ożenek pewny, a do tego czasu, co nie jest bez znaczenia, miast pętać się po zamku, z nudów biesić i wyżywać na służbie, ma dziewczyna zajęcie.

Odpowiedzi

Język i styl świetne. Narracja płynie sobie wartko jak strumyczek. Jedynie puenta. Pomysł z nadejściem właściwej chwili mocno oklepany. Chyba, że się mylę..

Tak sobie myślę. Gdyby księżniczka okazała się na końcu żabą i wyczekiwała księcia, którego - mocą magicznego pocałunku - zamieni w obślizłe ropiszcze, wtedy miałbym to, czego szukam - ewentualny element zaskoczenia.
Niemniej, dopowiedzenie własnej puenty dopisuję do zalet tekstu ;)

Takiej pointy nie mogłam użyć. Kabaret Potem zrobił to wcześniej :)
Bardzo dziękuję za opinię i poświęcenie czasu na przeczytanie i naskrobanie kilku słów :)

Bardzo sympatyczny tekścik :) Nie ma to jak mądrzy królowie ;)

Dziękuję ślicznie :)

...zgrabnie napisana miniatura, chociaż wyraz "skołowany" kompletnie nie konweniuje ze stylizacją języka narracji.

Nie będę się upierać, że to najodpowiedniejsze słowo, choć mi, w tym miejscu, pasowało :)
Dziękuję za poświęcony czas i komentarz.

Niezwykle przyjemny tekst. Co do języka, stylu i narracji - K-2 ma całkowitą słuszność. A pomysł ze słoikiem po ogórkach w piwnicy - wyśmienity :)

Bardzo dziękuję :)

pisz dużo, niech się talent nie marnuje :)

zdecydowanie za krótki, by wnioskować o talencie

Postaram się opublikować coś dłuższego :) Dziękuję za komentarz :)

Bardzo się staram. I dziękuję :)

Czyta się bardzo przyjemnie, szorcik lekki w odbiorze. Czekam na troszkę dłuższy przykład prozy :-)