Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Motylek - Katarzyna Puzyńska

Efekt motylka

Anna Klimasara


O tym, że lubię historie osadzone w małych, hermetycznych społecznościach, pisałam już kilka razy, więc nie będę się powtarzać. Nie mogę jednak nie zauważyć, że coraz częściej w zapowiedziach wydawniczych pojawiają się tego typu powieści, a pośród nich można trafić na prawdziwe perełki, takie jak „Zbieg okoliczności” Katarzyny Pisarzewskiej, o którym opowiadałam Wam kilka miesięcy temu. O czym świadczy ta tendencja do zwracania się ku małym miasteczkom? Nie mam pojęcia, może po prostu metropolie wymuszają zwiększenie skali prezentowanych problemów, spektakularne pościgi samochodowe, strzelaniny i mnóstwo innych, pretensjonalnych zdarzeń fabularnych, przywodzących na myśl amerykańskie seriale klasy B? W każdym razie zawsze z przyjemnością sięgam po kryminały rozgrywające się w bardziej kameralnych okolicznościach, a „Motylek” Katarzyny Puzyńskiej właśnie to obiecał mi swoim opisem.

W tym miejscu powinnam Wam przybliżyć fabułę, ale mam wrażenie, że czego bym nie napisała, zepsuję Wam przyjemność z ewentualnej lektury. Odniosę się więc tylko do tytułu niniejszego tekstu i napiszę, że trzepotem skrzydeł motyla (tudzież motylka) jest klasyczny, zdawać by się mogło, przypadek potrącenia, po którym sprawca zbiegł z miejsca zdarzenia (tyle się musiałam nawyjaśniać, a po angielsku to po prostu „hit and run”, przepraszam za wtręt, tak mi się przypomniało). Potrącona (ze skutkiem śmiertelnym) zakonnica jest postacią tajemniczą, a próby ustalenia, kto jest sprawcą, w jakim celu kobieta przyjechała do Lipowa oraz kim w ogóle była, dają początek całej serii niespodziewanych wydarzeń, wydobywających na światło dzienne szereg najmroczniejszych tajemnic mieszkańców sennego (poza sezonem turystycznym) Lipowa. Mogę jeszcze dodać, że główną bohaterką, obserwującą rozwój śledztwa, a także poznającą wraz z czytelnikami mieszkańców Lipowa, jest „uciekinierka” z Warszawy – Weronika Nowakowska, próbująca w zaciszu mazurskiej wsi odnaleźć się po nieudanym małżeństwie.

W „Motylku” podobał mi się przede wszystkim sposób malowania obrazu poszczególnych postaci poprzez spostrzeżenia różnych bohaterów. Zdawać by się mogło, że zabieg to prosty, żeby nie powiedzieć oczywisty, a jednak autorzy często zdają się zapominać, że „łysy kark” dla pana Henia z warzywniaka może być postrachem dzielnicy, a dla jakiejś niepozornej Zosi księciem z bajki i żadnej z tych opinii nie można lekceważyć. Katarzyna Puzyńska całkiem zgrabnie manewruje między różnymi punktami widzenia, nadając głównym bohaterom głębi i jednocześnie nakreślając czytelnikom siatkę skomplikowanych zależności łączących mieszkańców Lipowa.

Wszyscy bohaterowie są odrobinę przerysowani, ale nie do granic karykaturalności, akurat na tyle, by nadać im autentyczności. Wiejscy policjanci są dość standardowo nieporadni w obliczu skomplikowanego śledztwa, nastolatki odpowiednio zbuntowane, gospodyni z plebanii stosownie wścibska, a główna bohaterka – świeżo upieczona rozwódka – w przyzwoitym stopniu rozchwiana emocjonalnie, zagubiona i niezdecydowana. Autorka nie poprzestała jednak na typowych przypadkach i pozwoliła sobie na odrobinę szaleństwa w kreacji bohaterów, co szczególnie dobrze udało jej się w przypadku właścicielki sklepu Wiery – z jednej strony bardzo przyziemnej, a z drugiej otoczonej aurą mistycyzmu – oraz rodziny Kojarskich, która w całości zdaje się być oderwana od rzeczywistości – to taka wynaturzona rodzina Potwornickich, żyjąca w swym „zamku na wzgórzu”, zaprzątnięta problemami pozostającymi poza zasięgiem umysłów maluczkich. I tak balansując na granicy stereotypu i wyolbrzymiania pewnych cech Katarzynie Puzyńskiej udało się stworzyć całą galerię interesujących postaci, z których każda ma mniejszy lub większy wpływ na intrygę, w zupełnie niespodziewanych momentach ujawniając swoje prawdziwe oblicze.

Naturalnie jedną z najważniejszych ról odgrywa miejsce akcji. W Lipowie zdają się skupiać wszelkie tragedie ludzkie – molestowanie nieletnich, trudne dzieciństwo, alkoholizm, śmierć najbliższych – przez co wieś staje się katalizatorem dla wszystkich pokiereszowanych przez los. Na tym tle główna bohaterka może wyglądać jak pechowiec stulecia, gdyż w poszukiwaniu ukojenia dla zszarganych rozwodem nerwów trafiła w sam środek gniazda wszelkiego rodzaju patologii, choć – jak się można domyślić – i dla niej staje się to okazją do wyprostowania sobie życia.

Jedyne, czego mi zabrakło, to nieco więcej tropów, które uważnego czytelnika mogłyby doprowadzić do mordercy jeszcze zanim jego tożsamość odkryli stróże prawa, ale chyba nie można mieć wszystkiego. Bez wątpienia należy pochwalić debiutującą autorkę za to, że zapanowała nad wszystkimi wprowadzonymi wątkami i wcale umiejętnie dawkuje napięcie tak, by historia i teraźniejszość splotły się dopiero na ostatnich stronach powieści. Czy „Motylek” wprawił mnie w zachwyt tak jak wspomniany na początku „Zbieg okoliczności”? Nie (generalnie nie jestem zbyt skłonna do wpadania w zachwyt), ale przyznaję, że chwilami ciężko mi się było oderwać od lektury, a lepszej rekomendacji dla kryminału chyba nie można sobie wyobrazić.

Na stronie wydawcy możemy znaleźć informację, że Katarzyna Puzyńska „pracuje już nad kolejnymi częściami cyklu o policjantach z Lipowa”. Nie wiem, czy to dobry pomysł, bo zakończenie „Motylka” wydaje mi się takie „w sam raz” – nie pozostawiło mnie z żadnego rodzaju niedosytem ani pytaniami, na które pilnie chciałabym poznać odpowiedzi. Z drugiej strony, jeśli autorka uważa, że Lipowo nie zostało jeszcze wystarczająco oczyszczone z tajemnic, to w sumie czemu by tam nie wrócić? Może tym razem zamiast w środku srogiej zimy odwiedzimy tę miejscowość latem, kiedy przeżywa najazd turystów…? Pozostaje czekać i mieć nadzieję, że kontynuacja nie rozczaruje, bo „Motylkiem” Katarzyna Puzyńska dość wysoko postawiła sobie poprzeczkę.

Autor: Katarzyna Puzyńska
Tytuł: Motylek
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 608
Data premiery: 6 lutego 2014
ISBN: 978-83-7839-695-6