0,3 sekundy

Ocena: 
5.75
Average: 5.8 (4 votes)

Świętuję wraz z nowojorczykami ich Święto Niepodległości. Leżę na trawie i spoglądam na sztuczne ognie. Feeria barw, strzały, niebo pokolorowane nowoczesnymi środkami pirotechnicznymi, zaś między nimi – śmierć.

Leżę i nagle wszystko wokół mnie zwalnia.

Mówią, że przed śmiercią widzimy całe swoje życie, ale naiwnie wierzymy, że te obrazy trwają zaledwie ułamki sekund. Nieprawda. Ja się właśnie przekonam, że mogę przeżyć swoje życie raz jeszcze, nie tylko je obejrzeć. Leci ku mnie pocisk wystrzelony przez jakiegoś jankesa w niebo, pomimo zakazu strzelania z broni w otwartą przestrzeń; widzę go, bo świat się zatrzymał. Logicznie wnioskuję, że pocisk stracił impet i począł spadać, ale nie rozumiem jednego – dlaczego na mnie? Wiem, że jestem o mikrosekundy oddalony od śmierci, ale znajduję chwilę, by się tym zadziwić. Your bullet is your responsibility, tak mawiają gliniarze z USA. Ciekawe, czy po sekcji i wyjęciu pocisku z mojego czoła (bo tam właśnie zmierza nabój niewielkiego kalibru) policjanci z NYPD dojdą do tego, kto mnie tak urządził.

Nie przejmuję się już tym; mnie nie będzie, by obić temu frajerowi ryj. Mam niewiele czasu, więc pozwalam ostatnim na tym świecie doczesnym myślom spowić mój umysł. Widzę moją mamę, jak kuca w białej, letniej sukience i macha mi na pożegnanie lewą dłonią, prawą trzymając na brzuchu, który jeszcze przez kilka tygodni będzie apartamentem mojej siostry. Idę do pierwszej klasy, jest pierwszy września tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego ósmego roku. Widzę Adriana, który zabrał mi okulary, po czym został moim najlepszym przyjacielem. Pojawia się obraz mojej babci, która przyjeżdżała na każde zakończenie roku szkolnego, aż do śmierci – do ósmej klasy. Obiera jabłka z sadu sąsiada i śmieje się z ojca, któremu podarła się nogawka spodni. Widzę Anię, dziewczynę, którą pocałowałem po raz pierwszy i która smakowała truskawkami. Czuję zapach pierwszego piwa, którym się upiłem w dziewięćdziesiątym siódmym. Uśmiecham się do kumpli z technikum podczas zajęć z budowy maszyn. W ustach mam smak papierosów, które paliłem w ukryciu. Dotykam Julii, mojej pierwszej miłości. Widzę zarys jej biustu pod sportową koszulką i czuję narastający wzwód. Słyszę muzykę, graną na żywo przez Slipknot na koncercie w warszawskiej Stodole. Palą mnie łzy po śmierci ojca i zasmuca widok zrozpaczonej matki. Czuję chłód powietrza przy zjeździe na nartach w Tatrach. Zaciskam ze stresu ręce w pięści podczas obrony pracy magisterskiej. Widzę setki biretów, frunących nade mną niczym ptaki, i słyszę śmiech świeżo upieczonych absolwentów. Czuję radość na widok mojej przyszłej żony, idącej środkiem kościoła w białej sukni. Widzę nasze pierwsze mieszkanie, całe pomalowane na żółto, bo Kasia lubi żółty. Pod palcami czuję dotyk sierści naszego labradora, który zawsze śpi z nami w jednym łóżku. Słyszę śmiech mojego pierworodnego syna, Sebastiana. Widzę mojego szefa i czuję radość, gdy wyciąga on do mnie rękę z obietnicą awansu i delegacją do Nowego Jorku. Macham do mojej rodziny na pożegnanie przy odprawie lotu nr 023. Widzę sylwetkę Boeinga 787-8 Dreamlinera, który ma mnie zabrać na JFK. Czuję zapach spalin. Czuję dotyk trawy. Słyszę świst powietrza.

Czuję rozgrzaną stal wbijającą się w moje czoło.

Odpowiedzi

...ale co z tego wszystkiego wynika? Nic. Niestety, tekst to tylko zręczna zabawa słowami. Sprawnie napisane, ale nic ponadto.
"Nowojorczyk" w środku zdania małą literą. To taki sam wyraz, jak "łodzianin' czy "warszawiak" albo też "poznaniak".

Ładne