Ucho

Ocena: 
0
Brak głosów

– Ja nie chcę! – krzyczy chłopiec z całą siłą pięcioletnich płuc, gdy lekarz pochyla się nad nim z buteleczką w dłoni. Wodorowęglan sodowy chlupocze złowieszczo za przyciemnianym szkłem.

– Mareczku, przecież trzeba – perswaduje matka, nerwowa kobieta o skórze zniszczonej papierosami.

– Ale ja nie chcę! – protestuje jej syn piskliwym głosikiem.

Lekarz przechyla głowę dziecka – delikatnie, choć przecież sam uścisk palców jest jak stalowa obręcz.

– Ty nigdy nie słuchasz – wzdycha kobieta z żalem, obserwując zabiegi lekarza.

Ale myli się, Mareczek słucha, choć może nie zawsze mamy. Mareczek słucha Głosu, który co wieczór opowiada mu niesamowite historie, objaśnia tajemnice świata i cierpliwie usprawiedliwia matkę, gdy ta nie ma czasu na bajkę na dobranoc. Głos jest przyjacielem i powiernikiem, razem z chłopcem śpiewa piosenki i bawi się w „cobybyłogdyby”.

Ten sam Głos krzyczy teraz do Mareczka, błaga i zaklina. Mówi, że trzeba się wyrwać, uciekać, że lekarz uczyni Niewyobrażalne Zło.

– Nie chcę! – wrzeszczy Mareczek rozpaczliwie. Maleńkie ciało szarpie się w uścisku lekarza.

Krople powoli spływają do ucha, Głos łka jeszcze w chwilę, po czym cichnie. Mareczek płacze bezgłośnie.

– No, gotowe – mówi lekarz, przyglądając się wnętrzu ucha. – Roztwór rozpuścił trochę woskowinę, ale cały czas coś tam zalega. Jest pani pewna, że syn nie włożył niczego do środka?

Kobieta wzrusza ramionami. Skąd ma wiedzieć? Z Mareczkiem to same problemy, nigdy nie słucha.

Ale myli się, Mareczek słucha. Nasłuchuje pilnie, czeka, czy Głos powróci. Przecież czasem cichnie, ale potem zawsze wraca. I teraz też musi wrócić, żeby opowiedzieć nową historię i zapewnić, że Niewyobrażalne Zło już się skończyło, że znów będzie dobrze.

– No proszę, coś tu jednak jest... – Palce laryngologa nieco mocniej zaciskają się na głowie chłopca, gdy trzymana w drugiej dłoni pęseta zbliża się do małżowiny.

Dziecko wybucha głośnym płaczem, gdy lekarz wyciąga pokryte woskowiną, martwe ciało homonokulusa.