Wróg najgorszy

Ocena: 
7
Average: 7 (1 vote)

Generał zawsze powtarzał, żeby ręki nie wstrzymywać, nawet jeśli to kobieta. „Wróg najgorszy, w morę trzeba lać, a nie nad konwenansami deliberować!”. Teraz mówi, że powinniśmy je szybko połknąć, bo jak się będziemy cackać, to nie podołamy. Z czym walczymy? Cztery szklane dywizje w naszym slangu nazywane „siódemkami”. Nas też czterech, doświadczonych, zaprawionych w bojach. Po jednej na każdego. Mierzyliśmy się w przeszłości z większymi siłami, ale teraz nie będzie lekko. Od dawna nic nie jedliśmy jak osaczeni partyzanci. Czy mamy szanse wygrać tę potyczkę?

Generał przemawia. Uwielbiam go słuchać. Gdy jego słowa wnikają w moje uszy, czuję, że zwyciężyłbym w starciu z huraganem, przy którym nasz dzisiejszy przeciwnik wydaje się lichy. Niby stara śpiewka, „nie zwalniać kroku”, „nie tracić głowy”, Jesteśmy zmotywowani. Zgon nie nastąpi dzisiaj.

Ruszamy. Pierwsze otwarcie. Strzał za strzałem. Na początku jesteśmy rześcy, pobudzeni, pełni wigoru. Potem robi się coraz gorzej. Kończyny nie słuchają rozkazów, mózg nie przetwarza informacji, z trudem celujemy. Tym razem chyba będziemy zmuszeni poddać partię.

***

Wracam z pola bitwy tak znużony i sponiewierany, że nogi nie chcą mnie nieść.

Padam. Leżę.

Jestem tak potwornie… zmęczony. Wyglądam przyjaznego schronienia, azylu, lecz niczego w zasięgu wzroku. Wzroku, który też odmawia mi posłuszeństwa. Migają mi przed oczami jakieś światła, wszystko wiruje. Nie odróżniam latarni od księżyca czy świateł samochodu. Widzę słup, a nawet trzy. Wyciągam rękę do środkowego, by się oprzeć, ale on wyślizguje mi się, jakby nagle ożył.

Gdzie jestem? Wojna chyba już dobiegła końca, lecz w którą stronę mam zmierzać? Przed oczami majaczą mi okopy. Tam mnie nie dostaną. Czołgam się.

Zasypiam.

***

Jednak umarłem. A może jeszcze żyję? Lecz czy ten stan można nazwać życiem? Wokół, czuję, pustynia. Otacza mnie, pali w ustach, wdziera mi się do gardła. Głowa – czy to na pewno moja głowa? – w kawałkach. Czuję pod policzkiem zieloną trawę, jej delikatny zapach.

Czuję. Więc żyję.

Oczy… boję się otwierać. Coś mi mówi, że słońce mi je wypali, a przynajmniej przerażająca jasność odbierze mi wzrok.

Gdzie jestem? Co to za kraina?

Słyszę głos kobiety:

- Patrz, synku. Widzisz tego pana w rowie? Jak się nie będziesz uczył, to też tak skończysz.

Co? Że jak skończy? A co takiego uchybia godności człowieka w mojej walce?

Zdenerwowany podnoszę się i idę przed siebie. Moja batalia jeszcze nie dobiegła końca. Trzeba znaleźć nowych wrogów.

Odpowiedzi

Niezłe.