Pokłosie. Antologia opowiadań w hołdzie Stephenowi Kingowi - Kacper Kotulak, Paulina J. Król, Jarosław Turowski, Juliusz Wojciechowicz, Marek Zychla i Stefan Darda

Let it roll

Aleksandra Brożek-Sala

Wrzućmy do gara pięciu polskich autorów o niedużym dorobku i raczkujące jeszcze na naszym rynku wydawnictwo. Dodajmy trochę mrocznego klimatu oraz składnik główny – światowej sławy autora, który zasłynął głównie jako twórca horrorów. Co nam z tego wyjdzie? I czy produkt finalny naszego pitraszenia okaże się jadalny?

Pokłosie jest zbiorem siedmiu opowiadań z dreszczykiem. Oficjalnie zostały napisane w hołdzie Stephenowi Kingowi i do jego twórczości nawiązują, jednakże łatwo można zgadnąć, iż ich autorzy przede wszystkim lubią pisać – i czytać – horrory oraz świetnie czują się w tym gatunku. Każda z historii w antologii odnosi się do jednego lub więcej tekstów Stephena Kinga. Tych, jak wiemy, jest niemało, więc twórcy mieli z czego wybierać.

Zbiór otwiera krótki wstęp Stefana Dardy, który zapowiada różnorodność tematyki i bogactwo pomysłów. Zaraz po wstępie pojawia się Chyba Marka Zychli. To wciągający tekst, w którym znalazłam przede wszystkim odniesienia do Ręki mistrza oraz Pod kopułą. Zaczyna się bardzo klimatycznie, a ciekawa konstrukcja, w tym zabieg przeplecenia czasu teraźniejszego z przeszłym, sprawia, że opowiadanie czyta się z dużym zainteresowaniem. Niestety przy końcówce miałam wrażenie, że za dużo grzybków wpadło do barszczu, przez co umknęła mi nieco główna oś tekstu.
Zychla napisał też opowiadanie o osobliwym tytule Fhabhtanna. Kiedy poznajemy głównego bohatera i jego perypetie, absolutnie przestaje dziwić nas tytuł. Znów trochę się pogubiłam, nie udało mi się też odszyfrować, który z tekstów Kinga zainspirował autora do napisania tego opowiadania, ale to już raczej kwestia mojej ulotnej pamięci. Fhabhtanna to jednak tekst napisany w bardzo dobrym stylu, dzięki czemu jego lektura absolutnie nie nuży, a od czasu do czasu można się nawet uśmiechnąć.
Kolejny autor, Kacper Kotulak, również zaserwował czytelnikom dwa opowiadania. To nie to, bezpośrednio nawiązujące do jednej z moich ulubionych powieści mistrza, jest równocześnie straszne, jak i zabawne, a zarazem ukazuje pewne znane nam już kwestie z nowej perspektywy.
W drugim z opowiadań, Death metal, także nie brakuje akcentów humorystycznych. Tekst ten przypomniał mi o takich powieściach jak Christine i Rose Madder, ale kto wie, może odniesień było jeszcze więcej.
Z przyjemnością przeczytałam też Status quo Pauliny Król. Tekst ten, choć długi i rozbudowany, przez co mógłby pretendować do miana minipowieści, zauroczył mnie mądrością przekazu. Przy okazji uwagę zwraca misternie skonstruowana historia, w której łączą się losy pozornie nie mających nic ze sobą wspólnego bohaterów. I przyznaję – nie udało mi się dociec, do których utworów Kinga nawiązuje autorka.
Noszące boski wręcz tytuł opowiadanie Świniak Juliusza Wojciechowicza to soczysty i intrygujący tekst, który przypomniał mi takie powieści jak To czy Christine. Uwagę zwraca fajnie przedstawiona rzeczywistość z czasów, kiedy to my byliśmy dziećmi. A że tym razem to nie King, a Wojciechowicz pisze o swoim dzieciństwie, akcja nie rozgrywa się w Stanach, lecz w Polsce.
Cierniowy dwór Jarosława Turowskiego jest kolejnym tekstem o dzieciach, świetnie nawiązującym choćby do Carrie. Coś jednak sprawiło, że czytając drugą połowę opowiadania czułam pewne znużenie. Możliwe, że wolę proste historie, bez nadmiernej liczby bohaterów i nawiązań. Możliwe też, że górę wzięła moja niechęć do Mrocznej Wieży, z którą też skojarzył mi się ten utwór.

We wspomnianym wcześniej wstępie Stefan Darda zauważył, że sięgał po Pokłosie z pewną obawą. Tak samo było w moim przypadku. Po pierwsze obawiałam się, że autorzy spróbują stworzyć nieudane „podróbki” tekstów mistrza z Bangor czy, co gorsza, napisać kontynuacje lub alternatywne zakończenia tak lubianych przeze mnie powieści. Tak się jednak nie stało. Opowiadania są ciekawe, nie byle jakie i mają ciekawy klimat. Wiele z nich łączy z Kingiem umiejętność wnikliwej obserwacji zachowań ludzkich, a nawet typowy dla mistrza humor, który w jego książkach wydaje się „na miejscu” nawet w przypadku najtragiczniejszych fragmentów. Autorzy sprytnie nawiązali do swoich ulubionych powieści, zarazem tworząc z nich coś nowego – ukazując dane historie z innej perspektywy czy przenosząc je na polski grunt. Innymi słowy: potrawa się udała.

Dziś składamy hołd mistrzowi z Bangor, za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat być może komuś innemu. Pisarze przychodzą i odchodzą, podobnie jak moda czy upodobania. Być może nasze praprawnuki także będą cenić twórczość Stephena Kinga, być może w ich ręce wpadnie ta antologia. A może raczej świat zapomni kiedyś o tym panu w śmiesznych okularach oraz jego powieściach. Kto wie. Przyszłość pokaże, a tymczasem, jak słusznie zauważył Kacper Kotulak pod koniec jednego ze swoich tekstów: „Najważniejsze, żeby się kręciło”.


Ocena: 8/10

Tytuł: Pokłosie. Antologia opowiadań w hołdzie Stephenowi Kingowi
Autorzy: Kacper Kotulak, Paulina J. Król, Jarosław Turowski, Juliusz Wojciechowicz, Marek Zychla, wstęp Stefana Dardy
Wydawca: Wydawnictwo Gmork
Data wydania: 2015
Liczba stron: 358
ISBN: 978-83-941000-2-5