Audiencja

Ocena: 
8
Average: 8 (1 vote)

Kiedy stoisz na czele teatralnej trupy i regularnie wcielasz się w rolę Juliusza Cezara albo przynajmniej Kleopatry, to starasz się dbać o reputację. Lepiej, żeby nikt nie widział, jak pijany i wymięty opuszczasz dom publiczny na Grass Street.

Tego słonecznego poranka ta sztuka mi się jednak nie udała.

- William Szekspir? – czterech strażników z halabardami wyrosło niemal pod samą bramą burdelu.

- We własnej osobie – odparłem dumnie. Próbowałem się nawet ukłonić, ale spodnie miałem tak obcisłe, a kubrak tak usztywniony, że musiałem ograniczyć się do skromnego pochylenia głowy. - Czyżbyście czekali na mnie, szlachetni panowie?

Zamiast odpowiedzi strażnicy chwycili mnie pod ramiona i nie zważając na moje głośne protesty, poprowadzili do pobliskiej bramy z czerwonej cegły. Znaleźliśmy się na śmierdzącej zgnilizną klatce schodowej. No to ładnie, pomyślałem, jutro zapewne rybacy wyłowią moje zwłoki z Tamizy.

I to teraz, kiedy właśnie zacząłem być modny.

Ale nikt na szczęście nie zamierzał używać sztyletu. Wspięliśmy się na piętro, otworzyły się masywne dębowe drzwi i wepchnięto mnie do na wpół ciemnego pokoju.

*

- Miałam o was dużo lepsze wyobrażenie, panie Szekspir – usłyszałem niski głos. –Nie sądziłam, że tak subtelny poeta może czuć się dobrze w tego rodzaju lokalach.

- Na swoje usprawiedliwienie muszę rzec, że nie przyszedłem tutaj bynajmniej z własnej inicjatywy.

- Zachowaj ostry dowcip dla teatru, rymopisie. Mówię o domu publicznym na Grass Street.

Momentalnie wytrzeźwiałem. Pod wysokim oknem siedziała na krześle sama Królowa Elżbieta. Usztywniona krochmalem kreza otaczała szeroką, pokrytą grubą warstwą pudru twarz władczyni.

- Zbierałem materiały do najnowszej sztuki, Najjaśniejsza Pani – wybąkałem po chwili, odzyskawszy głos.

- Doprawdy? – odparła. – Chodzi niby o tę sztukę, której akcja dzieje się na królewskim dworze?

Bezwiednie cofnąłem się o krok.

- Niezupełnie. Chodzi raczej o wątek poboczny, rozgrywający się w środowisku przestępczym.

Za oknem sprzedawcy zaczęli już wychwalać pasztety i gorące ciasto z marmoladą. Zapragnąłem znaleźć się na ulicy.

- Dość tych kłamstw, panie poeto – huknęła królowa. - W gruncie rzeczy twoje wyuzdane praktyki są tutaj mało ważne. Niepokoi mnie inna sprawa. Doniesiono mi, że w najnowszej sztuce królowa jest mężczyzną przebranym za kobietę. Czy to prawda?

- W istocie, jej rolę odegra niezrównany Richard Jones – z trudem przełknąłem ślinę. - Wasza Wysokość wie przecież, że kobietom nie wolno...

- Nie nadużywaj mojej cierpliwości – jej głos zadudnił już zupełnie po męsku.

Zacisnęła upierścienione palce na poręczy krzesła.

- No cóż, szczerze powiedziawszy, rzeczywiście myślałem o wprowadzeniu młodzieńca przebranego za królową – rzekłem cicho. - To ma być komedia.

- A co w tym niby śmiesznego? – zapytała królowa głębokim basem.

- Właściwie nic.

- Więc zapomnij o przebierankach, komediancie za szylinga.

Wstała ciężko z krzesła. Była ode mnie przynajmniej o pół głowy wyższa. No i dużo szersza w barach.

- Aha, jeszcze jedno – dodała niby od niechcenia - masz wykreślić również takie słowa, jak: Syriusz, rasa, inwazja, flotylla i gady. Zrozumiałeś?

Przytaknąłem w milczeniu. O ile dobrze pamiętam, nigdy w swojej twórczości nawet nie wspomniałem o Syriuszu, jednak wolałem nie dyskutować z kimś, kto wygląda jak monstrualna żaba o jarzących się na czerwono oczach.

Olbrzymia szponiasta łapa spoczęła ciężko na moim ramieniu.

- Wróć do tej tragedii o zazdrosnym murzynie – zarechotała królowa. –Ciekawie się zapowiadała.