Tik-tak

Ocena: 
9
Average: 9 (1 vote)

Jeszcze raz popatrzył na zegarek – podróbka Rolexa, kupiona za grosze na Starym Kleparzu. Te chuje z biura zawsze się z niego śmiały, jakby nie mogły sobie znaleźć lepszego tematu.

– Witam, panie Janie – mawiał z udawaną powagą siedzący przy drugim biurku Krzysiek. – Jak tam pański zegarek, panie Janie?

Dwie koleżanki, które prezes umieścił z nimi w pokoju chyba tylko po to, by wiecznie chichotały komentując posty znajomych na facebooku, zawsze parskały śmiechem. Zrobili mu nawet zdjęcie, po powrocie do domu znalazł fotkę i opis „Jasiu i jego zegarek”. Pięćdziesiąt trzy  „Lajki”.

Jeszcze pięć minut. Wbił ręce w kieszenie płaszcza, próbując ochronić się przed przenikliwym wiatrem. Mógł tego nie robić i tak przecież się nie przeziębi.

Zapatrzył się na jasno oświetlony krakowski dworzec kolejowy. Z wiaduktu na 29. Listopada było słychać każde słowo wypowiedziane bezosobowym głosem przez recepcjonistkę. Z niejakim zdziwieniem odkrył, że z tej odległości da się ją zrozumieć o wiele lepiej, niż z samego peronu. Jedyna pozytywna rzecz na tym świecie.

Bez znaczenia.

Znów zerknął na czasomierz. Badziew był niezniszczalny, nawet bardziej niż oryginał. Kiedyś rzucił nim z całej siły o ścianę. Efektem tego był tylko odłupany tynk, co świadczyło zarówno o jakości tej nory w której mieszkał, jak i nieustępliwości przedmiotu martwego. Istniała pewna szansa, że gdy jego ciało zniknie pod kołami pociągu, złośliwy zegarek przetrwa. Pewnie potoczy się gdzieś daleko, by dręczyć innego posiadacza.

Zostały jakieś cztery minuty. Czas wlókł się sadystycznie, jakby chciał kopać leżącego. Mężczyzna z grymasem na twarzy rozejrzał się po okolicy. Obok dworca biła po oczach Galeria Krakowska, to tam ze sobą zerwali. Dziwka, puściła się najpierw z jego bratem, potem z tym chujem, Krzyśkiem. Okazało się, że był tylko szczeblem, po którym mogła się wspiąć, za cenę parokrotnego rozszerzenia nóg.

Przynajmniej wiedział, czemu zawsze była sucha.

Głupia cipa. Analizowanie tego nie miało sensu, podobnie jak i całego świata, który postanowił mu dokopać.

Na lewo ze światłami miasta kontrastowała plama czerni, w której gdzieniegdzie migotały różnokolorowe światełka. Cmentarz Rakowicki nie był o tej porze roku szczególnie często odwiedzanym miejscem.

Z wewnętrznej kieszeni wyjął małą butelkę, odkręcił nakrętkę i wyrzucił ją na tory. Uniósł trunek w geście pozdrowienia i wypił duszkiem zawartość. Potem pochylił się gwałtownie i zwymiotował na chodnik.

Nienawidził czystej.

Butelka poleciała w ślad za nakrętką.

Jakimś cudem została minuta. Na uszy założył świeżo kupione słuchawki, najdroższe, na jakie go było stać. Włączył mp4 i wszedł na barierkę, rozglądając się, czy żaden pieszy nie nadciąga z odsieczą. Wiadukt był pusty, nie licząc przejeżdżających samochodów, z których jeden zatrąbił przeciągle. Dźwięk klaksonu brzmiał jak ryk umierającej krowy.

W słuchawkach zabrzmiało „Highway to hell” AC/DC.

Oczywiście.

Po chwili się rozchmurzył, jak już umierać, to z dobrą muzyką.

Pochylił się do przodu. Nie czuł szczególnego zdenerwowania, jedynie podniecenie z rodzaju tych, które wywołują to specyficzne uczucie w stopach i ciśnienie w żołądku. Ręce tylko trochę się trzęsły.

Trzydzieści sekund.

Jakiś samochód zatrzymał się z piskiem opon.

–  Kurwa, kretynie, zaraz spadniesz!

Po raz pierwszy tego wieczoru się uśmiechnął.

Dwadzieścia sekund. Nieważne.

Poleciał głową w dół.

 

***

 

Jakimś cudem nie stracił przytomności. Nie czuł bólu. Jeszcze. W polu widzenia miał trochę krwi, jakieś odłamki wyglądające zarówno na jego zęby, jak i kawałki kości. Słuchawki, połamane, leżały na krokwiach. Lewa ręka wykrzywiona była pod dziwnym kątem, nie sądził, że tak można. Prawej nie widział.

Rozległ się przeciągły sygnał i od okolicznych budynków odbiło się echo z dworca:

–  Pociąg pospieszny z Nowego Sącza do Gdyni przez Kraków, Warszawę, Poznań jest opóźniony trzydzieści minut. Za opóźnienie przepraszamy.

Chciał zawyć, zabulgotał tylko, dolna szczęka w kawałkach leżała gdzieś daleko.

W mroku, na żwirze błysnęła tarcza zegarka.

Tykał sobie spokojnie.