Nie żyje

Ocena: 
6
Average: 6 (1 vote)

– Twoja matka nie żyje.

  Nie wyczułem w głosie smutku. Krótka informacja, jak sprawozdanie z pierwszej linii frontu. Chrobotanie wskazywało, że wuj Lari przekłada telefon z ręki do ręki. Czekał, aż wyrzucę to z siebie.

– Nareszcie – odpowiedziałem.

  Pracowałem w prosektorium. Dźwięk zerwanego połączenia wydawał się głośny jak dzwon.  Hatir wepchnął przez wahadłowe drzwi kolejnego umarlaka spoczywającego na metalowym łóżku i zaczął ustawiać ciała jedno przy drugim. Śmiertelne ofiary wypadku na autostradzie. Trzydzieści dwie osoby do poskładania. Musieliśmy przygotować je do identyfikacji.

  Nigeryjczyk włączył radio. Leciała opera Mozarta. Podczas pracy słuchaliśmy wyłącznie muzyki klasycznej.

  Nie miałem do kogo zadzwonić. W telefonie zapisałem trzy kontakty – do wuja, matki i do ulubionej pizzerii.

– Nie żyje – powiedziałem.

– Kto? – zapytał bez namysłu. Otaczało nas kilkudziesięciu martwych. Po krótkim zastanowieniu stwierdzenie musiało wydać mu się niedorzeczne.

– Moja matka.

  Spojrzał na mnie zmęczonymi, przekrwionymi oczami. Odpowiedziałem smutnym uśmiechem. Zupełnie jakbym wspominał coś, co wydarzyło się wiele lat temu.

– Moja również. Zabił ją dur brzuszny.

  Hatir pchnął wahadłowe drzwi, udając się po kolejną ofiarę wypadku. Podszedłem do jednego z ciał. Była to najwyżej pięćdziesięcioletnia kobieta z głęboką raną szarpaną w poprzek klatki piersiowej.

– Nie żyje – powtórzyłem.

  Opera wchodziła właśnie w moment kulminacyjny. Pochyliłem się i przylgnąłem policzkiem do rozprutego korpusu. Czułem zapach i zimno wystygłego mięsa. Objąłem ją i nadludzkim wysiłkiem uniosłem z łóżka. Tańczyliśmy w takt muzyki Mozarta.

– Zasłużyłam sobie – powiedziała.

– Tak, to prawda – ogarnęło mnie wzruszenie. Chciałem płakać ze szczęścia.

– Puść – poprosiła. – Pozwól mi wreszcie odpocząć.

  Zrobiłem to. Spełniłem życzenie. Martwym się nie odmawia.

  Wyszedłem z prosektorium, później ze szpitala na zewnątrz. Karetki zwoziły rannych i tych, którym nie można było pomóc.

  Uniosłem dłoń nad głowę i poczułem na skórze przyjemny podmuch wiatru.

  Przybijałem śmierci piątkę.

Odpowiedzi

Jest tu jakaś niejednoznaczność ale ten 'nadludzki wysiłek' podcina pęciny.