7 pytań do... Emil Strzeszewski

Dziś mamy okazję spotkać się z Emilem Strzeszewskim, którego powieść Ektenia (Powergraph) zaledwie kilka dni temu ukazała się na rynku.

Sam o sobie:
Rocznik 85. Urodzony w święto niepodległości w Łomży. Założyciel i były redaktor naczelny e-zinu „Creatio Fantastica”. Publikował opowiadania w „Magazynie Fantastycznym”, „Fantastyce – Wydaniu Specjalnym” oraz „Fantasy & Science Fiction”, a także w antologii „City 1”. Finalista konkursu Uniwersytetu Jagiellońskiego na tekst literacko-naukowy „Futuronauta”. Na jesieni zadebiutował książkowo w wydawnictwie Powergraph steampunkową powieścią „Ektenia”. (info ze strony autora)

Zaczynamy:

Pytanie 1 – Kiedy zorientowałeś się, że chcesz zostać pisarzem? Czy było to Twoje dziecięce marzenie, a może po prostu z biegiem czasu do tego dorosłeś?

Pisanie istniało dla mnie, odkąd załapałem różnicę między słowem „mam”, a „mama”. Nie wiem, czy to wybrałem, czy mnie wybrało. To jest pytanie o korzenie, a korzeniami zawsze jest czytanie. Bardzo wcześnie nauczyłem się czytać. Pochłaniałem naprawdę chore ilości książek i zawsze miałem olbrzymi szacunek dla słowa pisanego. Pierwsze świadome próby przyszły jednak gdzieś pod koniec szkoły podstawowej, zaś w liceum pracowałem już jako dziennikarz. Do debiutu literackiego jeszcze jednak daleko.

Na studiach zakochałem się w filozofii Wittgensteina, niezbyt pojmując, dlaczego moi wykładowcy nie widzą bezpośredniego odwołania tez z „Traktatu logiczno-filozoficznego” do fachu pisarskiego. Wtedy też ruszyło z kopyta i aż do teraz.

Pytanie 2 – Miałeś bardzo ciekawy temat pracy magisterskiej. Pamiętasz jeszcze? Skąd taki wybór?

„Ontologia światów fantastycznych” - nie mogę patrzeć na tę pracę. W ogóle nie znoszę swoich prac naukowych, z wyjątkiem „ReaderBot”. Wybór był naturalny - chodziło o doszukanie się filozofii w fantastyce i fantastyki w filozofii, co się udało. To są jednak suche rzeczy, bardzo dalekie od tego, co teraz robię. Tak wygląda światek akademicki, że nawet ciekawe rzeczy wydają się niezwykle nudne. Mało miejsca jest na brawurę. Jeszcze mniej na fantazyjność, jeśli można to tak nazwać.

Pytanie 3 – Ektenia jest rodzajem litanii, przynajmniej takiej odpowiedzi się doszukałem. Dlaczego taki tytuł powieści? Możesz zdradzić?

Dobrze znalazłeś, o to chodziło. W treści jednak trudno doszukać się w ogóle samego tego terminu, tym bardziej, że ektenie pojawiają się w Kościołach wschodnich, a w powieści rzecz rozgrywa się w Prusach. Chodzi raczej o nastrój opowieści, o pewne błaganie, prośbę o litość, które pojawiają się w sytuacjach granicznych. Nie chcę sugerować interpretacji utworu, więc na tym poprzestanę. W każdym razie tytuł może być jednym z kluczy.

Pytanie 4 – Epub, mobi... Jaki jest Twój stosunek do e-booków oraz książek papierowych? Pytanie pojawia się, ponieważ Twoja powieść wydana została właśnie w postaci e-booka.

Nie prowadzę podziałów między książkami papierowymi, a e-bookami. Dla mnie liczy się treść. To treść kupuję. To ona mnie zajmuje. Nośnik jest nieistotny. Bardzo natomiast lubię e-czytać. Mam całkiem niezłą kolekcję cyfrową i gdyby nie tablet, nigdy nie poznałbym niektórych pozycji. Bo za drogie, bo za wielkie, bo musiałbym w księgarni wybierać między jedną a drugą. Dzięki e-bookom mogę kupić obie i jeszcze trzecią. To wygodne i ekonomiczne.

Jednak pytasz pewnie o to, czy nie żal mi, że wydaję tylko e-booka. Z pewnością tak, szkoda mi. Żyjemy w czasach, kiedy dostęp do technologii jest na wyciągnięcie ręki, ale jednak „wypada” debiutować powieścią na papierze. Cóż, czasy się zmieniają i musi być ktoś, kto po prostu zaryzykuje i spróbuje swoją postawą zmienić zastany stan rzeczy. Nie jestem tutaj wielkim odkrywcą, wielu lepszych pisarzy wypuszczało już swoje książki w e-bookach, nawet w pierwszej kolejności albo i nawet jedynie w tej formie. Ja jednak postawiłem na połączenie starego z nowym. Stare jest to, że „Ektenia” ukazuje się w wydawnictwie, które słynie z jakościowo dobrych tekstów, głównie na papierze. Chciałem mieć zagwarantowany pełen proces prac redakcyjnych, chciałem pracować ze znakomitą redaktorką, ze znakomitą korektorką. Chciałem, aby otaczali mnie fachowcy. Z nowych rzeczy zmienia się tylko format – na cyfrowy.

Pytanie 5 – Możesz powiedzieć coś więcej na temat oprawy graficznej książki? Oprócz okładki na Twoim profilu facebookowym mieliśmy okazję zobaczyć kilka zdjęć promujących książkę? Skąd ten pomysł? Powiem osobiście, że wyglądało całkiem klimatycznie, choć pojawiły się zarzuty, że nie było steampunkowo.

Ogólnie zarzut małego stężenia steampunku w steampunku może dotyczyć nie tylko oprawy wizualnej, ale i samej treści. Ja nie wierzę w steampunk na modłę zachodnią. Chciałem napisać coś w tej konwencji, ale używając naszego lokalnego instrumentarium. Myśmy nie mieli rewolucji technologicznej, nie tak szybko, nie tak intensywnie. Zmagaliśmy się z innymi problemami – natury narodowościowej, niepodległościowej, metafizycznej. Nasza rewolucja wiktoriańska to rewolucja społeczna. Stąd na przykład w książce nie uświadczysz parowego Mickiewicza (copyrighty dla Puszona!), choć automat grający w szachy już jest. Ze steampunku jest w powieści klimat i dlatego oprawa zdjęciowa wykonana pod skrzydłami Altersteam odwzorowuje ów nastrój. To steampunk po polsku, nie kalka z Londynu.

Pytanie 6 – Sam wybrałeś steampunk, czy może też on wybrał niejako Ciebie? Dlaczego taki gatunek? A może uważasz, że szufladkowanie to zła metoda i „Ektenia” to po prostu „Ektenia”, towar niedający się metkować?

Nie mam nic przeciwko szufladkowaniu. To zaskakujące stwierdzenie, ale taka jest prawda. Sam lubię szufladkować i nie boję się, że zostanę zaszufladkowany. Tym bardziej, że pisuję inne rzeczy, niż steampunk. W przygotowaniu mam teraz dwie kolejne powieści, z czego jedna to realizm magiczny, a druga powieść obyczajowa o windykatorze, bez grama fantastyki. Spróbuj na tej podstawie włożyć mnie do szuflady!

Czy steampunk mnie wybrał? Tak. Musiał mnie wybrać. Pierwsze opowiadanie z glinianego cyklu „Gliniany Golem” zacząłem pisać na studiach, po dorwaniu książki „Czyściec zwany Kortau”. Kortau to był szpital psychiatryczny pod Allenstein – istniał naprawdę i działy się tam rzeczy przerażająco fascynujące, tragiczne. Dziś Allenstein to Olsztyn, a Kortau to Kortowo – kampus studencki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, na którym studiowałem, a potem wykładałem filozofię. To szalone miejsce, które nie mogło nie odbić się na moim życiu. Musiałem więc o tym napisać. Steampunk nasunął się sam.

Pytanie 7 – Powinniśmy Cię zapytać o inspiracje, o wzorce pisarskie, ale nie zrobimy tego. Odwrócimy kota ogonem. Powiedz nam, czy zdarzyło Ci się czytać książki, które mimo popularności wcale do Ciebie nie przemawiały, były Ci zupełnie obojętne, albo wręcz odrzucały?

Przeczytałem wiele absurdalnie tragicznych, a przy tym popularnych książek, ale na szczęście mam w tej materii pamięć złotej rybki – krótką. Zapominam o nich, skupiając się na literaturze dla mnie istotnej. Poza tym pasuje tutaj cytat ze wspomnianego już Wittgensteina – „O czym nie da się mówić, o tym trzeba milczeć”. Pasuje jak ulał, choć użyty w tym kontekście jest raczej niezbyt zgodny z zamysłem samego autora.

Dziękujemy za rozmowę. 

Pytał: Rafał Sala