Schronienie

Autor: 
Ocena: 
7
Average: 7 (2 votes)

Las przerzedził się i kobieta wyszła na polanę. Rozejrzała się wokoło, ale nie zauważyła żadnego ruchu. Jedynie trawa falowała w rytm delikatnych podmuchów wiatru. W oddali zobaczyła spory budynek otoczony stalową siatką. Nadzieja wypełniła jej serce. Czuła, że znajdzie tam schronienie, a może nawet pożywienie. Ruszyła w kierunku budowli.

Wycieńczona, głodna i spragniona, ledwo powłóczyła nogami. Prezentowała sobą  obraz nędzy i rozpaczy – brudna, z posklejanymi włosami. Szara, zmizerniała twarz była czysta jedynie tam, gdzie wcześniej spływały łzy. Podczas biegu przez las gałęzie rozdarły w kilku miejscach sukienkę i naznaczyły nogi cienkimi czerwonymi liniami zadrapań. Ręce trzęsły się z nieustannego napięcia nerwowego i strachu. Czuła, że jeszcze dzień, może dwa i przewróciłaby się, bezsilna, skazana na pożarcie żywcem.

Przez wiele dni włóczyła się po polach i lasach, uciekając przed potworami. Przed zmarłymi, którzy powstali z grobów. Od czasu do czasu udało jej się znaleźć chatkę lub dom, w którym mogła odpocząć, ale kryjówka była bezpieczna tylko przez chwilę. Teraz mogło się to zmienić.

Ogrodzenie, wieże, to wygląda jak więzienie. Muszę być ostrożna, w środku mogą być te stwory. Zbliża się noc, muszę znaleźć jakieś bezpieczne miejsce. Wieża strażnicza. Spędzę w niej noc, a jutro zacznę przeszukiwać budynek. Najważniejsze jest jedzenie i woda. Może znajdę nawet jakieś czyste ciuchy. Jeśli będzie bezpiecznie, zostanę na kilka dni, odpocznę. A może to więzienie jest już zamieszkałe? Jeśli tam są ludzie, na pewno przygarną mnie. Nie będę już musiała uciekać sama przed tymi potworami.

Potok myśli przerwał niewielki błysk na wieży strażniczej. Popatrzyła w tamtym kierunku i wytężyła wzrok. Nie była pewna, czy faktycznie coś widziała, czy był to tylko wytwór jej zmęczonego umysłu.

Odniosła wrażenie, że widzi jakieś sylwetki na wieży.

Coś szarpnęło głową kobiety do tyłu. Upadła na plecy. Przez krótką chwilę widziała jeszcze chmury, zabarwione czerwienią i fioletem przez zachodzące słońce, po czym wzrok i świadomość zalała czerń. Umarła.

– Piękny strzał, Tim.

– Dzięki, z takiej odległości widzę tylko zarys głowy, ale to mi wystarczy.

– Dzięki Bogu, że mamy snajperkę. Przynajmniej nie musimy eliminować szwędaczy z bliska.

– John?

– Tak, Tim?

– Myślisz, że poza nami są jeszcze jacyś ludzie, którzy ocaleli?

– Mało prawdopodobne. Co kilka dni jeździmy w różne miejsca w poszukiwaniu jedzenia i od dawna nie widzieliśmy normalnego człowieka. Same trupy. Martwe lub żywe.