Akt notarialny

Ocena: 
6
Average: 6 (1 vote)

Chryste Panie! No, tego to jeszcze nie było! Do kancelarii to różni przychodzili, naprawdę różni. Tacy, co chcieli spisać umowę kupna-sprzedaży działki na księżycu, zrobić zapis w testamencie na maszynę do podróży w czasie albo spisać intercyzę, wedle  której mąż zachowywał prawo do sprawnej XVIII-wiecznej gilotyny, dotychczas będącej we wspólnym majątku małżonków. Ale takiego wariactwa, z którym przyszli ci dwaj, to Małgorzata jeszcze nie miała. Poczuła się w obowiązku wyperswadować je swoim gościom:

-  Panowie! Z całym szacunkiem, ale je tego spisać nie mogę. Według polskiego prawa cywilnego....

-  Wybaczy pani rejent, ale przerwę. – Mężczyzna, który przedstawił się jako nabywca, był bardzo przystojny. Pasowały mu i długie włosy, i szpiczasta bródka. Spojrzenie czarnych jak smoła oczu wypełniała inteligencja oraz coś paskudnego, od czego prawniczce przechodziły ciarki po plecach. – Bowiem wiem, co chce pani powiedzieć. Owo polskie prawo cywilne ma swoje korzenie w rzymskim prawie prywatnym, w którego stworzeniu miałem swój udział, o czym może zaświadczyć każdy student I roku prawa, uczący się do egzaminów. Tak więc wiem, co mówię – można taką umowę spisać. Strony mogą kontraktem dowolnie kształtować stosunek prawny, o ile nie ma wyraźnego zakazu. Piszemy, pani rejent!

-  Ależ jest taki zakaz! Człowiek nie może być przedmiotem sprzedaży.

-  Człowiek nie, pani rejent. Ani jego ciało. Res extra commercium, jak najbardziej. Ale przecież nie o ciele tu mówimy, prawda?

            To fakt. Małgorzacie kończyły się argumenty. Poza jednym:

-         Panowie, z tego, co wiem to taka... umowa nie wymaga aktu notarialnego.

-         To był jego pomysł, ja chciałem tradycyjnie, tam gdzie zwykle, przy świadkach. – Drugi z mężczyzn nie był już tak przystojny. Z pewnością jednak długie i obfite wąsy dodawały mu specyficznego uroku.

-         O, wiem, Mistrzu, żeś chciał tradycyjnie. I tradycyjnie potem problemy by były. Chociażby takie, jak z miejscem wykonania pańskiego zobowiązania. Akt notarialny! Tylko! Piszemy, pani rejent! A świadkowie będą, wiesz pan to doskonale.

-          No dobrze – Małgorzata nie miała już siły się z nimi użerać. Chciała mieć to za sobą – ale jakie imię nabywcy mam wpisać.... bo rozumiem, że ma ich pan...

-            Ta, ma ich cały legion – w głosie mężczyzny nazwanego Mistrzem dał się słyszeć sarkazm.

-            Pozostaniemy przy tradycyjnym. 

Po dziesięciu minutach dokument był gotowy. Kobieta spojrzała na początek tekstu. AKT NOTARIALNY umowy kupna i sprzedaży duszy ludzkiej. W dniu 21 czerwca, w kancelarii notarialnej w Łysej Górze została zawarta umowa pomiędzy Janem Twardowskim (dalej: zbywca) a Mefistofelesem (dalej: nabywca)... Treść specyficzna, ale forma – jak ustawa nakazuje. Sąd musiałby to uznać. Tylko jaki byłby właściwy? Małgorzata wolała nie pytać.

-  Dobrze, panowie, teraz trzeba wezwać świadków, no i podpisać umowę...

Mefistofeles wyjął z czarnego nesesera skalpel, kałamarz, gęsie pióro i dwie rolki bandaży.

-  To do podpisania – wyjaśnił. – Tu też pozostaniemy przy tradycji. Postaramy się nie nabrudzić.

-  Rozumiem. A teraz proszę wezwać świadków.

            Nabywca podniósł do góry dłonie, uniósł nieco twarz i zawołał:

-  Ananel! Bael! Lehahiasz! Samiel! Hastur! Venite! Qui vult videre! De abysso, cum tempus, venite!

            Pierwszym znakiem przybycia był smród siarki, ostry i dławiący. Następnym ciemność, gęsta oraz sprężysta, która zaczęła otaczać obu mężczyzn. To nie był tylko po prostu brak światła, to była żywa materia, z początku bez formy. Gdy jednak zaczęła jej nabierać, Małgorzata poczuła, iż nie jest w stanie się ruszyć. A bardzo, ale to bardzo chciała. Uciec. Jak najszybciej. 

-  Chryste Panie! Co to jest!? – To były ślepia. Kły. Pazury. Łuski.

-   To są świadkowie. Sama o nich prosiłaś, Małgorzato. To po pierwsze. – W oczach Mefistofelesa to coś paskudnego nasiliło się tak, iż kobieta nie miała już wątpliwości, z kim ma do czynienia. – Po drugie... tak na przyszłość. Nigdy już nie wzywaj Jego imienia. Nigdy. To daremne. Zapomnij o Nim. Pamiętaj, jesteś prawnikiem, a więc twoja dusza ex definitione należy do mnie, bez żadnego cholernego papierka.

                                                                                                                Czerwiec 2014