Jak nie dotarłam na koniec świata

Ocena: 
6.88889
Average: 6.9 (9 votes)

Statek oplótł mnie neurosiecią. Dzieliliśmy się sobą.

Przez próżnie dzikie. Ignorując elektromagnetyczne wołania rozumnych planet i drżenia pseudożywych mgławic (dygotałam jak one), mknęliśmy, niedościgli, ni w przód, ni w bok, ni wzwyż, lecz – czasoprzestrzeń przepruwając – na ukos i na nice. W ogniach gwiazd (jak one dyszałam rozpalona) lśniliśmy od infraczerwieni po ultrafiolet, co za kosmiczny szyk! Poezja.

(Ach, przytul do mnie pola kocie,

Ty fotonami strzelasz z dysz,

O, międzygwiezdny Lancelocie,

Pędzisz przez przestrzeń, lśnisz.

Wędrujesz po mój krzyk

Przez kosmos śmigu-śmig!...)

Nie doszliśmy. Ktoś zdjął mi brutalnie hełm VR.

– Co z nim robisz?! – wrzasnął mąż, zazdrosny o wirtualny kosmolot.

Odpowiedzi

No!

Yes, yes, yes!

No (z ang.)! :-)

Prowadzę 3:2 ;-)

Ale ja "no" z pol.