Zwalczanie szkodników

Ocena: 
10
Average: 10 (1 vote)

Mówili: żadnych zwierząt. Było mi troszkę głupio, bo odrobinkę mijałam się z prawdą, ale przecież nie miało domku ani nic, żadnego akwarium na parapecie. Po prostu czasem przynosiłam je z ogrodu do domu, a potem znów wynosiłam. Próbowałam się usprawiedliwiać, że przecież to był mój przyjaciel, a nikt nie zakazał mi mieć przyjaciół.

W dodatku nie myślisz o chomiku czy żabie jak o człowieku. Możesz powiedzieć: moje zwierzątko jest takie mądre, ale dopowiadasz natychmiast: mądre jak na chomika.

I nie zastanawiasz się przecież, czego takie małe stworzonko może pragnąć. Nie pytasz, czy ta złota rybka naprawdę chce zamieszkać w szklanej kuli w twoim domu. To ty decydujesz.

Więc było mi smutno, gdy po raz ostatni położyłam je w ogrodzie i spojrzałam mu w oczy; gdy ono po raz ostatni spojrzało na mnie i dostrzegłam, że mnie rozpoznaje i – jak mi się zdawało – patrzy na mnie z uczuciem. Poklepałam je po futrzastym zadku, powiedziałam: „Sio!” i odwróciłam się ze łzami w oczach.

Takie malutkie stworzonka są sprytniejsze, niż nam się wydaje, i jeśli tylko chcą, potrafią niepostrzeżenie dostać się do środka. Psa czy kota można z łatwością zauważyć, ale coś tak małego zawsze jakoś się przeciśnie, wślizgnie się sobie tylko znanymi ścieżkami, jeśli tylko zechce.

Wylazło z czegoś, co dorośli wnieśli do środka, a po tym, jak wystartowaliśmy, nie można było już nic zrobić. Sprytnie z jego strony, że nie schowało się w moich rzeczach, bo przecież to dzieciom nikt nie ufa; wszyscy zakładają, że złamiesz reguły, że nie zdajesz sobie sprawy z ich znaczenia. Z dorosłymi jest inaczej; sprawdza się ich pobieżnie, bo przecież dorośli wiedzą i rozumieją wszystko, prawda?

Przybywamy do różnych miejsc, do których nikt nas nie zapraszał. Jesteśmy tacy twardzi i mądrzy i mamy taką nowoczesną broń – czy powstrzyma nas byle myszoskoczek?

Nie spodobało im się nasze przybycie i chociaż to była tylko jedna stacja badawcza, zdawali sobie sprawę, że to dopiero początek.

Musiałam mieć naturalną odporność, która dodatkowo wzrosła od ciągłych kontaktów z nim. Oczywiście zdawało sobie z tego sprawę, bo jeszcze żyłam. I lubiło mnie na swój sposób. W naszym ogrodzie, na naszej planecie, znalazło idealne warunki i dostatek pożywienia w postaci form życia opartych na węglu. Było już w ciąży, czy jak to nazwać, i wkrótce pojawiło się mnóstwo młodych – one są całkiem jak szczury czy króliki; mnożą się jak szalone.

Ta moja wrodzona odporność okazała się dość rzadka, zazwyczaj wystarczał jeden kontakt. Nie chcieli źle – wiem, bo teraz przecież to ja jestem ich zwierzątkiem.

Może po prostu nie chcieli naszego powrotu.

Przełożyła Maria Talko

Tekst pierwotnie opublikowany na stronie http://365tomorrows.com/01/13/pest-control/