Dzień, w którym ocaliłem świat

Ocena: 
7.75
Average: 7.8 (4 votes)

Na imię mam Nicolas. Kawaler. Trzy tysiące złotych brutto. Dwa kredyty. Własna kawalerka. Dziesięcioletnie Audi. W chwili śmierci miałem trzydzieści dwa lata. Przez całe życie byłem nikim.

Szkoła skończona z wyróżnieniem. Potem studia. Pierwsze staże. Średnio płatna praca. Kilku przyjaciół. Wielu znajomych. Zamiłowanie do alkoholu. Chęć zmiany na lepsze.

A teraz przyglądam się biernie, jak medycy starają się ratować ludzkie życia, walcząc z czasem o tych kilka dusz…

Opowiem Ci o dniu, w którym ocaliłem świat. Cały świat.

Tego dnia jechałem do pracy na lekkim kacu. Poniedziałek – wiadomo. Trochę to ryzykowne, ale gdyby mnie złapali, to chyba zmieściłbym się w granicy wykroczenia. Tak jak mówiłem – był to lekki kac. Nie to, co dzień wcześniej, kiedy nie mogłem zwlec się z łóżka. W pracy nie czepiali się, jeśli czuć było ode mnie wódkę. Byle bym tylko nie przesadził i myślał logicznie, a z tym nigdy nie było problemów.

No więc, już spóźniony, kląłem na wyjątkowo uciążliwe dziś korki. No ale cóż – lepszy klimatyzowany samochód niż śmierdząca potem komunikacja miejska.

Dziewczynka ma nie więcej niż osiem lat. Płacząca, przerażona, wtula się w moje ramiona. Jacyś ludzie biegną w naszym kierunku. Silne ręce zabierają ją ode mnie. Widzę jak niosą ją w stronę karetki. Świat rozmywa się. Nie słyszę już krzyków. Nie czuję nic. Upadam.

Wiesz, że wtedy pierwszy raz od wielu lat spojrzałem komuś w oczy? Dziwne, prawda? Zawsze odwracałem głowę. Nie mogłem wytrzymać kontaktu wzrokowego. A tu proszę. Zupełnie nieznajoma dziewczynka o przerażonym spojrzeniu. Ale cóż to były za oczy! Wiesz, ile zobaczyłem w ciągu tych kilku sekund? Ile zrozumiałem? Na przykład to, że dla niej nie będzie w przyszłości rzeczy niemożliwych. Będzie mogła zostać kim tylko zechce, dokonać rzeczy, o których mnie się nawet nie śniło. To, że czeka ją przeznaczenie, jakie sama sobie wybierze. Czy będzie chciała polecieć w kosmos, czy też żyć spokojnie w gronie rodzinnym. Cóż mogłoby ją powstrzymać?

Będzie tylko musiała zapomnieć o dzisiejszym dniu. Zakopać go gdzieś głęboko w swojej głowie i nigdy do niego nie wracać. Tego jej właśnie życzę, bo wszystko inne będzie mogła zdobyć sama.

Kilkanaście metrów przede mną samochód ruszył, kiedy zapaliło się zielone światło. Z prawej strony jakiś kierowca wyraźnie chciał zdążyć na „późnym pomarańczowym”…

Nie myślałem o niczym, kiedy wybiegałem z auta. Sprawca wypadku o własnych siłach wytaczał się z pojazdu... Ktoś już wyciągnął na drogę panią w średnim wieku, która kierowała drugim samochodem… Ktoś inny krzyknął, że się pali… Odciągana kobieta wrzeszczała, żeby ratować jej dziecko…

Dlaczego nikt nie pobiegł za mną? Nie ma czasu, żeby się bać… I niby wszyscy wożą gaśnice w autach, ale co z tego? Ja sam też nie pomyślałem, żeby użyć swojej. Podbiegłem do wywróconego samochodu… Wyszarpnąłem dziewczynkę z fotelika. Brutalnie, na chama… mam nadzieję, że nie zrobiłem jej krzywdy… Biegłem, trzymając ją w ramionach, i wtedy nastąpił wybuch. Jak w filmach. Chyba…

Coś uderzyło mnie w plecy. Padłem na kolana. Kilka milimetrów od twarzy dziewczynki z mojej piersi wystawał kawałek blachy.

Wtedy właśnie na mnie spojrzała…

Cieszę się, że wysłuchałeś mnie do końca, mój mroczny przyjacielu. Już po wszystkim. Ratownicy starają się bardzo, ale tej walki nie wygrają. Chodźmy więc. Zaprowadź mnie na drugą stronę, już i tak długo czekałeś…

Odpowiedzi

bomba:)

strasznie oklepany motyw, wykonanie takie sobie