Przycień

Autor: 
Ocena: 
0
Brak głosów

Miasto nocą stało się dla mnie nie do zniesienia. Światło dnia przynajmniej ujawnia jaśniejszą stronę człowieczeństwa, mojego człowieczeństwa. Jednak nawet to nie zmienia faktu, że inni ludzie przerażają mnie do szpiku kości.

To wszystko miało swój początek w chwili,gdy pojawiła się rzeczywistość rozszerzona i wszechobecne, tanie soczewki i okulary. Natychmiast zostałem ich fanem i zanurzyłem się w bezkresnym morzu znaczeń, które docierały do mnie przez korę wzrokową. Dzień bez nich sprawiał, że czułem się nagi i nieakceptowany, niczym trędowaty ślepiec kroczący pośród wszystkowidzących bogów.

Świadomość, że widzieli nie tylko mnie, ale też moją historię i osobowość zawartą w tym, co można znaleźć o mnie w sieci, a przede wszystkim głębsze znaczenia, które dołączał do informacji ten beznamiętny algorytm, nie dawała mi spokoju.

Wiedziałem, że mam objawy typowe dla uzależnienia, że powinienem odzyskać kontrolę nad swoim życiem, ale uniemożliwiały to moje własne emocje, napędzane tym irracjonalnym strachem i pragnieniem poznania.

Co więcej, pragnąłem być lepszy, wiedzieć więcej. Tak dotarłem do nielegalnych dodatków, otwierających drzwi do kolejnych zasobów informacji. Wiedzy, którą większość ludzi woli pozostawić w ukryciu, zamkniętą na klucz i schowaną w ciemności.

Zacząłem dostrzegać cienie siedzące na ramionach niektórych przechodniów, jedne większe, inne mniejsze, będące jakby rutynowo zakładanymi przez ludzi fałszywymi maskami, chroniącymi przed niepożądanym zainteresowaniem.  Jednak żadna maska nigdy nie była tak fizyczna, tak żywa. Widziałem, jak coś szepcą, niemal wtykając swoje wilgotne dzioby do uszu gospodarzy.

Ściągnąłem okulary i warstwy informacji znikły, lecz czyhające obok ludzkich głów cienie pozostały. Dostrzegłem z przerażeniem, jak jeden z nich – wyjątkowo ciemny i długi, należący do starszego mężczyzny – wyciągnął ciekawskie macki w stronę młodej dziewczyny, idącej kilka kroków przed nim. 

Na próżno szukałem odpowiedzi w Internecie. Żadnych wzmianek o podobnych widziadłach, żadnych potwierdzonych zgłoszeń. A jednak były tam i gdy tylko odważyłem się wyjść z domu, nie potrafiłem nie wpatrywać się w te leniwie wijące się formy; bezkształtne, sunące w ślad za swoim gospodarzem, jakby odbijające mrok jego duszy.

Czym były te eteryczne istoty? Ulice zmieniły się w przepełniające grozą trakty, po których podążali ludzie dosiadani przez swoich cienistych jeźdźców, nieustannie szepcących na samym progu słyszalności. Ich liczba wzrastała w zatrważającym tempie, przysięgam. Czasami cienieobracały za mną łby, jakby mnie obserwowały. Wtedy szybko uciekałem i zatrzaskiwałem za sobą drzwi w mieszkaniu.

Nocą wydłużały się, majacząc nad swoimi gospodarzami. W tamtym czasie ludzie stali się jakby bardziej nerwowi, otwarcie agresywni, rzucali w moją stronę spojrzenia przepełnione nienawiścią.

Tylko za dnia potrafiłem zebrać w sobie dość odwagi, by wyjść, ale wkrótce i to stało się zbyt przerażające.

Teraz wszystko jest dobrze. Jest dobrze. Dziś rano usłyszałem głos miękko szepcący do mojego prawego ucha, a kątem oka dostrzegłem wilgotny dziób. Już nie rzucam spojrzeń za siebie.Zajmuję się swoimi sprawami w rzeczywistości, która mi się ukazuje. I wiem, że wszystko jest dobrze.

Przełożył Michał Wróblewski