Przedksiężycowi. Tom III - Anna Kańtoch

Coś się kończy…

Anna Klimasara


Wydawnictwo Powergraph obiecało jeszcze w tym roku wydać zakończenie „Przedksiężycowych” Anny Kańtoch i obietnicy dotrzymało. Na początku grudnia ukazał się tom trzeci, dopełniający historię Finnena, Kairy, Daniela, Tellis oraz pozostałych bohaterów, których poznaliśmy we wcześniejszych odsłonach. Zapewne każdy, kto tak jak ja niecierpliwie czekał na zakończenie, zadaje sobie dwa pytania: jak tom trzeci wypada na tle dwóch pierwszych oraz – co chyba ważniejsze – jak prezentuje się trylogia w całości?

W zasadzie nie powinnam pisać osobnego tekstu, a jedynie epilog do swojego omówienia dwóch pierwszych tomów, ponieważ „Przedksiężycowi” to jedna opowieść, którą najlepiej przeczytać za jednym zamachem. Przypomnę krótko, że tom pierwszy wprowadził nas do Lunapolis – tajemniczego miasta na obcej planecie, którego mieszkańcy pragną za wszelką cenę dotrwać do Przebudzenia, a w tomie drugim intryga nabiera rumieńców i dowiadujemy się kilku ciekawych rzeczy o tym, jak faktycznie funkcjonuje świat Lunapolis. I jeśli wcześniej napisałam, że w tomie drugim akcja przyspiesza, to teraz zmuszona jestem stwierdzić, że w trzecim rozpędza się jeszcze bardziej, niemal wcale nie dając czytelnikom odetchnąć. Wszystkie karty zostały rozdane wcześniej, teraz Annie Kańtoch pozostało jedynie je rozegrać i trzeba przyznać, że zrobiła to z niezwykłą dbałością o szczegóły. Wszystkie wątki zostały skrupulatnie zakończone, a grande finale przynajmniej mnie nie zawiódł. Zakończenie trudno by nazwać otwartym, ale niewątpliwie jest to jedno z tych zakończeń, które zostają z czytelnikiem, skłaniając go do snucia przypuszczeń o tym, co dalej… Na szczęście nie jest to powodowane nieznośnym uczuciem niedosytu, a jedynie chęcią, by pozostać w świecie „Przedksiężycowych” jeszcze przez chwilę.

Świat ten daleki jest jednak od ideału. To świat ludzi rozpaczliwie usiłujących sprostać bliżej nieokreślonym wymaganiom, które pomimo swej niejasności kształtują całe ich życie. To świat pogoni za doskonałością, która tak naprawdę może niczego nie zmienić. To świat zmuszający wszystkich do podporządkowania się mechanizmom, których nikt do końca nie poznał i których nikt tak naprawdę nie rozumie. Świat bardzo rozwarstwiony, pełen uprzywilejowanych manipulatorów i marionetek, nieświadomie wypełniających zadania przydzielone im przez osoby, o których nigdy wcześniej nie słyszały. W końcu jest to świat panicznego strachu przed starością i śmiercią, nawet jeśli temat ten kryje się za zasłoną wyszukanych eufemizmów. Smutna to wizja, gdyż niebezpiecznie zbliża się do naszej rzeczywistości, z której spece od marketingu, z ukrycia próbujący rządzić naszym życiem, najchętniej usunęliby wszystko, co brzydkie lub w jakikolwiek inny sposób odstające od ich wydumanych wzorców. Co więcej, może nie mamy jeszcze duszoinżynierów, ale czy dzisiejsi rodzice już nie podejmują prób „programowania” swoich dzieci w kierunku, który uznają za słuszny? Czy sami nie składamy zbyt dużej części siebie na ołtarzu ideałów wyznawanych przez innych?

Zdecydowanie mogę polecić „Przedksiężycowych” wszystkim, którzy szukają w książkach czegoś więcej niż rozrywki. Bo choć tej nie brakuje, szczególnie w trzeciej odsłonie „Przedksiężycowych”, Lunapolis dostarcza nam również sporo materiału do przemyśleń na temat kondycji ludzkości na początku dwudziestego pierwszego wieku. Czy potrzebujemy kolejnej książki, zadającej nam pytanie, dokąd zmierza nasz świat i czy to wszystko ma jakiś sens? Nie wiem, ale chyba takich pytań nigdy za wiele, szczególnie gdy podane są w tak wyśmienitej oprawie, jaką jest opowieść o „Przedksiężycowych”. Poza tym coraz częściej trafiam na książki, które nie zadają żadnych pytań, a po ich lekturze pozostaje jedynie poczucie straconego czasu. „Przedksiężycowym” na szczęście daleko do takich wrażeń. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że jest to jedna z ciekawszych propozycji polskiej fantastyki ostatnich lat, wyróżniająca się w zalewie nijakości zarówno pomysłem, jak i niezwykle misterną i elegancką jego realizacją. Pozostaje mieć nadzieję, że zakończenie tego cyklu będzie oznaczało początek innej, równie interesującej podróży literackiej, w którą zaprosi nas Anna Kańtoch.

P.s. Zgaduję, że wiele osób długo marzyło o tym, by przeczytać wreszcie całość „Przedksiężycowych”. To marzenie można już spełnić. A że tuż-tuż Święta, przez niektórych uważane za czas spełniania marzeń, pozwolę sobie podzielić się z Wami swoim marzeniem czytelniczym, jakim jest zakończenie trylogii Rafała W. Orkana. Pamiętacie jeszcze „Głową w mur” i „Dzikiego Mesjasza”? „Głową w mur” i pierwszy tom „Przedksiężycowych” ukazały się w odstępie kilku tygodni w 2009 roku. Liczę na to, że dane nam będzie poznać resztę historii opowiadanej przez Rafała W. Orkana, gdyż nie ma nic smutniejszego od urwanej w pół słowa opowieści.

Autor: Anna Kańtoch
Tytuł: Przedksiężycowi t. 3
Wydawnictwo: Powergraph
Liczba stron: 344
Data premiery: 6 grudnia 2013
ISBN: 978-83-6438-401-1

Odpowiedzi

Tutaj masz posta Dabliu z FB z niedawna, może się ucieszysz :)

Rafał W. Orkan
21 grudnia
Chyba znowu zacznę pisać. W sensie, że nie tylko scenariusze. Po pracy. Zawezmę się i zacznę. Najwyżej będę sobie podawał kawę w kroplówce. Ale już czas zeskrobać rdzę i ruszyć z tym koksem.

Dzięki! Mam nadzieję, że to nie jest postanowienie jak to moje o gruntownych porządkach, tylko że naprawdę coś z tego będzie :)