Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Zagadka rubinowych oczu

Ocena: 
6.5
Average: 6.5 (2 votes)

Jurek stał nad ciałami, oświetlał latanią każdą twarz i przyglądał im się uważnie. Wzrok mu się mącił, lekko chwiał się na nogach, ale uparcie starał się odczytać tajemnicę z martwych oczu. Oczu? Przecież własnoręcznie zamykał im powieki, dlaczego były otwarte? W zmąconym alkoholem umyśle zaczęło iskrzyć. Otrzeźwiał nieco. Ze zdziwienia. I strachu.

Białka trupich oczu zalane były krwią. W świetle lampy lśniły rubinowo, intensywnie, miał wrażenie, że coś się w nich porusza.

Wreszcie jakiś ślad. Oparł się o ścianę i powstrzymał mdłości. Najważniejsze to być profesjonalistą.

Pół godziny wcześniej.

Siedzieli w skromnym, ale wygodnym gabinecie, na tyłach domu Eustachego. Gospodarz nalewał kolejny kieliszek samogonu.

- Jesteś pewien, że sprawdziłeś wszystko?

- Wszystko, co mogłem. Wiesz, że nie jestem specjalistą od spraw kryminalnych. Tu nie miewamy zazwyczaj zbrodni. Co najwyżej przypadkowe samobójstwa. – Spojrzał na Jurka znad okularów.

- Tak. Wiem.  Franek sam się pobił orczykiem na śmierć, a Józwa sam się rozjechał  wyładowanym wozem, nikt nic nie widział, nie słyszał, wszyscy pogrążeni w smutku.  – Krzemień przepił gorycz wódką, wykrzywił się wymownie i zmilczał przekleństwo .

- Wypadki się zdarzają. – Trąbka pokiwał w zadumie głową. – Ale teraz to gorsza sprawa. Ludzie się boją, naprawdę nie wiedzą, co się stało. Ja też nic nie rozumiem – pięć ciał, cała rodzina, żadnych śladów. Podejrzewałbym zatrucie - były przypadki, że jeden grzybek wykończył kilka osób - gdyby ich ktoś nie ułożył ramię przy ramieniu na klepisku w stodole. Nie znalazłem żadnych ran, śladów duszenia, trucizny. Nic. Wyglądają spokojnie, jakby spali. Nie mam pojęcia, co się im stało. Gdyby nie nietypowe ułożenie zwłok, nie podejrzewałbym nawet, że to sprawka kogoś z zewnątrz, szukałbym przyczyn bardziej przypadkowych, zwyczajnych. – Zapatrzył się w pusty kieliszek, który trzymał w dłoni, podziwiał brudny deseń śladów palców, po czym wstał i rozlał następną kolejkę.

- Co z nimi zrobimy? Nie mogą leżeć w mojej komórce, zaczynają śmierdzieć. Rodzina chce ich pogrzebać.

- Ciocia nie chce udostępnić piwnicy. Tam doczekaliby do przyjazdu śledczych ze stolicy. Prosiłem o pomoc. Dostałem telegraf, że najwcześniej będą za trzy dni. Może ciała jeszcze wytrzymają? – spojrzał pytająco na Eustachego.

- Wytrzymać, wytrzymają, ale najlepiej oględzin dokonać na świeżo. Potem mogą zniknąć ważne ślady. – Felczer wstał, podszedł do okna, wypił, skrzywił się i zapatrzył w jakiś szary punkt w nieciekawym krajobrazie. – Ludzie się boją. Ja zresztą też czuję się niepewnie. Pierwszy raz coś takiego widzę. Misiakowie zginęli we własnym obejściu, w miejscu na pozór najbezpieczniejszym z możliwych. Nie wiadomo kto, nie wiadomo dlaczego…

Godzinę wcześniej.

- Ależ, mój drogi! W żadnym wypadku nie życzę sobie, byś przechowywał zwłoki w mojej piwnicy!

- Ale najmilsza ciociu…

- Nie czaruj, proszę, będę w tym temacie stanowcza. Nie. – Ostanie słowo zawisło na chwilę w napięciu, po czym spadło jak kamień.

- Jak sobie życzysz ciociu.

Jurek Krzemień westchnął ciężko i wyszedł z pokoju. Zaklął bezdźwięcznie.

- Nie wyrażaj się! – ostry falset przeniknął przez drzwi. Ciocia Gabriela posiadała niezwykłe talenty, które niezmiennie zadziwiały młodego milicjanta. Westchnął raz jeszcze i postanowił odwiedzić Eustachego Trąbkę.

***

Gabriela została sama. Nie cierpiała zapachu gnijących zwłok. W przeciwieństwie do woni świeżego strachu. Z podniecenia jej oczy wypełniły się rubinowym lśnieniem.

Odpowiedzi

Czytałam to już kiedyś i nadal mi się podoba :)

Dzięki Anet!
Znalazłaś mnie:):)

Bo się słabo schowałaś ;)
Wesołych Świąt!