Najdłuższa historia świata

Autor: 
Ocena: 
8
Average: 8 (2 votes)

Royce Millison poprosił o kremację. Ten pomysł przyszedł mu do głowy w tysiąc dziewięćset ósmym roku, w dość wczesnym okresie jego życia. Royce był schludny i efektywny, w związku z czym stwierdził, że nie chce, aby jego szczątki „zajmowały miejsce”.

W 1991 roku potwierdził swoją wolę, gdyż miał tendencję do powtarzania się i wierzył, że jego czas dobiega końca. Ale wtedy Przełom Wackmana wydłużył życie Royce’a o trzydzieści procent, więc mężczyzna dożył wieku stu dwudziestu dwóch lat. Mając sto dwadzieścia jeden lat i będąc w pełni sił, ponownie oświadczył, że pragnie zostać skremowany. Przyśniło mu się, że zostanie skremowany trzy razy, że jego prochy zostaną za drugim razem rozrzucone i ponownie zebrane za trzecim razem. Gdy o tym wspomniał, przyjaciele uznali, że to kwestia wieku. Ale nie – ten sen był proroctwem.

Rok później przednie koło motocykla prowadzonego przez Royce’a zaryło w miękki piach i mężczyzna wykonał endo [jazda na przednim kole, tylne koło uniesione], po którym nigdy nie doszedł do siebie. Skremowano go w temperaturze 1115 [napisałem to pogrubioną czcionką] stopni Fahrenheita. Prochy złożono w odpowiedniej urnie.

Pięć miliardów lat później słońce powiększyło się do takich rozmiarów, że jego promień miał długość jednej jednostki astronomicznej. Gwiazda pochłonęła Merkurego, Wenus i Ziemię, zaś Mars wyparował. Tak samo jak reszta świata, prochy Millisona zostały ponownie skremowane w temperaturze 4800 kelwinów. Tym razem zostały rozproszone we wnętrzu słońca, stopniowo osiągając temperaturę stu milionów kelwinów.

Sześćdziesiąt dwa miliardy lat później wszechświat, tak schludny i efektywny jak niegdyś Royce Millison, ponownie połączył jego prochy w Wielkiej Implozji i ścisnął je do zaniedbywalnie małych rozmiarów. Następnie, w temperaturze powyżej biliona stopni, skremował je po raz trzeci.

Royce nie był przygotowany na to, co nastąpiło później (jeśli „później” to odpowiednie słowo na określenie czasu tak wydłużonego, jak podczas przejścia z jednego wszechświata do innego). Warunki panujące w kosmicznym jaju, zaginając pewne podstawowe prawa fizyki tak, że zupełnie straciły swój kształt, zrobiły z entropią taki sam dziwny myk, który pozwala czarnej dziurze wyrzucić z siebie telewizor. I oto znów tu był (jeśli „tu” jest właściwym słowem na określenie miejsca zajętego przez nowy wszechświat).

Choć jego wspomnienia dotyczące poprzedniego życia były zamglone i czasem go dręczyły, Royce Millison nie był zaskoczony tym, że znów istnieje. Prawie się nie zmienił – z wyjątkiem neurotycznej awersji do motocykli.

Przełożyła Monika Olasek

Tekst opublikowany na stronie 365tomorrows.com