Winda

Ocena: 
0
Brak głosów

Nerwowo obracając w palcach długopis, wpatrywała się w czerwoną lampkę. Zaraz przyjedzie.

Zazwyczaj w takim wypadku zdejmowała z nóg szpilki i wbiegała pod górę.

– Niestety, proszę pani. Tu nie ma schodów. – Poinformował ją przed chwilą portier z ospowatą twarzą. – Proszę skorzystać z windy. Jest na końcu korytarza.

– Jak to? Macie tu chyba zejście ewakuacyjne?

– Tak. Tutaj. – Wskazał na wzmocnione żelazną sztabą drzwi. – Jak będzie się paliło, a na pewno nie będzie – podniesiony w osobliwy sposób prawy kącik ust miał chyba oznaczać uśmiech – to przyjdzie pracownik działu technicznego i je otworzy.

Głośne „klik” przerwało jej rozmyślania o niedawnej rozmowie z gburowatym staruszkiem. Wróciła do rzeczywistości akurat w momencie, gdy rozsunęły się przed nią masywne, metalowe drzwi. Weszła do środka i nacisnęła guzik. Dwudzieste piętro. Starając się nie myśleć o tym, że zaraz zostanie na kilkanaście sekund sama w blaszanej puszce, popatrzyła w lustro, na bladą, szczupłą twarz przestraszonej kobiety.

„Prawie jak w przymierzalni”, pomyślała. Lustra umieszczone były na każdej ścianie, więc mogła dokładnie sprawdzić, czy dobrze wygląda.

Klik.

Intensywne myślenie o czekającej ją rozmowie kwalifikacyjnej pomogło nieco skrócić czas oczekiwania. „Strasznie tu gorąco”. Po twarzy ściekał pot, było bardzo duszno.

Nacisnęła guzik z symbolem wentylatora. Kiedy spojrzała na okienko kontrolne, było już dziesiąte. Jeszcze jedenaste, dwunaste.... stop.

Nie usłyszała charakterystycznego kliknięcia, a jednak liczby w okienku przestały się przesuwać. Trzynaste piętro.

Drzwi nie otworzyły się. Kilkakrotnie nadusiła otwierający je przycisk. Nic. Nerwowo uderzyła pięścią w czerwony guzik z napisem „Alarm”. Niestety nie usłyszała charakterystycznego dzwonka. Trzęsącymi się dłońmi wyciągnęła z torebki komórkę. Brak zasięgu.

– Halooooo! Zacięłam się w windzie! Słyszy mnie pan? HALO! Czy ktoś mnie słyszy? – Dokumenty i torebka spadły na podłogę.

Kobieta z lustra stała się teraz mniej wyraźna, jej rysy były zamazane. Przetarła rękoma spoconą twarz, nerwowo zmierzwiła włosy, a następnie zaczęła z całej siły uderzać w metalowe drzwi. Dum, dum, DUM!

Zabrakło jej tchu, więc na chwilę zaprzestała wzywania pomocy. Oparła się o ścianę, przymknęła powieki i szybkimi wdechami nabierała do płuc powietrze. Otworzyła oczy. Na gładkiej tafli widniało teraz kilka tłustych śladów dłoni. Jej towarzyszka stała nieco dalej niż przedtem. Patrzyła na nią.

Dum, dum, dum! Co to za hałas? Czy ona musi tak stukać? Zerknęła z wyrzutem na winowajczynię z lustra. A potem zaczęła chodzić w kółko, licząc po drodze kroki. Przy którymś z okrążeń potknęła się o leżące na podłodze buty. Omal nie upadła. Oparła się o ścianę. Wtedy coś nią potrząsnęło i na chwilę zrobiło się zupełnie ciemno.

Kiedy ponownie zapaliło się światło, najpierw odruchowo spojrzała w górę, na fioletowobiałą jarzeniówkę, wokół której krążyła zdezorientowana mucha. Naraz poczuła, że ktoś złapał ją za ramię.

– Dobrze się pani czuje? – Obok niej, w otwartych drzwiach windy stał młody przystojny mężczyzna w białej koszuli. Poznała go. To dyrektor działu kadr.

– Tak, dziękuję. Jestem z panem umówiona na rozmowę – odpowiedziała spocona, potargana i bosa kobieta z lustra.