Lalka

Ocena: 
0
Brak głosów

Padało. Deszcz bębnił w okna, jakby przypominając o swojej obecności wszystkim domownikom. Być może chciał ich przygnębić, wyssać siły życiowe i napawać się widokiem smutnych min? Mama Gosi często tak mówiła, kiedy miała zły nastrój. Dziewczynka nie przejmowała się tym zbytnio. Pan deszcz był jej niestraszny, miała przecież w pokoju tyle zabawek i ciekawych książeczek do przeglądania!

A gdyby to nie starczyło był przecież telewizor z podłączonym kablem. Tak nazywała to mama, zaś Gosia z pełną wyrozumiałości, cierpliwą miną poprawiała ją wciąż, że nie mówi się ,,kabel” tylko ,,kablówka”.

Dziś jednak telewizor był wyłączony. Do mamy wpadła koleżanka z córką Madzią, która była w wieku Gosi.

Obie dziewczynki bawiły się w Gosinym pokoju, podczas gdy panie, śmiejąc się, plotkowały w kuchni, czekając na mężów i przygotowując posiłek. Szykował się naprawdę miły wieczór.

Pan deszcz w bezsilnej złości bębnił o szyby. Gosia raz tylko odwróciła się do okna i pokazała mu język.

***

Pod wieczór, kiedy, po wystawnym obiedzie, dorośli siedzieli już w swoim pokoju wybuchając co chwilę śmiechem, obie dziewczynki zastanawiały się, w co się mają bawić teraz.

Piłka, chowanego i inne tego typu zabawy odpadały. Po trwającej nie więcej niż trzy minuty, burzy mózgów, Madzia oświadczyła:

- Zróbmy szpital dla lalek.

Gosia chętnie na ten pomysł przystała. W przedszkolu już wiele razy bawiła się w tego typu rzeczy z koleżankami i wiedziała, że szykuje się im dużo radości.

Dziewczynki sprzątnęły pokój, a z paru krzeseł i koca zrobiły wspaniały szpital.  Pacjentów też nie brakowało. Przez ponad pół godziny diagnozowały zawzięcie każdy przypadek, a rezolutna Gosia raz po raz przynosiła z kuchni potrzebne rzeczy. Łyżeczki, widelce, wykałaczki i tajemnicze tabletki, które jej mama chowała pod zlewem, myśląc, że córka nie widzi.

Raz, czując w brzuchu przyjemne napięcie zakradła się aż pod kuchenną ladę, skąd  wyjęła ostry nóż do chleba. Noga misia była nie do odratowania i wymagała natychmiastowej amputacji.

Po godzinie zabawy obie dziewczynki odczuły pewien brak w zaopatrzeniu. Brakowało im strzykawki, a szpital bez takowej obyć się nie może.

Kreatywna jak zawsze Gosia nie zapomniała, że jej mama jest lekarką. Wysłała Madzię na przeszpiegi, a sama, czując duszę na ramieniu, dobrała się do torby rodzicielki.  Oprócz strzykawki znalazła też patyczki od lodów i, trochę za duże, gumowe rękawiczki.

Z całym ekwipunkiem wróciła do pokoju, gdzie czekała już na nią podekscytowana przyjaciółka.

***

- To co teraz? – zastanowiła się Madzia.

- Będziemy robić zastrzyki!

- Komu?

Gosia przez chwilę milczała, wodząc wzrokiem po ulubionych zabawkach. Jej spojrzenie zatrzymało się na półce z książkami. Siedziała tam jej ulubiona lalka, oparta o przygody Pinokia. Wyglądała na bardzo chorą.

- Jej! – wskazała palcem. – Natalce.

Przyjaciółka szybko zdjęła lalkę z półki. Uniosła jej sukienkę. Troskliwie położyła na poduszce.

- Niech się pani nie boi – powiedziała poważnie. – To tylko lekkie ukłucie, jak komar.

Gosia fachowo przytrzymała lalkę w miejscu.

- Proszę się nie wyrywać – dodała.

Magda napełniła strzykawkę sokiem jabłkowym z kubka.

- Pani Małgosiu, proszę mi pomóc! – zawołała, jednocześnie szarpiąc lalką.

- Uch, wyrywa się! Proszę pani, niech się pani uspokoi!

Lalka nie chciała.

Madzia jedną ręką pomogła Gosi przytrzymywać lalkę, a drugą wbiła igłę do oporu i nacisnęła tłok. Obie dziewczynki uśmiechnęły się radośnie.

- Widzi pani? – zapytała lalkę Magdzia. – To nic nie bolało.

Gosia otarła wyimaginowany pot z czoła.

- Dobra robota, pani doktor – powiedziała poważnie, naśladując znany serial telewizyjny. Uścisnęły sobie ręce. – Teraz moja kolej!

***

Gosia obudziła się w środku nocy. Chciała płakać, bardziej z przyzwyczajenia, niż potrzeby, lecz żaden koszmar się jej nie śnił. Przewróciła się na lewy bok. W mroku zamajaczyły przyjazne kształty zabawek. Pan deszcz już sobie poszedł, a na zewnątrz hulał radosny wiatr. Dziewczynka uśmiechnęła się sennie. Dobry domek, dobry pokój.

Już miała zamknąć oczy, gdy w mroku dostrzegła ruch. Przez chwilę myślała, że do Madzia, lecz przypomniała sobie, że koleżanka i jej rodzice już wyszli.

Wytężyła wzrok.

Natalka szła ku niej z uśmiechem na twarzy. Jedną rękę miała schowaną za plecami, drugą trzymała opadającą sukienkę.

Gosia też się uśmiechnęła. W wieku pięciu lat takie rzeczy jak chodzące lalki były dla niej czymś normalnym.

Wyciągnęła rękę.

- Natalka…

Lalka, nie przestając się uśmiechać, także wyciągnęła rączkę. Tą drugą, schowaną za plecami. Trzymała w niej strzykawkę.

- Pobawimy się? – zapytała słodkim, niewinnym głosikiem. – To tylko lekkie ukłucie  – postąpiła krok do przodu. – Jak komar.

Jakieś podejrzenie zrodziło się w głowie Gosi. Trzeba zawołać rodziców. Otworzyła usta, nabrała powietrza…

Z mroku pokoju wyszedł misio. W jednej łapce trzymał nóż, amputowana noga zwisała smętnie z pyszczka.

- Nie usłyszą – zamruczał.

Lalka podeszła blisko. Bardzo blisko. Przekrzywiła główkę, zamrugała ślicznymi, niebieskimi oczami.

Uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

- Proszę się nie wyrywać.