Telefon

Autor: 
Ocena: 
8.42857
Average: 8.4 (7 votes)

Diabeł siedział przy telefonie. Błogosławiłby ten wynalazek, gdyby tylko mógł. Telefon pozwalał mu uciec od nudy bez wychodzenia z domu. A diabeł był domatorem. W związku z tym dzwonił. Wybierał przypadkowe numery. Część z nich nie odpowiadała, ale większość owszem. Mówił wtedy:

– Witam. Jestem diabłem.

Kraj, do którego się dodzwonił, nie robił mu różnicy, diabeł bowiem mówił wszystkimi językami. Świat nie miał przed nim tajemnic. Ludzie nie mieli przed nim tajemnic. Widział, czym są. Nie rozumiał ich wprawdzie, ale zrozumienie nie miało tu nic do rzeczy.

Ludzkość fascynowała go na swój sposób. Zadziwiało go zjawisko ewolucji. Kiedyś musiał się naprawdę napracować, by nakłonić do grzechu. Spływał po nim uczciwy, proletariacki pot. Poczynając od symbolicznego jabłka, które było największym wyzwaniem, po sprawienie, że Abrahamowi nie drgnęła ręka, gdy zabijał Izaaka. Prawda, wyciszyli to później ci z Góry, ale diabeł wiedział swoje.

Czasy jednak się zmieniały. Praca stała się łatwa, lekka i... nie, nie przyjemna. Raczej monotonna. Ludzie nie potrzebowali już wodzenia na pokuszenie. Przestali wierzyć w pokusę. Przestali wierzyć w cokolwiek. To było smutne i diabeł miał nadzieję, że będzie stanowić wystarczający powód, by Bóg wreszcie zakończył tę farsę. Ale póki co...

...póki co, diabeł dzwonił.

Witam – mówił. – Jestem diabłem.

W dziewięciu przypadkach na dziesięć rozmówca odkładał słuchawkę. Ale ten jeden... Ten jeden wart był zachodu. Diabeł kolekcjonował ciekawe rozmowy. Skoro nie było już dla niego pracy, postanowił poświęcić się hobby.

 

*

 

– Znakomicie – ucieszył się ktoś. – Jeśli jesteś tym, za kogo się podajesz, sprzedam ci duszę. Za bogactwo i władzę. No dalej, to dla kogoś takiego jak ty powinno być łatwe.

Było łatwe. Diabeł obdarował rozmówcę bogactwem i władzą. Choć o dusze ostatnimi czasy nie było trudno, grzechem byłoby wypuścić taką okazję z rąk.

 

*

 

– Doprawdy... Głos z drugiej strony kabla zabrzmiał martwo. – Miałbyś dość przyzwoitości, żeby zadzwonić dwadzieścia lat temu. Wtedy bym z tobą porozmawiała. Ale nie dzisiaj.

Diabeł przez chwilę wsłuchiwał się w sygnał wolnej linii. Zdało mu się, że gdzieś w eterze rozległo się parsknięcie, a może był to szloch.

Sięgnął w miejsce, z którym się przed chwilą połączył i zobaczył zwykłą, szarą rzeczywistość: syna jedynaka, który właśnie wyfrunął z gniazda, nudnego męża oraz pekińczyka. Dwadzieścia lat temu... Co tam takiego było? Ach, oczywiście. Perspektywa kariery baletowej, inny mężczyzna, za dużo alkoholu, wypadek samochodowy. Mężczyzna odszedł, złamana wielokrotnie noga pogrzebała marzenia o tańcu, a ten lekarz był taki sympatyczny...

Diabeł nie mógł się nadziwić, jak niewiele czasem trzeba, by czyjeś życie zamieniło się w piekło.

 

*

 

– Chciałem zamówić pizzę. Podwójny ser, salami, świeże pomidory i czosnek – powiedział diabeł dla odmiany, bo nieśmiertelna dusza nieśmiertelną duszą, ale jeść trzeba.

Podał adres dostawy i rozłączył się. Rezydował w przytulnym mieszkanku na Ziemi i choć nie rozumiał ludzi, doceniał ich kuchnię. W Piekle nikt nie potrafił dobrze gotować. Zawsze przesadzali z przyprawami.

 

*

 

W słuchawce rozbrzmiał ciepły, głęboki głos:

– Telefon zaufania Spleen.

Diabeł zastanowił się. Miał do wyboru: albo przeprosić i rozłączyć się, bo to pomyłka, albo skorzystać z okazji. Nie honor byłoby się przecież wycofywać.

Pani po drugiej stronie kabla wysłuchała jego problemów, udzieliła kilku rad, grzecznie powstrzymała się przed przełączeniem go do psychiatry.

Diabeł, ku własnemu wielkiemu zdumieniu, naprawdę poczuł się lepiej.

 

*

 

– To miło, że pan dzwoni – powiedział ktoś. – Właśnie to ja miałem zadzwonić do pana.

– Naprawdę? – zdumiał się diabeł. To byłoby interesujące, zważywszy, że jego aparat nie był nawet podłączony do gniazdka.

– Naprawdę. Zaraz po tym, jak wykonałbym telefon do Yeti.

Diabeł uśmiechnął się.

– Niestety, numer do Draculi gdzieś mi się zawieruszył...

Diabeł uprzejmie podał rozmówcy telefon do Vlada i rozłączył się.

 

*

 

– Witaj, Lucyferze – odwzajemnił pozdrowienie rozmówca. – Z tej strony Bóg.

Słuchawka wypadła z bezwładnej nagle dłoni diabła. Wiedział, że była to prawda.

– Przestałeś grać w naszą małą grę – łagodnie skarcił diabła Bóg, gdy ten ponownie uniósł słuchawkę do ucha. – Zapominasz się. Wiesz, jakie są zasady.

Diabeł wygiął usta w podkówkę jak skrzywdzone dziecko.

– To ludzie przestali grać w naszą grę – oznajmił. – A w mojej naturze leży bunt. Sam mnie takim stworzyłeś, więc teraz się odpierdol.

Diabeł rzucił słuchawką. Dopiero po chwili podniósł ją ponownie i, wciąż nieco drżącą dłonią, wystukał kolejny numer.

Diabeł nie przestawał dzwonić.

Może gdzieś jeszcze była nadzieja.

Odpowiedzi

Sympatyczne

Ano :)

No. Fajne. To już trzecie, które mi się podoba (idę od najnowszych), chyba zostanę fanem tej autorki.