Linia frontu

Ocena: 
6.6
Average: 6.6 (5 votes)

Po pierwsze, zapomnijcie o tym, co powiedzieli wam podczas naboru. Nie, nawet nie zaczynajcie, nie chcę tego słuchać. To wszystko kłamstwa.

Stańcie obok mnie i rozejrzycie się dookoła. To jest linia frontu. Nie, to nie przenośnia. Na wojnie zwykle nie uświadczycie równych linii ani łatwych do zrozumienia strategii, a jednak tutaj mamy linię. Wyznacza ją ten okop. Nie podchodźcie zbyt blisko krawędzi.

Sporianie załatwiają średnio czterech ludzi dziennie. Wasz statek przywiózł dziesięć skrzynek zapasów i pięciuset niedoświadczonych rekrutów. Rachunek jest prosty: nie ma się co zaprzyjaźniać.

Słuchajcie. Nie oczekujemy od was noszenia mundurów, uczenia się strzelać czy robienia czegokolwiek, macie tu po prostu być, pić tran i umrzeć. Tak to wygląda.

Spokojnie, żartuję. To nie tran będziecie pić. Gorzej. Śmierdzi jak psie gówno, a smakuje jak zjełczałe masło. Nauczycie się powstrzymywać odruch wymiotny i zmuszać się do przełknięcia. My też to przeszliśmy.

To jedna z niewielu rzeczy, które umiemy. Nie wiemy, jak się im przeciwstawić. Nawet nie wiemy, czy są inteligentni. Lecz za każdym razem, gdy odpuścimy i zostawimy im miejsce, zmniejszają dystans. Waszym zadaniem jest stanie tutaj, jakbyście chcieli złapać tę infekcję. Nie łapcie jej. To wszystko.

Nie poczujecie, że zostaliście zainfekowani. W pewnej chwili po prostu odejdziecie jak żywe trupy w poszukiwaniu jakiegoś pagórka, a kilka godzin później głowy rozsadzi wam wyrastająca z nich łodyga. Dookoła rozsieją się jaskrawo pomarańczowe zarodniki w poszukiwaniu nowego domu. To właśnie dlatego lubimy nasz okop. Zauważyłeś, że jeden z twoich kumpli zachowuje się jak zombie? Wepchnij go tam. Byle szybko.

Prawda jest taka, że gdy dostaliśmy pierwsze raporty z Ziemi, po prostu zarządzaliśmy kwarantannę. I tak już prawie nikogo tam nie było, nie? A potem, nagle, na Marsie zaczęły się pojawiać te pomarańczowe kolonie pleśni. Wtedy do akcji wkroczyło wojsko i zbombardowało planetę każdym znanym ludzkości środkiem grzybobójczym. W tym samym czasie odkryliśmy tran. Sporianie go nie lubią. Nie, nie wiemy dlaczego. Gówno o nich wiemy. Nic ponadto, że trzymamy ich przy tym okopie. I to, że jeśli mają do wyboru kogoś, kto pił tran antygrzybiczny i jakiegoś grymaśnego dzieciaka, który nie pił, to za każdym razem zainfekują grymaśnego dzieciaka.

W każdym razie oddaliśmy im też Marsa. Konsul światowy stwierdził po prostu: „Dobra, weźcie sobie planetę”. Spisał ją na straty.

I nic to nie dało. Kilka tygodni później – pomarańczowe cętki. Sporianie zaczęli się pojawiać na linii frontu. Nie ma transportu. Od setek lat ani jeden człowiek nie przybył tu z Marsa. Więc jak oni dotarli tu w miesiąc? Nikt nie wie.

Słuchajcie, oto, co wiemy na pewno: Sporianie rozprzestrzeniają się tylko, gdy przestajemy być widoczni. Nie interesuje ich ziemia, chcą nas. I tak długo, jak konsul światowy będzie przysyłał świeżaków, pozostaną tutaj. Najbliższa zamieszkana asteroida jest tylko dwie AU stąd, dużo bliżej niż Mars. W tej jednostce nie pojawiła się ani jedna kolonia pleśni. I nie pojawi się, dopóki durni rekruci, tacy jak wy, będą tu przyjeżdżać.

Tran to jedyna rzecz, o której wiemy, że w jakikolwiek sposób na nich działa. Nie pomoże, jeśli zostaniecie sami, ale póki co… Pijcie tran. Powiedzcie koledze obok, żeby się nie przejmował. Starajcie się nie zarazić. Każdego zainfekowanego bez namysłu wepchnijcie do okopu tak szybko, jak tylko będziecie w stanie.

Żałuję, że to mnie przyszło wam to mówić, ale tak wygląda nasza wojna. Stójcie na krawędzi okopu i spróbujcie przetrwać chociaż tydzień, podczas gdy mądrzejsi od was usiłują znaleźć jakieś rozwiązanie.

No dobrze, a teraz wracajcie do roboty. Zacznijcie od wypakowania tych skrzynek, a ja podzielę się z wami dobrą nowiną. Tia, to nic wielkiego, ale zawsze jakiś pozytyw.

Po pierwsze: zainfekowani wyglądają, jakby umierali szczęśliwi. Widziałem to więcej razy, niżbym chciał. Hallinan nic nie mówił czy coś, ale na jego twarzy pojawiła się jakaś taka błogość. Ostatnimi słowami Patela było: „W końcu!”. Steinberg zwyczajnie gapił się w niebo i szczerzył zęby. Więc tak sobie myślę: może ci Sporianie to Bóg. Może to jego drugie przyjście. Może wszyscy zostaniecie zbawieni.

Nie wiem, czy to prawda, ale pomaga mi przetrwać noc.

Po drugie: połowa z tych skrzynek, które wypakowaliście, zawiera butelki ginu. Nie mamy obowiązku być trzeźwi. Wystarczy, że tu będziemy. Nie ma ucieczki z tej skały, więc równie dobrze możemy się zabawić. Jeśli będziecie mieli szczęście, może nawet znajdziecie koktajlowe parasolki.

Pozytyw numer trzy: widzicie te wszystkie gwiazdy? Gdzieś tam centylion ludzi wiedzie szczęśliwe życie. Widzicie ten błotnisty okop? Tutaj żyją Sporianie i dzięki temu, że my tu jesteśmy, Sporianie tutaj pozostaną. Ratujecie wszechświat! Jesteście pierdolonymi bohaterami.

A teraz pijcie.

 

Przełożył: Michał Wróblewski