Dwa kilo piachu to za mało

Autor: 
Ocena: 
0
Brak głosów

– W ciągu życia zjadamy około dwóch kilogramy gleby. Ile zarodników spożywamy wraz z nią? – Potrząsnęła głową, aż zagrzechotały koraliki na końcach jej siwiejących warkoczyków, po czym spojrzała mi w oczy po raz pierwszy od chwili, gdy na powitanie nalała mi herbaty i poczęstowała kupnymi ciastkami z wyszczerbionego talerza. – Ile z tych zarodników przeżywa?

Poczułem się nieswojo, odwróciłem więc wzrok i zacząłem przyglądać się półkom z książkami – były pomalowane na wesołe, kredkowe kolory, ale wypełniały  je wyłącznie książki naukowe i poważne czasopisma branżowe. Od dawna szukałem właśnie jej, Idry Antwell, bo była światowej sławy ekspertem od ekologii grzybów i od lat nikt jej nie widział na oczy. Była ekspertem, ale to nie oznacza wszechwiedzy. Nie mogła zajrzeć wewnątrz mnie.

– Zrobiłam doktorat na Uniwersytecie Utah, badałam grzyby endofityczne w trawach. To takie grzyby, które żyją wewnątrz roślin – dodała. – Działają na ich korzyść, często pomagają im przetrwać suszę. W zamian rośliny odżywiają grzyby swoimi cukrami.  – Powiedziałem jej, że piszę artykuł o ekologii grzybów do „Discover”. Z początku nie była zbyt chętna, żeby podać swój adres, ale ja zawsze byłem przekonujący.

–  Spędzaliśmy masę czasu w terenie, pobierając próbki gleb i roślin. Wiecznie szukałam kogoś do pomocy. Zrobił się z tego nawet taki dyżurny żart: magistranci zakładali się, jak długo wytrzyma każdy z moich kolejnych asystentów. Uwzględniali wszystkie opcje, od mononuklozy po wypadki rowerowe. – Popatrzyła na swój dyplom, wiszący na ścianie w chaotycznym gąszczu zdjęć ludzi i grzybów.

–  Wtedy poznałam Jacoba. Był z entomologii, ale pomagał mi, bo byłam już naprawdę zdesperowana. Pobraliśmy się zaraz po obronie doktoratów, przenieśliśmy się do Fort Collins i tam urodziła się Alexandra. – Pokazała kubkiem zdjęcie pary biegnącej ze śmiechem za malutką dziewczynką. – Ja dalej pracowałam nad endofitami, ulepszałam metody wykrywania połączeń między grzybami. Wiedział pan, że grzybnia potrafi rozciągać się między roślinami od jednego korzenia do drugiego, łącząc całą łąkę w jedną wielką sieć? Nie? Nikt nie wiedział. Już wtedy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że grzyby rozwijają się wewnątrz większości roślin. Nowością była możliwość prześledzenia połączeń między nimi. Tradycyjne pobieranie próbek ziemi czy wykopywanie roślin niszczyło całą tę strukturę. – Po raz pierwszy, odkąd przyszedłem, Idra uśmiechnęła się, najwyraźniej dumna ze swoich dokonań.

– Doktor Antwell, to wszystko fascynujące, ale mojemu wydawcy to nie wystarczy. Czy grzyby tego typu żyją też w innych miejscach? – Od pewnego czasu miałem obsesję na punkcie jej badań, przeczytałem wszystko, co kiedykolwiek opublikowała. Jej artykuły niby dotyczyły wyłącznie traw, ale zawierały też aluzje do czegoś więcej. Musiałem dociec, ile wiedziała, czego być może się domyślała.

– Któregoś dnia coś mnie naszło i przebadałam parę koników polnych ze zbiorów Jacoba. Tak zaczyna się bardzo wiele odkryć. Myśli kotłują się w głowie i czasem znienacka coś wyskoczy.

– Nie pamiętam, żebym o tym czytał. Opublikowała to pani?

Idra wstała i pogłaskała kilka książek po grzbietach, jak gdyby były jej starymi przyjaciółmi.

– Nie, artykuł został odrzucony. A potem umarł Jacob i rzuciłam to wszystko w kąt.

Jacob zginął w wypadku samochodowym, powód: brawurowa jazda. Alexandra jechała z nim. Idra w ostatniej chwili zdecydowała się zostać w domu.

Wyświetliła mi serię zdjęć mikroskopowych na staromodnym monitorze ciekłokrystalicznym.

– To są moje trawy, a to konik polny. Widzi pan strzępki grzybni w każdym z nich? – Wskazała linie wijące się na fotografiach: to grzyb oplatał komórki swoimi włóknami, wnikając do ich wnętrza.

 – To jest próbka tkanki od Jacoba. Nigdy się nie dowiedział, że ją pobrałam. – Te same grzybniowe zawijasy. – A ta jest moja. – Żadnych zawijasów.

– Tego też nigdy mi nie przyjęli. Właściwie nigdy też nie odrzucili – za każdym razem albo ginął manuskrypt, albo redaktor zachorował, zawsze coś. – Idra machnęła ręką, wskazując stertę papierów za monitorem. – Przez całe lata zbierałam próbki tkanek od wszystkich moich studentów z biologii. Prawie wszyscy byli zarażeni tym wewnątrzludzkim grzybem – myślę, że można go tak nazwać. Planuję umieścić to wszystko w Internecie.

A więc przybyłem w ostatniej chwili.

– To niesamowite! Czy ma pani jakąś hipotezę, co te grzyby właściwie robią?

– Nie wiem nawet, czy to symbionty, czy pasożyty. Dowiedzielibyśmy się może, gdyby robiły coś bardziej oczywistego... Jak na przykład grzyb z rodzaju Ophiocordyceps. Zmienia zarażone mrówki w zombie, tak że roznoszą jeszcze więcej jego zarodników. Gdyby pojawiły się jakieś ludzkie zombie, na pewno byśmy to zauważyli, ale co jeśli zmiany w zachowaniu ludzi są bardziej subtelne? Może być nawet tak, że one nam pomagają. Endofity, na przykład, są dobre dla roślin, w których żyją, choć już nie dla zwierząt, które je jedzą.

–  Co się wtedy dzieje? – zapytałem, zaciekawiony mimo woli. Nie wiedziałem na ten temat tak wiele, jak mogłoby się wydawać.

– Jednym z drastycznych przykładów jest krowa, która zje za dużo zainfekowanej kostrzewy. Toksyny obecne w tej trawie spowalniają krążenie w kończynach. W najgorszych przypadkach zwierzęciu mogą odpaść kopyta i ogon. – Idra wyszczerzyła się w uśmiechu. – Skąd inaczej byśmy wiedzieli? Niewiele stworzeń w naszych czasach zjada ludzi.

– A jak to możliwe, że tego grzyba mają wszyscy z wyjątkiem pani?

– Może to kwestia genów, ale nie mam żyjących krewnych dla porównania. – Tak też sądziłem, ale jej słowa dodatkowo utwierdziły mnie w tym przekonaniu. A więc nie będę musiał namierzać również ich. –  W każdym razie nie czuję się inna. – Byłem ciekaw, czy mówi prawdę. Na pewno zauważyłaby jakieś różnice – może inny schemat podróżowania, może skłonność do ryzyka czy szczególne roztargnienie. Większość zarażonych nie była tego świadoma, ale  ich zachowanie się zmieniało. Tylko niewielu wiedziało, że ich układ nerwowy jest penetrowany przez strzępki grzyba, ale i tak nie potrafili na to nic poradzić.

– Wszyscy wiemy, że grzyby odgrywają ważną rolę w procesach rozkładu – powiedziałem. – Ale wychodzi na to, że może wręcz sterują światem – wszystkie połączone ze sobą w olbrzymi, biologiczny komputer...

– To bardzo śmiała teoria – odparła Idra – ale to możliwe. Właśnie dlatego zamierzam opublikować swoje badania w sieci. Powinni to zobaczyć inni naukowcy.

– Myślę, że jednak będziemy szczęśliwsi, jeśli się o tym wszystkim nie dowiemy. – Patrzyła, jak wstaję z miejsca, wyraźnie nie rozumiejąc, co robię, póki jej nie złapałem. Potrzeba więcej czasu, niż może się wydawać, żeby udusić starszą panią. Po wszystkim wrzuciłem jej papiery do torby, a na wierzch załadowałem komputer.

Wywlokłem Idrę na zewnątrz do ogrodu i dalej, na łąkę. Teraz grzyby w końcu się do niej dobiorą.

Przełożyła Aga „Shee” Magnuszewska