Nadzieja

Ocena: 
8
Average: 8 (5 votes)

Czekała ponad dwie godziny. Beznadzieja i rozczarowanie – po raz który w życiu? Nie przychodził. Jak zwykle zresztą. Zapomniał, nie chciał? Całe życie zapominał albo nie chciał...

Jak na przedstawieniu w szkole, kiedy wypadła mu delegacja. I wcześniej – na komunii, po prostu musiał zostać w firmie. Złość i niemoc targały nią na przemian. Znów musi pójść do matki. Nie chciała. Wolałaby skoczyć z mostu zamiast patrzeć, jak matka rzyga po kolejnym przepiciu. Przepiciu – przecież ona tak codziennie. Dlatego nas zostawił. Z biegiem czasu zapomniał, nie chciał. Wyrzucił je z życia.

Niby dbał, przesyłał kasę i dzwonił – czasem. Przeważnie kilka dni po urodzinach, po imieninach – ale dzwonił. Starał się. Jak zostawał w biurze, to wysyłał kolegę. Kolega – jak ona go nienawidziła, łysy w okularach. Zawsze niby przypadkiem łapał za kolano, kiedy zmieniał biegi. Nie uciekała, pokornie to znosiła. Ze strachu? Nie – raczej z tęsknoty za ojcem. Zobaczy go, chociaż przez moment będzie mogła normalnie żyć. Poczuć się, jak szanowana osoba.

Ojciec jednak zapomniał – kolejny raz. Ogarnął ją chłód wieczoru – jak wtedy, gdy wylądowała w szpitalu. Odruchowo dotknęła przedramienia. Wtedy odratowali, dali psychotrop, dali opiekę. Kuratorka – raczej kurwatorka – pomyślała. Jak ona mogła wyciągać ludzi z dołów? Któregoś dnia ją śledziła – aż do klubu. W środku zobaczyła jak kuratorka tańczy – dla nich, samców. Zrobiła zdjęcie komórką – w razie co. Kiedy następnego dnia się spotkały, zagroziła – jak będziesz mnie „pilnować” to ja przypilnuję, żeby się dowiedzieli o twojej drugiej twarzy.

Potem ojciec obiecywał, że się nią zajmie, wywalczy prawa. Obiecywał jej pokój i śniadanie każdego ranka. Minął rok, nie było pokoju, śniadania, domu. Była matka – nieprzytomna pijaczka i ojciec – nieuchwytny pracoholik. Nic więcej. Pusty świat.

Pierwsza i ostatnia próba – nie chciała więcej. Nie mogła. Na to była za słaba. Za bardzo ceniła to marne życie. Marzyła – może jakoś się uda uwolnić z tego marazmu. Może jednak będzie mogła żyć normalnie. Pozna kogoś. Koniecznie słownego, niekoniecznie bogatego. Oby wystarczyło. Wtedy ułoży życie. Miała marzenia.

Chłód znów przypomniał o ranie. Czas mijał. Zastanawiała się, co robić. Próbować go znaleźć, iść do matki czy przeczekać noc gdziekolwiek? Jak kilka dni temu – na dworcu. Nie. Odrzuciła ten pomysł. Na dworcu nie. Brud, zimno i jeszcze typy patrzące na nią łapczywie. Dobrze, że kręcili się SOKiści i policja. Tam nie pójdzie.

Koleżanki – wszystkie się skończyły, kiedy zawaliła rok w szkole. Niby sobie nie dawała rady. Nie miała czasu na nadrobienie. Matka w nałogu, ojciec nieuchwytny. Nocowała jakiś czas u każdej, ale wszystkie odsunęły ją. Jakie durne cipy – myślała. Miały domy, rodziców, a wiecznie tylko jaki fryzjer, jakie kosmetyki, imprezy. A ty co? – pytały. Ojciec daje kaskę, to wydawaj – radziły. Nie wiedziały, że wydaje – na życie, jedzenie. To było najważniejsze. Koleżanki z innej bajki. Do nich też nie pójdzie.

Powoli wstała z murka. Nie miała gdzie iść, nikt nie czekał. Nikt nie przyjechał. Beznadzieja i rozczarowanie. Usiadła i szczelniej okryła się bluzą. Usłyszała syreny. Minęła kolejna godzina. Jakiś policjant wysiadł z samochodu.

– Pani Agnieszka Z. ? – zapytał.

– Tak – kurwa, pomyślała, czego on chce?

– Proszę ze mną, pani ojciec miał wypadek. Prosi o odwiedziny w szpitalu.

Była w szoku – nie zapomniał. Łza spłynęła jej po policzku. Wsiadła do samochodu. Bała się uczucia, które nią zawładnęło. Bała się, że to tylko złudzenie – płonna nadzieja nastolatki. Który to raz?  Tym razem poczuła jednak coś jeszcze. Prawdziwą nadzieję, że tym razem się uda.

Odpowiedzi

...sokiści. Podobna konstrukcja językowa, jak w wyrazach: esesmani, esamani - członkowie SA - ormowcy, milicjanci, zomowcy itd.
Autor ma chyba ewidentne kłopoty z dwoma sprawami: rozróżnieniem zapisu myśli od zapisu dialogów oraz podziałem tekstu na akapity. To jest minus, a szkoda, bo obie sprawy są proste. A to utrudnia czytanie i zrozumienie tekstu.
Więcej niż dobry tekst - dobrze skomponowany, z pomysłem, w sensie fabularnym zamknięty, a jednak nie do końca dopowiedziany. Ładnie wykreowany klimat. Ciekawa próba, i to próba literacka.
Trochę mnie raził wyraz "kasa". Raził, bo on nie pasuje do bohaterki i do jej przemyśleń. Ale, z drugiej strony, wyraz powszechnie używany...
Czytałem z dużą przyjemnością.
Ciekawe, jak autor sprawdziłby się w dłuższym tekście.

Jak dla mnie tekst był nieco naiwny i wydaje mi się, że historię można było opowiedzieć szybciej, bez zbędnego rozpisywania się. Ale ogólnie oceniam na plus. Co do stylu autora to albo się komuś podoba albo nie. Mnie nieco drażnił, choć sam podobnie piszę. Dużo krótkich zdań. Taki karabin czasem przeszkadza. Czasem jest niezbędny. Moim skromnym zdaniem.
Pozdrawiam

Smutne. Podobało mi się :)