W kocim trybie

Ocena: 
9
Average: 9 (1 vote)

To moja praca,  karmicielka, obowiązek…

– Chodź do mnie – szepczę miękko, szeptem kocim. Szept taki zawiera pomruk, rozleniwienie, lubieżność. Włączam kotowatość, mierzwię włosy kochanki.

Włosy gęste, rude, meszek na piegowatych ramionach. Na łydkach łebki młodziutkich, rudawych szpilek. Goli się.

Niemodyfikowana. Skronie bez gniazd, niegładkie ciała.

– Kocham cię – kłamię. Źle mi z tym. Ale nie ma, że boli. Wcieram w nią balsam i nadajniki. Wkrótce upadnie ostatnia enklawa niemodów. Szefowa „naturalnych” odsłoni sekrety frakcji, jak teraz ciało. Modyfikowani wygrają. Moja piękność nie będzie się golić. Włosy nie urosną.

Chwilkę będzie mi głupio. Potem łyknę kapsułkę i zapomnę.

Jesteś w pracy, agencie Osiem.