Opowieść o wróżce

Ocena: 
9
Average: 9 (9 votes)

Wróżki z Nibylandii przychodzą na świat, gdy niemowlę zaśmieje się po raz pierwszy. Parchatkę powołał do życia krzyk gwałconej przez ojczyma dziewczynki. Zamiast radości i ciepła jej duszę wypełniało poczucie krzywdy i nieustający ból. Szczęśliwe wróżki zajmują się pięknymi rzeczami, malują tęcze na niebie, rozwieszają rosę na pajęczynach lub odnajdują drobiazgi, które zgubili ludzie i po cichu im je podrzucają. Mroczne wróżki z Antylandii nie mają tak przyjemnych zajęć. Choć niektórzy twierdzą, że też są niezwykle pożyteczne.

Parchatka miała rozmiary typowej wróżki, czyli mieściła się na ludzkiej dłoni, do tego posiadała obowiązkowe skrzydła. Niezbyt błyszczące, właściwie popielate. Lecąc nie zostawiała za sobą świetlistej smugi wróżkowego pyłu, a jedynie mdławe rozmycie, wyglądające jak brudna plama na szybie.

Nosiła kiecki równie kuse jak jej odpowiedniczki z Nibylandii, ale nie wyglądała w nich uroczo, a raczej wulgarnie i wyzywająco. Twarzyczkę miałaby śliczną, gdyby nie ponure miny, które z niej nie znikały. Spiłowała zęby w ostre szpice i upiornymi uśmiechami straszyła wróżów z Nibylandii, szukających w mrocznych zakamarkach Londynu przygód i mocnych wrażeń. Piła zdecydowanie za dużo, do tego paliła damma cigaretten, które kradła z holenderskich statków przeładowywanych w Dover.

Opiekowała się prostytutkami z doków i całej portowej dzielnicy. Gdy spały w alkoholowych oparach, pobite przez alfonsów lub klientów, obsypywała je brudnym pyłem mrocznej wróżki. Ich rany szybciej się goiły, a snów nie paskudziły koszmary. Na wyjątkowo rozpustnych dziwkarzy sprowadzała wstydliwe choroby, odbierała należność od tych, którzy nie chcieli płacić, wyrywając im pugilares razem z kieszenią. Pazurki miała bowiem ostre jak sztylety.

Któregoś mglistego ranka, gdy wracała z nocnej zmiany, przesycona szkocką i skwaśniałym ale, natknęła się na leżącego w rynsztoku wróża pleśni i rozkładu. Był brzydki i śmierdzący, a skrzydła posklejane miał oślizłymi grzybami. Wyglądał jak kocie wymioty i lada chwila miał stoczyć się w rwący nurt nieczystości. Pchnięta impulsem wyratowała go z opresji, zawlekła do swojej nory i przywróciła do życia nacierając magicznym pyłem. Okazało się, że Krwotok próbował skończyć ze sobą i rzucił się pod koła dorożki. Odzyskał nieco radości życia, gdy napoiła go resztkami brandy, przechowywanej na lepsze czasy.

Potem tulili się, leżąc w mrocznej jamie pod uśpionym o tej porze burdelem. Długo rozmawiali, a porozumienie przypieczętowali kilkoma pocałunkami. Od tego wieczoru działali razem, naruszając skandalicznie kodeks wróżek. Użycie przemocy wobec ludzi było wszak złamaniem najsurowszego zakazu Mrocznej Królowej. Parchatka i Krwotok rozpruwali gardła i wyłupywali oczy, łamali nosy i spychali pod koła rozpędzonych powozów. Nikogo nie obchodziło, że krzywda działa się wyłącznie gwałcicielom, brutalom i dewiantom dręczącym dziwki. Groźne wróżki musiały zapłacić za zbrodnie.

Romans mrocznych wróżek nie miał szans na szczęśliwe zakończenie. Wiedzieli o tym od samego początku. Kiedy więc przybyła po nich sprawiedliwość, oboje byli gotowi. Umknęli siepaczom królowej i wznieśli się w nocne niebo trzymając za ręce. Lecieli w górę, aż Londyn pod nimi zmienił się w błyszczący niemrawo punkcik, a potem znikł pod chmurami. W ciemności znikła też Parchatka z Krwotokiem.

Mroczne Wróżki z Dover twierdzą, że widziano ich potem kolejno w Paryżu, Wiedniu i Warszawie. Ponoć nadal robią porządek z sukinsynami. Ale to chyba zbyt piękne zakończenie, jak na tak ponurą bajkę.

Odpowiedzi

rany, kiedy powieść?

...sprawnie napisane opowieść, na pewno do rozwinięcia w dłuższy tekst - i byłoby źle, gdyby nie powstał.

Bardzo mi się, bardzo!

Fajna historia, świetny klimat, podobało się jak jasna cholera.

Dobre