Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Teatro Grottesco - Thomas Ligotti

Koszmar ultymatywny Thomasa Ligottiego

Marcin Knyszyński


Thomas Ligotti, który na Zachodzie uzyskał już miano "pisarza kultowego", został przybliżony w 2014 roku polskiemu czytelnikowi za sprawą Wydawnictwa Okultura. Wydano zbiór opowiadań Teatro Grottesco, który moim zdaniem jest prawdziwym objawieniem literatury z pogranicza horroru. Pogranicza, – ponieważ jest to również książka w duchu gatunku weird-fiction, gdzie królował niepodzielnie Lovecraft, i jest to jednocześnie traktat filozoficzny. A po bliższym przyjrzeniu się twórczości pisarza i próbie dokładnej analizy otwierają się przed nami drzwi do koszmaru, przy którym opowieści Lovecrafta to zwykłe bajki na dobranoc.

Książka podzielona jest tematycznie na trzy części, w każdej z nich mamy kilka opowiadań połączonych między sobą nie tyle fabułą co zamiarem literackim pisarza.
Część pierwsza, zatytułowana Zaburzenia, to wstępny zarys wizji i filozofii Ligottiego - taki lekki policzek od autora na zwiększenie koncentracji - „czytaj między wierszami, czytelniku, czujesz to?”. Mamy tu stopniowe zarysowanie filozoficznych teorii autora: o niedoskonałości i "nieczystości" ludzkiego istnienia i percepcji (Czystość), o niedorzeczności i dziwności jako immanentnej cesze każdego bytu (Dziwowisko i inne opowiadania, Czerwona Wieża) o bezsensie i bezcelowości egzystencji, pozbawionej możliwości samostanowienia (Zarządca Miasta, Marionetka Błazna).
W części drugiej (Deformacje) dostajemy cios na odlew z drugiej strony, Ligotti zabiera nas głębiej w swoją spiskową/nie-spiskową teorię, drzwi do koszmaru otwierają się coraz szerzej. Dwa opowiadania utrzymane w tonacji znakomitego opowiadania Jeszcze nie skończyłem z ostatniego numeru Fantastyki - Wydanie Specjalne z 2014 roku, przynależne są do kategorii, którą utworzył sam Ligotti - horroru korporacyjnego. Zbliżamy się powoli do odkrycia prawdy - w ostatnim opowiadaniu W Obcym Mieście, Na Obcej Ziemi pisarz zastanawia się nad możliwymi reakcjami na to objawienie.
 Część trzecia (Zniszczeni i  zgnębieni) to jest prawdziwy nokaut, esencja wizji Ligottiego - stoimy u szeroko otwartych wrót egzystencjalnego piekła, o krok od utraty poczytalności. Opowiadania z tej części, (według mnie najlepsze, najbardziej hipnotyczne i wstrząsające) to już bezpośredni kontakt z drugą, prawdziwą naturą świata i możliwe scenariusze takich zbliżeń: aktywne poszukiwanie odpowiedzi i wkładanie palców między drzwi (Teatro Grottesco), zatopienie się bezpowrotne w koszmarze, z którego nie ma ucieczki (Severini), kryzys i redefinicja własnej tożsamości (Lunaparki przy stacjach benzynowych), wyparcie potworności, która powraca ze zdwojoną siłą (Bungalow) i finalnie szaleństwo oraz zamierzona rezygnacja z własnego ja, jako nieunikniona konsekwencja dotknięcia absolutu (Cień, Ciemność). I to jest prawdziwy horror.

Czego tak naprawdę boimy się czytając Teatro Grottesco? Lem, w jednej ze swoich powieści wyróżnił dwa rodzaje strachu: „wysoki, od wyobraźni” i „niski, prosto z kiszek”. Obecnie psychologia ten pierwszy rodzaj nazywa lękiem (bazujący na irracjonalnym poczuciu zagrożenia, powstający tylko w wyobraźni człowieka), a ten drugi strachem (atawistyczna reakcja na realne zagrożenie – gęsia skórka, przykurcz mięśni, postawa walcz/uciekaj). Strach mija szybko, po ustaniu bodźca go wywołującego już jest dobrze, lęk natomiast pozostaje z nami na długo, karmiony wewnętrznym, pozarozumowym pierwiastkiem naszej natury.

U Ligottiego niepokój towarzyszy bohaterom opowiadań i czytelnikowi cały czas. Jest to lęk przed tym, że świat, który obserwujemy wokół siebie, ma inną, niezrozumiałą dla nas naturę. Jest to lęk, który odczuwamy podczas oglądania Eraserhead Davida Lyncha, wynikający z odmienności oglądanego krajobrazu i jego wynaturzeniu. Jest to lęk, który ogarnia nas, gdy doznajemy uczucia "uncanny valley" podczas obserwacji ruchów robota naśladującego nasze, ludzkie. Jest to lęk przed faktem, że to, co uważamy za naszą świadomość, tak naprawdę nie istnieje, że my wszyscy jesteśmy tylko ciałem. Ostatecznie jest to lęk przed szaleństwem, które, paradoksalnie, może w świecie Ligottiego być jedynym ratunkiem.

Wszechświat wykreowany przez pisarza to niewytłumaczalny ogrom, przy którym ludzka egzystencja to nic nieznaczący detal. Widać tutaj wyraźnie wpływy prozy samotnika z Providence – jednakże Ligotti tłumaczy nieistotność i niedorzeczność ludzkości subtelnie i nie wprost, w przeciwieństwie do Lovecrafta. Nasze istnienie, nasza świadomość to pewna anomalia w tkance świata, tłumaczona jako emanacja nieznanej siły go definiującej. Ludzie to tylko powłoki-pacynki tańczące na sznurkach, puste naczynia dla irracjonalnej i niemożliwej do zdefiniowania potęgi.

Wydawać by się mogło, że Ligotti w swoich opowiadaniach odwołuje się przede wszystkim do filozofii Artura Schopenhauera. Sam autor wskazuje jednak na norweskiego filozofa Petera W. Zapffe, jako główne źródło inspiracji. Zapffe jest autorem eseju The Last Messiah, gdzie według Ligottiego filozofia Schopenhauera „zostaje sprowadzona na ziemię”, bo skupia się na ludzkiej świadomości. Świadomość wg. Zapffe odrywa nas od świata przyrody, gdzie pragnienia są proste – przeżyj i rozmnażaj się. Świadomość rujnuje nas, każe nam zastanawiać się, „kim jesteśmy”, „czym jest śmierć”, „dokąd zmierzamy”. Według tej wykładni my-ludzie, obdarzeni brzemieniem własnego ja, stajemy się największymi cierpiętnikami w świecie przyrody. Wykształcona w toku ewolucji jaźń to aberracja ontologiczna, powodująca, że gdzieś tam, w głębi duszy, czujemy, że coś jest nie tak z otaczającą nas rzeczywistością, że jej prawdziwa natura jest przed nami ukryta. Widzimy świat przefiltrowany, nieprawdziwy, wyobrażony, napędzany inercją schopenhauerowskiej ślepej mocy. Bariera postawiona pomiędzy nami, naszą świadomością a światem prawdziwym powoduje, że cierpimy i to nas napędza do działania. Działamy oczywiście w irracjonalny sposób i z irracjonalnych pobudek, ale przynajmniej działamy. Co zostanie, gdyby tę barierę usunąć?  

Możemy na to pytanie odpowiedzieć odwołując się do biografii pisarza i jego problemów. Na twórczość autora (podobnie jak u Phillipa K. Dicka) wielki wpływ miała jego choroba - depresja, która wystąpiła u niego w specyficznej odmianie. Ligotti cierpiał na anhedonię – zespół dysfunkcji psychicznych uniemożliwiających mu odczuwanie jakiejkolwiek przyjemności, spłycenie odczuwania emocji, blokadę radości czy gniewu. Dodatkowo przez całe życie zmaga się z poważnymi stanami lękowymi, mającymi odzwierciedlenie w każdym jego utworze. W jednym wywiadzie stwierdził, że w stanie anhedonii byt i wszechświat ukazuje się w swoim prawdziwym kształcie – bezcelowości i bezsensu. Dopiero wtedy pozbywamy się przyciemnionego szkiełka, przez które patrzymy, przestajemy widzieć fenomeny, a widzimy rzeczywistość taką, jaka jest. Anhedonia przecina sznurki, którymi jesteśmy sterowani, ale jak to z marionetkami bywa, stają się one wtedy całkowicie bezużyteczne. Wizja Ligottiego jest porażająca, zapierająca dech i bardzo niepokojąca. Jest to coś, co pozostaje z nami na długo po zamknięciu książki.

Styl i sposób pisania Ligottiego można określić, jako amalgamat cech prozy Lovecrafta, Poego, Schulza, ale również Vandermeera, Harrisona i Barkera. Gęsta, wymagająca, sugestywna, hipnotyczna, ale i depresyjna oraz trudna w odbiorze proza, będąca jednocześnie bardzo osobistą wiwisekcją obsesji, choroby, paranoi i lęków pisarza.

Nie można też nie wspomnieć o jakości wydania, które jest po prostu znakomite. Twarda oprawa, niestandardowa czcionka i format stron. Na okładce i w środku piękne, psychodeliczne grafiki świetnie współgrające z nastrojem opowiadań. Przekład bardzo dobry, co nie dziwi, bo robili go ludzie uwielbiający i, co ważne, rozumiejący twórczość Ligottiego. Całości dopełnia przedmowa będąca idealnym, profesjonalnym podsumowaniem tej literatury, którą lepiej przeczytać na końcu.

Teatro Grottesco to horror idealny, nowa jakość gatunku. I nie ma w tym ani trochę przesady.

Tytuł: Teatro Grottesco
Autor: Thomas Ligotti
Tłumacz: Wojciech Gunia, Mateusz Kopacz, Filip Skutela, Aleksander Więckowski
Wydawca: Wydawnictwo Okultura
Ilość stron: 280
Rok wydania: 2014
ISBN: 978-83-88922-44-2

Odpowiedzi

Emocjonalna ale znowu bardzo dobra recenzja. Gdyby nie ten 'samotnik z Providence', mam alergię na to sformułowanie.

Świetna recenzja! Muszę Ci powiedzieć, że dałeś radę, a z Ligottim nie jest łatwo, ani się go łatwo nie czyta, ani łatwo analizuje. Czytałem do tej pory dwa opowiadania i byłem bardzo zadowolony tym mrocznym, gęstym, dusznym klimatem i przede wszystkim tym językiem, jakim się posługuje. Czy tak pisze współczesny pisarz? Jakbym dostał te opowiadania bez świadomości o istnieniu autora na tym świecie stwierdziłbym, że to bez wątpienia jeden z klasyków ubiegłego albo jeszcze poprzedniego wieku. :) Ale i tak najbardziej byłem otępiały jak przeczytałem jeden z wywiadów z magazynie "Coś" - jednym zdaniem: wgniotło mnie w fotel. Mało kto potrafi się tak wyrażać, tak posługiwać słowem. Do "Teatro Grottesco" miałem się już zabrać w okolicach premiery, ale ciężko jest mi się zebrać, bo wiem, że ten autor dosłownie kopie po dupie, a ja muszę mieć czas, by przyswoić dobrze taką lekturą, i najlepszy jest tu okres jesienno-zimowy, czyli nieco bardziej depresyjny, jak teksty autora, i wtedy najpewniej po ten zbiór sięgnę. :)

Mnie akurat ta emocjonalność w tym tekście się podoba :)

Mnie też się podoba. To nie był zarzut, jedynie charakterystyka.

Aha. To faktycznie błędnie odebrałam Twoją wypowiedź. Zmyliło mnie to "ale" :)

Jest niewiele książek, które czytałem po raz drugi w bardzo krótkim czasie od pierwszego. Echopraksja, Droga Serca, Czarne - przede wszystkim dla głębszego wejścia w samą fabułę i jej większego zrozumienia. Dopiero w dalszej kolejności dla walorów czysto literackich, dla ducha.
Teatro Grottesco to chyba jedyny przykład książki, gdzie szybkie drugie podejście wymusiła głównie ta druga przyczyna. Może stąd taki wydźwięk mojej recenzji. Oczywiście polecam czytanie w całkowitej izolacji, bez przerywania opowiadań w środku. Ciężko pewnie takie warunki sobie stworzyć, ale warto.

"Planem wymierania" Jarka Błotnego - drugi raz przeczytałem zaraz po pierwszym. A po dwóch miesiącach przeczytałem jeszcze po raz trzeci :) Ale ciągle nie mogę się "po recenzencku" zmierzyć z tą książką ;)