Crux - Ramez Naam

Bajeczka o tym, co myśli Alek, gdy dostaje dokładnie to, co chciał, a nawet więcej

Aleksander Kusz


Drageus Publishing House. Muszę przyznać, że nazwa wydawnictwa powala na kolana. Od razu, nawet nie wiedząc co wydają, przypuszczamy, że to musi być coś wielkiego. Tak może będzie. Drageus to wydawnictwo, które dopiero co wystartowało - w kwietniu tego roku, czyli w czasie, kiedy inne wydawnictwa zwijały się z rynku, lub przynajmniej zawieszały działalność. Im rynek był niestraszny, zaczęli bardzo mocno, od rozpoczęcia kilku serii, co ma plusy i minusy, albo jak mówi pewien bardzo poważny Polak, ma plusy dodatnie i plusy ujemne – fajnie zacząć kilka serii, przyciągnąć klientów, ale z drugiej strony klienci są uczuleni na padające wydawnictwa i niedokończone serie.

Jednak na razie jest dobrze, albo bardzo dobrze – dotychczas Drageus wydał osiem książek. Biorąc pod uwagę to, że działają od kwietnia, to bardzo ładny wynik. Ich dotychczasowy dorobek to dwie młodzieżowe książki Dana Kronosa, już trzy tomy serii Iana Douglasa – „Star Carrier”, rozpoczęty cykl (pierwszy tom) Evana Currie – „Odyssey One” i dwutomowy jak na razie cykl Rameza Naama – „Nexus” i właśnie omawiany „Crux”. Książki zbierają pochlebne opinie i są sprzedawane przez główne sieci w Polsce. Widać, że ktoś tam w wydawnictwie sobie siedzi i dobrze myśli, co zasługuje na ogromną pochwałę. Niech rosną w siłę, bo dobrej, rozrywkowej fantastyki nigdy dość. Wiem, że takimi pochwałami niewiele pomogę. Tutaj, żeby wszystko zaskoczyło musicie Wy – czytelnicy - zagłosować portfelami, żeby takie wydawnictwa mogły utrzymać się na rynku. Oni według mnie wszystko bardzo ładnie przygotowali - dobre książki, sprzedaż, od razu różne formaty elektroniczne. Nic tylko popierać i kupować. Szkoda tylko, że nie mają jakiejś bomby, siły, która pociągnęłaby sprzedaż i tej książki i innych. Siły, która pokazałaby szerzej wydawnictwo, bo wiadomo wszem i wobec, że Internet i fantaści w Internecie to ułuda. Znaczy się są, ale sprzedażowo jakoby ich nie było. Cóż począć, takie czasy…

Ale dość marudzenia na rynek, przejdźmy w końcu do omawianej książki. „Crux” to druga część cyklu „Nexus” Rameza Naama - jedyny cykl Drageusa z  fantastyką bliskiego zasięgu. Pozostałe to space opery, które też bardzo lubię, ale nie czytałem, więc się nie wypowiadam. Nie omawiałem pierwszego tomu „Nexus”, zrobił to na Szortalu Hubert Młodszy, ale przeczytałem i podobało mi się. Książka miała wszystko, co obiecywała, to bardzo dużo, bo zwykle książki mają niewiele z tego, czego człowiek się spodziewa. W przypadku „Nexusa” było tak dobrze, że poleciłem tę książkę moim synom, przede wszystkim ze względu na temat, który powinien ich zainteresować, na dodatek podany w całkiem ładnej formie. Tutaj mała anegdota, bo przecież każdy tekst powinien zawierać małą anegdotę. Kiedy przyszła koperta z „Cruxem” i otworzyłem ją, w pobliżu kręcił się mój starszy syn, który podszedł, zobaczył okładkę i powiedział: „O! Następna część „Nexusa”? Fajnie! Dzięki!” I wziął ją zaraz do czytania. Młodszy właśnie kończy pierwszy tom, więc przypuszczam, że też zaraz przyjdzie po drugi. To tyle anegdoty. Nie była zbyt śmieszna, ale miała pokazać, że nawet dla młodych ludzi z ich pokolenia, którzy niewiele czytają, są książki, które potrafią wciągnąć i zainteresować. I taką właśnie książką jest „Crux”. Nawet można o tych książkach potem podyskutować (znaczy się, po przeczytaniu).

Akcja „Cruxa” toczy się pięć miesięcy po „Nexusie”. Nexus 5 został wpuszczony do sieci. W ciągu tych paru miesięcy świat zmienił się całkowicie. To jest już całkiem inne miejsce. Rozpoczęła się walka ludzi z postludźmi, ale także ludzi z ludźmi. Na naszych oczach zmienia się świat i właśnie o to, jak będzie wyglądał, toczy się ta walka. Władza boi się Nexusa 5, a zarazem chce go wykorzystać do panowania, bezpośredniego panowania nad ludźmi. Wszystko za sprawą tylnych drzwi, które Kade wstawił do Nexusa, a do których mają dostęp tylko trzy osoby na świecie - jego twórcy - właśnie Kade, Ilya i Rangar. Uganiają się za nimi wszyscy, którzy chcą władzy, zarówno z tych niby dobrych pobudek, jak i tych na pewno złych. W książce spotykamy także innych bohaterów znanych nam z pierwszej części: przeniesioną całkowicie do elektronicznego świata Su-Yong, jej córki, pierwszego postczłowieka Ling-Shu, Holtzmanna, Sam, która tutaj miejscami jest nazywana Sunee i opiekuje się dziećmi z Nexusem - przyszłością ludzkości, albo postludzkości, oraz przedstawicieli wszelkich możliwych służb państwowych itd. Postaci są bardzo dobrze zarysowane w swoich schematach, bo oczywiście każda postać ma swoją rolę do odegrania. Nie mamy oczywiście tutaj charakterów krystalicznie dobrych i złych. Takie sztandarowe przykłady, to Holtzmann, który powinien być zły, ale jest tylko zagonionym w róg wrakiem człowieka, postczłowieka i Kade, wspaniały Kade, który zachowuje się w tym świecie jak słoń w składzie porcelany, a wydaje mu się, że jest bogiem i może sterować innymi ludźmi (no, może jednak znalazłoby się coś bardziej typowego, zły to Barnes, a dobra to Sam, to na pewno lepsze przykłady archetypów).

Jednym z głównych tematów książki są problemy moralne. Czy można sterować ludźmi, czy możemy, nawet w imię dobra ludzkości, wpływać na ludzi, nie zważając na to, co myślą i chcą zrobić? Gdzie jest ta cienka granica, której nikt nie powinien przekroczyć? Kto będzie kontrolował tych, którzy kontrolują? Czy po chwili nie będzie im się wydawało, że są najmądrzejsi, że nikt inny nie zrobi tego lepiej, że to właśnie oni muszą to robić? Pytania wydają się miałkie, płytkie, udające tylko wielkie rzeczy, ale te problemy nie są w książce przedstawione zerojedynkowo, tutaj nie ma dobrych i złych ludzi, tutaj mamy problemy codziennych ludzi, którzy zostali wrzuceni w wielki świat, wielką politykę, czasami niechcący, czasami chcący, ale na pewno nie spodziewający się tego, co tam zastali.

Z tej racji, że „Crux” to fantastyka bliskiego zasięgu, to ważna jest też tutaj nauka. Oczywiście jest to fikcja literacka, ale według tego, co przeczytałem w posłowiu „Crux a nauka”, oparta solidnie na poczynaniach naukowców i tym, do czego mogą dojść. I tak patrząc na to, co się dzieje wokół nas, na te szybkie zmiany, które następują, na to, że powoli nikt już chyba nad tym nie panuje, wierzę, że podobna rewolucja naukowa może nadejść, że ludzkość pójdzie w tę stronę. Może niekoniecznie tak, jak to zostało przedstawione w książce, ale w tym kierunku.

I to by było tyle. Mamy w książce rewelacyjną, wciągającą po uszy akcję, niesamowite opisy walk, a czasami wręcz bitew, technologię bliskiego zasięgu, dobrze zarysowane postaci, prawidłowo przedstawione problemy, które będę niedługo gnębić ludzkość, wszystko podlane sosem niejednoznaczności, tak, żeby nie było zbyt prosto. Jednak…

Bo jest oczywiście jakieś jednak, przecież nie byłbym sobą, gdyby nie było. Jednak dlaczego po przeczytaniu tej książki poczułem się oszukany? Dostałem dokładnie to, czego się spodziewałem, a nawet więcej. Dobrze mi się ją czytało, poruszyła parę spraw w mojej głowie, które musiałem przemyśleć, albo przedyskutować. Książka wciągała niesamowicie, nie można się było od niej oderwać (znacie to, prawda? Jeszcze fragment, jeszcze jeden rozdział, aż w końcu nadchodzi poranek…). Więc czemu na koniec czuję się oszukany? Myślę, że spowodowała to właśnie amerykańska szkoła pisania. Przyszli marketingowcy, sprawdzili, co i jak, co lubimy, co chcemy czytać, jak czytać i właśnie tak Ramez Naam ją napisał (powiedzmy, że wyłamał się na długości rozdziałów, tutaj nie mamy kilkustronicowych, są trochę dłuższe). Zrobił to może z chęci zarobienia dobrych pieniędzy, a może z całkiem innych pobudek, to nie ma znaczenia. Chciał do nas trafić, więc zastosował metodę, która mu to ułatwiła. Może chciał nam coś przekazać i zastosował metodę, która mu w tym pomogła. Być może całkiem nieświadomie, opisując pewne mechanizmy, sam je zastosował pisząc tę powieść  i w ten sposób przekazuje nam, że walka ludzi, postludzi, maszyn, komputerów i tej całej elektroniki już trwa...

Czuję się, jakbym był Kasparowem i grał z komputerem Deep Blue, jakbym był na statku kosmicznym i jadł papkę z odpowiednimi składnikami podaną mi przez komputer, bo ten w nocy sprawdził, że jest mi właśnie to potrzebne. Zaczyna wyglądać, że niedługo (a może już?, tylko jeszcze nam tego nie zdradzają?) nawet książki będą dla nas pisały komputery. Załadujemy w ich pamięć wszystkie książki świata, wszystkie style świata, a potem będziemy im tylko wrzucać, o czym i jaka ma być nasza książka. Rozumiecie paradoks?
To jest naprawdę dobra książka, napisana przez Rameza Naama, albo jego komputer…


autor: Ramez Naam
tytuł: Nexus
wydawnictwo: Drageus Publishing House
data wydania: grudzień 2013 r.
liczba stron: 528
ISBN: 978-83-6403-022-2

ZałącznikWielkość
Image icon crux-ramez-naam-1.jpg90.6 KB